Kultura gwałtu - przykłady na podstawie komentarzy pod tekstami i artykułami o (mnie) ofierze gwałtu

13:19

Nosiłam się z tym zamiarem od bardzo dawna, wciąż jednak brakowało mi przestrzeni, by czytać te wszystkie rzeczy na nowo. 

Czas jednak nastał. 

Kultura gwałtuokreślenie hipotezy, w myśl której zjawisko przemocy seksualnej, w tym zgwałceń, jest powszechne w społeczeństwie, a jego eskalacji sprzyjają niektóre społeczne normy i przekonania, często rozpowszechniane poprzez środki masowego przekazu.

Jeżeli temat jest Wam zupełnie obcy i chcielibyście się dowiedzieć więcej, zapraszam do mojego obszernego tekstu, gdzie staram się przedstawić go z kilku różnych (niezależnych od płci) perspektyw:

Gdy mówię o kulturze gwałtu, jedna z najczęstszych odpowiedzi, jakie słyszę od mężczyzn, to absolutne odrzucenie tego konceptu i silne przekonanie, że "żaden normalny mężczyzna tak nie myśli", "żaden normalny mężczyzna nie gwałci", "Polacy szanują kobiety", oraz, że jest to "kolejny zmyślony przez feministki problem".
A ja szczerze chciałabym, żeby mieli rację. 

Chciałabym się mylić.
Chciałabym żyć w kraju, gdzie kobiety są bezpieczne, nie padają ofiarami przemocy seksualnej, a gdy już do tego dojdzie, system staje za nimi murem, a społeczeństwo je wspiera.
Nie ma mowy o wtórnej wiktymizacji czy slut-shaming'u, nie ma niekończących się pytań o to, w co była ubrana, czy nie prowokowała, po co była wieczorem poza domem i ilu partnerów seksualnych miała przed napaścią. 
Sprawy są łapani, skazywani, wysyłani na obowiązkowe warsztaty resocjalizacyjne, które mają zbudować empatię do ofiar i nauczyć przestrzegania cudzych granic.
Chciałabym, żeby tak było. 

Sytuacja ma się jednak zgoła inaczej.
W przypadku oskarżenia o gwałt w 45-84% (od 45% w Prokuraturze Okręgowej Radom po 84% (SIC!) w Prokuraturze Okręgowej Łódź) spraw jest umarzanych lub prokuratura w ogóle odmawia ich wszczęcia. 

Moim zdaniem, źródła tych okoliczności są osadzone głównie w kulturze.
Wszyscy, niezależnie od zawodu, jesteśmy ludźmi, wychowujemy się w jakimś zbiorze wartości i norm, niekoniecznie dobrych i słusznych, a stereotypy, uprzedzenia, szkodliwe założenia dotykają nas wszystkich.
Dominiczak w raporcie z badania pracownic i pracowników prokuratury i policji, opublikowanym w roku 2000, zaobserwował, że prawie 38% prokuratorów i prawie 45% policjantów było zdania, że kobieta nie ma prawa przerwać niechcianego kontaktu i w tym wypadku nie ma mowy o gwałcie. Wymuszenia stosunku za pomocą presji innej niż fizyczna, np. przez podanie środków farmakologicznych nie uważało za gwałt aż 29,7% prokuratorów, 39,3% policjantów. Z kolei doprowadzenia do obcowania płciowego wbrew woli osoby poszkodowanej przy użyciu przemocy lub groźby jej użycia, za zgwałcenie nie uważało 18,9% prokuratorów i 32,6% policjantów.
Chciałabym, żebyśmy wszyscy teraz naprawdę przetworzyli w sobie, że 20 lat temu dla dużej grupy funkcjonariuszy (ok. 20% prokuratorów i ok. 40% policjantów) przestępstwo zgwałcenia w ogóle nie istniało, bo nie było zachowań, które byliby gotowi uznać za gwałt.
Czasy oczywiście się zmieniły, weszliśmy od tamtej pory do UE, społeczna świadomość jest zdecydowanie większa, niż wówczas. 
Prokuratorzy jednak wciąż chętnie opierają się na wyroku Sądu Apelacyjnego (okropny artykuł) w Krakowie  (II AKr 11/94, KZS 1994, Nr 4, poz. 18, z dnia 23.3.1994 r.):
Nie ma zgwałcenia, gdy pokrzywdzona – choćby niechętnie – pozwala na zbliżenie seksualne, a zwłaszcza gdy swym wcześniejszym postępowaniem sprawia na mężczyźnie wrażenie, że pozwolenia udzieli. Zgwałcenie polega między innymi na przełamaniu woli pokrzywdzonej, a więc zbliżeniu seksualnym mimo jej sprzeciwu.
Co sprawia, że często najważniejszym elementem sprawy jest udowodnienie, jak zaciekle ofiara się broniła i czy przemoc, jakiej użyła wobec sprawcy, była wystarczająca, by uznać, że faktycznie stosunku nie chciała. 
Kultura gwałtu działa więc prężenie w granicach prawa. 
Ponieważ w takim jego rozumieniu, bronienie się, a później przejście w stan dysocjacji (przestaje się stawiać opór, przechodzi się w stan odrętwienia i odrealnienia) można uznać za "niechętną zgodę", bo nie używasz fizycznego sprzeciwu.
Co jest niewyobrażalnie wręcz krzywdzące wobec ofiar, gdyż jak wynika z badań przeprowadzonych w Szwecji na grupie ofiar gwałtu, aż 70% z nich przeszło w stan tego "mimowolnego paraliżu"
Jest też zupełnie niezgodne z wiedzą psychologiczną, która "zastygnij" stawia na równi z "walcz" i "uciekaj", naturalnymi, niekontrowanymi, fizjologicznymi reakcjami naszego organizmu na zagrożenie. Reakcjami, które występują wśród wielu innych gatunków zwierząt. 
Na szczyt tego tortu rozpaczy, niesprawiedliwości, dyskryminacji i fundamentalnie nieadekwatnego prawa, można położyć wisienkę w postaci przeświadczenia, że kobiety na temat gwałtu kłamią. Powszechnie.
I chociaż w skali UE średnio 8% oskarżeń o gwałt jest fałszywe, w żaden sposób nie zmienia ani nie aktualizuje to miejskiej legendy i każdy zna kogoś, kto zna kogoś, kto zna kogoś, kto "został fałszywie oskarżony, był dobrym chłopakiem, a zniszczyło mu to życie". Panuje więc ta wręcz histeryczna obsesja, by chronić mężczyzn przed tymi mitycznymi intrygantkami, kłamczuchami, zaburzonymi wariatkami.
Z jakiegoś powodu, chociaż spotyka to mężczyzn w zaledwie 8% przypadków, zdecydowanie przeważa to szalę empatii, chęci ochrony i wsparcia wobec 92% kobiet, które nie kłamią.

A jeżeli do skazania już dochodzi, najczęściej są to wyroki poniżej 3 lat, w zawieszeniu, co oznacza, że sprawca nie trafia do więzenia nawet na jeden dzień. W przypadku połowy tych wyroków, skazany nie dostaje nawet dozoru. Zakaz kontaktu lub zbliżania się jest praktycznie nieużywanym środkiem ochrony ofiar.
Dodając do tego, że miażdżąca większość gwałtów odbywa się w domu, swoim lub kogoś znajomego, z mężczyzną, którego znasz...
W zależności od badań 65-94% ofiar w ogóle nie zgłasza gwałtu żadnej instytucji. 
Tyle ze strony państwa.

A jeżeli chodzi o wsparcie społeczne...

Przedstawione tu komentarze są zaledwie małą częścią tego, co zostało o mnie i do mnie napisane.
Pod moimi tekstami, w sekcji komentarzy stron, które to udostępniały, pod artykułami różnych gazet i serwisów informacyjnych.
Co do zasady, o ile ktoś nie był naprawdę agresywny wobec innych rozmówców i nie rozlewał swoich... poglądów, po reszcie moich tekstów na blogu, nie dawałam banów i nie usuwałam komentarzy.

Uważam, że mają wartość edukacyjną. 
Jak mało empatii, rozumu i godności mają ludzie.
Jak strasznie są traktowane osoby, które zdecydują się powiedzieć o przemocy seksualnej, której doświadczyły.

Tak często zarzuca się kobietom, że zmyślają takie oskarżenia dla sławy, współczucia, powtarzanej poniżej tysiąckrotnie "atencji".
Jednak atencja, którą dostajesz, wygląda głównie tak, jak poniżej. 

Przykładowe miejsca:
Super Express

Część z nich udostępniłam już na e-klerki, w specjalnie przygotowanym do tego folderze, który już nie istnieje.
Autor jednego z komentarzy (gdzie życzył mi żebym się zabiła) zgłosił screen swojego własnego komentarza, jako nękanie... A Facebook dał mi za to bana na 3 dni. 
Nie chcąc stracić fanpage i całego swojego prywatnego konta, byłam zmuszona go usunąć. 
Zaczynały na Facebooku, są więc częściowo zanonimizowane (bez profilowego).

W Internecie nic nie ginie. 



Kategoria: Atencjuszka

Osoba poszukująca ciągłej atencji (uwagi), za wszelką cenę próbuje uzyskać aprobatę społeczeństwa





Wszyscy potrzebujemy atencji.

Jesteśmy zwierzętami stadnymi, wyczulonymi na siebie wzajemnie, umiemy rozpoznać "atmosferę pokoju", interpretować niewerbalne sygnały, czytać między wierszami. Pojmujemy niuanse mimiki, tonu głosu, mowy ciała.
Jesteśmy w tym tak dobrzy, bo rozumienie się z innymi ludźmi jest najważniejszą umiejętnością w naszym życiu.
A inni ludzie są najważniejszym jego elementem.
Niezależnie od tego, czy chodzi o związki, pracę, przyjaźnie, rozwój osobisty, potrzebujemy innych ludzi.
Potrzebujemy ich atencji, ich uwagi, ich dostrzegania i uznawania naszego istnienia.

Tak, potrzebuję atencji. 
Potrzebuję atencji od moich rodziców, mojego męża, moich przyjaciół i potrzebuję jej również od moich czytelników. 
Nic, co piszę, nie miałoby tak naprawdę większego znaczenia, gdyby nie robiło na nikim wrażenia.
Gdyby nikt się z tym nie utożsamiał, nikt na to nie odpowiadał, nie pisał do mnie, cała moja praca byłaby jałowa.
To, co robię, nie ma być sztuką dla sztuki. Nie piszę wyłącznie po to, by dać ujście swoim artystycznym potrzebom wyrazu.
Piszę, bo to forma terapii dla mnie, ale publikuję, bo to również forma terapii dla innych.

Piszę dla ludzi, którzy dostrzegają we mnie siebie, którzy rozumieją mój ból, moje zmagania, moją walkę.
Przeglądają się w lustrze moich doświadczeń i daje im to przestrzeń, by podejść do siebie z większą czułością, wyrozumiałością, empatią, tą samą, którą czują do mnie, a nigdy wcześniej nie pozwolili sobie poczuć jej... do siebie samych.

Tak, potrzebuję atencji.
Nie wstydzę się tego ani nie czuję się winna. 
Absolutnie nie zgadzam się z tezą, że potrzeba uwagi umniejsza wartość tego, co robimy.


Kategoria: Groźby i życzenie gwałtu

Było ich zdecydowanie więcej, ale to rodzaj komentarzy i osób, które od razu usuwałam i banowałam, bo wiem, jak na ofiary gwałtów działają takie słowa, myśl o tym, że tacy ludzie chodzą po ulicach. 
Strach, że możesz ich spotkać w szkole, pracy, na uczleni. Jak mocno umacnia to poczucie zagrożenia.
Nie chciałam nikogo narażać na takie dodatkowe triggery.




Mam mocne postanowienie, że gdy pojawią się takie komentarze przy przyszłych postach, będę je po prostu zgłaszać na policję, jako groźby karalne. 


Kategoria: Kłamiesz






Taki rodzaj komentarzy, a właściwie myślenia, jest dla mnie najbardziej szokujący. 
Na podstawie jednej sytuacji w swoim życiu, gdzie jakaś kobieta nie była z nim szczera, teraz automatycznie zakłada, że wszystkie kobiety kłamią.
Mój gwałt i jego sytuacja, nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego. Nic.
I nie ma to dla niego znaczenia. 

Jednocześnie nie ma większego zła, niż feministki, które "generalizują".

Zróbcie taki eksperyment myślowy:
Podajcie (bez googlowania) nazwisko jednej kobiety, z dowolnego kraju, która zrobiła karierę na tym, że oskarżyła kogoś o gwałt.
Tylko jednej.












Od początku prowadzenia bloga nie zarobiłam na nim nawet złotówki.
A zainwestowałam w niego dosłownie kilkanaście tysięcy, nieskończoną liczę godzin, emocji, energii.

Powtarzałam wiele razy, że uważam za nieetyczne, by używać mojej platformy, która porusza trudne, intymne, wrażliwe tematy, dzięki którym ludzie się do mnie przywiązują, ufają mi, traktują w jakiejś mierze, jak autorytet, przyjaciółkę, siostrę... Do promowania przypadkowych produktów. Szczególnie że większość propozycji, jakie dostaję, opiera się głównie o mój wygląd i są to ubrania, bielizna, suple, diety, poradniki, jak żyć etc.
Jednocześnie szczerze przyznaję, że wynika to z mojej uprzywilejowanej pozycji, w której nie muszę się sama utrzymywać i mogę sobie pozwolić na takie etyczne wybory, bo nie zależy od nich moje przeżycie.

I jakkolwiek rozumiem, że osoby komentujące nie musiały koniecznie tego wiedzieć, tak zajęłoby im dosłownie minutę, by wejść w linki do moich social mediów i zobaczyć, że faktycznie nie ma tam żadnych reklam ani promowanych produktów. 
Zanim zdecydują się napisać pod tekstem o tym, że zostałam zgwałcona, że zmyśliłam to dla pieniędzy.

Czujmy jakieś minimum odpowiedzialności za nasze własne słowa.


Kategoria: Nie możesz mówić o gwałcie tak, jak uważasz za słuszne & obrzydliwe blogerki

Zrobię słowo wprowadzenia, bo wiele z nich orbituje wokół screena mojego komentarza (który wrzucam pod dosłownie każdym postem powyżej tysiąca polubień), gdzie zachęcam ludzi do zapoznania się z moimi innymi platformami. 

W każdym miejscu Internetu, w którym działam, poruszam podobne tematy, różni się tylko forma.
Innego języka używam na blogu, innego na fanpage, innego na instastory, co naturalnie wynika z przeznaczenia każdego z tych miejsc. 
Na Instagramie pokazuję moje codziennie życie, memy, relacjonuję na bieżąco to, co uważam za ważne w Polsce i na świecie.
Na Facebooku buduję moją relację z Wami, rozszerzam zasięgi, staram się poruszać najważniejsze tematy i poprawiać Wam humor moimi przemyśleniami czy anegdotkami.
Na blogu opisuję konkretne zagadnienia w tekstach o długości od kilku do kilkudziesięciu minut.

Jestem dumna z każdej mojej platformy.
Uważam, że każda jest równie wartościowa, edukująca, warta dostrzeżenia.
Chcę, by ludzie wiedzieli, że mają wybór, co do formy w jakiej mogą przyswajać moje treści.
Na każdej z nich poruszam zarówno temat gwałtu, jak i kultury gwałtu.












Internetowi psychiatrzy.







Nie ma społecznej zgody na mówienie o gwałcie. 

Widziałam wiele wpisów, różniących się od mojego pod każdym względem.
Widziałam wpisy agresywne, widziałam wpisy pełne rozpaczy, widziałam wpisy, gdzie ofiara wymienia z imienia i nazwiska swojego oprawcę, widziałam wpisy z dokładnym opisem gwałtu, widziałam wpisy tak neutralne i zdystansowane, aż trudno było mi uwierzyć, że tak się da.
Widziałam wpisy sławnych kobiet, widziałam wpisy mężczyzn, widziałam wpisy zupełnie anonimowych osób, wpisy moich koleżanek.

Pod każdym z nich, bez wyjątku, były pretensje, że jest nie taki, jak powinien.
Nie w takiej formie, nie w taki sposób, nie w takim miejscu, nie takimi słowami.
Abstrahuję już od typowej składanki "chora psychicznie, kłamie, mści się, chce zniszczyć faceta", treść zawsze była uznawana za nieadekwatną. 

Tutaj ludzie rzucili się na ten jeden komentarz i część osób nie mogła znieść, że wrzuciłam zdjęcie, na którym było widać, że płakałam, ale gdyby nie było tych elementów, znaleźliby coś innego.
To nie ma tak naprawdę znaczenia, bo problemem nie jest ten komentarz, to zdjęcie, ta forma, te konkretne zdania czy pojedyncze słowa.
Problemem jest to, że nie chcemy myśleć o tym, że przemoc seksualna jest powszechna, często odbywa się wewnątrz związków i większość kobiet na przestrzeni swojego życia doświadczyła jakiejś jej formy.
Od gwałtu (oralnego, waginalnego, analnego) przez molestowanie (obmacywanie, wkładanie rąk w bieliznę, ocieranie się w komunikacji miejskiej) po zagrażające zachowania (groźby, sugestywne gesty, cat-calling czyli tak zwane "uliczne molestowanie" w stylu panów na budowach [absolutnie nie mam tu na myśli, że wszyscy robotnicy się tak zachowują]).
A gdy nie chcemy o czymś myśleć, wiedzieć, słuchać, nie ma takiej formy, która byłaby akceptowalna, gdy fundamentalnie odrzucamy treść. 


Kategoria: Ogólne próby obrażenia, ośmieszenia lub umniejszenia mnie





Jako odpowiedź na wymienienie sytuacji, które są gwałtem.


Jak wyżej.



To akurat nie było do mnie, tylko dziewczyny, która stanęła w mojej obronie.











Przypomina, że to wszystko są komentarze z zaledwie dwóch (2) tekstów.
Tekstów na temat tego, że jestem ofiarą gwałtu.


Kategoria: Jądro upadku empatii









Ten komentarz zszokował mnie chyba najbardziej z całego JoeMonstera.
Skąd wziął taką narrację?
W żaden sposób nie wynikała z mojego tekstu. 
Skąd w ludziach ta potrzeba dopisywania sobie całego tła, które stawia ofiarę w jak najgorszym świetle?
Nigdy nie byłam "gwałconą nastolatką, od której odwróciła się rodzina"
Jednak nawet gdybym nią była, wciąż nie przekreślałoby to moich szans na edukację i dobry etat. Co za okropny, niesprawiedliwy, poniżający sposób myślenia o ofiarach przemocy. 
Szczególnie ofiarach dziecięcych czy nastoletnich, gdzie skreśla się całe ich życie, na samym jego starcie.
Nie chcę nawet myśleć, jak musiała się poczuć zgwałcona osoba, która jest w sytuacji, jaką on opisał i czytała ciąg podobnych komentarzy, zwieńczony tym, że nie ma szans na żadną przyszłość.

Nie da się przeoczyć, że większość, powiedziałabym miażdżąca większość komentarzy, pochodzi od mężczyzn.
Zapewne tych samych mężczyzn, którzy reagują oburzeniem, gdy feministki wychodzą z inicjatywami "nie ucz córki, jak nie być zgwałconą, ucz syna, jak nie gwałcić".
Gwałt jest problemem kulturowym. 
Wywodzi się braku respektowania czy wręcz rozumienia granic, braku empatii, braku szacunku do kobiet, jako czegoś więcej, niż obiektów seksualnych.

Dlatego jestem gorącą zwolenniczką edukacji seksualnej, zgodnej z wytycznymi WHO (polecam mój tekst O co chodzi z tą całą seksualizacją dzieci?, gdzie je analizuję punkt po punkcie), które zaczynają od nauki rozumienia, stawiania, przestrzegania granic, zarówno fizycznych, jak i emocjonalnych, w obrębie samego siebie i otaczającego nas świata. Uczą empatii, wyrozumiałości, szacunku.
Towarów zdecydowanie deficytowych w naszym, polskim, społeczeństwie.
Nie możemy dalej polegać na rodzicach, że wykształcą w dzieciach te postawy, bo ewidentnie zawodzą.
Nawet nie ze swojej winy, ich przecież też nikt tego nie nauczył...


Kategoria: Wsparcie dla gwałciciela

Domniemanie niewinności jest jednym z ulubionych tematów.
Chociaż nie podałam jego imienia, nazwiska, nie opisałam wyglądu, nigdy nie podałam nawet miasta, w którym się wychowaliśmy, największym zmartwieniem internetowych obrońców gwałcicieli, jest ich domniemanie niewinności.
Krzywda, ból, trauma ofiary, jest niczym wobec dyskomfortu i dobrego imienia, tej kompletnie anonimowej osoby, która te przeżycia na nią ściągnęła.




Nie mam na to słów nawet.


Kategoria: Cringe, TL;DR i XD

Znowu przypomnę, że poniższe komentarze pochodzą z zaledwie dwóch tekstów i nie stanowią pełnego zbioru tego, co się tam pojawiło. 
Tekstów, które były opatrzone moją twarzą.
Tekstów, gdzie pisałam o najgłębszej traumie mojego życia.













To jest rodzaj "atencji", jaki się dostaje.


Kategoria: Blanka






Wszystko, co mam do powiedzenia o wpływie Blanki na kulturę i całej jej twórczości zawarłam tutaj


Kategoria: Normalne kobiety nigdy by się do bycia zgwałconą nie przyznały & powszechność przemocy seksualnej nie istnieje, kobiety tylko powszechnie kłamią







Zwróciliście uwagę, jak powszechna jest przemoc w naszej kulturze?

Każdy z nas widział w filmach umierających, postrzelonych, zadźganych, uduszonych ludzi, zanim skończyliśmy 10 lat.
Krew na filmach nie robi na nas wrażenia, rany kłute, wymuszenia, masowe morderstwa, pobicia, otwarte złamania, porwania, życie uchodzące z oczu po śmiertelnym ciosie.
Sceny obiektywnie przerażające, których nikt z nas nigdy nie będzie częścią, bo to skala przemocy wykraczająca daleko poza to, czego doświadczają przeciętni ludzie.

Natomiast sceny gwałtu są zazwyczaj zaledwie sugerowane: pokazuje się cierpiącą twarz, zaciśnięte pięści, rozpinający rozporek, ewentualnie moment walki między oprawcą a ofiarą, zanim dojdzie do przestępstwa.
Gwałty są najpowszechniejszymi przestępstwami w trakcie działań wojennych, a jednak na dosłownie tysiące filmów o tej tematyce, zaledwie kilka pozycji pokazuje ten element wojny w sposób, w jaki faktycznie się on odbywa. 

Gwałt jest czymś tak strasznym, objętym tak mocnym tabu, że cenzurujemy go bardziej niż zamordowanie człowieka z zimną krwią.
Nie chcemy na niego patrzeć, nie chcemy o nim myśleć.
Kojarzymy go z czymś brudnym, zakazanym, wstydliwym. A osoby zgwałcone z czymś nieodwracalnie zepsutym, nieczystym, złamanym, zhańbionym, obdartym z godności.

Łatwo jest przejść z takiego myślenia do założenia, że z osobą, która mówi otwarcie, że go doświadczyła, musi być coś nie tak.
Musi kłamać, być zaburzona, w ten lub inny sposób niegodna wsparcia, zaufania, pomocy.
"Bo kto normalny chciałby być powiązany z gwałtem?"
O ile łatwiej jest więc przejść do wtórnej wiktymizacji i victim-blamingu, przestać myśleć o ofierze, jak o człowieku, który myśli i czuje, a jak o argumencie do obalenia.

Chcemy wierzyć, że świat jest sprawiedliwy, ludzie dobrzy i jeżeli będziemy się zachowywać "jak należy", złe rzeczy nas nie spotkają.
A gdy kogoś spotyka coś złego, to musiał jakoś na to zasłużyć.
Daje nam to poczucie bezpieczeństwa.

Świat jednak tak nie funkcjonuje.


Kategoria: Nie możesz o tym mówić, jeżeli nie zgłosiłaś tego na policję & victim-blaming & slut-shaming

















Jak statystycznie udowodniłam w pierwszych ustępach tego tekstu, polski system sprawiedliwości nie gwarantuje nawet szansy na sprawiedliwe postępowanie sądowe.
Nie wspominając już o wyroku.

Ofiary nie są nic nikomu winne.

Ani światu, ani policji, ani potencjalnym innym ofiarom swojego oprawcy.
To gwałciciel zgwałcił, to on ponosi pełną i wyłączną odpowiedzialność za popełniony przez niego czyn. Ten i każdy następny.

Dopóki żyjemy w kraju, społeczeństwie, systemie prawnym, który ofiarom oferuje tylko dodatkowe traumy, upokorzenia i na koniec umorzenie sprawy lub zawiasy, które puszczają gwałciciela wolno, bez żadnego dozoru, żadnej resocjalizacji, żadnej terapii - ofiara jest ostatnią osobą, od której można oczekiwać jakichkolwiek działań.

Próby obciążenia ofiary - która najczęściej musi radzić sobie z PTSD, trumą, ostracyzmem społecznym, niekończącymi się zarzutami, że kłamie i zmyśliła to w celu jakichś własnych korzyści, gdy ona boi się wychodzić z domu, boi się dać komukolwiek dotknąć, cierpi, obwinia się, czuje, że jej życie się skończyło - odpowiedzialnością za gwałciciela...
Są kolejnymi gwałtami dokonywanymi na niej. 

Nie wyobrażam sobie, o ile lepszy byłby świat, gdyby ci mężczyźni spędzili ekwiwalent czasu przeznaczonego na pisanie tych żenujących komentarzy, na edukowanie się w sprawie seksualności, zgody w seksie, skali spustoszenia, jakie sieje w człowieku gwałt.

Może wyciągnęliby z tego chociaż tyle, że próby zawstydzania kobiet ich własną seksualnością są tak przestarzałą, patriarchalną, seksistowską drogą, że samo podążanie nią, skreśla merytoryczność ich argumentów na starcie.


Kategoria: Ale w czym problem & jesteś zgwałcona, ale ja jestem śmieszny


To ma być żart z mojej zapłakanej twarzy.










Nie mam do tego komenatrza.


Kategoria: Hehe, też mnie ktoś zgwałcił

Nie. 



Przypomnę tylko, że "seks na śpiocha""seks niespodzianka" bez uzyskania wcześniejszej zgody od partnerka_ki, że taka forma seksu jest dla niej lub niego ok i z góry wyraża na to zgodę, bo element zaskoczenia jest fajny, ekscytujący i porządany - jest gwałtem.

A fantazja seksualna o gwałcie w żaden sposób nie oznacza, że chce się być zgwałconym. 

Fantazje odbywają się w zaciszu naszej głowy, bezpiecznej przestrzeni, gdzie wszystko jest takie, jakie chcemy, w naszej pełnej kontroli. Myśli o zaskoczeniu, uległości, przemocy mogą być ekscytującym materiałem do masturbacji czy odgrywania ról z kimś, komu ufamy i mamy z góry ustalone zasady.
Nijak nie przekładają się jednak na sytuację gwałtu, gdzie nie mamy żadnej kontroli, żadnego bezpieczeństwa, nic z tego, co się dzieje, nie jest tym, czego chcieliśmy lub na co się zgodziliśmy.

Jedna z teorii na temat powszechności fantazji o gwałcie wśród kobiet, mówi o tym, że patriarchalna kultura, w zasadzie od zawsze oczekuje od kobiet "czystości", wstrzemięźliwości seksualnej, "oszczędzania się" dla przyszłego męża.
W dzisiejszych czasach nie ma to już tak dużego znaczenia, jak przez ostatnie tysiące lat, gdy od bycia dziewicą realnie zależało to, czy ktoś weźmie Cię za żonę, a aktywność seksualna przed ślubem mogła zrujnować Twoją reputację i szanse na godne życie...
Jednak oczekiwanie, by byłych partnerów seksualnych było jak najmniej, a do pewnego wieku najlepiej zero, wciąż jest bardzo żywa.
Fantazja o gwałcie była więc jedyną okolicznością, w której kobieta mogła fantazjować o seksie bez czucia się winną lub "grzeszną", ponieważ odpowiedzialność za akt spadała na sprawcę, nie jej honor lub sumienie.

Nigdy nie zapomnę, jak w wieku 14-15 lat moja koleżanka powiedziała do mnie: "chciałabym, żeby zgwałcił mnie jakiś przystojny chłopak i żebym miała to za sobą", gdy dyskutowałyśmy o pierwszym razie.
Nie miała oczywiście na myśli sytuacji, gdy krzyczy, płacze, wyrywa się lub leży sparaliżowana.
Jej fantazja zawierała trochę uwodzenia, trochę czułości no i oczywiście jej chęć.
Nie chodziło jej więc w żadnej mierze o bycie zgwałconą, a o to, by ktoś ściągnął z niej presję i odpowiedzialność.


Kategoria: Bóg





Nie byłam nigdy w ciąży ani nawet nie wspominałam nic o temacie aborcji.


Radzenie ofierze gwałtu, o której wie się, że jest ateistką, żeby kochała swojego gwałciciela i zawierzyła się Jezusowi, jest szczególnym rodzajem katolickiego okrucieństwa, z którym spotykam się szokująco, przynajmniej mnie, często.

Religia, nieważne która, nie daje jakiejś metafizycznej przepustki do układania innym ludziom życia, emocji, a szczególnie reakcji na traumę.
Jest takie, notabene katolickie, przysłowie, że "dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane".
To jest tego idealny przykład.

Prawie każda osoba wychowana w Polsce wie, kim jest Jezus i czego nauczał. 
Jeżeli sama mu się nie zawierza, nakłanianie jej do tego, szczególnie w okolicznościach opowiadania o swoim własnym cierpieniu, nie jest to ok.
Nie wiem nawet, jak to nazwać, ale to forma religijnego prześladowania, swoją własną religią.
Traktujmy religię, jak swoje miejsca intymne i dzielmy się nią tylko z tymi, którzy o to proszą, gdy o to proszą.


Kategoria: Prawicowe fanpage 







Na ich "obronę" mogę powiedzieć tylko tyle, że gdy ze sobą porozmawialiśmy i przekonali się, że jestem osobą, a nie anonimowym fp, stwierdzili, że takie dręczenie i upokarzanie mnie jednak nie jest ok.
Nie jest mi sobie jednak ciężko wyobrazić ofiar, które nie mają sił na takie konfrontacje lub nie mają ochoty udowadniać faktycznie anonimowym fanpage'om, że są ludźmi.
Sam post oczywiście został zdjęty przez Facebooka, jednak nie wcześniej, niż po zgarnięciu kilkuset reakcji, że jest to super i na miejscu tekst, z którym czytelnicy się w pełni zgadzają. 
 

Mój osobisty fawort bez kategorii:



I ulubiona okładka do tekstu:


Jak można dać coś tak obrzydliwego?
Nie wiem.
Tak jednak wygląda seksualizacja gwałtu w pełnej krasie.


Oto moja kolekcja komentarzy z dwóch najpopularniejszych postów na temat gwałtu, jakie napisałam.
Dwóch.
Na pewnie kilkadziesiąt, które opublikowałam na przestrzeni tych trzech lat działalności.
Nie wszystkie były o mnie, nie wszystkie odnosiły się do moich doświadczeń, komentarze większości mężczyzn były jednak bardzo podobne.

Jeżeli mi współczujecie - nie trzeba.

Kilka lat temu zgwałcono w Warszawie 13-letnią dziewczynkę.
Zgwałcił ją 60-letni bezdomny po tym, jak ją upił.
90% komentarzy pod tą informacją, niezależnie od portalu, orbitowała wokół tego, że sama sobie na to zasłużyła, pewnie tego chciała, teraz 13-latki wyglądają jak 17-latki (czy zgwałcenie 17-latki jest już ok?), co robiła sama w nocy poza domem, doigrała się, pewnie była prostytutką.
To te bardziej cenzuralne wypowiedzi.

Prawie nikt z komentujących nie dostrzegał dramatu 13-letniego dziecka (6 klasa podstawówki), tak zaniedbanego, by nikt nie zauważył jej nieobecności w środku nocy, tak samotnego, żeby wdawać się w interakcje z 60-letnimi bezdomnymi, tak zagubionego, by się z nimi upijać.
Nic z tej sytuacji nie było jej winą.

Zawiedli rodzice.
Zawiedli pedagodzy.
Zawiódł MOPS.
Zawiedliśmy my, jako społeczeństwo, widząc ją na ulicach i nie czując odpowiedzialności, by odprowadzić do domu lub wezwać policję.
Nie ma takiego makijażu, który robi z 13-letniego dziecka, dorosłą kobietę.

Straciłam wtedy wiarę w ludzi i to, że kiedykolwiek usłyszę cokolwiek pozytywnego, jakiekolwiek słowa wsparcia, chociaż skrawki zrozumienia.
Zrozumiałam też, że żyję w kulturze, która na jakimś poziomie nienawidzi kobiet.
Jeżeli tak łatwo przychodzi ludziom zrzucenie odpowiedzialności na 13-letnie dziecko (!) za to, że zgwałcił je 5x starszy bezdomny (!)...

Co można zrobić kobiecie powyżej 10 roku życia, za co nie dałoby się jej obwinić?
Czy istnieje w ogóle jakaś granica, jeżeli gwałt przez, przepraszam, żula na dziecku, nawet się do niej nie zbliża?
Jakie szanse na wsparcie i empatię mają kobiety, jak ja, zgwałcone we własnym domu, przez kogoś znajomego, a które składają się przecież na miażdzącą większość ofiar gwałtu?

Byłam przygotowana na te komentarze.
Byłam przygotowana na to, że to jedyne komentarze, jakie się pojawią, gdy pisałam o tym po raz pierwszy. 
Stało się jednak inaczej.

Mam całą społeczność, składającą się z 20 tysięcy osób, które są ze mną całym sercem.
Wspierają mnie, opiekują się mną, rozumieją mnie, utożsamiają się z moim cierpieniem, moim zdrowieniem, moją pracą nad PTSD.
Mam rodziców, przyjaciół, męża, którzy wspierają i kochają mnie każdego dnia.
Nigdy nie czuję się samotna.
Nigdy nie czuję się bezwartościowa.
Nigdy nie czuję się niezrozumiana.

Mam też wiarę i nadzieję w lepszą przyszłość.
Każdego dnia widzę na moich social mediach komentarze i wiadomości od mężczyzn, które napawają mnie podziwem, dumą, radością.
Mężczyzn, którzy dostrzegają problemy, jakie poruszam.
Mężczyzn, którzy czuję tak silną potrzebę zmiany, jak ja.
Mężczyzn, którzy są gotowi zrezygnować ze swojej uprzywilejowanej pozycji w imię równości, sprawiedliwości, prawdziwej ochrony ofiar.

Czyni mnie to jednak wyjątkiem od reguły.

Gdy widzicie artykuły o zgwałconych kobietach, miejcie świadomość, że one też je widzą.

One - te konkretne ofiary.
One - ofiary podobnych form gwałtu.
One - ofiary gwałtu i przemocy seksualnej w ogóle.
Widzą, czytają i siłą rzeczy biorą do siebie, bo bez silnego systemu wsparcia, ciężko jest nie przejąć się tym, że kilkadziesiąt lub kilkaset osób, w każdym miejscu Internetu, pisze o "Tobie" najgorsze, najbardziej upokarzające i obrzydliwe rzeczy.
Czytają to również przyszłe ofiary, które będą miały w głowie te komentarze, gdy przyjdzie do radzenia sobie z tym, co je spotkało.
"Może to jednak była moja wina"
"Może jednak prowokowałam"
"Może jednak mogłam ubrać się inaczej"
"Może powinnam mu wybaczyć"
"Może problem faktycznie jest we mnie"

Czytają to również ci wszyscy mężczyźni, którzy wzajemnie wspierają się w pilnowaniu, by nigdy nie wyszło na światło dzienne, że przemoc seksualna, którą prawdopodobnie sami stosują, stąd agresywne podejście do ofiar, jest powszechna.

I czas coś z nią zrobić.

Gdy dostrzegacie takie i podobne komentarze, nie scrollujcie obojętnie dalej.
Nie dawajcie na to zgody.
Nie czujcie, że Was to nie dotyczy, że nie warto, że szkoda czasu, bo on lub ona i tak nie zrozumie, i tak nie zrobi to różnicy.
Może zrozumie, może nie.
Różnicę jednak zrobi.
Dla wszystkich ofiar, które wchodzą w te sekcje komentarzy ze ściśniętym żołądkiem i biorą do siebie każdy z tych obrzydliwych wpisów.

To my kształtujemy kulturę, w której żyjemy.
Stwórzmy w niej przestrzeń na szacunek do kobiet, na szacunek do wszystkich ofiar.

fot. e-klerki
Majorka, 2020
Wybrałam je z myślą o tych rekinach...

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.