Nie jest to powszechnie znany fakt na mój temat, ale jestem pasjonatką brylantów.

Brylant [fr.] - regularnie oszlifowany diament, też szlif diamentu opracowany w XVII w.; kamień Otrzymuje formę podwójnego ostrosłupa, w którym powstałe przez ścięcie wierzchołków płaszczyzny otaczają ścianki, tzw. fasety; zasadą szlifu brylantowego jest zwielokrotnienie liczby 4 dla liczby faset.
- Encyklopedia PWN

Nie interesują mnie ubrania znanych projektantów, drogie torebki, luksusowe zegarki, buty o czerwonych podeszwach.
Roszczę sobie jakieś nieuzasadnione poczucie moralnej wyższości nad high-end towarami. 
Jednak nigdy w życiu nie pragnęłam posiadać czegoś tak bardzo, jak pragnę 2-karatowego pierścionka od Tiffaniego.

Jestem prostą dziewczyną, mam realistyczne marzenia, stąd skromna potrzeba pierścionka na 180 tysięcy złotych. 

Mogłabym się tu rozpisywać nad powodami, dla których przynajmniej częściowo jest wart swojej astronomicznej ceny...
Podałam ją jednak głównie po to, by pokazać, jak bardzo Tiffany ceni swoją nazwę i produkty, za którymi stoi jakość, prestiż, historia, perfekcja szlifu, piękne lokalizacje, profesjonalni, uprzejmi i zaangażowani pracownicy.
Odwiedzam ich sklepy za każdym razem, gdy jestem w kraju, gdzie są dostępne (tylko 10 europejskich stolic, najbliższy sklep jest w Berlinie) i jest to przyjemność za każdym razem. 
Przymierzam każdy model, zgaduję karaty i kolor, z radością słucham komplementów sprzedawców na temat mojej wiedzy i dyskutuję z nimi o różnych rozwiązaniach.
Czasem wchodzę tam wystrojona, ale zazwyczaj da się po mnie ocenić na pierwszy rzut oka, że nic tam nie kupię a mimo to, zawsze zostaję przyjęta z sympatią, dbałością i szacunkiem. 

Ten sam pierścionek, który jest szczytem moich marzeń, ale w wersji 0.65 ct (karat) kosztuje już 26 tysięcy złotych.
Porównajmy go do pierścionka Apartu 0.70 ct, który kosztuje... 25 tysięcy złotych.


Myślę, że nawet dla osoby, która nie interesuje się specjalnie biżuterią, różnica między Apartem a Tiffanim, jest dostatecznie jasna, bym nie musiała tłumaczyć, jak absurdalnym jest, żeby "ten sam" pierścionek kosztował tyle samo w Aparcie i Tiffanym. 

Jakość brylantów w Polsce jest niska w porównaniu do naszych sąsiadów, a ceny zdecydowanie zawyżone. Zapewne przez to, że na naszym rynku wciąż jest to towar ekstremalnie luksusowy, nie po prostu "z wyższej półki".
W 2016 robiłam reaserch na ten temat (na pewno dane się zmieniły, ale podejrzewam, że stosunek pozostał), z którego wynikało, że średnia waga kamienia w pierścionku w USA jest 2-3 x większa, przy tej samej cenie, która wówczas wynosiła 4 tysiące złotych.
U nich było to ok 0,5-0,8 ct, u nas 0,25-0,3 ct.
Oczywiście jest mnóstwo czynników, które mają wpływ na cenę, ale w USA, co do zasady, nie widuje się takich pierścionków (0.02 ct), gdzie kamień jest za mały, by kolor, szlif, czystość itd. miały jakiekolwiek znaczenie:

Ponieważ za tą samą kwotę można dostać przynajmniej 0.10-0.20 ct. A kamienie, jak ten, który widzimy powyżej, traktuje się jako element dekoracyjny drobnych elementów albo przeznacza na cele przemysłowe.

To tak słowem wstępu: "dlaczego nie kupować brylantów w Polsce"

Ale nie o brylantach chcę dziś pisać!

Historia naszych miłosnych przygód jest bardzo zawiła, a jednym z jej elementów jest fakt, że nigdy nie mieliśmy zaręczyn. 
Część tej historii usłyszycie w grudniu 2021 (tak sobie postanowiłam), ale najważniejsza puenta na potrzeby tego tekstu jest taka, że nigdy nie dostałam pierścionka zaręczynowego. 
Co, po pewnym czasie, ale szczególnie po ślubie, zaczęło być dość frustrujące, gdy wszyscy wciąż o niego pytali, a ja w odpowiedzi miałam tylko enigmatyczne tłumaczenia o przyszłych zaręczynach.

Piotrek wielokrotnie proponował mi zakup różnych pierścionków, widząc, że trochę mnie te pytania bolą, jednak stanowczo odmawiałam, twierdząc, że chcę jeden, jedyny i nic innego, nawet jakbym miała czekać na niego 30 lat. Jasno mu zakomunikowałam, że nie chcę pierścionka za kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy, bo już nigdy nie kupi mi takiego, jaki chcę i co za nim idzie, nie dostanę wymarzonych oświadczyn, które jak to ujęłam: "mają być cyrkiem, który będzie viralował przez dekadę" - gdy godzisz się na zaręczyny po ślubie, czyli między "teraz" a "póki śmierć Was nie rozłączy", dając drugiej stronie dosłownie całe życie na organizację tego wydarzenia, masz pełne prawo mieć oczekiwania z kosmosu. 

Mój mąż, na szczęście, od tego jest moim mężem, żeby dobrze mnie znać i wiedzieć, kiedy warto mnie nie słuchać.
Dlatego też postanowił kupić mi pierścionek nie-zaręczynowy, z okazji 4 rocznicy poznania się, bym miała co pokazywać i przy okazji sprawdziła, jak to faktycznie jest funkcjonować z dwoma karatami na ręce.

Piotrek, co do zasady, nie jest fanem diamentów, nie rozumie mojej fascynacji nimi i chociaż zawsze jest pod wrażeniem, gdy potrafię na odległość określić wielkość, kolor i szlif, same w sobie nie robią na nim wrażenia.
Uważa je za nieetyczne, napompowane cenowo i snobistyczne, z czym oczywiście się zgadzam, ale wciąż pragnę ich całą sobą. 
Jako fan technologii i zdecydowany przeciwnik nieekologicznych rozwiązań opartych na wyzysku, długo myślał, czym ten diament zastąpić, by spełnić moje dwa wykluczające się wymagania: dwukaratowego kamienia i budżetu poniżej 10 tysięcy złotych. 

I tak odkrył moissanit!

"Moissanit to kamień szlachetny zrodzony z gwiazd"
Został odkryty w 1893 roku przez francuskiego naukowca Henri Moissana, który później zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Odkrył mikroskopijne cząsteczki klejnotu w kraterze utworzonym przez meteoryt, który spadł na Ziemię. Początkowo myślał, że odkrył diamenty, ale później ustalił, że kryształy składają się z węglika krzemu. Naturalny moissanit jest niezwykle rzadki, dlatego obecnie jest wytwarzany w laboratorium.
"Po wielu latach prób i błędów, cząsteczki odkryte przez Moissana zostały z powodzeniem zsyntetyzowane, aby wyprodukować jeden z najbardziej błyszczących kamieni szlachetnych na świecie."

Bardzo podoba mi się historia za nimi.
Jednym z powodów, dla których kocham diamenty, jest ich historia; piękna, brutalna, prawie że odwieczna.
Ciężko jednak oprzeć się narracji, która rozpoczyna się od słów "zrodzony z gwiazd" (abstrahując od tego, że wszyscy jesteśmy "zrodzeni z gwiazd", bo tak przebiegał proces tworzenia się pierwiastków, z których się składamy), pozytywnie też oceniam fakt, że obecnie są tworzone w laboratoriach, nie ma więc potrzeby niewolniczej, ryzykownej pracy, która dodatkowo odbija się niekorzystnie na ekosystemie.

Nie oszukujmy się jednak, że wygląd nie jest w tej sytuacji najważniejszy.

Jak bardzo wizualnie różni się moissanit od diamentu?
 

Dla niewprawionego oka: wcale.

I gdy mówię "niewprawione oko" mam na myśli jubilera, do którego zaniosłam mój pierścionek, żeby go zmniejszył, a on podbił cenę 3-krotnie, gdy zobaczył, o jaki pierścionek chodzi.
Bardzo mnie to zirytowało, powiedziałam więc "to zwykła cyrkonia", na co on wziął swoją jubilerską lupę i zaczął mnie wypytywać, gdzie go kupiłam ("na Allegro"). Nie przewidziałam bowiem, że kamienie szlachetne mają swój specyficzny odcień ciepła, który wychodzi pod takimi lupami.
Jubiler był przekonany, że to diament. Bardzo się podekscytował, że mogłam przez przypadek kupić coś o bardzo dużej wartości (którą i tak źle wyszacował na 25k zł, a gdyby to faktycznie był diament, byłoby to bliżej 25k ale dolarów), chciał go zatrzymać, żeby skonsultować to z kolegą "który się lepiej zna".
Zabrałam pierścionek i finalnie odesłałam go do USA, żeby sami go zmniejszyli, bo poczułam, że nie ufam warszawskim jubilerom.
Oczywiście mogłam z góry powiedzieć co to za kamień, ale nie znoszę ludzi, którzy podbijają ceny, gdy zorientują się, że klient ma więcej pieniędzy.

Porównajmy jednak te dwa kamienie również na klasycznych skalach:

1. Trwałość
Kamienie szlachetne są mierzone w skali twardości Mohsa, która ocenia zdolność klejnotu do wytrzymywania zarysowań powierzchni.

Moissanit: 9.25
Brylant: 10

Diament, jak wiadomo, jest najtwardszą substancją na Ziemi. Natomiast różnica między nimi w codziennym użytkowaniu jest niedostrzegalna. W przeciwieństwie do np. cyrkonii, żaden z nich nie mętnieje, nie jest podatny na zarysowania. Czas nie odciska na nich swojego piętna.

2. Blask
Blask odnosi się do wyglądu światła odbitego od wnętrza klejnotu.

Moissanit: Współczynnik załamania światła od 2,65 do 2,69
BrylantWspółczynnik załamania światła 2.417

Moissanity wykazują inny rodzaj blasku niż diamenty. Ogniste, tęczowe błyski emitowane przez moissanity mogą stworzyć efekt „kuli dyskotekowej”, szczególnie w świetle słonecznym. Im większy moissanit, tym większe prawdopodobieństwo, że różnica będzie zauważalna. 
Brylanty odbijają światło na trzy różne sposoby. Białe światło odbite z powrotem jest określane jako blask, podczas gdy tęcza kolorów załamanych przez brylant jest określana jako rozproszenie. Blask powierzchni brylantu, znany jako scyntylacja, jest trzecim rodzajem odbicia światła brylantu. Połączenie tych trzech nadaje brylantom ich słynny blask.

3. Kolor

Kolor to naturalny kolor lub brak koloru widoczny w kamieniu.

Moissanit: Żółty lub szarawy odcień
Brylant: Biały

Chociaż moissanity są oznaczone jako "bezbarwne", w niektórych światłach klejnoty nadal mogą mieć żółty lub szarawy odcień. Tutaj znowu, im większy moissanit, tym bardziej zauważalny kolor.
Bezbarwny brylant, czy to naturalny, czy stworzony laboratoryjnie, ma naturalny kolor ciała, który nie zawiera śladów żółtego, brązowego lub szarego, co daje olśniewający, jasny biały wygląd.

4. Cena

Moissanit: 1 karat najwyższej jakości, koloru i czystości - 1500 zł
Brylant: 1 karat najwyższej jakości, koloru i czystości - 20500 zł
Brylant z laboratorium: 1 karat najwyższej jakości, koloru i czystości - 11200 zł

Przy tej samej wielkości moissanity mają drastycznie niższą cenę niż diamenty, nawet laborytoryjne.
Ceny oczywiście różnią się w zależności od kształtu, karatów, szlifu, koloru i czystości.
Diamenty stworzone w laboratorium są tańsze niż diamenty naturalne, jednak żeby utrzymać ceny i rynek, nie aż tak, jak można by się spodziewać.

5. Pozyskiwanie

Moissanit: Laboratorium
Diament: Wydobycie, laboratorium, "etyczne diamenty" i "krwawe diamenty"

Ponieważ moissanity są tworzone w laboratorium, są atrakcyjną opcją dla osób poszukujących ekologicznego kamienia szlachetnego, ponieważ nie wymagają wydobywania.
Diamenty "conflict free" są wyselekcjonowane ze względu na ich etyczne i przyjazne dla środowiska pochodzenie, jak i diamenty stworzone w laboratorium, które są etycznie uprawiane przy minimalnym wpływie na środowisko.
W większości Polskich sklepów nie ma nawet co pytać o etyczność pochodzenia, bo większość ekspedientek ledwo jest w stanie rozszyfrować certyfikaty.

Wszystkie te niewielkie różnice są niedostrzegalne dla osoby, która na diamentach się nie zna.

Diamenty sprzedawane w Polsce, a szczególnie te poniżej 0.15 ct, równie dobrze mogłyby iść na użytek przemysłowy - absolutnie nie chcę tu sprawić przykrości osobom, które mają takie pierścionki, wiadomo, że w tym geście nie chodzi o kamień, tylko uczucie i to, co za tą biżuterią się kryje, czyli pragnienie spędzenia reszty życia razem...
Niemniej jednak, większość specyfikacji nie ma znaczenia przy tak małych kamieniach, nawet jeżeli jest to pod każdym względem perfekcyjne >0.15 ct, naprawdę ciężko będzie to ocenić bez profesjonalnego sprzętu, bo powierzchnia jest po prostu zbyt mała.

Pokażę teraz, jak wygląda diamentowy pierścionek z Apartu, w tej samej cenie, co mój.


Jest to 0.25 ct w złocie, które kosztuje 4490 zł, czyli w zasadzie 500 zł mniej, niż mój.
Jeżeli dodamy do tego opłaty celne, które musieliśmy zapłacić, otrzymujemy ten (swoją drogą jest to chyba najładniejszy pierścionek stamtąd, jaki widziałam):

0.29 ct w złocie, które kosztuje 6590 zł, czyli dokładnie tyle, ile my zapłaciliśmy za mój pierścionek, który wygląda tak:


Składa się na niego specjalnie zaprojektowany okrągły brylantowy kamień (2,0 ct) o super idealny szlifie i sześć markizowych kamieni bocznych, oprawionych w 14-karatowe białe złoto.
Każdy z kamieni to moissanit.

I jest to najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam w całym moim życiu.
A fakt, że sama go zaprojektowałam, sprawia, że jest najbardziej wyjątkowa rzecz, jaką nosiłam w swoim życiu.


Oczywiście, jak tylko wywęszyłam, co Piotrek knuje, powiedziałam, że musi pozwolić mi go zaprojektować, bo bardzo go kocham, ale to coś, co mam nosić codziennie przez bliżej nieokreśloną przyszłość więc przejmuję kreatywne stery, a jemu zostawiam resztę kwestii. 
A potem jeszcze się oburzyłam, że wdrożyli go do stałej oferty

I absolutnie nie chcę tu sugerować, że małe kamienie są złe i wszyscy powinni chcieć mieć wielkie klejnoty na pół palca, jak mój.
Minimalizm jest super i jest ogrom cudownych, delikatnych pierścionków z kamieniami 0.20-0.40 ct, które nie dominują dłoni, a dają piękny, delikatny blask.
Wiem natomiast, że jest mnóstwo dziewczyn, które drastycznie obniżają swoje oczekiwania i marzenia, by pierścionek znalazł się w ich (przyszłych narzeczonych) finansowym zasięgu. 
Pozwolę sobie więc zaprezentować te dwie opcje, w tej samej cenie, obok siebie.

Nie jako porównanie lepszy-gorszy a zestawienie, jakie masz możliwości w tym samym budżecie, jeżeli zdecydujesz się na inny kamień, kupiony poza Polską, którego absolutnie nikt nigdy nie odróżni od diamentu.


W cenę 6500 zł na mój pierścionek wszedł: indywidualny projekt, łącznie 7 kamieni, z czego centralny ma 2 ct, przesyłka, cło na granicy, gwarancja, piękne pudełko. 
W cenę 6590 zł pierścionka z Apartu wszedł: jeden diament 0.29 ct, gwarancja (chyba, nie wiem, nigdy tam nie kupuję), pudełko z nazwą "Apart".
Oba są z 14-karatowego białego złota. 

Identyczny pierścionek, jak ten z Apartu, ale ze sklepu, z którego zamawialiśmy mój (natomiast z większym kamieniem - wydaje mi się, że standardowo nie sprzedają poniżej 0.75 ct, ale widziałam na ich stronie kamienie od 0.06, więc jeżeli się do nich napisze, na pewno zaprojektują mały), kosztuje 2500 zł + cło (30% - szokujące, wiem) to 3250 zł.
Za ponad dwukrotnie większy kamień, płacimy dosłownie połowę mniej.

Dla wizualizacji tego zestawienia:


Powiedziałabym, że najgorszym aspektem moissanitów jest to, że musisz ludziom odpowiadać "nie, to nie diament"
To znaczy, nie musisz, ale możesz. Ja, na przykład, wolę mówić, że to nie jest diament, żeby ludzie nie mieli głupich pomysłów na temat jego wartości i tego, co sobie mogliby za niego kupić...
Ale wyobrażam sobie, że do 1 ct można nie wyprowadzać ludzi z błędu, tylko cieszyć się komplementami bez dalszych wyjaśnień.
A komplementów gwarantuję ogrom, bo naprawdę świeci się, jak kula dyskotekowa i w świetle dziennym potrafi rzucać kolorowe błyski na palec, co czyni go prawdziwym spektaklem. 


Jeżeli zachęciłam Was do zakupu, to serdecznie polecam sklep, z którego korzystaliśmy - MoissaniteCo. Obsługa jest bardzo miła, kompetentna, cierpliwa (szczególnie przy robieniu rzeczy na zamówienie). Poza tym mają nieskończoną ilość wzorów i wszystkie prezentują na żywo w świetle dziennym na swoim Instagramie, więc można się zainspirować!
Przestrzegam, że ich rozmiarówka jest wyższa niż nasza, a instrukcja ze strony niezbyt skuteczna, musiałam więc raz do odsyłać do zwężania.
Finalnie nie obyło się bez suwmiarki do zmierzenia mojego palca, którą z góry zalecam.

Jeżeli zdecydujecie się na inną firmą, widziałam na przykład Polską, która sprzedaje nawet 3 ct w srebrze za 800 zł, przestrzegam tylko, żeby poprosić o pokazanie kamienia w świetle dziennym oraz certyfikat dotyczący szlifu i pochodzenia, bo proces produkcji może być bardzo różny. A to wyłącznie od niego zależy, czy kamień będzie piękny, błyszczący i trwały, czy wręcz przeciwnie.
Zalecam też uważać na podróbki (cyrkonie).


A tak wyglądały wizualizacje projektu, które robiłam, by przekazać projektantom o co mi chodzi i zbierałam pomysły, co mi się podoba:



Na koniec opowiem anegdotkę o tym, jak strasznie siadł mi na psychice, gdy go dostałam. 

Wiedziałam, jak będzie wyglądał, widziałam kamienie na ich Instagramie, spodziewałam się więc, co dostanę, a jednak, gdy pierwszy raz założyłam go na palec, poczułam się tak źle ze sobą.
Miałam to dojmujące poczucie, że nic w moim życiu się mu nie równa: moje ubrania, włosy, mieszkanie, ja sama, po prostu nie pasują do czegoś tak niesamowicie pięknego.

Jedynak gdy rok później musiałam odesłać go do naprawy (po tym, jak rzuciłam nim w Piotrka w trakcie #kryzysjesieni2020 pękł w miejscu, w którym był zmniejszany) tak bardzo za nim tęskniłam!
Za każdym razem, gdy się budziłam i widziałam słońce, wyciągałam rękę, żeby popatrzeć, jak się w nim odbija, jego tam nie było i czułam autentyczny smutek porównywalny do tęsknoty za kimś bliskim.
Nigdy nie byłam tak przywiązana do żadnego przedmiotu.

Moje ulubione zdjęcie jego nawiązującego do natury wnętrza:

Jego piękno pozwala mi się godzić w serduszku z myślą, że raczej nigdy nie dostanę 2-karatowego Tiffaniego, nawet jeżeli to jedyna posh rzecz, jakiej kiedykolwiek chciałam...
Ponieważ nawet gdybym faktycznie miała wolne te 180 tysięcy, wątpię, bym czuła, że to etyczne wydać je na biżuterię...
Szczególnie gdy mam tak piękne i tanie alternatywy, które mogę bez żalu wymieniać, gdyby mój gust się znacząco zmieniał.

Może jednak kiedyś zakocha się we mnie (bez wzajemności oczywiście!) jakiś milioner, szejk albo inny Elon Musk i zrezygnowany moją wiernością wobec męża, będzie mnie zasypywał prezentami, licząc na chociaż jedno spojrzenie...
Lub, wiecie, inny prawdopodobny scenariusz.

fot. e-klerki, 2020, Szwajcaria


Źrodła:
https://www.jewelryshoppingguide.com/moissanite-vs-cubic-zirconia/
https://www.withclarity.com/education/diamond-education/diamond-carat
https://www.jamesallen.com/loose-diamonds/all-diamonds/?
https://www.brilliantearth.com/news/moissanite-vs-diamond/
https://www.diamonds.pro/education/diamond-prices/

Add your comment

© e-klerki · THEME BY WATDESIGNEXPRESS