Życie z zespołem stresu pourazowego (PTSD)

Zespół stresu pourazowego, zaburzenie stresowe pourazowe (ang. posttraumatic stress disorder, PTSD) – zaburzenie psychiczne będące formą reakcji na skrajnie stresujące wydarzenie (traumę), które przekracza zdolności danej osoby do radzenia sobie i adaptacji.
Pośród tego rodzaju wydarzeń wymienić można działania wojenne, katastrofy, kataklizmy żywiołowe, wypadki komunikacyjne, bycie ofiarą napaści, gwałtu, molestowania, uprowadzenia, tortur, uwięzienia w obozie koncentracyjnym, otrzymanie diagnozy zagrażającej życiu, choroby itp.
Typowymi objawami PTSD są: napięcie lękowe, uczucie wyczerpania, poczucie bezradności, doświadczanie nawracających, gwałtownych mimowolnych wspomnień traumatycznego wydarzenia, flashbacków lub koszmarów sennych o tematyce związanej z doznaną traumą oraz unikanie sytuacji kojarzących się z doznaną traumą (np. doznawszy traumatyzującego wypadku samochodowego osoba z PTSD odczuwa silny lęk przed środkami transportu lub prowadzeniem samochodu i unika tego). Nierzadko początek zaburzenia występuje po okresie latencji, który może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy.
U niektórych osób objawy PTSD mogą utrzymywać się przez wiele lat i przejść w trwałą zmianę osobowości (według klasyfikacji ICD-10 kodowaną jako F62.0 Trwała zmiana osobowości po katastrofach – po przeżyciu sytuacji ekstremalnej).
- Wikipedia (Kaplan & Sadock's synopsis of psychiatry: behavioral sciences/clinical psychiatry)

Do tego sprowadził się cały mój rok; uświadamiania sobie PTSD, złości na PTSD, walki z PTSD, pretensji do siebie o PTSD, godzenia się z PTSD, akceptowania PTSD, szukania pomocy z PTSD.

Gdy zostałam zgwałcona i zaczęła pogłębiać się we mnie pierwotna dysocjacja wywołana tym wydarzeniem, wiedziałam, że będę miała PTSD.
Tak naprawdę wiedziałam, że będę miała PTSD już w momencie, gdy on leżał na mnie, a ja powtarzałam w głowie, jak mantrę "może nie będę tego jutro pamiętać, błagam, proszę, nie chcę tego pamiętać, nie mogę tego pamiętać".

Wiedziałam to, bo miałam 22 lata i byłam już mądrą, wykształconą kobietą, która takie podstawy psychologii ma w małym palcu.
I z tego też powodu uważałam, że nie mam prawa mieć PTSD.
Właśnie dlatego, że jestem mądra, że wiem rzeczy na ten temat, znam te schematy myślenia i działania.
PTSD jest dla kobiet, które ktoś napadł w ciemnych uliczkach i do szoku dochodzi standardowy brak pojęcia o emocjach, terapii, higienie psychicznej, jak więc PTSD miałoby nie wystąpić?
Ja nie jestem taką kobietą.
Nie jestem "zwykłą ofiarą", od której nie można oczekiwać racjonalnych reakcji i trzeba okazać najwyższy poziom troski i zrozumienia.
Mnie nie zgwałcił obcy, obrzydliwy facet, czający się na przypadkową ofiarę na ciemnym parkingu.
Ja "mogłam" przewidzieć, co mnie spotka.
Ja "mogłam" się przed tym ochronić.
Ja "mogłam" zachować się lepiej.
Ja "mogłam" go nie prowokować.

I tym łatwiej było mi w to wierzyć, że pierwsze prawdziwe objawy przyszły z dużym opóźnieniem.
Pierwsze miesiące spędziłam w naprzemiennych epizodach depresji i manii, na bardzo źle dobranych lekach psychotropowych, więc niewiele tam było "mnie".
Później spędziłam dużo czasu na drugim końcu świata, odcięta od wszystkich i wszystkiego, co mogłoby pełnić funkcję triggera wywołującego flashbacki i oprócz okazjonalnych koszmarów, miałam głównie święty spokój.
Później wprawdzie wróciliśmy do Warszawy, ale wszystko było zupełnie inne; dzielnica, mieszkanie, znajomi, standard życia, plany.
I potrzeba było okrągłego roku, spotkania go na żywo i przeprowadzenia się z powrotem do mieszkania, w którym mnie zgwałcił, żeby PTSD zaczęło dawać o sobie znać w sposób, którego nie da się ani ignorować, ani kontrolować.

Moje libido spadło do zera, w ciągu 3 miesięcy wylądowałam u psychiatry z nerwicą na tym polu. Znowu wróciłam do leków, chociaż przysięgałam sobie, że po tym, co zrobiły ze mną w 2015, więcej po nie nie sięgnę.
Zaczęły się koszmary.
Osiągnęłam swoją najwyższą wagę w życiu, która chociaż wciąż niska, sprawiała, że czułam się, jakby te dodatkowe 8kg tłuszczu było fizyczną manifestacją mojej obrzydliwości i podziału między mną a moim ciałem.
Nie byłam w stanie na siebie patrzeć, co dopiero dać się dotknąć w jakikolwiek około-seksualny sposób.
Wpadłam w uzależnienie, żeby poradzić sobie z tym miażdżącym poczuciem porażki, że nawet, gdy usunęłam Grześka ze swojego życia, nie umiem usunąć go z głowy i wciąż daję mu w ten sposób władzę, by sabotował moje życie z przeszłości.

I to stan, w którym +/- wciąż jestem.

Wprawdzie schudłam, nie mam już nerwicy i dzielnie współpracuję z Piotrkiem nad odbudowywaniem mojego libido, ale każde zbliżenie się do normalności to praca.
Nie oczywistość. Nie przyjemność.
I chociaż moje PTSD nie ma już aż tak wielu fizycznych manifestacji... Pod psychicznymi uginam się jak Atlas.
Przez to, że kilkukrotnie trafiałam na słabych lub nieporadnych psychpterapeutów/seksulogów/terapeutów traumy, którzy zabili we mnie nadzieję, że ktoś obcy może mi pomóc i w końcu musiałam zacząć radzić sobie jedynym dobrze znanym mi środkiem: wyparciem, teraz muszę pracować kilkukrotnie ciężej.
Ponieważ zanim mogę się realnie zająć jakimś uczuciem, problemem, sytuacją, muszę wydobyć ją z głębokości Rowu Mariańskiego mojego umysłu, pokonując po drodze niezliczone zastępy różnych morskich potworów w postaci mechanizmów obronnych.
Obezwładniające cierpienie sprawiło, że przekonałam swoje ciało i umysł, że ten gwałt był czymś, co zgodnie z definicją PTSD, "przekracza zdolności do radzenia sobie i adaptacji" i albo zepchnę to tak głęboko, że nikt więcej tego nigdy nie zobaczy, albo się zabiję. Tylko te dwie opcje i nic pomiędzy nimi.

Jednak, jak się okazało, wypierane traumy tylko rosną w siłę. 

Najtrudniejsze, dla mnie, w PTSD jest to, że ogrom moich zachowań, które z niego wynikają, interpretuję, jako swoją słabość, głupotę, żałosność.
Ogrom moich zachowań, które z niego wynikają, ludzie interpretują, jako coś wycelowanego przeciw nim, co robię z premedytacją i "gdybym się postarała" mogłabym przestać.
Ogrom moich zachowań, które z niego wynikają, nie umiem rozpoznać, jako PTSD, chociaż pochodzą bezpośrednio z moich prób chronienia się przed triggerami.
Dobrym przykładem jest to, że w tym roku, pierwszy raz od 5 lat, pojechałam do rodziców na Boże Narodzenie.
Co rok znajdowałam jakiś powód, jakąś wymówkę, jakiś plan, który sprawiał, że pojechanie tam było niemożliwe. Zupełnie nieświadoma tego, dlaczego tak się dzieje, nagle stwierdziłam, że nie lubię Bożego Narodzenia.
W tym samym czasie tęskniąc za rodzicami, jedzeniem, ubieraniem z nimi choinki, całą tą tradycją, w której brałam udział od urodzenia.

I potrzebowałam 3 bezużytecznych terapeutów, 2 psychiatrów, 12 godzin na kwasie, 4 miesięcy terapii ze świetną psychoterapeutką, metodą skierowaną stricte na traumy i PTSD, i nadzwyczajnej rodzinnej sytuacji, żeby w dosłownie ostatnim momencie, na tydzień przed świętami, zdecydować się, by jednak tam pojechać.
I pomimo tego wszystkiego, wciąż samo przebywanie w tym mieście, wypchnęło mnie na krawędź do tego stopnia, że pierwszy raz od 4 lat miałam atak paniki i płakałam hiperwentylując się na podłodze przez coś, co było tak błahe, że już nawet nie pamiętam, czym było.
Cały mój układ nerwowy był w stanie najwyższej gotowości i wystarczyła jedna, w innych warunkach niegroźna iskra, żeby cały zapłonął. 

Otóż Grzesiek był stałym elementem Bożego Narodzenia w moim domu. Przez lata.
Całe święto stało się więc dla mnie przeolbrzymim, naładowanym gigantycznym ładunkiem emocjonalnym triggerem.
Tym gorszym i wywołujący głębszy dysonans poznawczy, że łączył tak skrajne wspomnienia, jak dom, choinka, dzieciństwo, barszcz, rzeczy, które kocham, do których jestem bardzo przywiązana... Ze wspomnieniem gwałtu, dosłownie najbardziej traumatycznej rzeczy, jaka wydarzyła mi się w życiu.
Dodając jeszcze do tego jeszcze fakt, jak silnie moja trauma jest połączona z żalem do rodziców, że mnie przed nią nie obronili...
Boże Narodzenie stało się dla mnie radioaktywne.

Gdy jednak nie pozwalałam sobie myśleć, że mam PTSD, nie mogłam pozwolić sobie na szukanie w nim wyjaśnienia moich zachowań.
Zmyślałam więc sobie to, co akurat przychodziło mi do głowy.
"Nie lubisz Bożego Narodzenia" brzmi w końcu o wiele, wiele lepiej i łatwiej, niż wszystko, co opisałam powyżej.

Tak żyje się z PTSD.

Wiedząc, jak ciężko jest uświadomić sobie problem, nawet gdy ma się pełną wiedzę, chciałabym Wam odrobinę pomóc i wypisać kilka kluczowych kwestii, jeżeli chodzi o PTSD, po których można poznać, że to, co Was spotkało, nie rozeszło się po kościach i wciąż oddziałuje na Was i Wasze życie.
Z nadzieją, że może ktoś z Was uświadomi sobie istnienie problemu, a to przecież pierwszy krok do rozwiązania go.

PTSD może wystąpić po:
1. Bezpośredniem doświadczeniu traumatycznego przeżycia (przeżyć).
2. Byciu naocznym świadkiem traumatycznych dla innych osób wydarzeń.
3. Uzyskaniu informacji o  tym, ze członek bliskiej rodziny lub przyjaciel doświadczył traumatycznego przeżycia (przeżyć).
4. Powtarzane lub bardzo duże narażenie na nieprzyjemne szczegóły danego wydarzenia (wydarzeń) traumatycznego (np. pierwsze osoby zbierające ludzkie szczątki; policjanci stale narażeni na obserwowanie krzywdzenia dzieci).

Obecność jednego (lub większej liczby) spośród następujących natrętnych objawów, związanych z traumatycznym wydarzeniem (wydarzeniami), występujących po raz pierwszy po doświadczeniu traumatycznego przeżycia (przeżyć):
1. Nawracające i natrętne, dręczące wspomnienia traumatycznego i wydarzenia (wydarzeń).
2. Nawracające, dręczące sny, których treść jest związana z traumatycznym wydarzeniem (wydarzeniami).
3. Reakcje dysocjacyjne (np. flashback), które powodują, że odczuwa lub zachowuje się, jakby ponownie doświadczało się traumatycznego przeżycia (przeżyć).

4. Nasilone i przedłużające się cierpienie psychiczne występujące w przypadku narażenia na wewnętrzne lub zewnętrzne sygnały, symbolizujące lub przypominające pewne aspekty traumatycznego wydarzenia (wydarzeń).
5. Zaznaczona reakcja fizjologiczna występująca w odpowiedzi na wewnętrzne lub zewnętrzne sygnały, symbolizujące lub przypominające pewne aspekty traumatycznego wydarzenia (wydarzeń).

Utrwalone unikanie bodźców związanych z traumą, niewystępujące przed traumatycznym wydarzeniem (wydarzeniami):
1. Unikanie lub próby unikania dręczących wspomnień, myśli lub uczuć dotyczących traumatycznego wydarzenia (wydarzeń) lub blisko z nim związanych.
2. Unikanie lub próby unikania czynników (ludzi, miejsc, rozmów, czynności, przedmiotów, sytuacji, które przywołują dręczące wspomnienia, myśli lub uczucia dotyczące traumatycznego wydarzenia (wydarzeń).

Niekorzystne zmiany w zakresie zdolności poznawczych i w nastroju, związane z traumatycznym wydarzeniem (wydarzeniami), doświadczane po raz pierwszy lub nasilające się po nim:
1. Trudności w zapamiętaniu ważnych aspektów traumatycznego wydarzenia (wydarzeń) (zwykle z powodu amnezji dysocjacyjnej, a nie innego czynnika, takiego jak uraz głowy, alkohol lub leki).
2. Uporczywe i nadmierne negatywne przekonania lub oczekiwania dotyczące samego siebie, innych osób lub świata (np. „jestem złą osobą”, „nikomu nie można ufać”, „świat jest bardzo niebezpieczny”, „mój cały układ nerwowy został trwale zniszczony”).
3. Utrwalone, zniekształcone postrzeganie przyczyn i skutków traumatycznego wydarzenia (wydarzeń), prowadzące daną osobę do obwiniania samego siebie lub innych osób.
4. Utrwalone stany negatywnych emocji (np. lęku, przerażenia, złości, winy lub wstydu).
5. Znacząco zmniejszone zainteresowanie lub chęć udziału w ważnych czynnościach.
6. Poczucie bycia odseparowanym od innych osób, oziębienia z nimi stosunków.
7. Uporczywe trudności w wyrażaniu pozytywnych uczuć (np. niezdolność do wyrażania radości, zadowolenia lub miłości).

Zmiany w zakresie pobudliwości związane z traumatycznym wydarzeniem (wydarzeniami), doświadczane po raz pierwszy lub nasilające się po nim:
1. Drażliwość i wybuchy gniewu (bez bycia prowokowanym), zwykle wyrażane jako agresja słowna lub agresywne zachowania w stosunku do innych osób lub przedmiotów
2. Nieprzemyślane lub autodestruktywne zachowania.
3. Nadmierna czujność.
4. Wzmożona reakcja na zaskoczenie.
5. Problemy z koncentracją.
6. Problemy ze snem (np. trudności w zaśnięciu lub w utrzymaniu snu albo sen niedający odpoczynku).

Czas trwania zakłóceń musi wynosić więcej niż miesiąc, by można było uznać to za PTSD.

- Zaburzenia stresowe pourazowe w aktualnej klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA) wg DSM-5

Specjalnie nie podałam tu, czym w profesjonalnych klasyfikacjach jest "traumatyczne wydarzenie", bo nie chcę ryzykować, że ktoś przeczyta kilka głównych haseł i pomyśli "ach, to nie ja, ja nie doświadczyłam żadnej z tych rzeczy", chociaż ma całą paletę objawów PTSD i autentycznie cierpi.
Uważam, że absolutnie każda sytuacja może być traumatyczna, w zależności od naszych doświadczeń, wrażliwości, etapu życia, kręgu kulturowego, religii i wielu, wielu innych czynników.
Nie znam też przypadku, żeby dobry psychoterapeuta/psychiatra podważał to, co ktoś uznaje za traumatyczne przeżycie. Trzeba pamiętać, że w tym wszystkim nie chodzi o wydarzenia same w sobie, a to, jak na nas wpłynęły i naukę, jak żyć z tym, czego cofnąć się już nie da.

Na zielono zaznaczyłam te punkty, które odnosiły się do mnie w 2019 roku.
Mam nadzieję, że z czasem ta lista będzie się zmniejszać, a teraz może pomoże części osób przełamać odruchowe wyparcie "nie, mnie to nie może dotyczyć", gdy będą widzieć, że ktoś (ja) je z nimi dzieli.

Jeżeli chociaż kilka z tych punktów brzmi znajomo i czujesz w sobie, że wiążą się z jakąś konkretną, trudną dla Ciebie sytuacją, która przydarzyła się 3 miesiące, rok, 5 lat, 10 lat, 30 lat temu, może się okazać, że była więcej niż "trudna" i bez profesjonalnej pomocy nie odejdzie...

Nie jest to żadna oficjalna diagnoza, ale dobra wskazówka, że wizyta u psychoterapeuty lub psychiatry, może zdecydowanie podnieść jakość Twojego życia, związku, samopoczucia, a nawet samooceny. 

Moje inne teksty orbitujące wokół tego tematu:
"Gdyby pan się znał na kobietach, to pan by wiedział, że zawsze się troszeczkę gwałci"
Kiedy stajesz się zakładnikiem swojej własnej głowy...
Dobrzy rodzice złych dzieci


fot. e-klerki, ja, pierwsze selfie 2020
Zawsze dodaję zdjęcia w stylu "zobaczcie, na zdjęciach życia wygląda inaczej, niż w rzeczywistości", opisując podobne tematy.
Tym razem ból to ból. 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.