Jak wyprowadzić się z domu i nie popaść w marazm?

09:32
Czuję, jak wracam do korzeni, pisząc ten tekst, bo przecież od właśnie takich "poradnikowych" wpisów zaczynałam.

Gdy przez większość czasu myślami jest się przy globalnych problemach, jak seksizm, kryzys klimatyczny, rasizm, homofobia i tym podobne, łatwo jest zapomnieć, że zanim znajdziemy w swoich głowach i sercach miejsce, by się nimi zająć, najpierw musimy zająć się sobą.
I to w dość skuteczny sposób, który pozwala nam przeskoczyć kolejne stopnie piramidy Maslowa.
(Swoją drogą, pisząc to, uświadomiłam sobie, jak ogromne szczęście mam, że mogę sobie pozwolić na to, by błąkać się myślami po wielkich zagadnieniach, zamiast  być zmuszoną martwić się o fizjologię, bezpieczeństwo, miłość, uznanie, chociaż jeszcze nie tak dawno temu, w ogóle nie myślałam o tym, że można "żyć", trzeba tylko "przeżyć"...)
A to wcale nie jest takie proste, bo chociaż lubimy o sobie myśleć, jako istotach stworzonych do wielkości, nasz mózg zdecydowaną większość swoich mocy wykorzystuje nie do abstrakcyjnego myślenia, a utrzymania nas przy życiu.

Wyprowadzka z domu to przełomowy moment w życiu każdego człowieka.
Myślę, że umieściłabym go w top 3.
Składa się na to wiele czynników, jednak moim zdaniem, najważniejszym z nich, jest separacja od rodziców. Niezależnie do tego, czy relacje z nimi układają się, jak marzenie, czy są bardzo napięte, przecięcie pępowiny, jaką jest wspólne mieszkanie, jest kluczowym elementem dorastania.
I bynajmniej nie chodzi tu o tak prozaiczne rzeczy, jak pranie swoich ubrań czy robienie zakupów, chodzi o mentalny rozwój, który następuje, gdy przestajesz się czuć głównie czyimś dzieckiem.
A osiągnięcie tego efektu, gdy de facto wciąż jesteś dzieckiem, które nigdy nie opuściło gniazda, może okazać się prawdziwym wyzwaniem. Nie nieosiągalnym, oczywiście, ale bardzo, bardzo trudnym. Nawet nie ze względu na nasze nastawienie, ale nastawienie rodziców.
Jeżeli kiedykolwiek wypowiedzieli słowa "mój dach, moje zasady", to naprawdę nie zrobi im różnicy, czy mówią do 16-latka, czy 26-latka.
Okres dorastania jest tak trudny, między innymi dlatego, że próbujemy wtedy budować swoją tożsamość, swoje poczucie odpowiedzialności, swoje reguły, według których uważamy, że powinniśmy się zachowywać. Nasi rodzice często mają inne spojrzenia na to, co jest odpowiednie, a co nie i silne poczucie, że to ich zadanie, by egzekwować na nas, swoje własne poglądy.

Sama wyprowadziłam się z domu, mając 19 lat, wyleciałam stamtąd, jak na skrzydłach, dosłownie 2-3 dni po tym, jak dostałam oficjalną informację z UW, że dostałam się na każdy kierunek, wiedziałam więc, że co by się nie wydarzyło, idę na studia.
Moi rodzice zawsze byli bardzo liberalni, od 15-16 roku życia, większość wakacji spędzałam sama w mieszkaniu, gdy oni emigrowali do naszego letniego domu na wsi. Ciężko więc powiedzieć, żeby mieszkanie z nimi było dla mnie jakąś formą ograniczenia, a jednak to, jak bardzo się zmieniłam, jak bardzo zmienili się oni i nasze relacje, gdy opuściłam dom, jest nie do przecenienia.
Oczywiście niebagatelną rolę odegrała tu moja terapia, ale wiem, że nie dałaby nawet 20% efektu, gdybym w jej trakcie, wciąż mieszkała z nimi. O czym ostatnio wspominałam w rozmowie z mamą na YT.

I jednocześnie chcę zaznaczyć, że w zupełności rozumiem aspekt finansowy, który do tego zniechęca.
Mieszkania są drogie, zdaje się, że lepiej mieszkać z bliskimi niż obcymi ludźmi, "odkłada się na swoje" i tak dalej.
Przez pierwszy rok studiów żyłam za tyle, ile teraz wydaję na jednorazową wizytę u fryzjera.
Przez pierwsze 3 lata studiów mieszkałam z przynajmniej dwójką, najczęściej trójką ludzi. Nie miałam pokoju dla siebie na wyłączność nawet przez minutę. Wymieniali się praktycznie co rok, za każdym razem w mniej lub bardziej nieprzyjemnych okolicznościach.
I mimo tych wszystkich niedogodności, wciąż uważam, że był to dla mnie czas większego rozwoju, niż cokolwiek, co mogłabym doświadczyć, mieszkając z rodzicami.

Nie mówię, że jest łatwo. Jednak zdecydowanie warto.
Dlatego dziś przychodzę z małym poradnikiem, pełnym wsparcia i otuchy dla tych z Was, które rozważają lub czekają właśnie na ten moment!

1. Bądź sobą i pamiętaj,  że "można" nie znaczy "trzeba"

Wychodzenie ze strefy komfortu i próbowanie nowych rzeczy jest super, ale tylko w granicach, które są dla Ciebie akceptowalne.
Jest przepaść między "zawsze chciałam to zrobić, ale nie miałam odwagi", a "nigdy nie chciałam tego zrobić i wszystko we mnie mi mówi, że tego pożałuję, ale nikt mnie nie kontroluje, więc #YOLO".
Mieszkając sama, wciąż jesteś sobą.
Tak jak 18-ste urodziny nie zamieniły Cię magicznie w inną osobą, tak wyprowadzka też tego nie zrobi.
Bądź odważna, bądź otwarta, ale nie kosztem samej siebie.

2. Jesteś swoim własnym opiekunem

I traktuj tę rolę poważnie, bo od niej zależy całe Twoje życie.
Traktuj się, jak kogoś, kogo kochasz najbardziej na świecie, dla kogo chcesz wszystkiego, co najlepsze, o kogo jesteś gotowa walczyć i dla kogo jesteś w stanie się poświęcać.
Jeżeli tego nie czujesz, trudno.
Fake it till you make it.
A z czasem, kto wie, może wejdzie Ci to tak w krew, że nawet nie zauważysz, kiedy przestałaś dawać ludziom wchodzić Ci na głowę, kiedy nauczyłaś się walczyć o swoje, kiedy Twoja postawa zaczęła samoistnie wzbudzać w innych szacunek do Ciebie.

3. Znajdź lub kontynuuj swoje hobby

Kiedyś napisałam taki fajny tekst o drzewie i korzeniach, które porównałam do ludzi i naszego systemu wsparcia.
Jeżeli jesteśmy drzewem o wielu różnych korzeniach; mamy przyjaciół, pasje, rodzinę, sport, edukację, miłość, hobby, nawet jeżeli upadniemy, przeżyjemy, bo część korzeni zostanie nienaruszona.
Jeżeli jednak posiadamy tylko dwa lub trzy korzenie, szansa na to, że będzie nam łatwo przeżyć huragany, jakie życie na nas zsyła, jest o wiele mniejsza.

Dlatego, jeżeli masz swoje hobby lub pasję, niezależnie od tego, czy jest to taniec, malowanie, gry RPG czy cokolwiek innego, koniecznie kontynuujcie je po wyprowadzce!
A jeżeli ich nie masz, to idealny moment, żeby próbować nowych rzeczy i znaleźć coś dla siebie. Każde większe miasto jest pełne bezpłatnych zajęć, na których można spróbować swoich sił w najróżniejszych rzeczach, od garncarstwa, przez programowanie, po strzelanie z łuku. To też idealna okazja, by poznawać nowych ludzi!

4. Otwórz się na ludzi

Wyprowadzka z domu często łączy się z przeniesieniem się do zupełnie innego miasta.
Zapewne część Twoich znajomych też się tam znajdzie i będzie Cię kusić, by trzymać się blisko nich, bo to znane, a może i nawet lubiane towarzystwo.
Nie ma nic złego w podtrzymywaniu starych znajomości, ale zdecydowanie trzeba szukać nowych!

Zawsze kręcę głową, gdy widzę, jak moi znajomi z Podkarpacia, wciąż trzymają się głównie w tych samych paczkach, w których byli w liceum, chociaż mieszkają w dwumilionowym mieście, wciąż wiążą się przeważnie ze sobą wzajemnie, czyli wewnątrz tej mikroskopijnej grupy, w której tkwią, od kiedy byli nastolatkami, po prostu przeniesionej 400 km dalej.
Każdy ma prawo żyć, jak uważa za słuszne i chociaż moje zdziwienie ma w sobie nutki dezaprobaty, sprowadza się ona wyłącznie do tego, że nie umiem pozbyć się wrażenia... straconej szansy?
Szansy na to, by odkryć siebie na nowo, szansy, by poznać ludzi, z którymi nie miałoby się okazji spotkać w mieście, z którego się pochodzi.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz oglądałam, jak moja przyjaciółka tańczy w Burlesce, przeżywałam potężny dysonans poznawczy. Nie wyobrażam sobie nawet, jaka fala pogardy, nienawiści, obrzydzenia i wszystkiego, co najgorsze (i niezasłużone) spadłaby na nią, gdyby zajmowała się takimi rzeczami w miejscu, gdzie chodziłam do szkoły.
A potem mogłam siedzieć z nią na backstagu i rozmawiać z tymi wszystkimi ciekawymi, wyjątkowymi ludźmi, których przenigdy bym nie spotkała, jeżeli nie byłabym gotowa odsunąć trochę moich starych znajomych, by poznać nowych.

5. Daj sobie czas

To w porządku, jeżeli nie radzisz sobie najlepiej.
Śmiesznym momentem w moim życiu, w którym uświadomiłam sobie, jak dziecięce miałam spojrzenie na świat, był ten, w którym dotarło do mnie, że to, jak mój tata jest w stanie bez budzika wstawać o 6 rano, wychodzić z psem, jeść śniadanie, wychodzić do pracy, jechać na zakupy, wracać, wychodzić z psem, gotować lub jeść obiad, chwilę się relaksować, robić znowu jakieś pożyteczne rzeczy, znowu wychodzić z psem, po czym znowu się relaksować z poczuciem, że miał owocny dzień, który kończy się błogim snem o 23...

To nie jest najnudniejsza rutyna na świecie. To najtrudniejsza do osiągnięcia rutyna na świecie.
Życie jest naprawdę trudne. Dojście do takiej harmonii nie mieści mi się nawet w głowie. Nie mam pojęcia, jak mój tata to robi. Naprawdę.
Dosłownie wczoraj zauważyłam, że brakuje mi ponad 700 zł na koncie, bo, jak się okazało, zapomniałam anulować zlecenie stałe za LuxMed, z którego zrezygnowałam w ubiegłym miesiącu i teraz muszę się męczyć, żeby mi te pieniądze zwrócili.
O 22.30, prawie każdego dnia, mam myśl "słodki Jezu w pomidorach, nie zrobiłam dziś tylu rzeczy...", będąc wykończoną zmaganiami, nie zrelaksowaną odpoczynkiem.
Dorosłe, samodzielne życie, nie jest kromką z masłem. Jest super skomplikowaną kuchnią molekularną, której oczekuje się od Ciebie na wczoraj, a Ty masz tylko swoją starą kuchenkę, na której działają dwa palniki i jedną zardzewiałą patelnię.
W tym szaleństwie da się jednak znaleźć mnóstwo radości, motywacji, pokory, dystansu do różnych spraw. Wystarczy tylko okazać cierpliwość, zarówno sobie, jak i otaczającemu nas światu i po prostu "dać czasowi czas".
Mój tata jest ode mnie 35 lat starszy, myślę, że mamy jeszcze czas, by rozgryźć jego sekret i go zaaplikować.

6. Nie oceniaj się surowo

Jeżeli wydaje Ci się, że innym ludziom idzie o wiele lepiej niż Tobie, to tylko dlatego, że nie znasz ich dostatecznie dobrze.
Każdy z nas; ja, Ty, nasi rodzice, pani w sklepie, pan hydraulik, ludzie, którzy Cię uczą, którzy Cię obsługują, których podziwiasz i nie znosisz...
Wszyscy niesiemy swoje przysłowiowe krzyże, wszyscy zmagamy się z życiem, z samymi sobą, z oczekiwaniami, jakie są na nas nakładane z zewnątrz i wewnątrz.
Wszyscy robimy wyłącznie to, co możemy, w zakresie, na jaki nas stać, o mocy, jaką jesteśmy w stanie z siebie wykrzesać.
Nic ponadto.

To, że ktoś jest super w swojej pracy, nie oznacza, że jest mu super z sobą samym.
To, że komuś łatwo przychodzą same 5, nie oznacza, że dają mu tyle satysfakcji, ile Tobie ciężko zapracowane 4.
To, że ktoś jest zawsze radosny, nie oznacza, że nie jest to tylko maska, za którą czai się cierpienie.
To, że ktoś ma idealny porządek w mieszkaniu, nie oznacza, że ma go w głowie i sercu.
To, że ktoś jest bardzo wysportowany, nie oznacza, że czuje się lepiej w swoim ciele, niż Ty w swoim.

Praktycznie nigdy nie jest się w stanie ocenić na pierwszy rzut oka, co jest "krzyżem" danej osoby. Nie dajmy się jednak zwodzić naszym egocentrycznym podszeptom, że tylko my mamy źle, wszyscy mają lepiej, idzie im łatwiej i ogólnie rzecz biorąc, nasze życie i osiągnięcia są o wiele gorsze niż wszystko, co widzimy wokół siebie.
Nie jest to prawda.

Nie oceniaj się więc surowo i proszę, nie oceniaj też tak innych, bo każda osoba, ma tak samo złożone i skomplikowane życie, jak Ty, z którym stara się robić najlepsze, co tylko może, wbrew wszystkim przeciwnościom, jakie świat wewnętrzny i zewnętrzny zsyła.

7. Pozwól sobie tęsknić

Nawet jeżeli nie mogłaś się doczekać, by uciec z domu, to naturalne, że za nim tęsknisz.
To ok, że brakuje Ci rodziców, jacy by nie byli.
To żadna przegrana, nawet jeżeli będzie Ci to sugerowane, że sentyment wiedzie Cię z powrotem w rodzinne strony.
Nigdy nie czuj się źle z tym, co w Tobie najpiękniejsze.
Miłość, zarówno do rodziców, jak i rodzinnych stron, nigdy nie jest czymś złym, co trzeba w sobie zabijać, tłamsić lub wypierać.
Można w tym samym czasie mieć dość rodziców, dość miasta, z którego się pochodzi i tęsknić za jednym i drugim. W uczuciach nie istnieje żaden dualizm, to kompletnie naturalne czuć w tym samym momencie pięć zupełnie przeczących sobie wzajemnie rzeczy.
Wracaj, kiedy tylko masz ochotę. Zostawaj tak długo, jak czujesz potrzebę. Wyjeżdżaj, kiedy tylko zechcesz.
To jest absolutnie najlepszy element mieszkania z dala od rodziny, możesz przyjechać, kiedy tęsknisz, wyleczyć tęsknotę, a gdy wszyscy zaczynają być męczący, po prostu spakować się i zniknąć, jakby nigdy nic!
Obniżenie częstotliwości i natężenia kłótni o 90%.

8. Współlokator też człowiek

Życie ze współlokatorami to wyzwanie, o którym mogłabym napisać cały osobny tekst.
To, o czym jednak trzeba przede wszystkim pamiętać to, że jest to człowiek, z krwi i kości, dokładnie taki, jak Ty i (jak wyżej) ma swoje problemy, swoje życie, w którym może iść mu całkiem nieciekawie i warto podchodzić do niej lub niego raczej z empatią niż pretensjami.
Pretensje mają to do siebie, że najczęściej jedynie zaogniają sytuację i znajdujesz się nagle w jeszcze gorszym położeniu niż pierwotnie.
Nie zawsze trzeba się przyjaźnić czy nawet lubić, by wciąż traktować się z szacunkiem i nie wchodzić sobie w drogę.
Mieszkanie razem to prawdziwe wyzwanie, podchodziłabym więc ostrożnie do wchodzenia w tę relację z ludźmi, na których Ci zależy, bo może się to odbić czkawką i bliznami na relacji. Najlepiej próbować takich układów w sytuacji, w której ma się możliwość dość szybkiej ucieczki, bez szkody dla którejkolwiek ze stron, by w razie zaognienia się sytuacji, móc przeprowadzić szybką ewakuację i wciąż w przyjaźni powiedzieć sobie, że wspólne mieszkanie po prostu nie jest dla Was.

9. Miłość może chwilkę zaczekać

Jeżeli miałabym wymienić jedną rzecz, której żałuję najbardziej, jeżeli chodzi o moje lata mieszkania "samej", byłoby to ciągłe mieszkanie ze swoimi chłopakami lub facetami, z którymi coś mnie łączyło.
W całym swoim dorosłym życiu zupełnie sama mieszkałam tylko przez 3 miesiące. I nieszczęśliwie się złożyło, że były to najgorsze miesiące w moim życiu, z zupełnie innych powodów.
A uważam, że mieszkanie samemu lub nawet z kimś, ale nie romantycznie z Tobą związanym, również jest bardzo ważnym etapem życia, który mi niestety umknął. 

Jeżeli to "ten jedyny" macie jeszcze całe życie, żeby mieszkać razem. A młodość i niezależność to tylko krótka chwila, która przelewa się przez palce szybciej, niż jest się je w stanie zacisnąć. 

Nie mówię, absolutnie, żeby się powstrzymywać przed tym całe lata ani żeby na siłę udawać, że się razem nie mieszka, kiedy de facto spędza się ze sobą 24/7, po prostu na dwa mieszkania.
Cytując klasyka "serce nie jest sługa, nie zna, co to pany i nie da się przemocą okuwać w kajdany", z prawdziwą miłością i ogromną potrzebą bycia razem, nie ma co walczyć.

Jeżeli jednak nie szargają Tobą takie uczucia i dopiero wyprowadzasz się z domu, zrób to dla mnie i w imieniu nas obu, przeżyj chociaż rok sama, skup się na sobie, swoich małych rytuałach, swoich potrzebach, swojej wizji tego, jak ma wyglądać Twój pokój, Twój dzień, Twoje życie. 
Ja czuję, że całe życie musiałam dopasowywać się do kogoś innego i naprawdę bardzo żałuję, że między wyprowadzką z domu a wzięciem ślubu, nie miałam nawet 6 miesięcy na bycie sama ze sobą.

10. "Niewidzialna praca" staje się widzialna

"Nieodpłatna praca kobiet jest różową strefą gospodarki, swoistą odwrotnością szarej strefy. O ile w przypadku szarej strefy dochody są ukrywane w całości lub w części przez państwem, o tyle, jeśli chodzi o różową strefę, dochody osiągane dzięki niej przez gospodarkę są ukrywane przez państwo. Oficjalnie nieodpłatna praca kobiet nie istnieje. Tymczasem, praca wykonywana przez kobiety w domu, to jedna trzecia produktu krajowego brutto." (źródło)
O czym konkretnie mowa?
O praniu, prasowaniu, ścieleniu, zmywaniu, gotowaniu, myciu, odkurzaniu, ścieraniu, przebieraniu, opiekowaniu się, podawaniu, kupowaniu, organizowaniu, zapisywaniu, zawożeniu, przywożeniu, pielęgnowaniu.
Wszystkie rzeczy, które nasze matki, a w bardziej postępowych domach, również ojcowie, robili dla nas niezauważalnie.

Dopóki mieszkałam z rodzicami, nigdy w życiu nie zdarzyło mi się nie mieć czystych majtek, bo zapomniano zrobić pranie. Nigdy nie przegapiłam wizyty u lekarza. Nigdy nie brakowało papieru toaletowego. Nigdy w zlewie nie zalegał trzydniowy stos brudnych naczyń. Nigdy zawodny budzik nie przeszkodził mi w staniu do szkoły. Nigdy nie chodziłam głodna. Nigdy nie było moim zmartwieniem, że coś się zatkało, zgubiło, zepsuło.
Ubrania materializowały się uprasowane i poskładane w mojej szafie, lodówka zawsze była pełna, pasta do zębów na swoim miejscu,
Wiem, że wynika to też z wielu przywilejów, z jakimi miałam szczęście się wychowywać, jak dobra, stabilna sytuacja finansowa moich rodziców, w miarę liberalny podział obowiązków, sprzątaczka.
Nie zmienia to jednak faktu, że wokół mnie dział się ogrom rzeczy, na które nie zwracałam uwagi, a regulowały moje życie.

Oh, jaką niespodzianką było zamieszkać bez tych wszystkich niewidzialnych zabiegów. 

Oto krótka lista rzeczy, które mnie zszokowały, których musiałam się nauczyć lub wciąż się nieudolnie uczę:

a) Chemia to bardzo droga rzecz
i) Zaczynając od produktów higienicznych, przez kreta, po płyny do mycia okien.
To, czego zdążyłam się już nauczyć, w trakcie robienia zakupów, szczególnie jeżeli dotyczy to produktów, jak kapsułki lub proszki do prania, sprawdzać wagę za kilogram lub sztukę, nie porównywać ceny, które widać na pierwszy rzut oka. Zazwyczaj na półce, gdzie jest podana cena, pod dużą kwotą za cały produkt, jest mała kwota, która pokazuje, ile coś kosztuje na sztuki lub kilogramy.
ii) Kupować dużo rzeczy na zapas w trakcie promocji, jeżeli wiesz, że na 100% to zużyjesz. Dobrym przykładem są tampony. Nawet jak kupisz 10 pudełek, masz pewność, że się nie zmarnują.
iii) Woda osadza kamień na wszystkim, szczególnie w łazience, dobrze jest się wyposażyć w bardzo dobry płyn odkamieniający i walczyć z tym na bieżąco, bo później rzeczy zaczynają rdzewieć i jest już jakby po wszystkim.

b) Jedzenie na mieście jest kosztowne, a lodówka najczęściej pusta
i) Zakupy trzeba robić regularnie i najlepiej jest mieć w domu, tuż obok lodówki (albo w komórce) notatkę, gdzie zapisuje się, co się skończyło. Rzucenie na to okiem przed wyjściem, może uratować Cię w niedzielny poranek przed głodem.
ii) Na zakupy zawsze wychodzić z listą zakupów, która już uwzględnia małe conieco, bo kupisz je tak czy inaczej, a jeżeli nie będzie go na liście, kupisz go tylko więcej.
iii) Nie kupować na zapasa rzeczy, które mają krótką datę ważności.
iv) Tylko ostatnia niedziela miesiąca jest handlowa.

c) Kontrola wydatków
Dla mnie świetnie sprawdzała się tabelka w Exelu, bardzo prosta, dosłownie oparta na samym dodawaniu i odejmowaniu.
Szczególnie dobrze działa, gdy przy odrobinie samodyscypliny płaci się głównie kartą i wszystkie wydatki widać przejrzyście na koncie.
Raz na tydzień robić aktualizację danych, przepisać wszystko do tabelki i widać, jak na dłoni, jak dobrze lub źle stoimy z pieniędzmi w danym miesiącu.

d) Domowe obowiązki
i) Ja wychowałam się w domu ze sprzątaczką, Piotrek w domu z "tradycyjnymi wartościami" więc żadne z nas nigdy się nie dotknęło większości czynności, które utrzymują dom w porządku. Uparłam się, że jako dorośli ludzie, którzy mają dwie zdrowe ręce, powinniśmy umieć sami dbać o nasze mieszkanie, przez co większość czasu żyjemy w totalnym syfie. Tak też się w życiu zdarza.
ii) Gdy wkłada się pranie, najlepiej jest ustawić alarm w komórce, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że przypomnicie sobie o nim, gdy będzie już śmierdzieć.
iii) Dzielcie się w domu obowiązkami zgodnie z tym, czego ktoś nienawidzi najbardziej. W moim przypadku było to zmywanie, w Piotrka sprzątanie łazienki. Im bardziej czegoś nie chcesz robić, tym rzadziej to robisz, co zwiększa szanse na przestoje i konflikty. Łatwiej jest więc ustalić czego zdecydowanie się nie chce robić niż co się chce.

e) Ogólny marazm
i) Muszki owocówki to najgorsze stworzenia na świecie, które jeżeli da się im czas i przestrzeń, oblebią Wam cały sufit swoimi odchodami. Są w większości sklepów, trzeba więc uważać, jakie owoce przynosi się do domu i najlepiej trzymać je w lodówce,  zamknięciu lub misce w innym pokoju, uważając przy okazji na to, żeby się nie psuły.
ii) Od nich gorsze są tylko karaluchy, które z łatwością mogą do Was przyjść od sąsiadów lub na produktach z niskich półek sklepów. Jedyne, co na nie działa, to żel, którym oblepią Wam całe mieszkanie. Nie jest to najtańsze rozwiązanie, ale szczerze polecam zrobić to jak najszybciej. Przez 6 lat mieszkania w tym samym mieszkaniu miałam je tylko raz i to w momencie największego porządku, więc naprawdę nie da się tego przewidzieć, a prawie nabawiłam się przez nie nerwicy.
iii) Jeżeli wychodzicie z domu na dłużej, a w szczególności, gdy wyjeżdżacie, zamykajcie zawory wody i gazu. Nie jest fajnie zalewać sąsiadów.

Myślę, że to w dużej mierze wyczerpuje moją widzę.

Jak z łatwością można zauważyć, o ludzkiej naturze mam o wiele więcej do powiedzenia niż o sposobach zajmowania się domem.
Jestem tak daleko od bycia Perfekcyjną Panią Domu, jak tylko się da, a mimo wszystko prowadzę bardzo szczęśliwe i pogodne życie małżeńsko-domowe, więc jeżeli jesteście jak ja, nie przejmujcie się, jest nadzieja!

Wyprowadzka z domu wyznacza zupełnie nowy etap i obiecuję, że jeżeli podejdziecie do niego z otwartym sercem i umysłem, przekonacie się, że gloryfikowanie lat nastoletnich, jako najlepszego czasu w życiu, jest naprawdę na wyrost.

Dorosłość jest ekscytująca, zaskakująca, przytłaczająca i trudna. 

Jest też zdecydowanie najlepszym etapem życia, jeżeli tylko znajdziecie w sobie odwagę, by żyć na własnych zasadach, siłę, by umieć dostrzec, jak przejściowe są nawet największe problemy i pokorę, by umieć pogodzić się z tym, że jesteśmy tylko ludźmi, z całą naszą wspaniałością i wszystkimi naszymi ograniczeniami. 

Samodzielność jest super, a we wszystkich momentach, które będą Was przerastać, zawsze możecie wpaść na e-klerki i razem wymyślimy, jak uczynić wszystko znośniejszym. 


fot. e-klerki
Parada dała mi najpiękniejsze zdjęcia!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.