Aborcja zabija i powinna być legalna

11:19
Ostatnio, odpowiadając na komentarz o trzeciej nad ranem, jak to mam w zwyczaju, zupełnie przypadkiem, udało mi się napisać najlepszy tekst na temat aborcji w życiu.
Odrobinę go zredagowałam i poszerzyłam, by móc się tu nim podzielić.

Oryginalny komentarz, na który odpowiadałam, brzmiał następująco:
"Problem aborcji, żeby rozpatrywać holistycznie, należy rozszerzyć również do momentu, kiedy dwie osoby niegotowe na rodzicielstwo decydują się na seks. Fulton Sheen w programie radiowym kiedyś powiedział: "People talking about birth control do not believe in birth nor on control.""

Od razu zwróciłam uwagę na podany tam cytat "people talking about birth control do not believe in birth nor on control" autorstwa biskupa Sheena, którego zbiór cytatów można znaleźć chociażby na Wikipedii, ich ocenę zostawiam już każdemu do indywiudalnego rozważania.  Dla mnie wiele z nich jest niesprawiedliwych i obraźliwych, ale nie jestem katoliczką, więc biorę do siebie tezy, że ateizm rodzi się złych uczynków, a nie rozumu.
Wracając jednak do przytoczonego tu cytatu, który w typowy dla katolickich księży sposób próbuje pokazać moralny impas, jakim jest antykoncepcja.
Z perspektywy religii i osób, które ją autentycznie wyznają w zgodzie z dogmatem, jestem w stanie dostrzec sens tej wypowiedzi: seks jest przede wszystkim narzędziem do tworzenia potomstwa, jeżeli próbujemy mu zapobiec, w jakikolwiek inny sposób niż przez wstrzemięźliwość, nie wierzymy ani w kontrolę nad sobą, ani w cud narodzin.
Z perspektywy wszystkich innych ludzi i światopoglądów, nie ma to najmniejszego sensu, ponieważ, co cytat sam w przewrotny sposób zauważa i podnosi, ludzie nie traktują seksu wyłącznie, jako sposobu na rozmnażanie się.
Kontrola urodzeń a kontrola popędu płciowego to dwie zupełnie różne, w większej mierze niezwiązane ze sobą, kwestie. 

Seks to przede wszystkim doznanie.

Ludzie, jak i wszystkie inne żywe organizmy, mają 7 podstawowych procesów życiowych: ruch, oddychanie, reakcja na bodźce, wzrost, wydalanie, odżywianie i rozmnażanie.
Jako gatunek potrafimy wykorzystywać większość z nich nie tylko do samego przeżycia, ale i przeżywania życia, w sposób, który może nie być optymalny dla przedłużenia gatunku czy nawet własnego życia, a jednak sprawia nam przyjemność.

Weźmy na przykład odżywianie.

Jesteśmy jedynymi zwierzętami na świecie, które opanowały obróbkę jedzenia, a co za tym idzie, nauczyły się korzystać ze zmysłu smaku nie jako narzędzia do oceny ryzyka, a odczuwania satysfakcji.
Nie jemy tylko po to, żeby przeżyć.
Wymyśliliśmy całą dziedzinę sztuki, która zajmuje się smakami, estetyką potraw, fakturą jedzenia.
Ponieważ, chociaż odżywianie jest naszym podstawowym środkiem zapewniającym przetrwanie, ewolucyjnie jesteśmy daleko za tym, by nasze ciała spełniały wyłącznie swoje biologiczne funkcje.
Nie jemy tylko wtedy, gdy jesteśmy głodni, nie jemy tylko tego, co sami upolowaliśmy lub wyhodowaliśmy, nasze jedzenie nie składa się wyłącznie ze składników dostępnych w rejonie.
Kuchnia całego świata, skonstruowana z niezliczonej ilości różnych produktów jest na wyciągnięcie ręki, którą zamawiamy UberEats.
To wciąż prawda, że jedzenie utrzymuje nas przy życiu, jednak dla większości z nas, to nie jest jego główny cel.

Przy większości stosunków, jakie odbywają się na świecie, poczęcie nie jest celem zbliżenia.
Jeżeli ktoś chciałby tu zapytać "skąd wiesz?", weźmy pod uwagę najprostszą matematykę, która porównuje ilość dzieci w rodzinie do ilości lat związku/małżeństwa.
W Polsce, ponad połowa polaków ma tylko jedno dziecko, myślę, że nikt nie ma złudzeń co do tego, że uprawiali seks więcej razy niż ilość potrzebna do spłodzenia jednego potomka.
Obecnie, w wielu przypadkach, ciąża jest postrzegana, jako ewentualny efekt uboczny, którego staramy się uniknąć.

Jak otyłość w przypadku jedzenia.
Oczywiście ciężko porównywać skutki jedzenia, ze skutkami seksu: czym jest nadwaga lub cukrzyca, w porównaniu ze sprowadzeniem na świat nowego życia...
Niemniej jednak, przeszliśmy już dawno punkt, w którym można oczekiwać od ludzi, że będą się powstrzymywali od rzeczy z lęku przed ich biologicznymi konsekwencjami.

Ogrom ludzi bierze narkotyki, pali papierosy, pije alkohol, korzysta z substancji, które dosłownie zabijają ich ciała, przy każdym użyciu.
I jako społeczeństwo, jesteśmy z tym pogodzeni.
Ponieważ, jeżeli szczerze spojrzymy na swoje życia, radość z przeżywania ich, jest dla nas ważniejsza niż możliwe konsekwencje. Ewolucja zrobiła z nas hedonistów i nie uważam, by można było ocenić to zjawisko negatywnie, bo cóż innego, jak nie dreszcz emocji i chęć czucia się wyjątkowym, popchnęłoby nas do tak intensywnego rozwoju kultury i technologii.
Pieniądze, które wydajemy na rozwój medycyny, są niewyobrażalnie mniejsze, niż te, które wydajemy na rozwój technologii mających za zadanie bawić, ekscytować, dostarczać szybkich dawek dopaminy.
Gdyby dać dowolnej osobie wybór, czy woli przeżyć 50 lat, jako klasa średnia w rozwiniętym kraju, mogąc korzystać ze wszystkich jego szkodliwych dla zdrowia przywilejów, czy przeżyć 100 lat, w małej japońskiej wiosce, z dala od technologii, przetworzonego jedzenia, wyścigu szczurów i stresu, wybrałaby 50 lat hedonizmu.
Skąd to wiem? Bo dokładnie w takim społeczeństwie żyjemy.
Wszyscy mamy wybór, porzucić to szkodzące nam życie, na korzyść czegoś zupełnie innego, a jednak tego nie robimy.

Jeżeli jemy, bez przejmowania się tym, że zatyka nam to żyły i otłuszcza organy...
Jeżeli pijemy alkohol, bez przejmowania się tym, że niszczy to nasz mózg, jedyny narząd, który realnie sprawia, że jesteśmy sobą...
Jeżeli bierzemy narkotyki, bez przejmowania się tym, że tak naprawdę każda dawka może być niefortunnym miksem substancji, który nas zabije...
Jak możemy oczekiwać od siebie i siebie wzajemnie, abyśmy ograniczyli seks?
Jedyną darmową, przyjemną, łatwo dostępną czynność, która wprowadza nas w stany podobne do tych, które osiągamy za pomocą szkodliwych substancji.
Która nie niesie za sobą żadnych efektów ubocznych... oprócz ciąży.

Co wyjątkowe, nie jesteśmy w tym wszystkim okrutni. 
Nawet nie szanując swojego własnego życia, jesteśmy w stanie okazać szacunek do życia innych ludzi; nie mordujemy noworodków, nie stosujemy aborcji, jako comiesięcznej metody kontrolowania urodzeń.
Wymyśliliśmy całą, ogromną paletę rozwiązań, które mają nie dopuścić do powstania życia.
Od najbardziej powszechnych i błahych opcji, jak prezerwatywa, przez takie, które realnie odciskają piętno na naszym zdrowiu, jak antykoncepcja hormonalna, po radykalne rozwiązania, które fundamentalnie naruszają integralność naszych ciała, jak podwiązanie jajników lub nasieniowodów.
Jesteśmy w stanie znosić małe niedogodności i autentyczne cierpienie, tylko po to, by upewnić się, że nie ściągniemy na ten świat nowych ludzi, których nie chcemy, nie możemy lub nie potrafimy udźwignąć.
Wszystko po to, by rozdzielić od siebie seks, jako przyjemność i seks, jako metodę powiększania rodziny...

Nasza globalna cywilizacja ma już dwanaście tysięcy lat i dzięki dorobkowi niezliczonych zastępów ludzi, opanowaliśmy technologię i medycynę w stopniu, który pozwala nam korzystać z życia w większym wymiarze, niż cokolwiek, co zaplanowała dla nas ewolucja.

Lecz tak już niestety na tym świecie jest, że wiele, wiele osób umiera, zanim znajdzie się rozwiązanie, które może im pomóc.
Tak jak połóg był głównym powodem śmierci wśród kobiet przez większość historii.
Brak antykoncepcji powodował olbrzymią ilość porodów, brak medycyny sprawiał, że wiele noworodków umierało, często zabierając ze sobą swoje matki.
Kobiety, którym udało się przeżyć wszystkie porody, przeżywały spustoszenie w swoim organizmie, wywołanie olbrzymią ilością komplikacji i zużyciem organów.

Czy było to sprawiedliwe?
Nie.
Czy ludzie zachowywali wówczas wstrzemięźliwość seksualną, by ich żony nie musiały rodzić i potencjalnie chować 11 potomka?
Nie. 
Czy ktoś zastanawiał się nad moralnością ściągania na świat dzieci, które ze sporym prawdopodobieństwem umrą?
Nie.

Takie były czasy, rozwój medycyny, moralność; kobiety i noworodki umierają. Trudno.
Nikogo to nie powstrzymywało od egzekwowania "małżeńskich obowiązków".

Tymczasem ja wierzę, że każdy człowiek zasługuje na szczęście, szacunek i prawo do życia.
Tak długo, jak nie odbywa się to kosztem drugiego człowieka.

Płód człowieka ma takie samo prawo żyć jak urodzone, zwykłe dziecko.
Jednak jego przyjście na świat nie może odbywać się kosztem kobiety, w której rezyduje.

Ciąża jest jednym z najtrudniejszych momentów w życiu kobiety.

Nawet ta chciana i wyczekana.
Nie tylko z powodu możliwych (i częstych) komplikacji, uszczerbków na zdrowiu, osłabienia i niewyobrażalnego bólu, jakim się kończy...
Jest czasem, kiedy zmienia się postrzeganie siebie, swojego ciała, które nieodwracalnie się zmienia i na nowo trzeba odnaleźć w nim siebie.
Czasem, kiedy rezygnuje się z własnej autonomii w imię dobra drugiej osoby.
Zapomina się o wspomnianych wyżej narkotykach, alkoholu, papierosach, niezdrowym jedzeniu, ponieważ rozumie się, że od własnych hedonistycznych uciech, nieskończenie ważniejsze jest zdrowie osoby, którą nasz organizm utrzymuje przy życiu i nie mamy prawa wystawiać go na szwank, tylko z powodu naszych kaprysów.
Już w tych pierwszych momentach rozumiemy coś, co potem często nam unika, że mamy do czynienia z drugą, indywidualną sobą, nie częścią nas samych.

Szczególnie ta niechciana i unikana.
Nagle znajduje się w sytuacji, w której nigdy nie chciało się być.
Sytuacji, za którą płaciło się naprawdę drogo, często własnym zdrowiem i/lub komfortem, by do niej nie dopuścić.
Wszystkie bolączki, które w chcianej ciąży znosi się z nadszarpaną cierpliwością, którą generuje miłość do potomstwa, teraz napawają rozpaczą.
Ciało zostaje sprowadzone do roli systemu podtrzymującego życie dla innej osoby. Obcej osoby.
Osoby, za którą nigdy nie oddałoby się życia, którą traktuje, jak intruza, który żywi się nami od środka. Anektuje nasze wnętrzności i przeobraża nasze ciało w coś, czego nie poznajemy, czego się brzydzimy, w czym nie czujemy się sobą.
Ubezwłasnowolniając nas. Odbierając kontrolę nad ciałem, umysłem, sobą samą.

Pamiętajmy, że ciąża to nie tylko rozstępy. 
To: cukrzyca ciążowa, wymioty, które potrafią wycieńczyć i odwodnić organizm do poziomu hospitalizacji, bóle miednicy, wysokie ciśnienie krwi, zakrzepica, anemia, infekcje, kardiomiopatia okołoporodowa, niedoczynność tarczycy, wszystkie możliwe problemy związane z macicą, stan przedrzucawkowy, krwawienia, opuchlizny, pęknięcie krocza, możliwość zagrożonej ciąży, gdzie wskazana jest hospitalizacja i leżenie w łóżku przez całe miesiące, możliwość uszkodzenia wątroby lub nerek, trauma, jaką jest poród, lista możliwych komplikacji przy cesarskim cięciu jest dwa razy dłuższa niż ta.
Oczywiście, większość kobiet doświadcza tylko kilku lub żadnych z wymienionych wyżej problemów, nigdy jednak nie wiadomo, ile spadnie akurat na nas i jak poważne będzie to miało konsekwencje. Ciąża nie jest chorobą, ale nie jest też neutralnym stanem dla naszych organizmów.

Kobieta, która chce być w ciąży, już na pozytywnym teście ciążowym widzi uśmiechająca się buzię.
Kobieta, która nie chce być w ciąży, nawet patrząc na badanie USG, nie zobaczy niczego ponad zaborcę, który jest źródłem jej fizycznego i psychicznego cierpienia.

To rodzaj tortur, do którego nie wolno dopuszczać.

Na szczęście, po wielu tysiącach lat prób i błędów, udało nam się wypracować procedurę medyczną, która pozwala na usunięcie ciąży, bez zagrożenia dla życia kobiety.

Czy jest to sprawiedliwe dla płodu/zarodka?
Nie.
Czy ludzie zachowują wstrzemięźliwość seksualną, by ich partnerki nie musiały dokonywać aborcji?
Nie.
Czy ktoś zastanawia się nad moralnością aborcji?
Tak!

O dziwo tak.

Skąd ta nagła zmiana?
Skąd moralny dylemat, w postaci umierających dzieci, który zdawał się nikogo nie interesować przez większość historii?
Moja feministyczna natura podpowiada mi, że dla wielu osób problemem może być to, że po raz pierwszy w historii, zostało stworzone skuteczne narzędzie, które pozwala kobietom wyzwolić się z roli matki, jednocześnie nie tracąc niczego innego.
Nie tracąc życia, zdrowia, wolności sumienia ani wolności seksualnej.
Po raz pierwszy w historii, władza nad najważniejszym aspektem ludzkości, jej przyszłości, jest w naszych rękach.
Nie da się już zrobić z nas chodzących inkubatorów, nie można nas sprzedać za pole ziemi, nie można nas bezkranie gwałcić na wojnach, ani w małżeńskim łóżku.
Po raz pierwszy w historii, mamy w jakiejś dziedzinie więcej władzy, niż mężczyźni.
W tym upatruję powodów, dla których konserwatywne kraje mają tak ograniczony dostęp do aborcji, a liberalne kraje dają praktycznie wolny, darmowy dostęp, nieograniczony żadnymi zastrzeżeniami. 
Konserwatywne kraje opierają się na tradycyjnych, patriarchalnych wartościach, które niekoniecznie dają kobiecie wiele decyzyjności w życiu.

Tymczasem jeżeli kobieta chce zrobić aborcję, oznacza to, że naprawdę nie widzi żadnego innego wyjścia.
Żadnego sposobu, by znieść tę ciążę i urodzić dziecko; ani po to, by je wychować, ani po to, by oddać je do adopcji.
Ma wybór: jej życie i dobro albo życie i dobro płodu.
I wybiera siebie.
Tak jak wielu z nas, każdego dnia.

Słyszymy o dzieciach, które potrzebują przeszczepu wątroby lub nerki i ignorujemy to, bo nieskończenie bardziej zależy nam na naszym własnym zdrowiu, niż zdrowiu tych chorych, cierpiących, małych istot.
Nikomu nie przyszłoby do głowy, by wprowadzać prawo, które zmusza ludzi do oddawania organów, wbrew ich woli, po to, by uratować cudze życie.
Chociaż przeszczep wątroby nie zabija dawcy, nie robi z niego kaleki, a biorcy ratuje życie, wciąż szybciej pozwolimy komuś umrzeć, niż odbierzemy organ przymusem.
Nie ma nawet obowiązku oddawania szpiku lub krwi, chociaż realnie przekłada się to na przeżycie innych ludzi, a naszych organizmów nie kosztuje wiele.

Ponieważ na fundamentalnym poziomie rozumiemy, że każdy człowiek ma niezbywalne prawo do nietykalności ciała oraz ochrony swojego życia i zdrowia.

Słyszymy o dzieciach w domach dziecka i ignorujemy te wiadomości, bo nieskończenie bardziej zależy nam na naszym własnym dobru, niż dobru tych żywych, świadomych, doświadczających niesprawiedliwości tego świata istot.
Nikomu nie przyszłoby do głowy, by wprowadzać prawo, które zmusza ludzi do adoptowania dzieci, wbrew swojej woli, po to, by zapewnić im godne życie.
Można by dyskutować, czy nasza obojętność je zabija, ale jeżeli pomyślimy o wszystkich dzieciach, które spędzają swoje życie w sierocińcach, w strefie wojny i umierają każdego dnia, okazuje się, że nasza obojętność zabija dzieci. Każdego dnia.
Nie ma jednak obowiązku adoptowania ich.

Ponieważ na fundamentalnym poziomie rozumiemy, że każdy człowiek ma prawo wybrać, czy chce być rodzicem, czy nie.

Uczymy się z tym żyć, tłumaczymy to sobie genami, racjonalizujemy sytuacją finansową, odtrącamy odpowiedzialność, która nie jest bezpośrednio z nami związana.
A jednak, w naszym ojczystym kraju, wtrącamy się w macice kobiet, które chcą legalnie dokonać aborcji, bo uważamy, że nienarodzone dzieci, w naszym kraju, są w jakiś sposób naszym obowiązkiem, że akurat te nas bezpośrednio dotyczą.
Nie te, które już żyją.
Które swoim życiem nie narażają nikogo na niebezpieczeństwo.
Które rozpaczliwie potrzebują jakiejkolwiek pomocy, bo są zupełnie same na tym świecie.
Które każdego dnia świadomie przeżywają strach i cierpienie...

Tak jak kiedyś kobiety w połogu, tak dziś płody w ciałach kobiet, umierają.

Technologia i medycyna rozprawiły się z jednym z tych problemów, przynajmniej w większej mierze, wierzę, że z czasem rozwiążą też drugi i możliwość wyciągania płodów lub nawet embrionów z ciał kobiet, by mogły rozwinąć się gdzie indziej, będzie możliwa.

Chciałabym, żebyśmy skupili się na tej wizji i działaniach, które sprawią, że w krótkiej przyszłości, stanie się rzeczywistością.
Chciałabym, żeby te wszystkie środki, jakie idą na ideologiczną walkę z aborcją, przeznaczyć na realny ratunek dla tych bytów, jedynym sposobem, jaki kiedykolwiek się sprawdził: nauką.

To jest temat, którym powinniśmy się zajmować, nie rozważaniem, czy przymuszanie ludzkiej istoty do tego, by zrobiła ze swojego ciała żerowisko dla innej istoty jest moralne lub nie.
Nie jest.
Oprócz aborcji, nie ma takiego przypadku w naszym społeczeństwie, gdzie zmuszalibyśmy ludzi do tego, by poświęcali swoje zdrowie i życie, dla kogoś innego.
Nie ma żadnego prawa, które zmusza rodziców do tego, by oddali narządy, krew, pieniądze, a nawet czas, dla życia swoich dzieci. Jeżeli Twoje dziecko jest śmiertelnie chore, a Ty nie szukasz alternatywnego leczenia, super drogich operacji, nie prowadzisz zbiórek, nie bierzesz kredytów, nie oddajesz krwi lub szpiku, generalnie po prostu czekasz aż umrze - nie ma sprawy, nikt Cię nie może zmusić do tego czegokolwiek innego.

Czy znajdą się wtedy chętni mężczyźni, by ewentualnie przejąć na siebie odpowiedzialność i ciężar, jakim jest udostępnienie swojego ciała dla drugiej osoby?
Czy tradycjonaliści nie będą uważać sztucznych macic za grzech przeciw Bogu i jego wizji natury, dalej buntując się przeciw tym zabiegom, tak jak teraz buntują się przeciwko in-vitro, nawet w przypadku wykorzystania wszystkich zarodków?
Czy nie wygeneruje to kolejnych moralnych dylematów, jak to, czy można wbrew woli biologicznych rodziców, podtrzymać życie ich dziecka, z dala od nich (sytuacja, w której ktoś nie chce dziecka, ale też niekoniecznie chce, by się urodziło i zostało wychowane przez innych ludzi)?
Czy takie rozwiązanie nie przyczyni się do jeszcze większych problemów z przeludnieniem i dziećmi wychowującymi się w systemie, a nie rodzinie?

Każda nowa technologia, tworzy nowe problemy i dylematy, na tym też polega postęp. Niekończącym się ciągu rozwiązywania starych problemów i tworzenia nowych.

Jedyną niezmienną rzeczą, jest nasz pociąg seksualny owocujący nieuchronnością nieplanowanych i niechcianych ciąż.
To prawda, że śmierć zarodków/płodów jest niesprawiedliwa i, że wszyscy, którzy są za aborcją, zdążyli się już urodzić, co wskazuje na pewną dozę hipokryzji.

Niestety nasz świat wciąż jest pełen niesprawiedliwości, śmierci i hipokryzji.
Całym sercem jestem za tym, żeby walczyć z każdą z tych rzeczy.

Szkoda, że droga, którą ludzkość obrała na ten moment, generuje jeszcze większe ilości, każdej z tych rzeczy.
Kobiety, które popełniają samobójstwa z powodu niechcianych ciąż, umierają w trakcie nielegalnych aborcji, mordują swoje dzieci w szoku poporodowym, poprzedzonym dziewięcioma miesiącami psychicznych tortur.
Mężczyźni, którzy wypowiadają się na temat praw reprodukcyjnych, de facto nigdy nie mając większego udziału w tworzeniu nowego życia niż bardzo przyjemny orgazm...
Jeszcze długa droga przed nami.

Aborcja nie jest "ok", ale odmawianie praw do niej, jest jeszcze gorsze.
Nie ma w tym momencie lepszej alternatywy i żadna w najbliższym czasie się nie pojawi, jeżeli odpowiedzi na te dylematy będziemy szukać w Biblii, a nie laboratorium.

Jestem za życiem. Każdym życiem. 
Jednak zgodnie z  całym prawem logiki, moralności i etyki, nie może się ono odbywać cudzym kosztem.
Po prostu nie.
*ekhm, wymieranie gatunków, zmiany klimatyczne, zanieczyszczanie oceanów*

fot. e-klerki
To zdjęcie nawiązuje do mojego pierwszego tekstu o aborcji O sierpniu, kiedy rozważałam aborcję

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.