O co chodzi z tym całym LGBTQ?

12:30
"Im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania i wciąż tego przybywa."
- F. Scott Fitzgerald

"To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości."
- Bertrand Russell

Zacznę od tych dwóch cytatów, jako pewnego wytłumaczenia, dlaczego nie poruszyłam tych tematów wcześniej... Chociaż mam poczucie, że powinnam.
Naprawdę ciężko jest mówić o tak ważnych, skomplikowanych i istotnych kwestiach, bez wrażenia, że nie jest się dość kompetentnym.
Było mnóstwo okazji, kiedy zbierałam się do tego tekstu, ale za każdym razem trafiałam na ścianę w postaci "nie znasz się na tym dość dobrze", "nie masz prawa poruszać takich tematów, gdy Cię nie dotyczą", "jeszcze napiszesz coś, co pogorszy sytuację, zamiast ją poprawić".
Patrząc jednak po tym, co dzieje się ostatnio w Internecie i polityce, mam wrażenie, że gorzej być już raczej nie może.

Postanowiłam więc stworzyć małe kompendium wiedzy, które będzie dobrym punktem startowym do dalszych rozważań, ale też idealnym tekstem, który można podesłać znajomym, po których widać, że kompletnie nie rozumieją tematu.

LGBTQ

Jest to skrót ruchu, który zrzesza, reprezentuje interesy i walczy o prawa: lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów i osób "queer" czyli ogólnie nieheteroseksualnych.
W zależności od okoliczności, dodaje się do niego też inne literki, mające na celu reprezentację jeszcze większej ilości osób (LGBTQ+, LGBT+, GLBT), ale na potrzeby tego tekstu skupię się tylko na podstawowej i najpopularniejszej wersji.

Czym jest orientacja seksualna?

"Orientacja seksualna – trwały emocjonalny, romantyczny i seksualny pociąg do osób określonej płci. Orientacja seksualna rozciąga się na kontinuum, od wyłącznie heteroseksualnej do wyłącznie homoseksualnej"
- Wikipedia (oryginalnego źródło)

Czego Wikipedia już nie mówi, a Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne jak najbardziej to, że pod tym terminem kryje się również "person’s sense of identity based on those attractions, related behaviors, and membership in a community of others who share those attractions", a więc nie tylko to, do kogo realnie czujemy pociąg, ale też jak postrzegamy siebie, jako ludzi, przez pryzmat naszych preferencji i zachowań, a także społeczności, jaką tworzymy z innymi ludźmi.

Wśród najpopularniejszych orientacji seksualnych można wyróżnić:
Heteroseksualizm - pociąg do osób płci przeciwnej.
Homoseksualizm - pociąg do osób tej samej płci.
Biseksualizm - pociąg do osób obojga płci.
Panseksualizm - pociąg do osób niezależnie od ich płci i orientacji.
Aseksualizm - brak pociągu seksualnego.

Czy homo- bi- a- pan- seksualizm to choroba?

Bardzo twarde nie.

Wśród naukowców nie ma konsensusu, co do tego, co sprawia, że wykształcają się w nas inne orientacje niż heteroseksualna, jest jednak ogólna zgoda, że jest to wynikowa wielu różnych czynników, od genetyki przez kulturę po pierwotną socjalizację i nie da się, przynajmniej na ten moment, przyszpilić większych konkretów niż to.

Musimy mieć na uwadze, mówiąc o takich tematach, że o ludzkim mózgu wiemy naprawdę bardzo, bardzo niewiele. Jeżeli poczytacie o lekach antydepresyjnych to bardzo szybko dojdziecie do zdań "nie wiadomo, jak konkretnie dana substancja działa, ale daje takie i takie efekty". Jeżeli chodzi o zrozumienie, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy... jesteśmy w bardzo ciemnym lesie.
Faktem jednak jest, że homo- i bi- seksualizm występują wśród wielu gatunków zwierząt, nie tylko ludzi, nie ma więc mowy o tym, by był to wynik jakiejś psychopatologii.

WHO usunęło homoseksualizm z listy chorób w wyniku głosowania, nie badań!

To prawda, że w '73 odbyło się takie głosowanie i głosy rozłożyły się 5:3 na korzyść usunięcia homoseksualizmu z listy chorób.
Nie jest jednak prawdą, że badania nie zostały wykonane lub ich wyniki sugerowały cokolwiek innego niż to, że homoseksualizm nie jest chorobą - chociażby badania Hooker z '57 czy badania Freedmana z '71.

Do dzisiejszego dnia są specjaliści z psychologii czy psychiatrii, którzy wbrew naukowym dowodom, a na podstawie swoich religijnych lub kulturowych przekonań, nazywają homoseksualizm chorobą.
Albert Einstein, najwybitniejszy fizyk, jaki kiedykolwiek żył, umarł, nie uznając praw fizyki kwantowej. Dziś mamy kwantowe komputery. Ludzie nie są nieomylni, nawet najwybitniejsze jednostki.
Dlatego nauka nie jest arbitralną opinią jednej osoby, a kolektywną wiedzą wszystkich ludzi, jacy żyli do tej pory i się nią zajmowali.

Czy można człowieka "wyleczyć", by stał się heteroseksualny?

Jeżeli pamiętacie z lekcji biologii Pawłowa i jego psy, zapewne znacie już odpowiedź na to pytanie.
Behawioryzm jest bardzo prawdziwy, warunkowanie również, ludzie są de facto zwierzętami, da się więc na nas wymusić pewne rzeczy, jeżeli użyje się dostatecznie dużo przymusu, przez dostatecznie długi czas.

Czy da się więc straumatyzować homoseksualistę do tego stopnia, by sama myśl o kontaktach seksualnych z mężczyzną wywoływała w nim dreszcze, przerażenie i paraliż?
Oczywiście, że tak.
Czy sprawi to, że stanie się heteroseksualistą?
Oczywiście, że nie.

Wszystkie sposoby "leczenia", reprezentowane głównie przez terapię konwersyjną, o których słyszałam do tej pory, spokojnie można podciągnąć pod tortury, a przynajmniej potężne znęcanie się psychicznie i emocjonalne.
W 2018 PE wezwał państwa członkowskie do zdelegalizowania takich praktyk, uznając je za odczłowieczające.

Orientacja nie jest czymś, co się wybiera, na co ma się wpływ, co przychodzi i odchodzi, w zależności od mody. Jest wpisana w nas, jako ludzi, na najbardziej fundamentalnym poziomie.
Nie da się wyleczyć z czegoś, co nie jest chorobą, nie da się burzyć w ludziach ich fundamentów, bez sprawiania, by załamało się w nich wszystko inne.
Dla homo- bi- a- seksualistów, ich orientacja jest jedyną słuszną, próby zmiany jej na hetero są równie nienaturalne, jak próby zmiany hetero- na którąś z nich.

Tylko kobieta i mężczyzna mogą tworzyć małżeństwo.


Ciekawa teza, z którą nie zgadza się praktycznie żaden kraj pierwszego świata (zaznaczone na granatowo, kraje zaznaczone na niebiesko wprawdzie nie mają małżeństw, jako takich, ale funkcjonują tam związki partnerskie).

Chciałabym w tym miejscu przypomnieć, że religia chrześcijańska nie wymyśliła, ani nie posiada na wyłączność praw do instytucji małżeństwa.

50% małżeństw heteroseksualnych kończy się rozwodem, a jednak nikt nie neguje sensu zawierania przez nas związków.
Odbieranie ludziom praw do zalegalizowania swojego związku, a co za tym idzie, możliwości dziedziczenia po sobie, bez ogromnych podatków, decydowania w swoich sprawach medycznych, możliwości ubezpieczenia się, brania kredytów, bycia uznanym nie tylko w swoich własnych oczach, ale też prawa, jest tak jawną i bezpodstawną dyskryminacją, że naprawdę nie umiem sobie wyobrazić powodów, dla których tylu ludzi tak zacięcie z tym walczy.

Kościół Katolicki ma prawo dyskryminować kogo i jak chce, jest instytucją zbudowaną na bardzo konkretnym światopoglądzie, bycie jej częścią, przynajmniej od pewnego wieku, nie jest obowiązkowe.

Natomiast żeby robiło to świeckie państwo, tego nie pojmuję.
Te małżeństwa dosłownie nikomu nie szkodzą, nic nie odbierają, w żaden sposób nie zmieniają definicji małżeństwa, jako związku dwóch dorosłych osób, które decydują się na wspólne życie.

Inne orientacje niż heteroseksualna są nienaturalne, natura stworzyła ludzi, żeby się rozmnażali!

Przede wszystkim, absolutnie wszystko, co stworzyła natura, zgodnie z logiką, jest naturalne.
Homoseksualizm występuje u większości innych gatunków zwierząt.
W 1999 Bruce Bagemihl, kanadyjski biolog, wydał książkę pod tytułem "Biological Exuberance: Animal Homosexuality and Natural Diversity" (Bujność przyrody: Homoseksualność zwierząt i naturalna różnorodność), gdzie cytuje różne badania, opisujące łącznie 450 gatunków zwierząt, które przejawiają skłonności homoseksualne. Można znaleźć tam osobniki z każdej gromady, od ssaków, jak słonie, po owady, jak pszczoły.

Natura nie stworzyła nas po to, żebyśmy się rozmnażali, a po to, żebyśmy przetrwali. Rozmnażanie jest jednym ze sposobów na to, ale nie jedynym.

Chociażby dlatego przeżywamy menopauzę. Dlaczego natura miałaby nas blokować przed dalszym rozmnażaniem się, jeżeli to najskuteczniejszy sposób na przetrwanie? Ponieważ nie zawsze tym jest.
W przypadku ludzi menopauza sprawia, że rozmnażają się tylko młode osobniki, a starsze, które natura wyklucza z walki o partnera, mogą pomóc swoim młodym opiekować się ich młodymi. Sprowadzając już ludzi do najbardziej podstawowych funkcji.
Wierzę jednak, że jesteśmy czymś o wiele więcej, niż naszym biologicznym przeznaczeniem.
Jako osoba, która obecnie zdecydowanie nie chce mieć dzieci, niespecjalnie wspieram sprowadzanie nas wszystkich do możliwości rozmnażania się...

Zresztą, jest mnóstwo ludzi, którzy są hetero i nie mogą mieć dzieci.
Czy im też należy odmówić małżeństw i adopcji, bo natura dosłownie wybrała ich i zdecydowała, że akurat oni, nie cała ich orientacja, ale oni, jako jednostki, nie powinni się rozmnażać?

Czy ludzie, którzy nie są hetero, nadają się do wychowywania dzieci?

Wszyscy homo- bi- a- seksualiści, którzy obecnie mogliby zostać rodzicami, zostali wychowani przez swoich heteroseksualnych rodziców.
Na temat rozwoju dzieci wychowywanych w związkach homoseksualnych było przeprowadzone sporo badań, chociaż na grupach mniejszych niż zazwyczaj uznaje się za naukowo niezawodne, ze względu na to, że z ok. 10% osób nieheteroseksualnych w społeczeństwie, nie wszyscy chcą zakładać rodziny, nie wszyscy chcą brać udział w badaniach, znalezienie więc 1000 rodzin, jest sporym wyzwaniem. Duże badania oczywiście miały miejsce, najlepszym przykładem są wyniki Rosenfelda z '10, który w badaniu na 3500 dzieciach homoseksualnych rodziców, wykazał, że nie ma żadnych znaczących różnic między nimi a dziećmi z rodzin heteroseksualnych.

Na podstawie długich lat badań, mniejszych i większych, została wysnuta konkluzja, że orientacja seksualna rodziców nie wpływa negatywnie na rozwój dziecka, ani nie czyni z ludzi gorszych rodziców.

Tam, gdzie pojawiały się problemy u dziecka, dało się zaobserwować zjawiska, jak rozwód, przemoc, uzależnienia, a więc rzeczy niezależnie od orientacji, obecne również w heteroseksualnych domach.
W źródłach można znaleźć 75 badań, zebranych przez Uniwersytet Cornell, na ten temat, od lat 80, aż do dzisiejszego dnia.

Dzieci potrzebują wzorca kobiety i mężczyzny! Co jak zostaną homo-, bo nie będą znały alternatyw?

Orientacja seksualna nie jest czymś, czym da się zarazić... biologicznie ani mentalnie.
Orientacja rodziców nie ma wpływu na orientację ich dzieci. Tak jak dziecko może się wychować, patrząc na całujących się hetero- rodziców i być homo-, tak może patrzeć na całujących się homo- rodziców i być hetero-. Dla dziecka to naprawdę nie ma znaczenia, tak długo, jak dostaje od rodziców sygnał "kochamy Cię takim, jakim jesteś, nawet jeżeli jesteś inny, niż my".
Tutaj wypadałoby poruszyć temat gender.

"Gender [wym. dżender]
«zespół zachowań, norm i wartości przypisanych przez kulturę do każdej z płci»"
- SJP, PWN

A dla szerszego zrozumienia:

"Gender (ang. gender, czyt. dżender; płeć kulturowa, płeć społeczna, płeć kulturowo-społeczna, płeć/rodzaj, czasami także jako płeć psychologiczna lub psychiczna) – jest to suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w zakresie danej kultury w drodze socjalizacji, niewynikających bezpośrednio z biologicznych różnic w budowie ciała między płciami, czyli dymorfizmu płciowego."
- Wikipedia

Słynne, obrzydzone, wyśmiane i przekręcone do granic możliwości dżender.
Myślę, że zarówno słownikowa, jak i wikipediowa definicja jest dość zrozumiała, ale żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości: gender to wiązanie kobiety z rolą matki i opiekunki domowego ogniska, która dba o dom, męża, dzieci.
Oczywiście, kobieta jest biologicznie tą, która rodzi dzieci, ale wcale nie musi być tą, na której spoczywa obowiązek bycia naczelnym rodzicem i opiekunką całego domu. Tę rolę równie dobrze może pełnić mężczyzna. Nie ma żadnych biologicznych przesłanek, by to mężczyzna był tym, który idzie do pracy i utrzymuje dom, a kobieta tą, która gotuje i sprząta.
A jednak, w naszym patriarchalnym społeczeństwie, taki właśnie model funkcjonuje od wielu lat.
W momencie, gdy kobietę spychano do roli matki i żony, odmawiając jej prawa do edukacji i udziału w życiu publicznym, łatwo było przeforsować tezy o tym, że kobiety są mniej inteligentne, nie potrafią podejmować racjonalnych decyzji, które nie opierają się na emocjach, z tego też względu są biologicznie uwarunkowane do zajmowania się dziećmi i domem, a nie, na przykład, polityką czy medycyną.
Noszenie długich włosów, sukienek, malowanie się, nie ma nic wspólnego z naszą biologiczną płcią, a jednak jest do niej przypisane - to właśnie jest gender.

Co więc, tak naprawdę, mamy na myśli, gdy mówimy o tym, że dzieci potrzebują wzorca kobiety i mężczyzny?
Ponieważ zapewnienie dziecku kochających dorosłych, obu płci, ma fundamentalne znaczenie w jego rozwoju, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Myślę, że większość z nas, która miała szczęście mieć towarzyskich rodziców, miała swoje ukochane "ciocie" i "wujków", których wielbiła i próbowała się do nich upodobnić, niezależnie od uczuć, jakimi darzyliśmy rodziców.
Czy jednak mówiąc o wzorcu kobiety i mężczyzny, nie ma się tak naprawdę na myśli pokazywania dziecku, czyje miejsce jest gdzie w naszym społeczeństwie? Słynne "mamę kocham bardziej, a jak dorosnę, chcę być jak tata", bo tata symbolizuje rozwój, pieniądze i ambicję, a mama bezpieczeństwo, miłość i spokój.

Ja mam spory problem z całą otoczką oburzenia na osoby nieheteroseksualne, które chcą wychować dzieci.
Większość heteroseksualistów ma dzieci z wpadki, kompletnie nieplanowane. Problem z przemocą w domach, zarówno fizyczną, jak i psychiczną, uważaniem swoich dzieci za własność, nierespektowaniem ich granic, wierzeń, zasad, to właściwie standard w rodzinach hetero-.
To szalone, żeby tylko przez wzgląd na swoją orientację, można było robić sobie dzieci bez żadnych ograniczeń, żadnej kontroli, żadnego "ale", bo to nasze biologiczne prawo, a co będzie z tymi dziećmi, to już ich problem.
I w tym samym czasie odmawiać tego prawa ludziom, którzy będą musieli przejść przez skomplikowane medyczne procedury albo żmudny proces adopcji (zapewne bardziej zaostrzony niż dla par hetero-), by móc wychowywać dziecko, jest to więc decyzja, którą nie tylko podejmuje się z pełną świadomością, ale też dużym zapasem finansowym i czasowy.

Dzieci potrzebują wzorców, ale dokładnie tak, jak w przypadku osób z rozbitych rodzin, rodzin, gdzie jeden z rodziców był stale w drodze/za granicą/w delegacji, półsierot, tym wzorcem nie musi i bardzo często nie jest rodzic, a ulubiony dorosły, którego dziecko samo sobie wybiera.
To, co należy do rodziców, to zapewniać swoim dzieciom różnorodne środowisko, by miało z czego wybierać i na czym się wzorować.

Dzieci par jednopłciowych będą szykanowane w szkole.

Niech ustawią się w kolejce do szykan zaraz za grubymi, rudymi, biednymi, piegowatymi, niepełnosprawnymi i wszystkimi innymi, które w jakikolwiek sposób wyróżniają się czymś innym, niż niezmąconą pewnością siebie.

Dzieci na etapie przedszkola czy podstawówki, a więc czasu, gdy są najbardziej okrutne i bezwzględne, nie zdając sobie jeszcze w pełni sprawy z tego, jak ich słowa oddziałują na innych, nie mają żadnych własnych poglądów. Są światopoglądową kalką swoich rodziców.

Jeżeli los szykanowanych dzieci leży Ci na sercu, upewnij się, żeby przy własnych dzieciach wypowiadać się tylko pozytywnie na ten temat. To gwarant sukcesu.

Moi rodzice od zawsze mówili o homoseksualizmie jako czymś normalnym i naturalnym, tak więc to traktowałam. Gdy moi rówieśnicy używali homoseksualizmu, jako czegoś obraźliwego, zawsze wtrącałam im się w zdanie z "co jest złego w byciu gejem?", "zazdrościsz jej, że ma większe powodzenie u dziewczyn, niż Ty?", "ale porno z dwoma laskami już fajnie się wczoraj oglądało, co, już homoseksualizm nie był problemem?" i autentycznie większość osób odpuszczała, bo oprócz uważania neutralnych słów w pejoratywnym sensie, nic więcej nie mieli do powiedzenia, bo nie mieli też żadnej innej wiedzy na ten temat.

Ponadto w USA, gdzie małżeństwa jednopłciowe są legalne, przeprowadzono badania na grupie 50 dzieci, które zostały zaadoptowane za pośrednictwem 5 różnych ośrodków adopcyjnych, które wykazały, że zaledwie 8% dzieci doświadczyło bullyingu ze względu na orientację seksualną swoich rodziców.
Także to dosłownie zmyślony problem, który generuje się samoistnie, przez ludzi, którzy go zmyślają.

Homoseksualiści to pedofilie.

Nie.
Przede wszystkim, biorąc pod uwagę dwie podstawowe statystyki, kto najczęściej jest sprawcą pedofilii - mężczyzna, a kto najczęstszą ofiarą - dziewczynka, można porzucić tę tezę.

Homoseksualizm to orientacja seksualna, natomiast pedofilia to zaburzenie preferencji seksualnych, są to dwie zupełnie odmienne rzeczy.

Duże zamieszanie w ludzkich głowach wywołuje statystyka dotycząca ilości homoseksualistów wśród pedofili vs. homoseksualistów wśród ogółu społeczeństwa, dlatego niektórzy politycy lubią nią szastać. Chodzi w niej o to, że może i jest więcej hetero-pedofili, ale osoby hetero stanowią ok. 90% społeczeństwa, więc to naturalne, że jest ich więcej i zgodnie z tą logików, wśród wszystkich pedofilii, tylko 10% powinno być homo-, a jest ich więcej.

Cała ta dyskusja wydaje się zupełnie bez sensu ze względu na to, że pedofile, zgodnie z definicją, interesują się dziećmi. Małymi dziećmi, które nawet nie wykazują jeszcze objawów dojrzewania płciowego. Ciężko więc mówić tu o preferencjach na tle orientacji, gdy ma się na myśli 8-latków/latki.

Jeżeli ma się problem ze zrozumieniem różnicy między homoseksualizmem a pedofilią, jest dokładnie taka, jak między heteroseksualizmem a pedofilią.
20-letni facet, który uprawia seks z 20-letnią kobietą, a 20-letni facet, który molestuje 8-latkę.
Zakładam, że żaden heteroseksualny mężczyzna nie poczuwa się do bycia jakkolwiek związanym z heteroseksualnymi pedofiliami i poczułby się bardzo urażony, gdyby sugerowano jakąś relację.
Dokładnie tak sama zasada dotyczy homoseksualistów.

Czy jestem homofobem?

"Homofobia – irracjonalny strach przed homoseksualizmem i osobami orientacji homoseksualnej, awersja, nieufność, nienawiść i wrogość do osób homoseksualnych skutkujące nierzadko ich dyskryminacją (prześladowaniem)"
- Wikipedia

W świetle wszystkiego, czego się dziś dowiedziałaś/eś... jesteś?

Przedstawię teraz moją tezę na temat tak szerokiego występowania homofobii w Polsce, nie jest poparta żadnymi badaniami, albo przynajmniej ja takowych nie czytałam, można ją więc bardziej traktować jako ciekawostkę.
Opiera się ona na trzech filarach.

Skąd w Polsce taka skala homofobii?

1. Religia

Moi rodzice, będąc katolikami, zmuszali mnie do chodzenia na religię aż do końca obowiązkowej edukacji, chociaż oficjalnie zdeklarowałam się jako ateistka w wieku 11 lat. I nawet mając lat 18, będąc dorosłą osobą, która może głosować i kupować alkohol, nie mogłam wypisać się na własne żądanie z tych zajęć, ponieważ regulamin szkoły jasno mówił, że takie decyzje podejmują rodzice.

Nigdy nie rozumiałam, jak moi rodzice mogą w tym samym czasie mieć tylu homoseksualnych przyjaciół, równościowe, liberalne poglądy i wciąż czuć się częścią Kościoła Katolickiego. "Księża to tylko ludzie, liczy się wiara" - mówili, ale jednak posyłali mnie nie do Boga, a do księży.
Na zajęcia z religii uczęszczamy właściwie od przedszkola. I nie oszukujmy się, nie są one zajęciami z religioznawstwa, czy nawet chrześcijaństwa, tylko wiary katolickiej. Nie uczymy się o tym, jakie podobieństwa są między nami, a chociażby muzułmanami, wykuwamy w tym czasie na pamięć przeróżne modlitwy, zasady i wartości.
A Kościół Katolicki, szczególnie w Polsce, ma bardzo konkretne wartości i każdy, kto utożsamia się z prawicą, tradycją i wiarą, siłą rzeczy te wartości podziela.

Papież Franciszek trochę oswoił homoseksualizm ostatnimi laty, ale gdy ja byłam dzieckiem, twardo forsowano tezę, że to grzech i choroba. Wciąż pamiętam, jak na zamkniętych rekolekcjach kłóciłam się z księdzem, który stał oburzony przy ołtarzu i wygłaszał frazesy o leczeniu homoseksualizmu i świadectwach osób "nawróconych".

Obecnie funkcjonuje przekaz, że homoseksualizm sam w sobie nie jest grzechem, trochę jak z autyzmem, nie da się go wyleczyć, bo nie jest chorobą per se, ale jest czymś, co trzeba "zaleczać", przez powstrzymywanie się od seksu, który już oczywiście jest grzechem. Nie tylko ze względu na aspekt pozamałżeński, ale też sodomiczny. Trzeba jednak mieć na homoseksualistów otwarte serce i pomagać im w zmaganiach z ich "krzyżem" w postaci orientacji. Jak na Kościół to bardzo postępowa linia, zapewne dlatego wciąż niespecjalnie się w Polsce przyjęła.

Myślę, że nie trzeba za dużo tłumaczyć, w jaki sposób słuchanie od 6 roku życia, że coś jest złe, wstydliwe, grzeszne, działa na ludzi. Szczególnie tych, którzy nie mają dostępu do żadnych innych informacji na ten temat i też większego zainteresowania pogłębieniem swojej wiedzy.
Dla bardzo, bardzo wielu ludzi, Kościół w Polsce jest wyznacznikiem i strażnikiem moralności, a jego stanowisko znaczy więcej niż kolektywna wiedza wszystkich naukowców na całym świecie.

2. Patriarchat

Zostawmy to, jak wyglądało społeczeństwo za czasów mamutów, bo umówmy się, że nie mamy już z nimi wiele wspólnego, i skupmy się na XXI wieku, w którym żyjemy.

W Polsce, ale pewnie też wielu innych miejscach, gdzie patriarchat wciąż ma się świetnie, chłopców wychowuje się w poczuciu, że są czymś kompletnie, fundamentalnie innym niż dziewczynki.
Możemy tu wrócić do gender. Od dziecka uczy się nas, że pewne rzeczy do nas pasują, a pewne nie.
Dziewczynki - kolor różowy, lalki, sukienki, wózki, makijaż, wdzięczenie się, chichot, bycie słodką, grzeczną, ułożoną, posłuszną.
Chłopcy - kolor niebieski, "wiesz jacy są chłopcy", samochody, jazda na deskorolce, komputery, piłka nożna, asertywność, odwaga, agresja.
To nie jest coś, co inherentnie jest związane z naszą płcią, co wynika z naszego DNA, ale nie jest to też coś, co sobie wybieramy - jest nam narzucone. Nie przez biologię, ale przez społeczeństwo.

Powiedzenia: "nie zachowuj się jak baba", "strzelasz, jak dziewczyna", "nie bądź cipą", "chyba nie płaczesz jak jakaś dziewczyna", znajdują się w naszych głowach na bardzo, bardzo wczesnym etapie życia, zanim rozumiemy nawet w pełni, co oznaczają, dostajemy je w spadku od dorosłych.
Chłopców uczy się, od najmłodszych lat, że dziewczynki są od nich gorsze, głupsze, mniej zdolne.
I nikt nie musi mówić tego na głos, by w wieku lat 12 większość dziewczynek była gorsza z matematyki od chłopców, bo przez pierwsze 6 lat edukacji, zdążyły już doświadczyć podprogowego seksizmu w szkolnych podręcznikach, który kojarzy je z rolą matki, kucharki, sprzątaczki, a chłopców z architektami, lekarzami, inżynierami.
Chociaż wszystkie robione na ten temat badania jasno pokazują, że mężczyźni nie mają żadnych naturalnych predyspozycji do matematyki czy przedmiotów ścisłych. Hasła o "racjonalnym myśleniu" do którego kobiety nie są zdolne, jako emocjonalne istoty, to absolutny mit.
Większość mężczyzn, szczególnie z "tradycyjnych" rodzin, nawet nie rozważa humanistycznych studiów, kojarząc je z domeną kobiet, a więc czymś mniej ambitnym.

Patriarchat kultywuje obraz mężczyzny, jako kogoś bezkompromisowego, agresywnego, pewnego siebie (patrz - obecny prezydent USA), natomiast obraz kobiety, jako kogoś delikatnego, potrzebującego opieki, emocjonalnego, posłusznego.
I wielu mężczyzn naprawdę lubi ten sztucznie wykreowany obraz, to gender, na które tak narzekają, nie rozumiejąc jego znaczenia.
Lubią to, że słowo "męski" oznacza wyłącznie pozytywne rzeczy, kojarzące się z cechami charakteru, gdy "kobiecy" nawiązuje głównie do wyglądu lub wspomnianej wcześniej delikatności i "powabu".
Lubią myśleć o sobie, jako samcach alfa, głowie domu, spodniach w rodzinie.
Lubią ten system, który tak naprawdę za darmo, stawia ich na górze. Nie potrzeba do tego specjalnych kompetencji, wystarczy penis, a z tym się rodzą, więc nie ma problemu.
Za to bardzo nie lubią, gdy ktoś go podważa.
Nie lubią feministek, które chcą, by przestano warunkować dziewczynki i chłopców do bycia konkretnymi rzeczami.
Nie lubią, gdy się sugeruje, że mężczyźni mogą płakać, powinni mówić o uczuciach, radzić sobie z emocjami inaczej niż słowną/fizyczną agresją.
Nie lubią gejów i hetero zresztą też, którzy rezygnują ze swojej uprzywilejowanej pozycji, by celebrować cechy, uznawane powszechnie za kobiece, mówić głośno o dyskryminacji kobiet, zdradzając w ten sposób ich płeć.
Dlaczego tylu mężczyzn tak bardzo nie może się pogodzić z dragiem, z facetami, którzy uczą na YT makijaży, ubierają sukienki, czy nawet noszą rurki, słowem, robią rzeczy powszechnie przypisywane kobietom?
Ponieważ to burzy patriarchat, pokazuje, że mężczyzna nie musi być tym cichym, twardym, macho bez emocji, który zapobiegawczo daje w mordę, bo ktoś potrącił ramieniem "jego" kobietę.
Może być wrażliwym, kreatywnym, delikatnym, zabawnym, z dystansem do siebie gościem, który siedzi i przykleja sobie rzęsy, bo dlaczego nie?

Dlaczego kobiety mogą nosić spodnie, a mężczyźni* nie mogą nosić spódnic?
Dlaczego kobiety mogą pracować przy samochodach, a mężczyźni* nie mogą pracować przy makijażu?
Dlaczego kobiety mogą być dyrektorkami, a mężczyźni* nie mogą zostać w domu z dziećmi?
Dlaczego kobiety mogą ubierać garnitury, a mężczyźni* nie mogą nosić sukni?
Dlaczego kobiety mogą uprawiać box, a mężczyźni* nie mogą ćwiczyć baletu?
*szczególnie hetero

Rzeczy przypisywane kobietom nie są wstydliwe, nie są słabe, nie są upokarzające, nie ma nic złego w byciu "kobiecym" będąc mężczyzną. Kobiety są niesamowitymi stworzeniami, zdolnymi do wręcz nadludzkich rzeczy, z dala od roli matki i żony.
Naprawdę łatwo to dostrzec, gdy zdejmie się patriarchalne okulary.

3. Brak edukacji seksualnej

Szczerze wierzę w to, że niewiedza i uprzedzenia są powodem większości problemów, jakie istnieją na świecie.
Wojny, kryzys klimatyczny, rasizm, przemoc, powrót niektórych chorób zakaźnych, homofobia...
System edukacji naprawdę nie uczy nas, na chociaż podstawowym poziomie, tego, co najważniejsze, by zrozumieć nasze miejsce w świecie, a przede wszystkim, czasy, w których żyjemy.
W przyszłym tygodniu wejdzie na bloga cały tekst komentujący wytyczne WHO dotyczące edukacji seksualnej, gdzie omówię ten temat o wiele szerzej.

Mam nadzieję, że ten tekst wyjaśnił kilka kwestii i rozwiał chociaż trochę wątpliwości.
Sytuacja osób LGBTQ+ w Polsce to naprawdę temat rzeka, tym razem zdecydowałam się tylko poruszyć najbardziej popularne stereotypy dotyczące osób homoseksualnych, a i tak wyszło z tego mnóstwo tekstu.

Żałuję, że oprócz krótkiej wstawki w Nasz zmyślony ślub, nie poruszałam tego tematu częściej i obszerniej.
Jak wspominałam już na e-klerki, naprawdę czułam, że wszystko idzie w dobrą stronę i mój głos w tej sprawie nie ma znaczenia.
W obecnym klimacie politycznym staje się jednak oczywiste, że każdy głos jest potrzebny i ważny.
Moje możliwości nie są wielkie, ale w ramach nich, zrobię wszystko, co mogę, by przypominać ludziom, że nasz kolor skóry, orientacja, religia, nie mówi nic o tym, jakimi jesteśmy osobami.
A jeżeli już koniecznie chce się oceniać innych to, by robić to na podstawie ich czynów i motywacji, nie rzeczy, na które nie mają wpływu.

Jak zawsze cytując klasyka:
"I might not be the same
But that’s not important
No freedom ’til we’re equal
Damn right I support it" 

źródło: Twitter Marszałka Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, Stanisława Karczewskiego

Źródła
:
https://www.apa.org/topics/lgbt/orientation.pdf
https://psychology.ucdavis.edu/rainbow/html/facts_mental_health.html
https://www.psychologytoday.com/us/blog/hide-and-seek/201509/when-homosexuality-stopped-being-mental-disorder
https://whatweknow.inequality.cornell.edu/topics/lgbt-equality/what-does-the-scholarly-research-say-about-the-wellbeing-of-children-with-gay-or-lesbian-parents/
https://psychology.ucdavis.edu/rainbow/html/facts_molestation.html
https://psycnet.apa.org/record/2016-30120-001
https://web.stanford.edu/~niederle/NV.JEP.pdf
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1556756

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.