Ślub VII: Oprawa Państwa Młodych

10:26

Zmierzając powoli ku końcowi ślubnego cyklu, chciałabym odpowiedzieć na wszystkie pytania: skąd, gdzie, co i za ile kupiłam.
Oraz napisać kilka słów o osobach, które przyczyniły się do naszego olśniewającego wyglądu!

1. Detale


Muszka została zamówiona ze strony Pakamera.
Bardzo polecam muszki stamtąd, bardzo fajna jakość, duży wybór i takie "coś innego", niż wersje, które można znaleźć w zwykłych sklepach.
W oryginalnych planach muszka miała być inna, ale oczywiście doszła w poniedziałek... po weselu.

Koszt: 100 zł

Spinki do mankietów w kształcie głowy mistrza Yody, Piotrek zakupił (bez konsultacji ze mną) w Arkadii (galeria handlowa w Warszawie), w sklepie Yego.
Da się je również zamówić przez ich stronę internetową.

Koszt: 99 zł


Marynarka, która zrobiła na wszystkich gościach oszałamiające wrażenie, została kupiona na stronie ASOS.
Muszę przyznać, że byłam bardzo dumna z Pio, że się na nią zdecydował. Dla mnie była miłością od pierwszego wejrzenia, jednak nawet przy takim poziomie uczuć, wciąż miałam świadomość, że to dość ekscentryczna propozycja na ślub. Szczególnie dla faceta, który na co dzień nie przykłada uwagi do mody i ubrania wybiera raczej na chybił trafił.
Z pewnością swoją rolę w przekonaniu go, że to dobry pomysł, odegrali wszyscy nasi przyjaciele, którzy gdy tylko rzucali na nią jedno spojrzenie, nie znając jeszcze jej przeznaczenia, mówili "musisz w niej iść do ślubu!".

Koszt: 250 zł


Kolczyki dostałam od Piotrka na... jakąś okazję, której już nie pamiętam, dlatego podejrzewam, że nie ma już ich w ofercie Kruka, gdzie je nabył.
Są chyba moją ulubioną parą kolczyków, przez ten wyjątkowy wzór! Zapina i łączy się je z tyłu ucha, dlatego z przodu widać tylko malutki sztyfcik i rozchodzące się pod płatkiem ucha ozdobne elementy.


Korona była robiona na zamówienie, przez dziewczynę z Litwy, którą znalazłam na etsy.com.
Jej sklep nazywa się DesignMyCrown, cały proces trwał około 3 tygodni, z wybieraniem kamieni, ustaleniem detali, kolorystyki, ceny i samym wykonaniem.

Bardzo chciałam mieć na głowie coś innego niż oklepany do granic możliwości, wianek. Absolutnie rozumiem, wszystkie kobiety, które się na niego decydują, bo dodaje mnóstwo uroku i chyba jeszcze nie widziałam osoby, która wyglądałby w nim źle... Te wszystkie argumenty przekonywały mnie jednak do tego, by zdecydować się na coś zupełnie innego.

Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu będę miała jeszcze okazję ubrać koronę, jestem więc zachwycona, że się na nią zdecydowałam.

Moim upragnionym efektem było wyglądanie jak Królowa Elfów i myślę, że ten dodatek zdecydowanie pomógł się do niego przybliżyć!

Koszt: 150 euro (w jej skład wchodzą, między innymi, naturalne perły)

Całość, zarówno współpracę, jak i samą koronę, oceniam zdecydowanie na 10/10.


Zarówno welon, jak i suknię, uszyła dla mnie Patrycja Kujawa, którą polecam całym sercem.
Zanim zdecydowałam się na krawcową, przymierzyłam ponad sto sukienek. W Warszawie i Krakowie. Wszystko przez to, że bardzo, bardzo nie chciałam jej szyć. Słyszałam mnóstwo historii o tym, jak krawcowe zawodzą, nie są w stanie ukończyć projektu, wmawiają, że wszystko jest w porządku, gdy ewidentnie nie jest. Odwiedziłam więc kilkanaście salonów, jednak w żadnej sukni nie czułam się, jak ja. Każda miała w sobie coś, co sprawiało, że nie byłam w stanie się na nią zdecydować. 

I tak przyszła wiosna, a ja zaczęłam panikować.

Stwierdziłam, że to najwyższy czas, by rozważyć szycie i porozsyłałam po różnych projektantach moją wymarzoną suknię Paolo Sebastian'a, która względu na cenę i kolekcję, była daleko poza moim zasięgiem.
Patrycja, jako jedyna, powiedziała, że podejmie się tego zadania.

Gdy moja mama po raz pierwszy zobaczyła suknię, złapała się za głowę i krzyknęła "będziesz goła!". Taką też opinię powtarzała wszystkim gościom, którym rozwoziliśmy zaproszenia.
Nie dałam się jednak takim uwagom i wbrew wszystkim doradcom (internetowym i nie) nie zdecydowałam się na wszycie miseczek ani założenie stanika. Wszystko, co zrobiłam, to nakleiłam na sutki satynowe naklejki.
Finalnie wszyscy byli nią zachwyceni i usłyszałam mnóstwo komplementów, nawet od najbardziej wybrednych ciotek.

Cały proces projektowania, szycia, poprawek, przebiegał w bardzo miłej atmosferze. Nie miałam z Patrycją ani suknią, absolutnie żadnych problemów.
Zgłosiłam się do niej w bodajże kwietniu, także czas realizacji też był naprawdę bardzo krótki!

Jeżeli mogłabym się do czegoś przyczepić, to tylko do tego, że odcięcie nie było w talii, tylko już na początku żeber, przez co trochę mnie uciskała i skracała tułów.
Aczkolwiek to idzie w 100% na mnie, bo mimo że to zauważyłam, nie odezwałam się słowem.
Nie mam pojęcia dlaczego, może nie chciałam zachodzić za skórę jedynej osobie, która była gotowa mi ją uszyć, a może czułam się winna, że nie powiedziałam o tym wcześniej, a teraz już tyle jest zrobione.
Jeżeli można coś z tego wyciągnąć to lekcję, by się nie wstydzić i od razu zgłaszać wszystko, co uwiera i doskwiera.

Można ją bliżej zobaczyć w Nasz zmyślony ślub i Ślub VI: Druhny i drużbowie

Koszt sukni: 5000 zł
Koszt welonu: 100 zł

Patrycji również daję mocne 10/10!


Jakkolwiek nie jestem specjalnie podatna na sugestie i zazwyczaj nie potrzebuję niczyjego przyzwolenia na podejmowanie swoich własnych decyzji, tak napisałam na chyba trzech grupach dla panien młodych rozpaczliwe posty "czy to w porządku mieć płaskie buty?!".
Noszenie szpilek wydawało mi się tak olbrzymim obowiązkiem, że rozważałam nawet specjalne nakładki na obcasy, by dało się w nich chodzić po trawie.

Po wielu rozterkach zdecydowałam się na płaskie, lekkie sandałki, za co później sobie szczerze dziękowałam, gdy temperatura tego dnia dobiła do 30 stopni, a ja biegałam po trawie.

Kupiłam je w CCC, model JENNY FAIRY - WP01-1602-01 srebrny.
Piotrek wziął po prostu swoje ulubione buty.

Koszt: 60 zł


2. Obrączki


Historię grawerów opowiem innym razem, bo jest bardzo romantyczna!

Obrączki załatwiali znam znajomi - na tydzień przed ślubem! Nie zajmują się sprzedażą detaliczną, więc nie mogę ich nawet polecić.
Chciałabym jednak wykorzystać tę okazję, by im serdecznie podziękować za pomoc, nie wiem, co zrobilibyśmy bez nich.

To samo tyczy się pudełka na obrączki, które dosłownie w dzień ślubu organizował nasz przyjaciel Szymon, razem ze swoim chłopakiem.
Obudziłam się tego dnia o 5 rano, poderwałam się, jak porażona prądem i z przerażeniem na twarzy powiedziałam do Pio "nie mamy pudełka na obrączki!".Jakim cudem chłopcy wpadli na taki piękny pomysł aranżacji, w tak krótkim czasie, nie mam pojęcia. Widziałam jednak później filmiki, jak kręcą się po obiekcie i szukają dostatecznie estetycznej trawy, by móc ją wypełnić - tacy przyjaciele to prawdziwy skarb!

Moi przyjaciele - 10/10!


3. Makijaż


Makijaż robiła mi Monika z Beauty Attack.
Nos nie przetrwał próby czasu, ale cała reszta trzymała się idealnie, przez całą, bardzo gorącą noc.
Długo nie mogłam się zdecydować, jaki makijaż bym chciała, próbowałam 3 różnych makijażystek, potem z Moniką miałyśmy 3 próby makijażu - z czego za jedną nawet nie wzięła pieniędzy, obiecując, że będziemy próbować do skutku.


Ostatecznie zdecydowałyśmy się na minimalistyczny makijaż, który, jak się spodziewałyśmy, ledwo widać na zdjęciach, ale w którym czułam super na żywo. Na górnej powiece miałam jasny, mieniący się brokat, na dolnej, cienką srebrno-fioletową linię.
Chciałam wyglądać, jak ja, nie wytapetowana wersja mnie i myślę, że właśnie to udało się osiągnąć.
Malowała też moje druhny, które, zgodnie z moją wiedzą, były bardzo zadowolone.

Koszt: 200 zł

Moja ocena to zasłużone 10/10.


4. Włosy


O moich przejściach z fryzjerkami możecie przeczytać w Ślub II: Konsultantka ślubna


Monika Stach-Szyłko zajęła się mną z pełnym oddaniem i zaufaniem, za co prawie drogo zapłaciła, bo na ponad miesiąc zapomniałam, że muszę oddać jej doczepy włosów, które mi tam założyła.
Fryzura trzymała się perfekcyjnie przez całą noc, nie miałam problemów z rozbrojeniem jej, mimo że była złożona z tysięcy wsuwek.

Malowała też kilka moich koleżanek i dokładnie, jak w przypadku drugiej Moniki, wszyscy byli bardzo zadowoleni.

Na dodatek, jak się okazało, wychowałyśmy się w tym samym małym miasteczku na Podkarpaciu!
Świat jest naprawdę najmniejszy.

Koszt: 200 zł

Ocena to zdecydowanie 10/10.


Podsumowując, miałam ogromne szczęście - każdy wybór okazał się strzałem w 10, wszyscy stanęli na wysokości zadania.
W dniu ślubu, wszystko udało się fantastycznie i pasowało do siebie jak ulał.

Wydaje mi się, że ceny również były bardzo rozsądne, dlatego bardziej niż bardzo, polecam wszystkie osoby i firmy, które pracowały nad dopełnieniem naszego wizerunku i wszystkich detali!

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:
Ślub I: Co się dzieje?
Ślub II: Konsultantka ślubna

Ślub III: Save the Date
Ślub IV: Zaproszenia
Ślub V: Lokalizacja i dekoracja
Ślub VI: Druhny i drużbowie


Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:
"ŚLUB"

wszystkie zdjęcia wykonała Ewa Lena Brzozowska

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.