Feminizm doprowadza mnie do łez

11:38

Jak już powszechnie wiadomo - jestem królową Netflixa.

Wiem, że mnóstwo ludzi wyraża pogląd, że oglądanie seriali to 100% strata czasu, ja się z tym jednak absolutnie nie zgadzam.
Moim zdaniem seriale to idealna, współczesna alternatywa dla książek, ponieważ, nie oszukujmy się, większość społeczeństwa nie lubi czytać. Wprawdzie nie są w stanie zaoferować nam wszystkich plusów czytania, jak rozwijanie języka czy wyobraźni, jednak mimo to, uważam, że mają olbrzymi potencjał, by kształcić i inspirować.
Ja, z ręką na sercu, mogę powiedzieć, że seriale zmieniły moje życie, mam tu w szczególności na myśli serial Once Upon a Time, o którym napisałam nawet cały tekst na blogu. Autentycznie pomógł mi zrozumieć wewnętrzną walkę dobra ze złem, lepiej niż jakakolwiek religia i filozofia, którą się zajmowałam.

Seriale, które oglądam, można by podzielić na kilka grup: dla przyjemności, dla nauki, dla poszerzania horyzontów, dla zaznajamiania się z problemami, których nie znam lub nie rozumiem, dla odmóżdżenia się.
Chociaż staram się wybierać takie, które niezależnie od grupy, niosą ze sobą jakieś wyższe wartości, tak są wyjątki, które ciężko umieścić w jakiejkolwiek grupie, nawet z uwzględnieniem tego, że każdy jest wartościowy.

Idealnym przykładem takiego wyjątku jest Big Mouth. Przede wszystkim, jest kreskówką. To bardzo często ludzi zniechęca, ponieważ z góry traktują animowane produkcje, jako coś przeznaczonego dla dzieci, poniżej godności i niewarte czasu.
Twórcy serialu lubią łamać czwartą ścianę (zwracać się wprost do widza) i sami pod koniec pierwszego sezonu powiedzieli, że nie byłoby szans, by ta produkcja przeszła w jakiejkolwiek innej formie, niż animowana.

Fabuła jest naprawdę edgy, nie ma w języku polskim słowa, które oddałoby to lepiej. "Kontrowersyjny" jest chyba najbliżej. 
Scenarzyści podjęli się niesamowicie trudnego tematu, jakim jest wczesne dorastanie. Pierwsze odkrywanie swojej seksualności, zainteresowanie płcią przeciwną, wykształcanie się piersi, włosów łonowych i całego tego dziwnego i niezręcznego świata, w którym przychodzi nam żyć przez resztę życia.
Bywa obrzydliwie, bywa dziwnie, jednak zawsze jest zabawnie i przede wszystkim, piekielnie celnie.
Big Mouth porusza mnóstwo tematów od rozbitych rodzin, przez dysfunkcje po zaniedbania. Od masturbacji, przez aseksualizm po seksualną dezorientacje.
Uwielbiam ten serial, bo chociaż przerysowany do granic możliwości, każe mi łapać się za głowę, śmiać i mówić "Boziu, tak to właśnie było".
Podejrzewam, że jest to lepszy materiał do edukacji seksualnej, niż cokolwiek, co kiedykolwiek znalazło się w rękach polskich uczniów, a z założenia jest to serial dla "dorosłych".

W ostatnim odcinku, jaki oglądałam, wydarzyło się jednak coś, co wywołało u mnie najmniej spodziewaną reakcję - płacz.
Płakałam rzewnie, przy tej pozytywnej i radosnej piosence, którą zamieszczam poniżej, nie ze smutku, nie ze złości, ale z ulgi i współczucia.
Ulgi na to, jak świat się zmienia i współczucia dla nastoletniej mnie, że nie żyje w dzisiejszych czasach.


Myślę, że jest napisana w miarę zrozumiałym językiem, jednak niektóre słówka są typowymi idiomami, więc postanowiłam przetłumaczyć całość, na własną rękę.
Z góry przepraszam wszystkich tłumaczy, których mój nieprofesjonalizm obrzydzi - gwarantuję, że wersja, którą oferuje Netflix, jest jeszcze gorsza.

"- Widzicie dziewczynki, piękno to czucie się komfortowo w swoim ciele!
- Może ma rację...
- O matko.
- A może... 
Każda pupa jest jak płatek śniegu,
każdy sutek to gwiazda.
Każda krągłość i nierówność jest piękna,
każdy rozstęp i każda blizna.
Jesteśmy stołem szwedzkim wspaniałości!
Nie ma dwóch takich samych nas.
Bóg stworzyła nas na swój obraz,
a ta dziewczyna nie zna wstydu!
Kocham swoje ciało!
Kocham w nim wszystko!
Każdą zmarszczkę, krostkę, dołek w policzku - małe czy duże.
Mój tyłek jest ślicznotką!
Moje piersi to dzieło sztuki!
Moje boczki, mój tłuszczyk na ramionach,
kocham każdą jedną część!
Cellulit i kościste kolana,
miseczkę A i podwójne D,
chude nogi i szerokie uda,
sutki w każdym kolorze i rozmiarze!
Wewnętrzne, zewnętrzne, południowe i północne*,
części, które pokazuję tylko moim psiapsiókom!
Pełna figura i malutki tyłeczek,
wydepilowane bikini i pełny busz -
kochamy nasze ciała, chcemy by świat to wiedział!
Każdy centymetr, od elektryzujących się włosów po krzywe palce.
Każdy brzuch, płaski czy okrągły,
każdy odbyt wybielony czy brązowy.
Malutkie, baryłkowate, odważne, masywne, szalone, niskie i wysokie!
Kochamy je wszystkie!
- Ha, to śmieszne! Tylko dlatego, że te kobiety czują się w porządku w swoich obrzydliwych ciałach, nie oznacza, że Ty też możesz. Ogarnij się płaska desko!
- Wiesz co Missy z lustra*?
- Dlaczego się po prostu nie odchrzanisz Ty zachrzaniona... cipo!
- Mammia Mia, topię się!"

* południe to brzuch i genitalia, północ to piersi i twarz
* odcinek opowiadał o tym, jak Missy mierzy się ze swoim odbiciem, które próbuje jej wmówić, że jest brzydka i płaska

Prosta informacja: "to super być kobietą, to w porządku, że Twoje ciało wygląda tak, a nie inaczej, nie ma w nim nic złego, a to, co uważasz za mankamenty, jest jego naturalną częścią, nie musisz być perfekcyjna - nikt nie jest".

Płakałam, bo nigdy w życiu, w ciągu całych 25 lat, nie dostałam tyle pozytywnych informacji, na temat swojego ciała, jak w ciągu tych 2 minut. Nie z serialu, nie z radia, nie z telewizji, nie z gazety, nie z filmu, nie ze szkoły, nie z podręczników. Nie ze strony popkultury.
Tego serialu nie produkują organizacje feministyczne, nie jest kampanią społeczną. Jest po prostu zwykłą produkcją. Która w ciągu 2 minut jest w stanie przekazać więcej samo-akceptacji niż całe media przeznaczone dla kobiet, w ciągu roku.

I zastanowiłam się - dlaczego?

Dlaczego cały przekaz, jaki całe życie słyszałam na temat swojego ciała to same negatywne rzeczy - z gazet, telewizji, od koleżanek. Dlaczego żyjemy w świecie, który ma obsesję na punkcie wyglądu kobiet?

Doszłam do dwóch wniosków:

1. Ponieważ kobiety są postrzegane w społeczeństwie, jako przede wszystkim ciała.

Nie wierzycie?
Widziałyście kiedykolwiek, żeby dorosłe kobiety trąbiły na nastoletnich chłopców?
Słyszałyście, żeby męską ofiarę gwałtu, ktoś zapytał o to, czy jego ubranie było prowokujące?
Czy któryś z Waszych kolegów, został kiedykolwiek odesłany do domu, bo jego ubranie "rozprasza" koleżanki?
Znalazłyście kiedyś ogłoszenie o pracę, gdzie jest wzmianka o tym, że kandydat musi być przystojny?
Byłyście na plaży i widziałyście kiedykolwiek masowe, obrzydliwe spojrzenia kobiet, skierowane w męskie krocza?
Doświadczyłyście sytuacji, w której ktoś oferuje Waszym kolegom przysługi w zamian za "buziaka"?
Słyszałyście, żeby ktoś spojrzał na zdjęcie z plaży lub basenu Waszego kolegi i stwierdził, że się "nie szanuje", "prowokuje" i sam chce być traktowany przedmiotowo, skoro z własnej woli odkrywa ciało?

Kobiety są postrzegane jako ciała, obiekty, przedmioty stworzony do uprawiania seksu. Niezależnie od ich woli i intencji.
Dlatego wygląd jest najważniejszy.

2. Ponieważ tworzymy ogromny rynek.

Wejdźcie do jakiejkolwiek drogerii, 80% produktów, to produkty skierowane stricte do kobiet.
Nie możesz mieć zmarszczek, krostek, ani piegów - maseczki, glinki, kremy, sera.
Nie możesz mieć rozstępów, blizn, przebarwień - masła, olejki, balsamy.
Nie możesz tracić jędrności - kapsułki, preparaty.
Nie możesz wyglądać, tak jak wyglądasz - mascary, szminki, podkłady, rozświetlacze, bazy, róże, cienie, eye-linery
Nie możesz chodzić w czymś innym, niż wszyscy - wyparcie wszystkich butików, masowymi sieciówkami.
Nie możesz przytyć po ciąży - diety, plany, batoniki, shaki.
Nie możesz mieć zwykłych włosów - szampony, odżywki, maski.

MŁODOŚĆ I PIĘKNO.

Powtarzaj: "młodość i piękno, młodość i piękno, musisz być młoda i piękna, młoda i piękna."
Spójrz na tę dziewczynę z Instagrama, która promuje te produkty - musisz być taka jak ona.
Musisz jeść to, co ona, pić to, co ona, nosić to, co ona.
Śmiało, będziesz wyglądała dokładnie tak samo w tej sukience. Spójrz ile ma lajków, też możesz mieć tyle walidacji, wystarczy, że kupisz tę sukienkę. Jej facet tak ją kocha, Ty też mogłabyś mieć takie uczucie, gdybyś tylko się postarała, kupiła sukienkę i oszołomiła w niej jakiegoś faceta.
Spójrz, jaka jest szczupła, wcale nie zawdzięcza temu drakońskiej diecie i życiu na siłowni, to nasze specjalne batoniki jej to zagwarantowały, kup je, a będziesz dokładnie taka sama. Widzisz, jaka jest szczęśliwa, Ty też możesz taka być!
Młoda i piękna. Czy ma 16 lat, czy 26, kto wie?
Patrz na te zdjęcia z podróży, też możesz takie mieć, wystarczy, że będziesz młoda i piękna, a wtedy drzwi do wszelkich przyjemności staną przed Tobą otworem. Wszystko zostanie Ci podane na złotej tacy. Tylko te 6 kilo w dół. Tylko ta sukienka. Tylko ta szminka. Już prawie nic Ci nie brakuje do perfekcji, tylko ta jedna rzecz.

Zawsze ta jedna rzecz.

Dlaczego ten rynek nie działa w tej samej wersji dla mężczyzn? W końcu to drugie tyle konsumentów - patrz punkt 1.

Jak szalone jest to, że otwierając gazetę dla kobiet 90% treści to rady, jak zmienić siebie. Swój wygląd przez makijaż, ubrania, diety. Swój charakter przez rozmyślanie o tym, co zrobić, żeby facet Cię polubił, żeby było mu dobrze z Tobą w łóżku, żeby chciał się ożenić.
Odkąd wpada nam w ręce pierwsze "Bravo" czy "13-stka" (nie wiem, co teraz się czyta), tylko o tym mówią wszystkie artykuły - jak podkreślić swoją figurę, jak podkreślić swoją urodę, jak się czesać, jak się odzywać, jak zrobić wrażenie na facecie, jak ustalać granice, żeby nie pomyślał, że jesteś łatwa.
Faceci w tych samych gazetach mają teksty o sporcie, motoryzacji, polityce, zdrowym odżywianiu. Czasem przewinie się jakaś reklama środków na łysienie lub erekcję.

Jak szalone jest to, że są firmy, które zmuszają regulaminami kobiety się do codziennego malowania się? Codziennego poświęcania czasu, na to, by przykryć chemią swoją własną twarz, z którą wszystko jest w porządku. W tym samym świecie, gdzie mężczyzna może przyjść do pracy z podkrążonymi oczami, krostami, włosami z taką ilością żelu, że wyglądają na tłuste i wszystko jest ok. Przecież są mężczyznami, mogą wyglądać, jak chcą. Nie reprezentują firmy twarzą. W przeciwieństwie do kobiet, na dokładnie tych samych stanowiskach.

Jak szalone jest to, że absolutnie wszystko - od opon po papier toaletowy jest reklamowane kobiecym biustem, ale nie wolno nam pokazać sutka, bo to rozpowszechnianie pornografii. Można stawiać bilbordy o setkach metrów kwadratowych z praktycznie nagimi modelkami Victoria's Secret, ale karmienie w miejscu publicznym jest już naganne i obrzydliwe.

I co najlepsze - gdy to kobieta przejmuje władzę nad wykorzystywaniem swojej seksualność (Sexmasterka jest tego dobrym przykładem) do biznesu - wszyscy wyzywają ją od prostytutek, łatwych, dupodajek. Tylko dlatego, że zamiast znaleźć jakąś obcą kobietę, która będzie kręciła piersiami i pośladkami, robi to sama.

Jak szalone jest to, że faceci mogą łysieć, mogą rosnąć im brzuchy i niechlujne brody, ale to my mamy chować nasze rozstępy, wciskać się w modelującą bieliznę, nakładać tonę chemii na włosy i twarz, po całym dniu pracy być świeże, napalone i zmotywowane do tego, by udowodnić, że czas nas nie dotyka.
To my musimy rozpaczliwie łapać młodość, bo znajdą sobie młodsze żony.

Jak szalone jest to, że wszystkie zdjęcia kobiet, niezależnie od figury, są maksymalnie fotoshopowane, non stop, wszędzie. I każdy wie, że nikt tak nie wygląda, a jednak wciąż jest to jedyny wizerunek, który jest nam prezentowany! Jakaś firma zlituje się i weźmie modelkę w rozmiarze M lub L (tak zwane modelki XXL)... i tak wyczyszczą jej w programie każdą fałdkę i niedoskonałość.

I nie zrozumcie mnie źle, ja absolutnie nie uważam, że to wina samych mężczyzn i mężczyźni są źli. Nie. To kolektywna wina mediów, korporacji zajmujących się działem beauty i fashion, nas samych, powielających te schematy, wyrażających niemą zgodę na to, by miały miejsce.

Mężczyznom jest po prostu dobrze w takim układzie, więc nic z nim nie robią, od nich w tej kwestii oczekuje się w najgorszym przypadku bycia w dobrej formie, w najbardziej realistycznym przypadku, bycia formie lepszej niż zła. I mają cały świat kobiet, wokół siebie, które stają na rzęsach, by wyglądać jak najlepiej. Czemu mieliby chcieć zmiany?

Ale my nie jesteśmy tylko naszą powierzchownością.
Nie jesteśmy stworzone do tego, by zadowalać zmysł estetyczny mężczyzn.
Nie musimy być perfekcyjne.


Wiem, że wiele z Was teraz pomyśli "ale ja się maluję, bo lubię", "ale ja nie chcę tych rozstępów dla siebie", "ale co w tym złego, że chcę dopasowane ubrania".
Nie o tym mówię.
Nie chodzi mi o prawo do tego, by się malować, dbać o skórę i nosić rzeczy, w których wygląda się atrakcyjnie.
Chodzi mi o obowiązek i/lub presję, by to robić.

Chodzi mi o te kobiety, które nie czują potrzeby malowania się, nie czują potrzeby golenia nóg, nie czują potrzeby walczenia ze wszystkimi małymi niedoskonałościami, nie czują potrzeby chodzenia w ubraniach, które podkreślają ich atuty.
O kobiety, które autentycznie nie dbają lub przynajmniej chciałby nie dbać, o swój wygląd, w stopniu, który narzuca społeczeństwo.
Które chciałyby mieć chociaż tyle wolności, co do tego, jak wyglądają, co mężczyźni.

"Ale włosy na ciele są niehigieniczne"

Nie są.
Mycie się dwa razy dziennie zapewnia optymalny poziom higieny, niezależnie od tego, ile mamy włosów na ciele.

"Ale są nieestetyczne, tak samo twarz z pryszczami i blizny na ciele"

Ludzie nie są dziełem sztuki, żeby rozpatrywać ich pod względem estetyki. Co z (według przyjętych norm) "brzydkimi" ludźmi, którzy są wspaniali, dobrzy i inteligentni? Mamy wysłać ich wszystkich na jakąś bezludną wyspę na środku oceanu? Kazać nosić im worki na twarzach i ciałach, żeby nie ranili naszego poczucia estetyki?

"Ale ja robię te rzeczy dla siebie"

Naprawdę sama dla siebie? Spędzasz godzinę dziennie na przygotowaniach, po to, by zasiąść na kanapę do Netflixa? Chwila sam na sam, tylko Ty i Twoje piękno?
Gdy wiesz, że nikt Cię nie zobaczy - golisz nogi, pachy, depilujesz bikini, układasz włosy, nakładasz makijaż, zakładasz ładną bieliznę, która wpija się w tyłek, seksowną sukienkę, szpilki i po prostu... spędzasz czas sama ze sobą? Robisz tak na przyjście swojej przyjaciółki? Kumpla geja? Mamy?
Czy jednak robisz to dla wszystkich przypadkowych mężczyzn, których spojrzenia sprawiają, że czujesz się ze sobą odrobinę lepiej?

Ja wiem, że jestem tą drugą opcją.
Mogę to przyznać - lubię uwagę, lubię spojrzenia, lubię widzieć, że robię wrażenie.
I nienawidzę tego w sobie!
Bo za każdym razem, gdy ta uwaga idzie o krok dalej niż szybkie spojrzenie, czuję się bardzo niekomfortowo. Nienawidzę gwizdów, zaczepek, gestów, gadek, upartych facetów, którzy nie chcą odejść, namolnych nagabywań i poczucia zagrożenia, gdy ktoś zaczyna się niecierpliwić.
A takie sytuacje to praktycznie gwarant, za każdym razem, gdy wyglądasz atrakcyjnie i zostaniesz na chwilę sama.
Te kilka chwil łechtania ego, daje mi później długie minuty interakcji, których nigdy nie chciałam być częścią.
To głęboko zakorzenione przekonanie, że muszę uzyskiwać potwierdzenie swojej wartości i atrakcyjności, przez reakcje obcych mężczyzn, gubi mnie samą.
Przekonanie, że nie jestem piękna, dopóki męskie spojrzenie tego nie potwierdzi.
Nienawidzę tego.

Nie chcę tego.

Chcę, dokładnie, jak w tej piosence, kochać swoje ciało. Uważać je za piękne. Przestać się trząść nad każdą małą zmianą, każdą niedoskonałością, każdym aspektem, który odbiega od tego, co widzę na Instagramie.
Chcę dbać o nie, by było przede wszystkim zdrowe, a nie przede wszystkim atrakcyjne.
Chcę świata, gdzie kobiety nie są oceniane przez pryzmat swojego wyglądu. Gdzie te "piękne" nie są traktowane jak idiotki, a te "brzydkie" nie są ignorowane. Gdzie wszystkie jesteśmy po prostu ludźmi - nie chodzącymi pochwami i piersiami.
Chcę kultury, która traktuje kobiety i mężczyzn, jako równych sobie.

Jakkolwiek wciąż jest wiele do zrobienia, świat naprawdę idzie do przodu, a mój płacz przy tej piosence, jest tego najlepszym dowodem.
Idą zupełnie nowe czasy dla kobiet, czuję to w kościach. I to od nas zależy, jak szybko przyjdą.

Bądźmy zmianą, którą chcemy zobaczyć na świecie.
Bądźmy przykładami feminizmu, o których będą opowiadać w szkole nasze córki.
Bądźmy dość odważne, by umieć odrzucić dogmat, który wartościuje kobiety przez pryzmat subiektywnego, autorytarnego, nastawionego na zysk i manipulację pojęcia piękna.


Ten stereotyp ma nad nami tylko tyle władzy, ile same mu damy.
Nie pytajmy koleżanek "ooo, jesteś chora?", gdy widzimy, że po prostu nie mają makijażu.
Wyrażajmy sprzeciw, gdy nasi pracodawcy czy nauczyciele stosują podwójne standardy wobec tego, jak mamy wyglądać my, a jak nasi koledzy czy współpracownicy.
Komplementujmy się i wspierajmy wzajemnie, gdy widzimy, że ktoś realizuje swoją definicję piękna.
Nie próbujmy sprawić, by te kobiety, które rozmyślnie nie biorą udziału w tym biegu za subiektywnym pięknem, czuły się ze sobą źle. Jakby miało to jakkolwiek usprawiedliwić nasz bieg.
Bądźmy na siebie dobre, nie oceniajmy samych siebie i siebie wzajemnie, tak surowo.

Tak mało potrzeba, by zmienić tak wiele...

PS W pewnym zakresie ten tekst zazębia się z czymś, co już kiedyś napisałam, jeżeli macie ochotę zgłębić temat - Komu warto się podobać? 


screenshot z serialu Big Mouth

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.