Ślub V: Lokalizacja i dekoracja

11:44

Długo nie mogliśmy się zdecydować, w jakim miejscu zorganizować nasz ślub i wesele.

Na początku marzyły mi się Bieszczady - wśród gór, zieleni, powietrza, w którym się wychowałam. Nie znaleźliśmy jednak żadnego miejsca godnego uwagi, zamiast tego przypomnieliśmy sobie, że to najgorzej skomunikowany kawałek Polski, do którego z Warszawy jedzie się 6 godzin, a co dopiero z północy, skąd pochodzi rodzina Piotrka.
Stanęło więc na mieście, gdzie mieszka większość mojej rodziny i wielu naszych przyjaciół, a przy okazji leży dokładnie w takiej samej odległości od miast, gdzie mieszkają nasi rodzice - naszej Warszawie.

Trzeba przyznać, że oczekiwania mieliśmy dość wyśrubowane: namiot lub duża oranżeria na wesele, tuż obok ładne miejsce na plenerową ceremonię ślubną, dobre jedzenie, nocleg, w odległości ok. 45 od Warszawy. Dostępne na 28.07.2018.

Szybko okazało się, że te 2, 3, 4-letnie terminy, którymi wszyscy nas straszyli, nie obowiązują wśród lokalizacji z "wyższej półki". Jak widać, bogaci ludzie biorą śluby równie szybko, jak rozwody. W związku z tym, dosłownie każde miejsce, którym się zainteresowaliśmy, było dostępne na 15 miesięcy przed ślubem. 
Zapewne pomogło też to, że kompletnie nie interesowały nas zwykłe sale weselne, na które jest największy popyt.
Z każdą z lokalizacji było jednak coś nie tak, w międzyczasie zatrudniliśmy konsultantkę i tak, pewnego zimnego, wietrznego dnia, zabrała nas do Jaworowego Dworu.
  

To była miłość od pierwszego wejrzenia! Gdy tylko przejechałam przez ich piękną bramę, zobaczyłam bluszcz, poczułam klimat, wiedziałam, że to to miejsce.


Piotrek powiedział, że nie wiedział, czego szukamy, dopóki nie przyjechaliśmy tam.


Jak sami o sobie piszą: "Jaworowy Dwór to pięknie zagospodarowany, XVIII-wieczny szlachecki dworek zlokalizowany w samym sercu Mazowsza. Przenieś się w pełne magii i uroku zabytkowe mury historycznego hotelu."


Mój zamyślony tata.
Jak same widzicie, klimat jest niesamowity. Nigdy nie myślałam, że chciałabym ślub w takim miejscu, a jednak ta nutka polskiej historii dodawała całości wydarzenia niesamowitego czaru!


Poniżej możecie zobaczyć oficjalny pokój przygotowań, gdzie ja, moje druhny, mama, przyjaciółki i kuzynki - siadałyśmy po kolei, by odpowiednia ilość sprayu do włosów i tapety, odmieniła nas w nowe, piękniejsze wersje nas.


W jadalni był fortepian, którym troskliwie zaopiekowali się moi przyjaciele. Tu moja najlepsza przyjaciółka - Kasia.


Gdy tylko zobaczyłam ten basen, od razu zaświecił mi się w głowie neon z hasłem "poprawiny!". Nie miałam pojęcia, co konkretnie chciałabym robić drugiego dnia, ale myśl o kolejnej imprezie przy stołach i parkiecie (co wiem, że nie jest ulubioną formą spędzania czasu moich przyjaciół) kompletnie odpadała.
Basen nie był wśród naszych wymagań, co do lokalizacji, ale okazał się manną z nieba.


Na prezenty dla gości/trzymacze do winietek, wybrałam drzewka w kształcie serduszek. Wydały mi się bardzo w klimacie wesela, miejsca i dekoracji. Kupiłam je przez Aliexpress
Oczywiście przez te 15 miesięcy, nie znalazłam dobrego momentu na wydrukowanie i przywiązywanie do nich karteczek... Skończyło się więc na tym, że w dzień wesela, te dziewczyny, które akurat nie były malowane, siedziały na tarasie lub w wiacie obok basenu i na ostatnią chwilę dzielnie zbierały wszystko do kupy.


A oto i wspomniany wyżej taras.


Ten ogromny dąb, był jednym z moich ulubionych miejsc, na całym terenie Dworu. W nocy, nie mam pojęcia, jak było to zrobione, ale jego korona została podświetlona milionem malutkich zielonych światełek, a każde z nich wyglądało jak żywy świetlik.
Przysięgam, że był to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie zafundowała mi technologia.


Na zdjęciach tego nie widać, ale przez cały dzień, było niesamowicie gorąco. Chmury przez cały czas zwiastowały deszcz, a wszystkie prognozy potwierdzały te przypuszczenia.
Jednak, jako że był to mój ślub, jedyny taki dzień w życiu, wzięłam sprawy w swoje ręce i w tajemnicy przed światem zawarłam z naturą układ, o tym, że poprawię się ekologicznie, jeżeli tylko da mi ten dzień bez deszczu.
Wszystko, co się pojawiło to kilka minut przejściowego, letniego, ciepłego deszczyku, jeszcze przed uroczystością.
Pierwszy zakup po ślubie - filtr do wody, by przestać kupować butelkowaną i rezygnacja ze słomek!


Stefa chillu.


Tak wyglądały winietki, tu jeszcze w fazie przygotowania.
Cały proces przydzielania do stolików opierał się na podejściu do drzewek, które stały przy wejściu do namiotu, znalezieniu swojego imienia i nazwiska, lub jakiejś jego wersji, by następnie udać się w poszukiwania stolika z nazwą napisaną na dole winietki.
Autorem winietek, menu, zaproszeń, save the date i wszystkiego, co drukowane, był oczywiście Szymon, który już dawno temu powinien mieć jakiś fanpage, żebym mogła go tu oznaczyć.


Gdy nasza dekoratorka pokazała nam swoje wcześniejsze prace, od razu wiedziałam, że jest tą jedyną. Wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłam - ona każdy z tych pomysłów rozumiała doskonale.
Dekoracje były drugą najdroższą rzeczą na weselu, myślę jednak, że były warte każdej złotówki.
Ten namiot, w formie zapewnionej przez Dwór, był absolutnie, kompletnie pusty. Z samymi stołami i krzesłami. Nic więcej. Żadnych ozdób, żadnych dekoracji, żadnych kwiatów.


Kompozycje były bardzo eko, z mieszanki sztucznych roślin i żywych kwiatów, tak by nie nadużywać specjalnie życzliwości natury i korzystać z materiałów wielokrotnego użytku.


Menu było idealną kopią naszych zaproszeń.


Nie zwróciłam nawet na sali uwagi na te podtalerze!
Pierwszy raz zobaczyłam je teraz, na zdjęciach i są naprawdę fajnym detalem.


Dekoratorka przywiozła też... żywe drzewa! Pożyczone ze szkółki, optycznie zagęściły ogromny namiot i zrobiły naprawdę duże wrażenie na gościach - na własne oczy widziałam, jak wiele osób podchodzi i z zaciekawieniem dotyka kory, by przekonać się, czy są żywe, czy jednak sztuczne.


Element ozdób za nami.
Widziałam na wielu zdjęciach z tego samego namiotu, jak ludzie w tym samym miejscu, gdzie my mieliśmy te roślinne i światełkowe girlandy, ustawiali zwykłą materiałową ściankę...
Gdy za plecami jest jezioro!


Jezioro, drzewa, zieleń, jak można zasłaniać takie widoki ścianką?!


Przy naszym stole siedzieliśmy my, nasi świadkowie i ich "plus jeden".
Rodzice siedzieli przy stolikach po naszej prawej i lewej stronie.


Wszystkimi detalami zajęła się dekoratorka. Ustawianie wszystkiego w namiocie zaczęło się już w środę, a późniejsze przygotowania trwały całą noc!


Moim zamysłem artystycznym, który wymarzyłam sobie, mając dosłownie 8-9 lat, był "zaczarowany ogród".
Nigdy nie wyobrażałam sobie tego w zamku, na wystawnej sali lub jakimś zamkniętym pomieszczeniu. Moja wyobraźnia zawsze wyrywała się ku otwartym przestrzeniom, zieleni, żywym elementom, kontakcie z naturą.
Patrząc teraz na te zdjęcia, naprawdę nie mogę uwierzyć, że udało mi się mieć taki ślub.
Gdyby 8-letnia ja, mogła tam być, zobaczyć ten namiot, cały teren, starszą wersję siebie samej, tak szczęśliwą, myślę, że byłaby najdumniejsza na świecie.


Wiem, że ludzie mają różne preferencje, jednak moim zdaniem okrągłe stoły spisują się doskonale.
Przy prostokątnym szanse na to, by porozumieć się z 11 osobami wokół Ciebie są praktycznie zerowe.
Z kolei przy okrągłych - wychodzi to zupełnie naturalnie.


W trakcie wesela twierdziłam, że czas wcale mi szybko nie leci, ale to było tylko złudzenie!
Teraz nie mogę uwierzyć, jak zupełnie nie miałam czasu, żeby usiąść i naprawdę docenić, jak pięknie tam jest.


Konsultantka ślubna proponowała nam klimatyzację, jednak ją odrzuciliśmy - do czego nie przyznałam się gościom, którzy momentami dosłownie się topili. Jeżeli to czytacie, doceniam Wasze cierpienie i przepraszam, ale oznaczałoby to zamknięcie wszystkich ścian namiotu!
Zupełnie zepsułoby klimat, a w momencie, kiedy okazało się, że cały dzień będzie bezwietrzne 30 stopni... było już a późno.


Aż ciężko mi uwierzyć, patrząc na te zdjęcia, że to naprawdę z mojego wesela!


Miejsce ślubu.
Na zdjęciach, które pokażę Wam później, wygląda o wiele bardziej imponująco.


Biorąc pod uwagę, że poprzednie lato, było jedną wielką ulewą, wiedzieliśmy, że to ogromne ryzyko, organizować uroczystość w plenerze, dlatego był cały alternatywny plan ślubu... w namiocie!
Na szczęście nie doszło do jego realizacji, ale jednym z powodów, dla których wydaliśmy aż tyle na dekoracje, było zapewnienie sobie bezpiecznego planu B, na wypadek deszczu.


Bardzo żałuję, na co zwróciła mi też uwagę mama, że nie ma żadnych zdjęć stolików wieczorem. Gdy były zapalone świeczki, klimat zupełnie się zmienił i zaczął być bardziej bajkowy! Domyślam się, że nie są to wymarzone warunki dla fotografa - niedojedzone jedzenie, butelki, przekąski i tak dalej na stołach, ale wciąż, trochę mi przykro!
Mam wprawdzie zdjęcia ludzi przy stolikach, chciałabym jednak chronić prywatność moich postronnych gości.
Udało mi się za to znaleźć zdjęcie prawie pustego parkietu! Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na to świetne tło za DJ - na żywo było widać o wiele więcej tych lampeczek, mieniących się niczym niebo.



Na karteczce przyczepionej do drzewka było napisane "Dziękujemy za przybycie!" i "Weź mnie do domu!".
Swoją drogą, tych drzewek było sporo więcej niż gości, a żadne z nich, nigdy do mnie nie wróciło. A chciałam mieć pamiątkę...


Napisy robili mi specjaliści z Małe, a cieszy, których możecie znaleźć na fejsie!
Z bólem przyjęłam, że praktycznie nikt z gości nie wyłapał, że są to łacińskie nazwy gwiazdozbiorów.
Tak, tak, musiałam przeintelektualizować nawet nazwy stolików, na swoim weselu.


Dekoratorka pochłonęła 20% naszego budżetu weselnego - druga najdroższa rzecz.
W cenę tego wchodziło:
  • Oświetlenie.
  • Dekoracja namiotu.
  • Dekoracja miejsca ślubu.
  • Dekoracja stołów.
  • Bukiety dla druhen i butonierki dla drużbów.
  • Bukiet dla mnie.
  • Transport.
  • Robocizna.
Żałuję, że nie napisałam bardziej konkretnej umowy, w sprawie różnych elementów, bo były rzeczy, z których się nie wywiązała.
Chociażby światełka nad parkietem, o których mówiłam od samego początku, na które kilka razy się zgadzała, szczególnie w momencie, kiedy zrezygnowałam z niezależnego oświetleniowca na rzecz tego, żeby ona się tym zajęła. Gdy próbowałam to wyjaśnić z moją konsultantką ślubną, dostałam odpowiedź, że "umowa była jasna", a w umowie jest hasło "oświetlenie"...
Podobna sytuacja była z bufetem, który miała przyozdobić, co finalnie się nie wydarzyło. Ponoć właścicielka nie wyraziła zgody na jej talerze (?), co jest bardzo ciekawą historią, mi jednak chodziło o przystrojenie stołu (kwiaty, świeczki), nie ładniejsze talerze...
To jednak również nie było jasno określone w umowie, więc cóż - uczę się na błędach.

To raczej kwestia czepiania się szczegółów, gdy ma się poczucie, że usługa była droga i oczekuje się wyjątkowo dobrych rezultatów, niż realnie problemy, którymi warto się przejmować, więc no...

Abstrahując od mojego narzekania - zdjęcia mówią same za siebie, było absolutnie przepięknie. Dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam.
Każdy element, który widziałyście (i jeszcze zobaczycie) na zdjęciach, jest jej zasługą. Jeżeli gdzieś leży kwiatek, świeci się światło, stoi napis albo migocze świeczka - to jej zasługa od A do Z.
Gosia z G-Fiore jest absolutnie przemiłą osobą, super się z nią współpracowało, wiem, że zrobiła na miejscu sporo rzeczy "nadprogramowo", tylko dlatego, że uważała, że tak osiągnie lepszy efekt.
Podejrzewam, że te wszystkie niedociągnięcia, były o wiele bardziej winą mojej konsultantki niż Gosi, także do niej mam naprawdę minimalne zastrzeżenia.

Moja ocena to 9/10.


Jaworowy Dwór pochłoną 35% naszego budżetu weselnego.
W cenę tego wchodziło:
  • Wynajęcie całego obiektu na wyłączność od piątku do niedzieli.
  • Kolacja w piątek wraz z noclegiem - dla świadków z osobami towarzyszącymi i rodziców.
  • Nocleg - na miejscu dla 55 gości w dniu wesela.
  • Namiot - płacony od osoby... pomimo wynajęcia całego obiektu.
  • Miejsce na ceremonię ślubną - 1500 zł, chociaż nic tam nie zrobili, ani nie postawili, po prostu kazali sobie zapłacić za możliwość... ponownie, pomimo wynajęcia miejsca na wyłączność.
  • "Talerzyki" - menu, które widziałyście na zdjęciu, jest wersją za 295 zł. Chciałam początkowo wersję za 255 zł, ale gdy poprosiłam o wymianę dwóch dań i dołożenie sałatki, ocenili zmiany na... 500 zł więcej niż całe droższe i większe menu, także wybór był prosty
  • Napoje ciepłe i zimne na wesele i poprawiny - liczone od osoby, osobno ciepłe, osobno zimne...
  • Poprawiny.
  • Korkowe.
  • Serwis kawowy - ciastka, owoce, soki i herbata, dla moich druhen i drużbów Pio, w czasie przygotowań do ślubu.
  • Koordynacja wesela - to mój osobisty hit. Kazali sobie zapłacić 1200 zł za to, że... nie będę musiała sama rozmawiać z kelnerami i obsługą hotelu... tylko zrobi to za mnie właścicielka/managerka hotelu... Poważnie. Nic więcej nie wchodziło w tę usługę. Zgadnijcie czy i tak musiałam biegać i szukać różnych ludzi po całym obiekcie? Czy ktokolwiek wskazał konkretnego "koordynatora"? 
Pokoje tam mają wyjątkowo nierówny poziom. Niektóre są piękne, przestronne, z wielkimi, ozdobnymi łazienkami, a niektóre są ciasne, ze starymi meblami i ciasnymi łazienkami. O czym dowiedziałam się dwa dni przed weselem, gdy decydowałam, kto ma gdzie spać.
Pokoje, które mi pokazano na początku, jak można się domyślić, były ich najlepszymi.
Dowiedziałam się po fakcie, że niektórzy goście mieli problemy z wodą, których nie rozwiązano, mimo zgłoszeń, że się pojawiają.

Jedzenie było naprawdę pyszne, obsługa miła i pomocna, widziałam, że wódki nie brakuje na stołach, a talerze są dość żwawo wymieniane. 
Chociaż, przypomniałam sobie, menu na poprawiny było kompletnie pomieszane. Jako zupa był... krem z buraka, więc wszyscy mieli czerwony zęby i wyglądali strasznie. Nie było opcji dla wegan i wegetarian. W tym mega zawalili.

Pani, która była tam pomagać swojej przyjaciółce-właścicielce, od razu zaprzyjaźniła się z moją mamą, była sama w sobie przemiłą kobietą i bardzo przyjemnie słuchało się od niej opowieści o historii tego Dworu i jak trafił do obecnej właścicielki.
No i oczywiście sam Dwór, tereny wokół niego, jezioro, drzewa... Udogodnienia jak kort do tenisa czy pole do golfa - naprawdę imponujące.

Wystawiam im ocenę 7/10.


Podsumowując, mimo pewnych niedociągnięć, zarówno dekoracje, jak i lokalizacja, spełniły wszystkie nasze oczekiwania.
Całość wyglądała dokładnie tak, jak liczyliśmy, że będzie.
Dokładnie tak, jak 8-letnia ja, to sobie wymarzyła.

Jeżeli miałabym wyciągnąć z tego jakieś wskazówki:

1. Wpisujcie każdą, najmniejszą rzecz, do umowy.
Jak w moim przypadku z dekoratorką, gdyby było to wpisane w kosztorys, z pewnością by to zrobiła, mogła zapomnieć, o czym rozmawiamy, mogła zapisać to gdzieś, a potem zgubić, mogła uznać, że lepiej przeznaczyć daną sumę na inną rzecz. Umowa. Umowa. Umowa.

2. Negocjujcie wszystkie warunki, które wydają się dla Was przesadą.
U nas konsultantka ślubna wynegocjowała rzeczy jak: usunięcie opłaty za coolery, usunięcie opłaty za "zajmowanie się alkoholem" przez kelnerów, czyli opłaty za roznoszenie wódki... Wynegocjowała, by opłata za zimne i ciepłe napoje obniżyć z 30zł/os na 20zł/os, co wciąż jest szokującą kwotą, przy menu za 295 zł/os, ale jednak zawsze coś.
Wiele osób, naprawdę będzie chciało podliczyć Was za absolutnie wszystko, trzeba umieć powiedzieć "nie". Mi nie szło to najlepiej, stąd konsultantka.

3. Pytajcie o wszystko, co jest dla Was niejasne, bo wszystkie nieścisłości, zazwyczaj wychodzą na Waszą niekorzyść.
Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości co do treści Waszej umowy, tego co dany paragraf oznacza, zakresu odpowiedzialności, czy czegokolwiek innego, nie wstydźcie się zapytać. Bardzo często te umowy są specjalnie formułowane w dziwny sposób, który otwiera drogę różnym kruczkom. Nie dajcie się na nie złapać.

4. Sprawdźcie obiekt tak dokładnie, jak tylko się da.
Ja zadowoliłam się tylko 2 czy 3 pokojami, nie poprosiłam o pokazanie mi tych, które były w innych budynkach, nie przyszło mi do głowy, żeby odkręcić jakiś kurek - a może, gdybym zobaczyła różnice w standardzie, wcześniej wychwyciła techniczne niedociągnięcia, miałabym szansę na zejście z ceny.

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:
Ślub I: Co się dzieje?
Ślub II: Konsultantka ślubna

Ślub III: Save the Date
Ślub IV: Zaproszenia
Ślub V: Lokalizacja i dekoracja
Ślub VI: Druhny i drużbowie


Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:
"ŚLUB"

Ciąg dalszy już za tydzień!

wszystkie zdjęcia wykonała Ewa Lena Brzozowska

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.