25 rzeczy, których nauczyłam się przez 25 lat

11:50
Ćwierćwiecze to nie byle co, więc wysiliłam się z tej okazji na trochę głębszych refleksji.

Z puli rzeczy, które przyszły mi do głowy, wybrałam te, które wydawały mi się najbardziej interesujące i cenne.
Chociaż może ich cena nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, na pierwszy rzut oka.

1. Seks nie jest przyjemny od razu
To dosłownie pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy.
Żyjemy w świecie, który epatuje seksem z absolutnie każdej strony - filmów, reklam, gazet.
W 99,9% przypadków mówi się o nim, jako najlepszej rzeczy na świecie, bez której nie da się żyć, wokół której wszystko się kręci i na punkcie której każdy powinien mieć obsesję.
Tymczasem seks jest czymś, czego trzeba się nauczyć. Potrzeba czasu, by zrozumieć swoje ciało, jego potrzeby i upodobania. Wiedzieć co się lubi, a czego nie i umieć to przekazać drugiej stronie.
Dla wielu kobiet nauczyć się przeżywać orgazm w trakcie stosunku waginalnego to mozolna praca. Jeden to już sukces, a co dopiero 5, jak hucznie przepowiada każdy film porno.
Seks nie jest najbardziej pasjonującą rzeczą na świecie. Przynajmniej nie za każdym razem.
Czasem jest niewyobrażalnie dobrze, ale bywa też nudno lub wręcz słabo. Ludzkie ciała się pocą i lepią, wydają pierdzące dźwięki przy zderzaniu się ze sobą.
Praktycznie każdy współczesny film ma jakąś scenę seksu i jeszcze nigdy nie słyszałam tego dźwięku!
I najważniejsze - męski orgazm jest wrodzony, kobiecy wyuczony, więc nie spodziewaj się, że Twój facet czegokolwiek się domyśli.

2. Masz takie relacje z ludźmi, na jakie zapracujesz
Pewnych rzeczy i ludzi nie da się zmienić. Niezależnie od tego, jak bardzo by się chciało i jak ciężko by się na to pracowało.
Całą resztę - zdecydowanie się da.
Koszty w czasie, energii i emocjach mogą być wysokie, ale nic, co warte jest posiadania, nie przychodzi bez wysiłku. Czy to nauczyciel, rodzic, przyjaciółka, znajomy z pracy, naprawdę mamy kontrolę nad tym, jak wyglądają nasze relacje z ludźmi.
Jednak jak w większości przypadków - pracę należy zacząć od siebie.
Cierpliwość, pokora, zrozumienie, empatia to podstawowe narzędzia w walce o lepsze relacje. I wcale nie jest łatwo je zdobyć. Jednak raz opanowane, zmieniają całe Twoje życie.
A gdy brakuje Ci sił, warto pamiętać o tym, że tak naprawdę nie robisz tego dla tych ludzi, robisz to dla siebie. Kształtujesz świat, w którym funkcjonujesz, tak by dawał Ci jak najwięcej satysfakcji, sprawiał jak najmniej bólu.
Wrócić do domu po całym dniu spędzonym wśród ludzi, z którymi się dogadujesz, to jak inny świat, w porównaniu z powrotem od ludzi, których nie znosisz.
Jak wspomniałam w pierwszym zdaniu - nie zawsze da się to osiągnąć.
Jednak zawsze warto umieć i chcieć spróbować.

3. Studia nie są koniecznością
"Studia nie są gwarancją szczęścia ani pracy, ani pieniędzy.
Ponad połowa Polaków nie pracuje w zawodzie, który ma cokolwiek wspólnego z ich wykształceniem. Domyślam się, że z tych, którzy mają to szczęście, zdecydowana większość to inżynierowie.
Wiem, że brzmi to naiwnie, ale tylko dlatego, że wszyscy coś robią, nie znaczy, że to dobra droga. Jeżeli pomyślicie o ludziach sukcesu, tych, którzy sami na niego zapracowali, nie znajdziecie tam ludzi, którzy poszli na studia, złapali umowę o pracę, zrobili sobie dzieci przed trzydziestką, wzięli kredyt na mieszkanie, kupili buldoga francuskiego i wtedy ten sukces spadł na nich, jako nagroda za postępowanie dokładnie tak jak należy."
Studia óczą

4. Szkoła i to, co się w niej dzieje, nie ma znaczenia w dalszym życiu
Ile łez wylałam na to, że nauczyciele mnie nienawidzą, koleżanki z klasy wymyślają okropne plotki, ktoś się na mnie uwziął, ktoś mnie irytuje, ktoś coś powiedział, ktoś coś zrobił, ktoś coś o mnie myśli...
I wiecie co?
Z dniem, kiedy dostałam swoje ostatnie szkole świadectwo, każda z tych rzeczy przestała mieć znaczenie. Jakby nigdy się nie wydarzyła.
Kończysz szkołę i przez całą resztę życia, to co się w niej wydarzyło, ma tylko tyle znaczenia, ile sama mu nadasz. Może zbudujesz swoją samoocenę na byciu prymuską, może będziesz rozpamiętywać w nieskończoność każdą krzywdę, jakiej tam doznałaś, a może jak ja, spojrzysz na ten cały okres, pokręcisz głową, pomyślisz "co za strata czasu" i uświadomisz sobie, że w życiu definiuje Cię tylko to, co sama wybierzesz na swoją definicję, nie to, co narzucili Ci swoim zachowaniem inni ludzie.
Plus, Twoje oceny, Twoje świadectwa, Twoje zachowanie, nikt nigdy tego nie zobaczy. Może raz czy dwa, na pierwszym roku studiów, ktoś zapytał mnie o wyniki na maturze. Koncept szkolnych ocen rozpływa się w nicość, w momencie, kiedy kończysz szkołę.
Jedyne co ma znaczenie, to Twoja wiedza.

5. Kłamanie uzależnia
Jako nastolatka byłam namiętną kłamczuchą. Kłamanie przychodziło mi tak naturalnie, jak oddychanie. Moje kłamstwa praktycznie nigdy nie stawiały mnie w dobrym świetle, więc nie miało to nawet służyć mi, jako osobie, było raczej jak sport.
Jak daleko mogę posunąć? Na ile pytań pełnych wątpliwości, jestem w stanie przekonująco odpowiedzieć? Nie było we mnie krzty zażenowania, gdy ktoś mnie przyłapywał - w końcu to tylko przegrany mecz.
Finalnie doszłam jednak do punktu, gdy ludzie po prostu z góry nie wierzyli wszystkiemu, co mówiłam. Miało to dużo plusów i w pewnym stopniu świadomie do tego dążyłam, z powodów, które opowiem innym razem, jednak gdy opowiadałam rzeczy osobom, na których mi zależało, których nigdy nie okłamałam, a oni myśleli, że zmyślam, zrozumiałam, że mam problem.
I przestałam. Nie było to łatwe, bo jak głosi nazwa paragrafu - kłamanie uzależnia, jednak w końcu dałam sobie radę i teraz z dumą mogę powiedzieć, że nie kłamię praktycznie w ogóle.
Mało ludzi w to wierzy, ale najgorsza prawda istotnie jest lepsza od najlepszego kłamstwa.

6. Każdy ma czas i szansę, żeby się zmienić w osobę, którą chce być
"Zasługujesz na miłość. Zasługujesz na szczęście. Zasługujesz na spokój.
Do końca jest jeszcze bardzo daleko. Jeszcze jest czas.
Czas by się zrozumieć, czas by wydobrzeć, czas by coś zbudować i czas, by się tym cieszyć. Czas by sobie wybaczyć.
Nie ma win, których nie da się odkupić. Niezależnie od tego, jak nisko upadłaś, niezależnie od tego, jak cierpisz i jak bardzo nie widzisz możliwości ucieczki - musisz o siebie walczyć.
O lepszą siebie, o spokojniejszą i szczęśliwszą siebie.
Jesteś wszystkim, czego potrzebujesz.
Jesteś swoim księciem na białym koniu.
Jesteś wszystkim, o co warto walczyć."
Heartbreaker Hotel

7. Trzeba pilnować swoich moralnych granic, bo stają się luźne
Tego nauczyłam się w bardzo nieprzyjemny sposób.
Wolność wyboru potrafi uderzać do głowy, a podejmowanie złych decyzji, zazwyczaj jest bardziej ekscytujące, niż dobrych.
Pamiętam pierwszy raz, gdy zachichotałam przez telefon do przyjaciółki, mówiąc, że zdradziłam (pocałunkiem) swojego chłopaka. Byłam tym bardzo rozemocjonowana i liczyłam na jakieś dziewczęce "o niee, jesteś taka niedobra, hihihi, jak było?", jakie było więc moje zdziwienie, gdy usłyszałam lodowaty głos mówiący mi:
"Nie rób tego - nie dla niego, nie dla jakichś zasad, nie, bo to złe. Nie rób tego, bo nie będziesz umiała przestać".
Oczywiście sądziłam, że przesadza i zignorowałam tę radę, ale miała 100% rację.
Od tamtego momentu zdradziłam, w ten lub inny sposób, prawie każdego faceta, z jakim byłam. Jedyni, którzy się uratowali, to ci, z którymi zdążyłam wcześniej zerwać. Raz przekroczona granica, nagle przesunęła się o sto metrów dalej - "to przecież nie to samo, jakbym się z nim przespała/zakochała/chciała być", mój mózg zawsze miał dobrą argumentację, dlaczego to, co robię, nie jest aż tak złe.
I wierność, której zaczęłam uczyć się dopiero przy ostatnim ex przed Piotrkiem, naprawdę wiele mnie kosztowała - bo wrócić do linii startu i ustać na niej, gdy jest się przyzwyczajonym do biegania po całym miejscu, nie jest łatwe.
Moim przykładem tu była niewierność, ale można to odnieść do stu innych rzeczy: szacunku do ludzi, kłamania, oszukiwania, hazardu, używek. Raz przekroczone granice, potrafią być wyjątkowo ciężkie do odtworzenia.

8. Nie ma nic wzniosłego, w cierpieniu w związku
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy doznają tego również mężczyźni, mam jednak przeczucie, graniczące z pewnością, że dotyka to przynajmniej 80% kobiet - chęć ratowania, zmieniania, opiekowania się.
"On się zmieni", "co on beze mnie zrobi?""jeszcze go nauczę jak być...""on nie chciał, po prostu ma tak ciężko w domu...""nie zrozumiesz, co jest między nami".
Jako nastolatka myślałam, że miłość to fajerwerki, wzloty i upadki, że im bardziej boli, tym bardziej kochasz. Im więcej poświęcasz, tym mocniejszy jest związek.
A miłość to spokój, bezpieczeństwo i zaufanie.
Może to te wszystkie komedie romantyczne - gdzie w środku filmu para zawsze się kłóci i musi pokonać jakieś przeszkody (które sama sobie tworzy) żeby być razem - wmówiły nam, że drama jest nieodzowną częścią miłości. Nie jest.
Można się kłócić, sprzeczać, nie zgadzać, ale każdy jest w stanie odróżnić zwykłą kłótnię od cierpienia. Zwykłą sprzeczkę od złamanego serca. Różnicę zdań, od absolutnej różnicy poglądów i priorytetów.
Życie jest takie trudne. Rzuca w nas nieustannie wydarzeniami, których nigdy byśmy się nie spodziewali, wyzwaniami, którym ledwo udaje nam się sprostać - to dość wiele, by nie musieć jeszcze walczyć w swoim własnym związku.
To powinna być świątynia, w której się regenerujesz, szukasz schronienia, pomocy, wsparcia.
Nie kolejne pole bitwy.

9. Rodzice wychowali Cię najlepiej, jak mogli, co nie oznacza, że zrobili to dobrze
"Pewnie teraz zastanawiacie się "czy z moją rodziną serio jest coś nie tak?", statystycznie patrząc - prawdopodobnie tak. Jednak żeby nie rzucać takich oskarżeń w eter - bo w statystyce, nigdy nie wiadomo, czy jest się po prawej, czy lewej stronie dwukropka, dam Wam podpowiedź. Ludzie mają tendencje do wyparcia i automatycznego usprawiedliwiania wszystkiego więc, zamiast opisać przykłady dysfunkcji, podam przykłady rodziny, która funkcjonuje prawidłowo:"
Dobre dzieci złych rodziców
"Wszyscy - my, nasi rodzice, dziadkowie, staramy się podejmować jak najlepsze decyzje. Czasem jednak, to co według nas jest "najlepsze", może być "najgorsze" dla innych. Nie ma ucieczki przed popełnianiem błędów. Będą nam towarzyszyć całe życie. Nie ma też ucieczki od tego, co rodzice zaprojektowali nam w głowach. Jest jednak wybór - czy chcesz wziąć odpowiedzialność za siebie, za swoje własne życie, swoje własne poglądy, swoje własne decyzje? Czy chcesz płynąć w rodzinnym nurcie, który trwa przez pokolenia?"
Dobrzy rodzice złych dzieci
"W przypadku relacji z rodzicami nie masz komfortu bycia starszą, nie masz komfortu (przynajmniej według nich) bycia mądrzejszą - ogólnie rzecz ujmując, jesteś na gorszej pozycji. Niech to Cię jednak nie zniechęca! Rzeczy, których oni Ci nie dają, albo którymi Cię krzywdzą, to rzeczy, których sami zostali nauczeni. I szansa, że sami z siebie się ich oduczą i wymienią na nowe/lepsze jest praktycznie zerowa. Chcesz zmian - bądź zmianą. Silną, dobrą, spokojną."
Jak wychować swoich rodziców?
Jestem bardzo dumna z tego cyklu, więc szczególnie polecam!

10. Nigdy nie czujesz się "dorosły"
Twoje ciało może mówić Ci, że się starzejesz, ale Twój umysł to kompletnie inna historia.
Przysięgam Wam, że czuję się jakbym miała 22, 18, 16 lat. Wiadomo, byłam wtedy głupsza, mniej doświadczona, pod wieloma względami kompletnie inna, nie chodzi o to, że się nie zmieniłam, ale o ten wiecznie umykający moment "dorosłości".
Mając 15 lat, patrzyłam na 25latków jak na dziadków, prowadzących "nudną całą resztę życia", która się zaczyna po tym, gdy interesująca część życia (młodość) się zakończyła.
Teraz mam 25 lat i nie czuję się babcią, nie czuję, żeby mój etap życia był nudny, nie czuję się dorosła i zdecydowanie nie czuję się gotowa na to, by zacząć "nudną całą resztę życia".
Myślę, że to, co jako nastolatka rozumiałam przez "dorosłość" teraz wyznacza dla mnie "macierzyństwo".
Dzieci rozpoczynają "nudną całą resztę życia" i siłą rzeczy zmuszają Cię do podporządkowania im się na wiele, wiele lat.
Chociaż teraz, jako mądrzejsza wersja siebie, mam świadomość, że to po prostu kolejny etap życia, którego ze swojego miejsca, nie umiem sobie jeszcze wyobrazić, a który z pewnością przynosi mnóstwo szczęścia i satysfakcji. Której mój pozbawiony instynktu macierzyńskiego umysł, nie potrafi jeszcze pojąć.

11. Rodzice i dziadkowie, to skomplikowany temat
Dojście do tego zajęło mi wyjątkowo długo.
Nie wiem czy wiele osób mierzy/ło się w swoim życiu z podobnym problemem, ale swego czasu miałam nieskończoną ilość pretensji do mojej mamy o to, jak traktuje babcię.
Tam, gdzie ja widziałam słodką, bezbronną staruszkę, której słowa trzeba dzielić przez 10, a te bardziej irytujące, po prostu ignorować, "to tylko babcia", ona widziała swoją matkę.
Tak jak ja widzę ją i nie mam wątpliwości, że za 10 czy 20 lat (o ile, jak moja babcia, pozostanie w pełni władz umysłowych) wciąż nie będę patrzeć na nią jak na bezbronną staruszkę, będzie moją mamą.
Nasi rodzice spędzili całe swoje życie znając naszych dziadków. Dosłownie.
Nie mamy pojęcia, co się przez ten czas wydarzyło, jakie mieli relacje, jakie wydarzenia doprowadziły do relacji, jakie mają obecnie. Nie mamy żadnych praw ani podstaw, by snuć wobec naszych rodziców jakiekolwiek pretensje.
Mając to na uwadze, nie powinniśmy pozwalać naszym rodzicom i/lub dziadkom na manipulowanie naszymi relacjami z tą drugą stroną.
Jako dzieci i wnuczkowie, mamy prawo sami decydować jaki rodzaj relacji, chcemy mieć z kim. Relacja wnuczki z babcią, w żaden sposób nie przypomina relacji córki z matką, dlatego cokolwiek wydarzyło się między nimi, to nie Twój problem.
Większość z nas może cieszyć się swoimi dziadkami przez stosunkowo krótki czas, warto go więc wykorzystać najlepiej, jak się potrafi i uczynić się odpornym na wszystkie rodzinne niesnaski.

12. Nie masz monopolu na rację
"Nikt nie ma monopolu na rację.
Nikt nie ma prawa tworzyć obligatoryjnego światopoglądu dla innych ludzi.
Wszyscy mamy prawo być kim chcemy. Robić, co chcemy. Oczekiwać, czego chcemy. Zgadzać się, na co chcemy. Odmawiać, czemu chcemy. Żyć tak, jak chcemy.
Tak długo, jak dajemy zgodę innym, na dokładnie to samo."
Tolerancyjni ludzie powinni tolerować nietolerancję innych!

13. Twoje ciało nie będzie wiecznie wyglądać jak u nastolatki
To mnie całkiem zszokowało. Nie wiem dlaczego nikt przed tym realnie nie ostrzega, nie daje czasu, by przygotować się mentalnie na takie wydarzenia.
Ciało. Się. Zmienia.
"Brawo, Klara, bardzo spostrzegawczo" - możecie się zaśmiać, ale to ja zaśmieję się z Was, gdy staniecie w bezbrzeżnym zdziwieniu przed lustrem i pierwszy raz w życiu zadacie sobie pytanie "skąd się wziął ten rozstęp?".
W moim przypadku zaczęło się to po 22 urodzinach - takie realne odczucie, że moje ciało się zmienia, z super gładkiego, młodego i jędrnego, w zwykłe ciało dorosłej kobiety.
Spoiler alert: nie jest to najmilsze uczucie.
Jeżeli jesteście jeszcze w tym złotym wieku, błagam, przestańcie doszukiwać się w sobie najmniejszych niedociągnięć. Najprawdopodobniej nikt oprócz Was i tych kilku złośliwych koleżanek, nawet nie zauważa istnienia tych uchybień w perfekcji, które spędzają Wam sen z oczu. Nauczcie się cieszyć, tym co macie, bo gwarantuję, że będzie już tylko gorzej.
Chociaż, na pocieszenie mogę dodać, że z wiekiem, takie rzeczy jak wygląd, zajmują coraz mniej miejsca w głowie, konsekwentnie wypierane przez pojęcia jak "podatki", "urlop", "kupić te buty, czy mieć na kawę do końca miesiąca?".

14. Nie bierz narkotyków przed 21 urodzinami
Ode mnie z pewnością nigdy nie usłyszycie, żeby nie próbować narkotyków, bo jestem gorącą zwolenniczką legalizacji i uważam, że odcinanie ludziom dostępu do środków poszerzających lub zmieniających stan świadomości, w praktycznie nieszkodliwy (w porównaniu do papierosów czy alkoholu) sposób, jest śmieszne i oburzające.
Jednak tak jak z wszystkimi innymi używkami, uważam, że nie powinno się ich brać przed opanowaniem porządnych podstaw panowania nad sobą. Plus, mózg rozwija się do połowy lat dwudziestych, więc jak długo się da, powinien być wolny od rzeczy, które potencjalnie mogą go uszkodzić lub wpłynąć na jego rozwój w nieprzewidziany sposób.
Marihuana, która wywołuje schizofrenię, to nie jest mit. Nie da się przewidzieć, jak narkotyk wpłynie na Twój mózg i świadomość.
Gdy byliśmy w Amsterdamie i Piotrek palił pierwszy raz w życiu, miał taki high, jak wyobrażam sobie ludzi na grzybach. Nigdy nie widziałam, żeby marihuana działa na kogoś, tak jak działa na niego. Jakby jego umysł się rozdzielał od ciała.
Nie chcę nawet myśleć, jakby zniósł takie doświadczenie, szarpany ze wszystkich stron przez hormony, wszystkie problemy nastoletniego życia, wśród znajomych, którzy pewnie mieliby niezłą bekę, z tego, jak się zachowuje. I sam mówił, że jest mega zadowolony, że spróbował jako dorosła osoba, w bezpiecznych warunkach, a jedyną osobą, która patrzyła na jego natchnione machanie rękami, byłam ja, a nie przerażeni rodzice.
I jak już jesteśmy przy narkotykach, zawsze trzeba pamiętać, że psychicznie da się uzależnić od absolutnie wszystkiego, nawet jeżeli substancja nie jest uzależniająca sama w sobie.

15. Bądź dla siebie wyrozumiała
"Mam nadzieję, że poczułyście chociaż delikatne, mrowiące uczucie nadziei i/lub motywacji, bo mam dla Was (i siebie) zadanie na dzisiejszy wieczór!
Potrzebna będzie: kartka papieru i długopis.
Bierzemy oba te narzędzia, siadamy w miejscu, gdzie jest święty spokój i wypisujemy wszystkie możliwe rzeczy, nawet z najdalszych krańców głowy, te wielkie i zupełnie małe, jakie możemy/powinnyśmy/chcemy/nie chcemy sobie wybaczyć.
Następnie patrzymy na tę listę i stawiamy serduszka przy tym, co możemy i chcemy jeszcze naprawić (i lepiej, żeby to nie było 5 podejście do związku, z tym samym facetem!).
Na całej reszcie rzeczy, na wszystkim, co leży daleko w przeszłości, na co nie mamy już wpływu, co nie zasługuje na nasz czas lub co już naprawiałyśmy - stawiamy grubą kreskę. To już przeszłość, z którą zrobiłyśmy co mogłyśmy i czas dać jej odejść."

Nie umiem sobie wybaczyć

16. Alkohol to najnudniejsza z używek
Nigdy nie piłam za wiele alkoholu, może oprócz pierwszych-najgorszych-w-życiu-wakacji w 2011 (nie mylić z drugimi-najgorszymi-w-życiu-wakacjami w 2015), gdzie nie byłam trzeźwa przez więcej niż 24 godziny, od urodzin mojej przyjaciółki 19.06, do urodzin mojego przyjaciela 23.07. Myślę, że tamten miesiąc skrócił mi życie o 10 lat.
Jednak, bazując na latach doświadczeń i obserwacji, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że alkohol jest najgorszą i najnudniejszą używką.
Kace, urywające się filmy, rzeczy, których nigdy by się nie zrobiło na trzeźwo, postępujący brak kontroli nad sobą, nie wspominając o ogromnym ryzyku uzależnienia...
Obecnie mam mnóstwo znajomych i przyjaciół, którzy mają bardzo poważne problemy z alkoholem, nie zdając sobie nawet z tego sprawy.
Żyjemy w kraju, gdzie nie ma imprezy bez wódki (potem może whisky czy wina) na stole, spożywanie alkoholu wszystkim wydaje się najbardziej naturalną rzeczą na świecie. A tym nie jest.
Alkohol jest substancją, która poważnie szkodzi naszemu organizmowi. Nie tylko wątrobie, o czym się najczęściej mówi, ale mózgowi, od którego zależy absolutnie całe nasze życie i, co najważniejsze, nasza świadomość.
Gdy zestawimy alkohol z narkotykami i zobaczymy stosunek szkód wyrządzanych sobie (niebieski), a innym (czerwony), zobaczymy skalę problemu.
Ty na alkoholu, to nie prawdziwa Ty. To walka Twojego mózgu z utrzymaniem się przy świadomości, którą przejmuje impulsywność i cała gama zwierzęcych instynktów, jakie mamy w sobie.


17. Nie bój się próbować nowych rzeczy
Lęk przed porażką potrafi być paraliżujący. Od wielkich projektów, po codzienne czynności.
Nie mam tu wiele do powiedzenia, bo wciąż mam problemy z poradzeniem sobie z nim, jednak zauważenie problemu, to połowa sukcesu!
Myślę, że trzeba po prostu zmusić się do robienia rzeczy, niezależnie od efektów. Najwyżej nie wyjdzie - czy to naprawdę takie ważne?
Czy Twój pierwszy rysunek musi zapierać dech w piersiach? Czy setny musi? Ludzie uczą się rysować całymi latami, jeżeli nie wiążesz z tym swojej kariery, to czy naprawdę ma to znaczenie, czy jesteś w tym świetna?
Jeżeli sama czynność sprawia Ci przyjemność. Jeżeli samo pokonanie bariery "i tak nie będę w tym dobra" już jest ogromnym sukcesem.
To zasada, która dotyczy chyba każdej płaszczyzny życia - możesz być w czymś świetna albo beznadziejna, nie dowiesz się jednak, którą wersją jesteś, dopóki nie spróbujesz i nie włożysz w to trochę pracy.
Szczerze wierzę, że lepiej mieć życie pełne porażek, niż pełne braku ambicji.

18. Nie próbuj znaleźć przyszłego męża będąc nastolatką
Są takie przypadki - nie zaprzeczam. Proszę nie rzucać się na mnie z komentarzami "a ja swojego faceta poznałam w liceum i...", "a moja siostra ma męża poznanego w gimnazjum i..." i tak dalej. Tak, to się zdarza.
Jednak, z bardzo dużym prawdopodobieństwem, nie wyjdziesz za swojego chłopaka z podstawówki/gimnazjum/liceum. Nie trzymaj się więc go rozpaczliwie, jakby był Twoją jedyną szansą na szczęście w życiu. Pod wieloma względami jesteś na etapie liceum już dorosła, ale też pod wieloma, jesteś dzieckiem. Chodzenie ze sobą za rękę, na randki, siedzenie razem w którymś z Waszych pokoi czy wyjazd pod namioty - nijak to się ma do związku dorosłych ludzi, a tym jest właśnie małżeństwo.
I żeby nie było żadnych wątpliwości, absolutnie nie uważam, że nastoletnia miłość jest mniej ważna, mniej mocna, mniej oddana - wręcz przeciwnie.
Jednak, nie macie w swoich rękach rzeczy jak: niezależność, własne mieszkanie, pieniądze, zobowiązania, kariera i tak dalej, i za nic nie jesteście w stanie przewidzieć, jak Wasza ukochana osoba, będzie się zachowywała jako samodzielna jednostka, nie dziecko swoich rodziców.
Dlatego planowanie całej reszty życia, z kimś, kogo nie znasz, bo jeszcze nie istnieje, z kimś, kto za moment zmieni się naprawdę wieloma, wieloma względami, naprawdę nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie, że nie masz również pojęcia, kim Ty wtedy będziesz.
Plus, małżeństwa zawierane w wieku 20-24, czyli w grupie osób, które najprawdopodobniej poznały się w liceum, jest obciążony największym odsetkiem rozwodów:
"Ostatnio tyle się ubolewa nad upadkiem tradycyjnych wartości. Jednak to nie widmo ślubów jednopłciowych straszy na horyzoncie, a stabilna i konsekwentna utrata szacunku do instytucji małżeństwa. To prowadzenie za rączkę niedoświadczonych życiowo ludzi, w bardzo skomplikowane i wymagające relacje, i zostawianie ich tam na pastwę losu. Jednocześnie dając możliwość wzięcia rozwodu, bez żadnej konkretnej przyczyny. To promowanie idei, że ślub dla kobiety powinien być priorytetem, więc im szybciej go weźmie, tym lepiej to o niej świadczy."
Rodzice płacą za nasze rozwody

19. Szczęście to moment, a nie stan
Szczęście nie jest czymś, co da się złapać, zamknąć w klatce i trzymać przy sobie, by nie odleciało.
Wszyscy powtarzamy, że "chcemy być szczęśliwi", ale co to w ogóle znaczy? Mam wrażenie, że ludzie najczęściej postrzegają szczęście, jako wynikową zrealizowania pewnych założeń - dostanę podwyżkę, kupię mieszkanie, przeprowadzę się, a wtedy wszystko się zmieni.
Szczęście jednak tak nie działa. Ludzie potrafią osiągnąć niewyobrażalny sukces, mieć właściwie nieskończoną ilość pieniędzy, sławę, poważanie i cierpieć na ciężką depresję, która może prowadzić nawet do samobójstwa.
Wciąż nie do końca rozumiem ten mechanizm i podejrzewam, że dla wszystkich ludzi działa trochę inaczej, jednak wydaje mi się, że szczęście to umiejętność czerpania satysfakcji z dokładnie tego, co mamy. Niezależnie od tego, co by to miało być.
I nie jest stanem, który się utrzymuje, a raczej momentem, który rozgrzewa Ci serce.
Potem jednak mija i zostawia tę potrzebę, by poczuć to znowu, ale im bardziej tego chcemy, tym bardziej się od tego oddalamy, bo pragnąc szczęścia tak intensywnie, to co głównie odczuwamy to, o ironio... brak szczęścia.
Dlatego jedynym sposobem na generowanie szczęścia, jest robienie rzeczy, które nas uszczęśliwiają. Super też działa uszczęśliwianie innych ludzi - ludzie są zwierzętami stadnymi i nasze oddziaływania na siebie wzajemnie są bardzo, bardzo silne.
Bycie dobrym człowiekiem, możliwość odczuwania dumy z tego, co się zrobiło, mając świadomość, że nasz sukces, nie odbył się kosztem innych ludzi, a wręcz przeciwnie, nawet komuś pomógł.
Te i wiele innych rzeczy, wydają mi się przepisem na szczęście, który staram się realizować.
Z pokorą przyjmując, że nie mogę odczuwać szczęścia cały czas ponieważ...

20. Życie to sinusoida
Gdy w pełni się zrozumie znaczenie tych słów, przynoszą olbrzymią ulgę.
Życie jest ciągiem wzlotów i upadków, którym nie da się zapobiec. Nie da się przeżyć życia, będąc ciągle szczęśliwym lub nieszczęśliwym, promienie słońca zawsze się przebiją przez nawet najgęstsze chmury, a deszcz potrafi spaść nawet z tych, których byśmy nigdy o to nie podejrzewali.
I to w porządku.
Gdy czuję się tak źle, że wydaje mi się, że gorzej już być nie może, myślę sobie "oho, jestem na dole", czasem trwa to dzień, czasem tydzień, a czasem 2 miesiące. Jednak zawsze, dosłownie w 100% przypadków, zaczynam w końcu wznosić się ku górze. Najpierw widzę promyki, potem odrobinę błękitnego nieba, czasem uda mi się nawet zobaczyć tęczę i znowu czuję, że żyję.
Nigdy nie jest przyjemnie czuć, że zaczyna się proces opadania w dół, ale sama świadomość, że to proces, pozwala czasem go zatrzymać, a nawet odwrócić.
A gdy jest się na dole, zawsze można ogrzać się przy świadomości, że to tylko przejściowy stan.
Ta sinusoida to jedna z najważniejszych rzeczy, jakich doświadczamy w życiu. Nieustannie przypomina nam o tym, jak łatwo możemy wszystko stracić, jak ciężko trzeba pracować na swoje szczęście. Jak nigdy, przenigdy nie wolno się poddawać, bo w przyszłości czekają nas piękniejsze rzeczy niż cokolwiek, co przeżyliśmy do tej pory. 
Życie nie ma żadnych "szczęśliwych zakończeń", o ile nie umrzesz, na przykład, w dzień swojego ślubu, albo w innym momencie, gdzie doświadczasz wyjątkowego szczęścia, wtedy rzeczywiście, przynajmniej dla Ciebie, jest to jakieś szczęśliwe zakończenie.

Trzy tematy, których teraz nie rozpiszę, bo ciężko je ująć w kilku zdaniach, a zasługują na cały osobny tekst:

21. Kobiety dorastają w patriarchalnej kulturze i trzeba to zmienić
22. Partie polityczne, to jedno i to samo, potrzebny jest nowy ustrój
23. Mordujemy naszą planetę i udajemy, że nas to nie dotyczy

I dwa, które zdecydowanie też dłużej opiszę, ale chciałabym rozwinąć je odrobinkę i tu:

24. To nie świat jest niesprawiedliwy, tylko takim uczynili go ludzie
Zajęło mi całkiem długo, by w pełni zrozumieć ten koncept.
To nie świat jest zły i niesprawiedliwy - ludzie tacy są. Ta "niesprawiedliwość", o której wszyscy mówią, nie wzięła się z powietrza. Tworzymy ją wszyscy razem, każdego dnia.
Naszymi uprzedzeniami, poddawaniem się manipulacji mediów i polityków, obsesją na punkcie pieniędzy, godzeniem się na niesprawiedliwy podział dóbr w społeczeństwie, rasizmem, homofobią, seksizmem i każda inną -fobią i -zmem.
Niesprawiedliwość tworzę ja, siedząc w swoim własnym mieszkaniu, na które nie mam kredytu, z nogami opartymi na delikatnym słońcu, pisząc na swoim MacBooku za dwie średnie krajowe, o tym, że świat jest niesprawiedliwy.
Dostrzegam hipokryzję.
I nie mam pojęcia, jak się z tego wyrwać. Zostałam ukształtowana w kulturze, która każe mi odwracać oczy od potrzebujących ludzi, która wpoiła we mnie paraliżujący strach, przed wzięciem odpowiedzialności za czyjeś życie. Mogłabym podejść do kogoś żebrzącego na ulicy, zapytać czy nie chciałaby pójść ze mną do domu, umyć się, ubrać w normalne ubrania, może pójść na jakąś rozmowę o pracę. Mogłabym jemu/jej zapłacić za hostel, oddać ubrania, komórkę - przecież mnie na to stać.
Wiem dokładnie, jak wyniszczającą chorobą jest alkoholizm, jaką moc mają uzależnienia, a jednak mój mózg spycha ze mnie odpowiedzialność myślą "pijak - i tak by wrócił do nałogu, na ulicę".
Wymierające gatunki, gwałcone dzieci, samotne matki, handel ludźmi, głód, brak dostępu do wody - to wszystko nas dotyczy. Każdego z nas, kto ma dość komfortowe życie, by nie musieć się martwić o ubrania, jedzenie i dach nad głową.
To nasz wybór, że nic z tym nie robimy.

25. Trzeba być dobrym dla ludzi, nawet jeżeli nie okazują wdzięczności
Nie chodzi mi tu o oddanie ostatniej koszuli komuś, kto właśnie uderzył Cię w twarz. Czy nagminn dawanie się wykorzystywać ludziom, którzy uważają, że wszystko im się należy.
Jednak. Możecie mi wierzyć lub nie, ale po dogłębnych przemyśleniach i dyskusjach z Piotrkiem, trwających do białego rana, doszliśmy do wniosku, że niezależnie od tego, jaki przyjmie się punkt widzenia - egoistyczny czy altruistyczny, bycie dobrym dla innych, jest najbardziej opłacalną opcją.
Przede wszystkim, trzeba wyjść z założenia, że wszyscy ludzie naokoło nas mają tak samo złożone życie jak my, na dodatek, z którym mogą sobie radzić o wiele gorzej niż my.
Gdy już dotrze do nas, że świat wokół nas nie jest tylko pustym tłem, dla naszego życia, tylko indywidualnym i myślącym organizmem, łatwiej nam zrozumieć, dlaczego ludzie zachowują się w taki, a nie inny sposób. Sposób, który nie zawsze musi się nam podobać, który może wywoływać w nas oburzenie, jednak każdy ma prawo żyć według własnego uznania i to też trzeba zaakceptować.
Potem można przyjąć założenie, że tylko ludzie nieszczęśliwi zachowują się w sposób dla nas nieakceptowalny - mam tu na myśli wykorzystywanie innych, bycie złośliwym, okrutnym, niesprawiedliwym. Nikt nie rodzi się zły lub okrutny. Tak wychowują nas rodzice, tak doświadcza nas życie, widząc więc osobę, która zachowuje się karygodnie, staram się myśleć o tym, jak ciężkie musiała mieć życie, by stać się tak zgorzkniałą.
Wtedy naturalnie powinno zrodzić się współczucie i empatia dla przeżyć tej osoby.
A gdy pojawia się empatia, próg cierpliwości naturalnie się podwyższa. Czasami wystarczy cierpliwą sympatią przeczekać czyjąś opryskliwość i okazuje się, że ktoś tej sympatii naprawdę pragnął i gdy zobaczył, że maska, którą przyjął nie odstrasza, zdejmuje ją i ukazuje nam się wrażliwy, zmęczony i zestresowany człowiek. Czasem maska jest tak mocno przyczepiona do twarzy, że ludzie sami nie wiedzą jak ją zdjąć i nie można ich za to winić.
Nie można reagować "okiem za oko", bo nie dość, że nie pomagamy tej drugiej osobie, to bardzo szkodzimy samym sobie.
Nie panujemy nad tym, jak zachowują się inni ludzie, panujemy jednak nad sobą.
Chociaż na świecie jest wiele niesprawiedliwości, okrucieństwa, "zła" i nie da się przebić dobrem przez każdą z tych rzeczy, za każdym razem - trzeba próbować.
Z różnych stron, różnymi metodami, efekt motyla potrafi zdziałać cuda.
Nie możemy poświęcać naszej duszy/karmy/czegokolwiek co uważamy, za dobrą cząstkę nas, tylko po to, by zrównać się z ludźmi, którymi nigdy nie chcielibyśmy się stać.

Mój ulubiony cytat z Bibli: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12,21)

fot. e-klerki
2000 (?) rok, byłam o wiele ładniejszym dzieckiem, niż jestem dorosłą...

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.