Ślub IV: Zaproszenia

12:49
Save the Date (o których możecie przeczytać w Ślub III: Save the Date) uratowało nam życie, bo droga, przez którą musieliśmy przejść z zaproszeniami, była naprawdę długa i wyboista.

Na tyle długa, że niektóre wciąż nie są rozdane…
Zaczynając jednak od początku!

Zaproszenia projektował nasz przyjaciel i drużba Piotrka - niezastąpiony Szymon.
Projekt powstawał w bólach, bo wizja Szymona była kompletnie inna niż moja i tam,  gdzie on widział delikatność i minimalizm, ja widziałam drzewa, jeziora, świetliki, słoiki, wydry i tysiąc różnych rzeczy.
Ostatecznie doszliśmy do kompromisu, między moim chaosem, a jego minimalizmem i powstało cudo!

wersja dla przyjaciół
Jednak drukarnia, w której chcieliśmy je zrealizować (ta sama, gdzie drukowaliśmy STD) okazała się mieć minimalną chęć do współpracy nad zaproszeniem, którego sama nie zaprojektowała. Czekaliśmy mega długo na próbne wydruki, po czym okazały się kompletnie do niczego. Kolorystyka, jakieś dziwne plamy, papier - wszystko na bakier. Szymon próbował wydobyć od nich jakieś informacje o papierze, drukarce, obróbce przed drukiem, ale wszystko, co dostał w odpowiedzi, to informację, że "drukarki są cyfrowe". Oczywiście, że są cyfrowe! Żyjemy w XXI w., ale jaką mają specyfikację?
Tego już nie byli chętnie zdradzić.
Gdy chciałam kupić od nich chociaż koperty, by zgadzały się z tymi od STD... odmówili.

Szukanie kolejnej drukarni, umawianie się na konkrety, próbne wydruki i tak dalej, zajęło kolejny miesiąc. W końcu, z ponad miesięcznym opóźnieniem, udało się wszystko dopiąć, załatwić i wydrukować. Jestem naprawdę zachwycona efektem!

Obecnie w modzie są głównie białe zaproszenia, z delikatnym kwiatowym lub geometrycznym wzorem i nie mam absolutnie nic przeciwko nim! Jednak dla siebie wymarzyłam inną historię. Chciałam czegoś oryginalnego, niebanalnego, oddającego klimat naszego wesela i myślę, że właśnie to dostałam!

wersja dla przyjaciół
Największym problemem była dla nas treść zaproszeń. Nie chciałam, by brzmiało zbyt formalnie, ale nie chciałam też nikogo urazić brakiem należytego szacunku, przy zapraszaniu na tak ważną okazję. Drukarnia, w której realizowaliśmy zamówienie (i którą bardzo polecam!) powiedziała, że personalizacja każdego zaproszenia, nie będzie żadnym problemem, pomyśleliśmy więc, że fajnie będzie zrobić dwie wersje - dla młodszego i starsze go pokolenia.

W wersji dla młodych był cytat Shakespeare w oryginale, a dla starszych Myslovitz, po polsku. Nie chciałam, żeby ktokolwiek czuł się niekomfortowo, nie rozumiejąc, co właściwie jest w treści zaproszenia. Niby mały gest, ale z takich składa się uprzejmość.

wersja dla "starzyzny"
Żeby dodać trochę rodzinnego ciepła, zamiast "Szanowną Panią" czy coś w tym stylu, pisaliśmy po prostu "ciocię". Tam, gdzie byliśmy z ludźmi po imieniu, pisaliśmy imiona, tam, gdzie chodziło o naszych przyjaciół, zamiast napisać "z osobą towarzyszącą" pisaliśmy "z osobą, z którą aktualnie sypia" lub inne tego typu hermetyczne żarciki. I chociaż przyjaciele się śmiali i byli zadowoleni, tak prawdziwym strzałem w 10, okazało się powyższe "ciociu" i "wujku" zamiast oficjalnej formy. Zaproszenia rozdawaliśmy osobiście, przynajmniej te, które mogliśmy, było naprawdę cudownie patrzeć jak otwierają zaproszenia i czytają na głos "ciocię Ewę i wujka Adama, jak miło!" z wielkim uśmiechem i odrobinką wzruszenia w głosie. Moim zdaniem to wygrywa tysiąckrotnie z napisaniem "Sz. P. Ewę i Adama Kowalskich". Ani jedna osoba, nie uznała, żeby było to nie na miejscu, ani krzywo na to nie spojrzała, także naprawdę gorąco polecam takie rozwiązanie!

wersja dla "starszyny"
Kolejnym problemem było zagadnienie, jak przekazać ludziom, co chcemy dostać. Te wszystkie częstochowskie wierszyki o dawaniu pieniążków zamiast ręczników wywołują u mnie grymas niezręczności, a bardzo mi zależało na tym, żeby w jakiś sposób dać znać, że naprawdę nie chcemy i nie potrzebujemy fizycznych prezentów, bo nie mamy nawet na nie miejsca. Albo, że zdecydowanie nie chcemy wina, za to książki i kwiaty, bardzo chętnie. Wpadłam więc na piktogramy! Był to taki strzał w 7, bo nie wszyscy do końca załapali, o co z nimi chodzi, jednak wciąż uważam, że to lepsze rozwiązanie niż wierszyki, czy napisanie wprost "dej piniądze".

wersja dla "starszyzny"
Jako że treść była dla mnie największym problemem, postaram się podsumować całość krótkim poradnikiem, co warto zawrzeć i w jakiej kolejności!

1. Kto
Wy, to oczywiste, ale czy sami, czy z rodzicami?
Najbardziej fair wydaje się dopisanie "z rodzicami" w przypadku, gdy rodzice płacą za część lub całe wesele. Lub, gdy macie z nimi świetny kontakt i pomagają Wam w organizacji.
W każdym innym przypadku, nie sądzę by był jakikolwiek obowiązek to dodawać.

2. Jak
"Z przyjemnością", "z radością", "mają zaszczyt", "mają przyjemność".

3. Kogo
Jak wspomniałam wyżej, ja bardzo polecam ciepłe i rodzinne formy - "ciocię Ewę", "babcię Hanię", "mamę i tatę", "wujka Karola".
Dla przyjaciół można po prostu imię "Karolinę", ale ja wybrałam przezwiska i tak zaproszona jest "Kobi", zaproszenie dla mojej najlepszej przyjaciółki brzmi "moją BFF".
Jeżeli jednak zdecydujemy się na oficjalną formę - "Sz. P. Ewę Kowalską", "Sz. P. Ewę i Adama Kowalskich"

4. Na co
"Na ślub i wesele", "na ślub", "na uroczystość zaślubin", "na uroczystość zawarcia związku małżeńskiego", "na przyjęcie weselne".
To moja osobista opinia, jednak dla mnie zapraszanie ludzi na sam ślub, jeżeli organizuje się wesele (a nie tylko kolację czy obiad dla najbliższych) to ciarki wstydu.

5. Gdzie
Tu warto określić, gdzie odbywa się ślub, a gdzie wesele.

6. O której
Tu nie ma żadnej filozofii - godzina.

7. Potwierdzenie przybycia
Wasze numery telefonów, ewentualnie maile, przede wszystkim jednak data, do której goście mają się określić i dać Wam znać czy przybędą.

I dodatkowe informacje

1. Dojazd
Jeżeli google maps nie daje rady określić trasy, zdecydowanie trzeba pomóc gościom trafić! Czy między miejscem ślubu, wesela a noclegu będzie zapewniony transport?

2. Parking
Czy jest? Czy jest płatny? Jeżeli nie - gdzie można zostawić samochód?

3. Dress code
Jeżeli organizujecie wesele w innym klimacie niż klasyczny, warto dać znać gościom, czego mogą się spodziewać. Jeżeli planujecie całość zrobić w stodole, brokatowa sukienka cioci Basi może się nie sprawdzić. Tak samo jak szpilki na trawie.

4. Poprawiny
Czy są zaplanowane? W jakiej lokalizacji?

4. Nocleg
Czy go zapewniacie? Czy rezerwujecie pokoje w hotelu, a goście za nie płacą? Czy przedstawiacie propozycje hoteli, a goście już wybierają je we własnym zakresie?

5. Strona internetowa
Osobiście uważam, że to super sprawa! Bardzo pomocna, by nie zaśmiecać zaproszenia nieskończoną ilością informacji.
My nawet zrobiliśmy grupę na fejsie.

6. Prezenty
Jak wspominałam, dla mnie wierszyki zupełnie odpadają, jednak jeżeli zależy Wam na czymś szczególnie mocno, warto wspomnieć o tym jednym zdaniem lub jak ja - piktogramami.

Wszyscy nasi goście wypowiadali się w samych superlatywach o naszych zaproszeniach, jestem więc z nich w pełni zadowolona!
Szymon zrobił je za darmo, druk kosztował 560 zł, jednak napis "Klara i Piotr" na okładce jest posrebrzany błyszczącą folią, co podbiło cenę.
Realizowała je drukarnia IndigoDruk, którą serdecznie polecam!

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:
Ślub I: Co się dzieje?
Ślub II: Konsultantka ślubna

Ślub III: Save the Date
Ślub IV: Zaproszenia
Ślub V: Lokalizacja i dekoracja
Ślub VI: Druhny i drużbowie


Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:
"ŚLUB"

fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.