Achillesowy członek Pięty

09:10

Jak z pewnością zdążyłyście już zauważyć, nie wypowiadam się na temat polityki.
Bynajmniej nie z powodu braku zainteresowania albo poczucia, że się nie znam - wręcz przeciwnie, mam całkiem wykrystalizowane poglądy, na których temat, mogłabym się wypowiadać przez długi czas.

Pytanie brzmi jednak - po co?

Znacie mój światopogląd całkiem nieźle, myślę, że każda z Was jest w stanie wyczuć z moich tekstów, jakie mogę mieć poglądy.
Po co dawać się szufladkować jako "liberał" czy "konserwatysta", dać się przypisać do PO, PiS, Nowoczesnej, SLD czy Kukiza?
Po co utożsamiać się z ludźmi, którzy za nic mają nasze życie?

Moim zdaniem to kompletnie bez sensu, a klimat w naszym kraju jest taki, że scena polityczna jest zbudowana na nienawiści i jakiekolwiek nawiązanie do konkretnych partii od razu budzi wielkie emocje i "a tamci ukradli tyle", "a za tamtych była taka afera", wszyscy zaczynają się obrażać i nikt nawet nie pamięta, jaki był oryginalny temat.

Dlatego nie wypowiadam się na tematy polityczne.

Wczoraj jednak zobaczyłam tę okładkę:

okładka: "W Sieci"
I już wiedziałam, o czym będzie dzisiejszy tekst.

Nie czytam polskich gazet.
Ani "Wyborczej", ani "Angory", ani "W Sieci", ani niczego innego
 Nie oglądam ani TVP, ani TVN - nie mam nawet podłączonej kablówki.
Moim zdaniem coś takiego jak "obiektywizm dziennikarski" w Polsce nie istnieje i wszystko, co jest puszczane w naszym kraju w eter, jest jakąś formą propagandy.

Na szczęście Internet zawsze stoi na straży niepodważalnych faktów.

Sejm ma obowiązek udostępniać większość tego, co się dzieje w środku tego cyrku, odpowiadać na wszystkie interpelacje, nawet niezależnych posłów i naprawdę nie jest ciężko dodać dwa do dwóch, by zorientować się, co się dzieje w naszym kraju.

No i oczywiście Twitter. Politycy naprawdę kochają Twittera.

Stąd też znam posła Piętę i jego oryginalne cytaty: 

"Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka"

"Kto nie popiera PiS-u to zdrajca, kretyn albo niedostatecznie poinformowany w najłagodniejszym przypadku :)"

"Jeżeli funkcjonariusz publiczny zaangażuje się w hecę WOŚP, niech nazajutrz składa raport o zwolnienie ze służby"

"Wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję na pysk"
o protestujących nauczycielach.

"Dalsze tolerowanie łamania prawa jest błędem. Z zachowaniem ostrożności straż marszałkowska powinna wynieść protestujących i przekazać policji" ostatnia wypowiedź o protestujących w Sejmie.

I mój osobisty faworyt "niby dzicy ludzie,a wiedzą,że nie należy obrażać praw natury. Byle tylko skazanych nie trzymali w celach wieloosobowych ;)" o władzach Ugandy, które spenalizowały homoseksualne kontakty seksualne.

Przytaczam to, gdybyście miały wątpliwości, jakim człowiekiem jest facet, który od 2005 roku żyje sobie na wygodnej posadce posła.

Teraz okazało się, że ten samozwańczy przykład moralny, konserwatysta, czołowy rasista i katolik naszej partii rządzącej zdradza żonę!
Historia jest szczytem prawicowego romantyzmu - dostrzegł ją na miesięcznicy Smoleńskiej, 84, dla dokładności. By już kilka miesięcy później mówić do niej "Wiesz.... mam takie marzenie, chciałbym gładzić cię po ciążowym brzuchu. Jesteś idealnie zbudowana, nie będziesz mocno cierpieć i możesz urodzić 6 dzieci” i wysyłać do ginekologa, by potwierdził, że może zajść w ciążę!
Znalazła się też dla niej praca w PKN Orlen - ponieważ nie ma lepszych kwalifikacji niż sypianie z posłem.
Po niecałym roku romans zakończył się hasłem "córka w pewnym wieku potrzebuje ojca", co Izabela (kochanka) podsumowała słowami "małą Zosią się wymówił... A ja myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi."
Polska prawica wzdłuż i wszerz.

O całym romansie wiem z tego samego źródła, co reszta kraju - Faktu.
Izabela postanowiła nie puścić płazem takiego traktowania i opowiedziała o wszystkim w najchętniej czytanym szmatławcu w Polsce.
Pięta najpierw ogłosił, że Fakt pozwie, a następnie (zapewne, gdy zorientował się, że nie ma go za co pozywać) udzielił mu wywiadu!
Tam też na pytanie, czy ma sobie coś do zarzucenia, odpowiedział "być może przesadziłem z troską i dobrocią" twardo utrzymując, że nie łączyło ich nic romantycznego.

Wam też to coś przypomina...?


Tak wygląda tło całej tej historii. 
To, co jednak mnie doprowadziło do furii to okłada "W Sieci".

Weźmy ją pod lupę.



Zaczynamy od standardu, czyli jakiejś formy oczerniania opozycji. Jak wszyscy wiemy, opozycja w Polsce nie istnieje, więc ciężko im coś konkretnego zarzucić. Powiedzmy więc, że oszalała, czemu by nie?


Poniżej tytuł, a obok niego bardzo ciekawa informacji. Otóż "W Sieci" na swojej własnej okładce, reklamuje się jako "konserwatywny tygodnik". Największy!
"Konserwatyzm
1. «silne przywiązanie do tradycji i niechęć do zmian»
2. «ideologia społeczno-polityczna broniąca tradycyjnego ładu społecznego»"
- słownik języka polskiego PWN
Myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą, gdy powiem, że PiS przez "tradycje" rozumie religię, patriotyzm i rodzinę.
Syn naszej byłej premier jest księdzem, prezydent biega na wszystkie ważne kościelne wydarzenia, poparcie ojca Rydzyka jest nieocenione.
A cóż mówi ta religia katolicka o ślubach?
"Ja biorę Ciebie  za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."



Nic więc dziwnego, że tytuł mówi o skandalu! W końcu jeden z czołowych polityków PiS złamał świętą przysięgę małżeńską. Zdradził swoją żonę, zdradził wartości, jakie wyznaje on, oraz jego wyborcy.


Ależ jak to? Jak to "się załatwia polityka"? Czy ktoś go zmusił do romansu? Czy ktoś przyłożył mu pistolet do głowy, wmusił prawie że śmiertelną dawkę viagry i powiedział "albo prześpisz się z tą kobietą, albo zabiję wszystkich, których kochasz?". Czy zrobił to ktoś z opozycji? To byłby rzeczywiście skandal!


A, nie, jednak przyznają, że się skompromitował.


I już nie liczą się wszystkie powyższe słowa, ponieważ nastąpiło "ale".
Zdradził swoją żonę, skompromitował się, ALE to nie do końca jego wina, bo "sprawa wygląda bardzo dziwnie".
A jak ma wyglądać sprawa, gdy konserwatywny poseł znajduje sobie młodą kobietę, opowiada jej bajkę o wspólnej przyszłości i dzieciach, po czym przypomina sobie, że dziecko i żonę już ma?
Dla mnie też to co najmniej dziwne.
Żeby nie powiedzieć "cyniczne", "obrzydliwe", "bez honoru", "poniżej godności".
Jednak dla redakcji to kobieta jest "cyniczna".
Oni nie widzą tam kryzysu wieku średniego, tylko "precyzyjnie zaplanowaną operację".
Ponieważ dokładnie tym obecnie zajmuje się opozycja - nie rozpaczliwą próbą zebrania się w garść przed wyborami, tylko wciskaniem byłych modelek, do łóżek posłów PiS.


I wisienka na torcie - "OFIAR MOŻE BYĆ WIĘCEJ". Aszdziennik genialnie napisał "ofiar myślenia penisem może być więcej".
Od kiedy facet, który zdradza swoją żonę, jest ofiarą?
Od kiedy osoba, która cynicznie mianuje się tradycjonalistą, konserwatystą i katolikiem, a potem łamie wszystkie zasady, jakimi twierdzi, że się kieruje, jest ofiarą?

Jaki to przekaz, dla mężczyzn, którzy to czytają?
Dla których PiS i cała ta konserwatywna część polityki jest kierunkowskazem wartości?
To w porządku zdradzać żonę, tak długo, jak da się sobie wmówić, że kochanka jest złą osobą?
Relatywizm moralny to nic złego, tak długo, jak działa na naszą korzyść?

Pewnie nie powinnam się unosić, bo "W Sieci" aktywnie pisze Marta Kaczyńska, która obecnie ma trójkę dzieci, z 3 różnymi facetami. Z czego dwójkę z nich zrobiła sobie... będąc mężatką. I to bynajmniej nie było otwarte małżeństwo, tylko zawarte w KK, który jest bardzo daleki od zgody na poligamiczne związki.
I kreuje się tam na wzór cnót.

Jednak poziom wyparcia i patriarchalnej hipokryzji, jaki bije z tej okładki mnie przerósł. 

"Patriarchat
1. «dominująca rola mężczyzny, zwłaszcza ojca, w rodzinie»
2. «rodowa organizacja społeczna z dominującą rolą mężczyzny stojącego na jej czele»"
- słownik języka polskiego PWN

Tyle się o nim mówi, ale mam wrażenie, że ludzie nie do końca rozumieją, o co właściwie nam, feministkom, chodzi.
A ta okładka jest idealnym przykładem, na którym mogę zobrazować, czym on dokładnie jest.

Patriarchat jest najstarszą formą opresji kobiet. Opiera się on na:
1. Seksizmie («dyskryminacja osób płci przeciwnej»), który zakłada, że kobiety są słabsze fizycznie (co w ujęciu biologicznym niewątpliwie ma swoje potwierdzenie, ale nie jest zasadą, to znaczy - przeciętna kobieta jest słabsza od przeciętnego mężczyzny, ale przeciętna kobieta jest w stanie osiągnąć siłę fizyczną na poziomie lub wyższą od przeciętnego mężczyzny) i psychicznie. Głupsze. Ich decyzje są zależne od cyklu menstruacyjnego, dlatego nie wolno im ufać. Kierują się emocjami, a nie logiką. Męska uwaga jest dla nich nagrodą, nie może więc być niechciana i to od niej powinny uzależniać swoją samoocenę. 
2. Tradycji («ogół obyczajów, norm, poglądów, zachowań itp. właściwych jakiejś grupie społecznej, przekazywanych z pokolenia na pokolenie»), która definiuje kobietę jako matkę i żonę - dobrą, spokojną i łagodną.
A mężczyznę jako pana domu - walecznego, inteligentnego, ambitnego, odważnego.

I jeżeli wydaje Wam się, że ten model już nie funkcjonuje to... obudźcie się.

Dziewczynki ubiera się na różowo, chłopców na niebiesko. 
Dziewczynki mogą płakać, chłopcy mają nie zachowywać się "jak baby".
Dziewczynki dostają lalki i wózki, chłopcy mikroskopy i piłki.
Dziewczynki mają być grzeczne i ciche, chłopcy "to chłopcy".
Dziewczynki mają być czyste i dbać o sukieneczki, chłopcom wolno wspinać się po drzewach i zdzierać kolana.
Dziewczynki muszą usuwać ze swojego ciała włosy, chłopcy mają nosić je z dumą.
Dziewczynki powinny trzymać swoją cnotę, dla tego jedynego, chłopcy muszą się wyszaleć, zanim poznają tą jedyną.
Dziewczynki mają udawać bezradne, chłopcom nie wolno prosić o pomoc.
Dziewczynki mają dbać o swój wygląd, chłopcy mają nie stroić się "jak pedały".
Dziewczynki powinny mieć mało partnerów, bo będą "puszczalskie", chłopcy powinni mieć ich wiele, by być "ogierami".
Dziewczynki muszą marzyć, by zostać matką, bo to czyni prawdziwą kobietą, chłopcy mogą odejść i nie płacić alimentów.
Dziewczynki powinny martwić się o to, czy wyjdą przed 30stką za mąż, chłopcy, żeby zrobić do tego czasu karierę.
Dziewczynki uwodzą facetów i rozbijają rodziny, chłopcy są ofiarami.

Żyjemy w XXI wieku, a wciąż historia o dobrym Adamie, który dał się namówić do złego, chciwej Ewie - ma się doskonale. Na okładach współczesnych czasopism.

Dlatego mam taki olbrzymi problem z tradycjonalistami konserwatystami.

Nie dość, że swoje zwyczaje, które zazwyczaj są tylko nadpisanymi adaptacjami wcześniejszych tradycji, w celu łatwiejszej asymilacji z religią, uważają za nadrzędne, to jeszcze uważają je za dobre. Obiektywnie dobre.
Tylko dlatego że są stare.
Niewolnictwo trwało praktycznie od początku cywilizacji aż do 200 lat temu.
O wiele dłużej niż chrześcijaństwo. Dłużej niż jakakolwiek współczesna religia.
Biblia nic nie wspomina o tym, że jest złe. 
Czy to czyni je dobrym? 

W momencie, gdy przychodzimy na świat, jesteśmy czystą, niezapisaną kartą.
Mamy genitalia, które mówią, czy będziemy zapładniać, czy rodzić. 
Czy nasz orgazm będzie wrodzony, czy będziemy musiały się go nauczyć.

Nie mówią nic o tym, kim będziemy.
Nie mówią o tym, czy będziemy chcieli rodzić lub zapładniać.
Nie mówią o naszych ambicjach i planach.
Nie mówią o tym, jak będziemy się ubierać i czesać.
Nie mówią o tym, w jakim kierunku będziemy uzdolnieni.
Nie mówią o tym, co osiągniemy.

Ludzie w tym kraju jeszcze o tym nie wiedzą, ale moja ulubiona pora roku to jesień patriarchatu.
I czuję w kościach, że nadchodzi.

okładka: "W Sieci"

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.