Kazał mi schudnąć?!

09:13
Dramy w Internecie są dla mnie wyczerpanym źródłem inspiracji.
Jeżeli nie śledzicie zagranicznych stron, Twittera i fanpagów typu 9gag - nie bójcie się, jestem tu po to, by na bieżąco informować Was o wszystkim!

W ubiegłym tygodniu absolutnie wszędzie (klik) wybuchł temat dziewczyny, której facet zwrócił uwagę na wagę, a Twitter namówił ją do rozstania.
Pewnie pomyślicie, że dramą był fakt, że ktoś opisuje problemy w związku na Twitterze, albo, że słucha się obcych ludzi w sprawie kontyunacji lub nie swojej relacji. Nic bardziej mylnego.
Dramą było to, że ów chłopak śmiał się wypowiedzieć na temat wagi swojej dziewczyny!!

Wszystko zaczęło się od następującego Tweeta:

Ona: Ważę 54kg. Niezmiennie od ok 5 miesięcy. Mój chłopak powiedział do mnie coś takiego. Przesadzam, że to uraża moje uczucia? Czuję się zagubiona i nie mogę nawet pojąć, jak ktoś, kto twierdzi, że mnie kocha, może powiedzieć coś takiego.

I dalej przedstawia rozmowę ze swoim wybrankiem, która jak widać, toczyła się już jakiś czas:

Ona: Pozuję na swoich zdjęciach, by wyglądać w określony sposób, kochanie. Zawsze miałam brzuszek. Zawsze. Tak, teraz jest większy, niż był. Po prostu nie wiem, jak chcesz bym wyglądała... martwię się. Nie chcę się czuć. jakbym musiała wyglądać dla Ciebie w określony sposób.
On: Chcę byś wyglądała jak wyglądasz na swoich zdjęciach z Instagrama, które doprowadziły do naszego poznania się. Taką Cię poznałem. Dodatkowo, główny problem, to Twój brzuszek, który jest większy od mojego, a to już dziwne.
Ona: Dosłownie przytyłam tylko 2,5kg od czasu tych zdjęć. Wow. Okej.
On: To nie jest tak, jakbym Ci nie zwrócił wcześniej uwagi, że zaczęłaś nabierać wagi i powinnaś schudnąć.
Ona: Czy przestaję Ci się podobać? Bądź szczery.
On: Nie, ale jeżeli dalej sprawy dalej będą toczyć się w tym samym kierunku... Zauważyłem, że przytyłaś, ale nie jesteś przez to dla mnie mniej atrakcyjna. Jednak zdecydowanie zaczynasz mieć piwny brzuszek, kochanie.

Dla pełnej sprawiedliwości oto jak wygląda przytycie 2,5kg w jej wykonaniu:


Uważam, że to świetna historia, bo można poruszyć przy jej okazji mnóstwo tematów!

Jak już Wam zdradziłam, nasza bohaterka postanowiła zakończyć swój związek, przy gromkich brawach i akompaniamencie Twittera.

Zacznijmy więc od tego!

1. Nie wynoś związkowych problemów na zewnątrz*
To pierwsza zasada każdego udanego związku - nie konsultuj swoich problemów z innymi ludźmi. Nie mówię tu nawet o obcych, bo to czysta abstrakcja, ale o przyjaciółkach, mamie, koleżankach. Po prostu nie. Jeżeli pytasz, bo nie wiesz co zrobić - nikt inny nie wie tym bardziej!
To cecha każdego związku, że na zewnątrz zawsze wygląda inaczej, niż faktycznie jest. Nie mówię "lepiej", "gorzej", po prostu inaczej. Każda więc rada, jakiej może Ci ktokolwiek udzielić, będzie się opierała na ich wyobrażeniu na temat Waszego związku, dodatkowo znieszkałconego przez Twoją wersję wydarzeń. Ponieważ każdy ma "swoją wersję wydarzeń", nawet jeżeli wydaje Ci się, że jesteś obiektywna, to wciąż Twój obiektywizm, Twój sposób postrzegania prawdy, Twoje patrzenie na świat. Gwarantuję Ci, że Twoja druga połówka ma inne.
Większość rad przynosi więcej szkody niż pożytku. Poza tym, im szybciej nauczysz się rozwiązywać problemy wewnątrz związku, bez wynoszenia ich do koleżanek i Internetu, tym większa szansa, że związek naprawdę będzie mocny i trwały.

* Żeby nie było wątpliwości - nie mam tu na myśli problemów typu agresja, przemoc, wykorzystywanie itd. Wtedy jak najbardziej powinnaś sięgnąć po pomoc!!
Chodzi mi o zwykłe problemy jak "spędza za dużo czasu z kolegami!", "jestem zazdrosna o jego przyjaciółkę", "nie sprząta w domu!", "kazał mi schudnąć".


2. Bodyshaming
Zgodnie z definicją są to "działania mające na celu poniżenie, zawstydzenie lub ośmieszenie kogoś z powodu jego wyglądu". I bardzo fajnie, że pojawiają się ruchy, które otwarcie walczą z poniżaniem i ośmieszaniem innych, szczególnie ze względu na coś, na co często nie ma się aż takiego wpływu i tak naprawdę nie jest to niczyją sprawą - czyli wyglądu.
Lubię też wszystkie ruchy "body positivity", który walczą z ogólnie przyjętymi kanonami piękna, przez promowanie idei, że piękno nie ma rozmiaru.
Warto jednak zwrócić uwagę, że jest przeolbrzymia różnica między zwróceniem na coś uwagi, a poniżaniem kogoś.

Prawda jest też taka, że takie ruchy funkcjonują w Internecie, głównie w celu normalizowania otyłości lub niedowagi.
Jednym jest mówienie "rozstępy i cellulit są ok, nie miejmy na tym punkcie obsesji", a czym innym "nie waż się zwrócić mi uwagi, że mam 70kg nadwagi i to dla mnie niezdrowe".
Żyjemy w czasie poprawności politycznej, gdzie nie można nawet użyć słowa "gruby", bo wszyscy czują się urażeni, a przecież otyłość, może nie jest chorobą per se, jest jednak zapalnikiem wielu chorób - od problemów z kręgosłupem i nogami po cukrzycę, zawały i miażdżycę.
Ciężko jest nie zwrócić uwagi na kogoś, kto ma poważne problemy z wagą i wcina BigMaca, tak jak zwróciłoby się uwagę, na kogoś, kto ma na nodze gips i jeździ na deskorolce.
I tu następuje podział na upokorzenie lub nie, ponieważ zwrócenie się do takiej osoby "gruba świnio" jest niedopuszczalne i powinno być piętnowane na wszystkie możliwe sposoby, ale powiedzenie "słuchaj, może powinnaś zastanowić się co jesz, ponieważ możesz sobie poważnie zaszkodzić" jest już czymś zupełnie innym.
I mając to w głowie...

3. Wygląd w związku ma znaczenie
Nad tym aspektem chciałabym się pochylić z wyjątkową uwagą.
W obecnym świecie funkcjonuje mnóstwo haseł w stylu "jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza", wszystkie truizmy z książek Coelho w stylu "kocha się za nic - nie istnieje żaden powód do miłości".
To oczywiście nieprawda.

Nie wiem czy jest większa krzywda wyrządzona ludzkości niż pornografia i romansidła.

Miłość w prawdziwym życiu nie wygląda jak na filmach - nie jest wieczna, bezwarunkowa i bez skazy. Nie jest jedna na całe życie. Nie jest nieskończoną fontanną szczęścia.
A jednak to właśnie na książkach i filmach budujemy swoje oczekiwania co do związków, miłości i zasad panujących w relacji. Czyli braku zasad i całkowitemu uwielbieniu drugiej strony, bez względu na wszystko.

Nie.
Związek jest pewnym kontraktem. Niepisanym kontraktem, jednak obowiązującym przez cały okres jego trwania.
Wiele zależy od charakterów danej pary, ale można przyjąć, że większość ludzi oczekuje tego samego: wsparcia, czasu, wierności, seksu.
Chcemy czuć, że możemy polegać na naszym partnerze, że okaże nam empatię, cierpliwość, szacunek, że będziemy pierwszą osobą, której opowiada o rzeczach i ostatnią, o której myśli przed zaśnięciem. Chcemy też czuć się piękne, atrakcyjne i pożądane w jego oczach.
Dlatego nasz kontrakt zawiera też klauzulę dotyczącą wyglądu, która brzmi "nie wyglądaj gorzej niż obecnie" i nie mam tu na myśli makijażu czy fryzury, tylko ogólnej fizjonomii.

W większości przypadków dobieramy się przede wszystkim pod względem wyglądu, czy tego chcemy czy nie. Wygląd jest pierwszą rzeczą na jaką zwracamy uwagę i głównym czynnikiem decydującym o pociągu seksualnym - bez którego nie ma związku.
Oczywiście są przypadki, gdzie ludzie "zauważają się" dopiero po jakimś czasie, mimo, że widywali się codziennie, jednak same musicie przyznać, że nie odbywa się to na zasadzie "wow, jego charakter naprawdę zaczyna mi się podobać" tylko "dlaczego wcześniej nie zwróciłam uwagi, jakie ma piękne usta?". Słynna "ta jedna chwila dziwnego olśnienia kiedy ktoś nagle wydaje się piękny" Twardowskiego.
Pociąg seksualny zawsze uderza jako pierwszy. I jest oparty na aktualnym wyglądzie danej osoby.
Dlatego wygląd ma znaczenie!
Jeżeli przytyjesz 20kg, łamiąc tym samym warunki kontraktu, to jak zareaguje na to Twój facet nie powinno być rozstrzygane pod "kocha" lub "nie kocha", tylko na ile jego estetyka jest elastyczna. Może waga nie jest czymś na co zwrócił u Ciebie uwagę, tak czy inaczej - może są to Twoje usta, oczy albo włosy. I chętniej zobaczyłby jak tyjesz kolejne 10kg niż ścinasz włosy na chłopaka.
A może jest to dla niego olbrzymi problem, bo chociaż wciąż szaleje na punkcie Twojego umysłu, tak czuje niechęć do Twojego ciała. To nie znaczy, że Cię nie kocha.

W pierwszym roku naszego związku Piotrek przytył 10kg. Gdy go poznałam, opowiadałam wszystkim koleżankom, że nigdy nie byłam z facetem, który wyglądałby tak dobrze, więc te 10kg nie zrobiło z niego kluski, tylko przeciętnego faceta.
I bardzo mnie to bolało.
Mamy z Piotrkiem takie powiedzenie "tego nie było w prenupie (intercyzie)", w sytuacjach, gdy druga strona zaczyna oczekiwać rzeczy, albo zmienia się w sposób, który drugiej stronie nie pasuje. Ponieważ oboje czujemy, że mamy prawo oczekiwać od siebie poszanowania tych niepisanych początkowych ustaleń - tego, że on nie musi gotować obiadów, ja nie muszę pracować, on nie musi ogarniać finansów, ja nie muszę zmywać naczyń, on nie musi być duszą towarzystwa, a ja nie muszę się codziennie malować. I milion innych.
Wybraliśmy siebie, nie dlatego, że "nie ma żadnych powodów do miłości", ale dlatego, że powodów do miłości było tak wiele, że nie mogliśmy się w sobie nie zakochać. I fakt jak pokojowo i dobrze upływa nam nasz związek, opiera się na tym, że rozumiemy, że miłość nie jest wieczna, nie jest żadnym darem z nieba, ani magiczną tajemnicą. Jest wzajemnym uszczęśliwianiem się, spełnieniem wzajemnie swoich oczekiwań, stawianiu się na pierwszym miejscu i zrozumieniu potrzeb drugiej strony. Bez tego każda miłość umiera.
Kompromis i zrozumienie, że druga strona może mieć kompletnie różne potrzeby i odczucia niż Ty, to absolutna konieczność.

Dlatego, wracając do przykładu naszej bohaterki, jeżeli Twój facet mówi Ci, grzecznie i delikatnie, że przeszkadza mu, że tyjesz - nie rób fochów, nie zrywaj z nim, tylko zastanów się, czy może nie jest to powiedziane w trosce o Wasz związek. Ponieważ jeżeli dojdziesz do punktu, w którym przestajesz być dla niego atrakcyjna, związek się kończy, niezależnie od tego jak uwielbiacie swoje charaktery.
Nie oczekuj, że ktokolwiek będzie Cię akceptował, gdy jesteś najgorsza, bo sam fakt, że się dla tej osoby nie starasz być najlepsza, mówi o tym, że to Ty nie zasługujesz na tę osobę!

Życie przynosi mnóstwo okropnych sytuacji, na które kompletnie nie ma się wpływu - wypadki, operacje, choroby, komplikacje przy ciąży, kłopoty hormonalne i wiele innych, które zmieniają nas i nasze ciała nie do poznania. To ciężkie próby dla związków, na których wiele z nich się przewraca... by już się nie podnieść.
Jednak nie ma lepszego fundamentu niż świadomość, że oboje zrobicie wszystko co w Waszej mocy, by doprowadzić, po każdym złym wydarzeniu, związek do normy. Że rozumiecie Wasz kontrakt i w miarę możliwości staracie się z niego wywiązywać.
Nie dlatego, że jesteście zniewoleni przez drugą osobę, ale bo ją kochacie i szanujecie też jej potrzeby i pragnienia.

Ludzie są dynamiczni i takie też są kontrakty. Nie chodzi o to by całe życie być dokładnie tą samą osobą, co w pierwszych miesiącach związku, ale o to, by zmiany odbywały się za obopólną aprobatą.
Jeżeli Wasz początkowy kontrakt przestaje Ci pasować i druga strona nie chce wprowadzić do niego poprawek - to czas na rozstanie.
Nie zachowujmy się jednak jakbyśmy miały jakąś moralną wyższość, tylko dlatego, bo ktoś nie chce się dopasować do naszych obecnych oczekiwań, albo, bo jego oczekiwania wobec nas się zmieniły. Ludzie zmieniają się cały czas.
Każdy z Was zasługuje na związek, który w pełni nas satysfakcjonuje i, w którym obie strony czują się szczęśliwe i spełnione.
Nie ma nic honorowego, ani wyjątkowego, w męczeniu się w relacji, w której obie strony są niezadowolone i w gruncie rzeczy chciałyby czegoś innego, ale trwają przy sobie, bo "miłość zdarza się tylko raz w życiu".

Miłość zdarza się tyle razy, ile razy trafisz na kogoś, dla kogo jesteś gotowa się poświęcać i kto jest gotowy poświęcać się dla Ciebie. Poświęceniem, które nie przynosi strat - tylko zyski.
fot. e-klerki
Grecja '16 i nasze wyspiarskie stylówki!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.