Ślub III: Save the Date

10:24
Save the Date!
W języku polskim wciąż nie ma słowa, które oddałoby dostatecznie dobrze czym jest STD (nie mylić z wenerykami!), także posłużymy się zmyślonymi słowami. Save the Date jest przed-zaproszeniem.

Zanim napiszę cokolwiek więcej, chciałabym wyrazić swoje znużenie i poirytowanie wszystkimi ludźmi, którzy na jakąkolwiek nowość w dziedzinie ślubów reagują "co to za wymyślanie?", "co to za amerykańskie głupoty?", "co z Polską tradycją?" i tym podobnymi. Czerpanie z innych kultur jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jakich możemy doświadczać. Nie jestem w stanie pojąć ludzi, którzy reagują agresją, na jakąkolwiek próbę wzbogacania kulturowego. Gdybyśmy mieli zamknąć się w Polsce i nie korzystać z niczego poza naszym "kręgiem kulturowym" nie mielibyśmy kebaba. Wszystko co byłoby dostępne o 2 nad ranem to budki z kiełbasą i cebulą. Czy takiego kraju chcecie?! Nie sondze.

Nie mam więcej szczególnie błyskotliwych pomysłów na wstęp, więc przejdźmy do rzeczy.

Czym różni się STD od zaproszenia?

1. Save the Date zawiera minimum informacji.
Nie wspominamy tu o prezentach, godzinie ślubu czy wskazówkach dotyczących dojazdu. STD ma być jedynie krótką informacją, że bierzecie ślub, tego i tego dnia, w tym i tym miejscu.
Jeżeli macie stronę internetową - to idealne miejsce, by ją podać.

2. Nie jest indywidualnie adresowane.
Oczywiście możecie dodać jakiś mały indywidualny akcent, jednak na ogół STD wysyła się jako "masówkę". Nie ma potrzeby ręcznego wpisywania imienia i nazwiska, uwzględniania osób towarzyszących i tak dalej. My wysyłaliśmy po jednym STD na parę.

3. Może przybrać formę inną niż papierową.
Jedną z najpopularniejszych form STD są magnesy ze zdjęciem. Osobiście nigdy w życiu nie przypięłabym do własnej lodówki twarzy innych ludzi, jednak, jak wspominałam, to dość popularne. Oprócz nich widziałam właściwie wszystko - balony, naklejki, supełki. Na ebayu czy etsy, można znaleźć naprawdę ogrom możliwości.

4. Nie trzeba dostarczać go osobiście.
Jak wspomniałam w punkcie 2, nie ma potrzeby specjalnego angażowania się w STD, ponieważ z samego założenia - nie jest oficjalnym zaproszeniem.

5. Wysyła się je na około rok przed ślubem.
Tak, to bardzo długo, jednak cały sens STD opiera się na tym, że ma uprzedzić gości, by nie robili sobie innych planów. Nie planowali urlopu na ten czas lub wręcz przeciwnie, zaplanowali go właśnie na wtedy. Na naszym weselu będzie kilku gości zza Oceanów, dlatego kluczowe było poinformowanie ich o ślubie o wiele wcześniej, tak by mogli spokojnie zaplanować wolne i zarezerwować samoloty.


"Nie można po prostu zadzwonić?"
Jasne, że można. Można robić, na co tylko ma się ochotę. My mieliśmy ochotę na Save the Date.


O Save the Date dowiedziałam się przeglądając Pinteresta i szukając pomysłów na zaproszenia. Nie znalazłam wtedy nic konkretnego, jednak zakochałam się w idei STD.
Najbardziej urzekła mnie dowolność formy.
Zaproszenia rządzą się swoimi prawami - trzeba się bawić w to całe "Sz.P.", zastanawiać się, czy czyjąś dziewczynę od 2 lat zaprasza się po imieniu, czy jako "osobę towarzyszącą", wymyślać kretyńskie wierszyki, by powiedzieć gościom "nie chcę Waszych ręczników - chcę piniądze", bardzo dużo dylematów.
Z kolei Save the Date, może być czymkolwiek zechcesz.

Ponoć obraz mówi więcej niż tysiąc słów, pokażę więc Wam kilka moich ulubionych typów:

1. Minimalistyczne zdjęcie z zaręczyn
I nie mam tu na myśli zdjęć całujących się par, niezręcznych i/lub ustawionych sesji narzeczeńskich, bukietów, pierścionków z Apartu i tak dalej.
Delikatne tło, wielki błyszczący znaczek "&", imiona i nazwiska, tutaj tego nie widać, ale z boku jest pewnie data. Prostota, moment i klimat!

2. Małe akcesoria proponujące wpisanie daty do kalendarza
Tutaj mamy zwykłą karteczkę z ołówkiem, typowe DIY (ale widziałam je za 0.99$ na ebay) oraz kartkę z naklejkami (malutkimi zdjęciami) do kalendarza.

3. Gadżety z drewna


Którym wybaczamy nawet bycie magnesem!

4. Śliczne małe flakoniki
Zastanawiałam się nad nimi, jaki prezentami dla gości. Jestem zachwycona ich uniwersalnością! Ślub glamour - można dać do środka sztuczne perły, jakąś wstążkę, wybrać bardziej elegancki korek. Ślub w ogrodzie - kwiaty i mech. Ślub nad morzem - piasek i muszelki.

5. Zapałki z pudełeczkiem na zamówienie

Ponieważ wpadłam na przynajmniej 10 zabawnych i/lub romantycznych napisów na nie.

Moim zdaniem najważniejsza różnica między zaproszeniem a Save the Date jest taka, że zaproszenie wyląduje w koszu, bardzo szybko. Nawet najładniejsze. Z kolei STD wcale nie musi. Jeżeli będzie czymś fajnym, ładnym, użytecznym i nie wciśniemy nam naszych twarzy, istnieje realna szansa, że nie będą to, jak w przypadku zaproszeń, pieniądze wyrzucone w błoto.
Ten skąpy tok myślowy doprowadził mnie do:

6. Zakładka do książki


Projekt robił nam topowy warszawski grafik/animator/wszystko co najlepsze, laureat prestiżowego konkursu Kreatura 2017 oraz, zupełnie przypadkowo, jeden z moich najlepszych przyjaciół od dzieciństwa - Szymon Brygidyn.
(jego nagrodzone animacje możecie zobaczyć na fp Browaru Jabłonowo - https://www.facebook.com/jablonowosci/)
Projekty zrobił aż trzy, ale my zakochaliśmy się w jednym, który finalnie wygląda tak:


Oczywiście na początku byłam niewdzięczna i nic mi się nie podobało - panny młode tak już mają. Jednak po krótkim reality check okazało się, że jestem zachwycona tym projektem i ostatnio nawet wybłagałam u Szymona żeby zrobił nam też zaproszenia i resztę potrzebnych papierów.

Jednym minusem całego przedsięwzięcia były problemy z drukiem i skok ceny ze 1.99 na 5.99, ale to już zależy od drukarni. 

Jako że w Polsce STD wciąż nie jest specjalnie znanym obyczajem, goście byli zachwyceni samym faktem, że coś dostali.
Sporo osób dziękowało nam za tak wczesną informację co do czasu i miejsca, ponieważ szykowali się na jakieś wakacje first-minute, a po wykupieniu ich, mogłoby być ciężko z anulacją.
Także spełniły swoje zdanie! 

Wszystkie zaproszenia planujemy rozwozić osobiście w kwietniu, dlatego przełamanie pierwszych lodów i neutralny temat do rozmów:
- Co to jest na tym Waszym zaproszeniu?
- To tylko Save the Date.
- Słucham?
- To było przed-zaproszenie, dziś przywieźliśmy oficjalne zaproszenia.
- No tak, jasne. To co tam jest na tym "przed-zaproszeniu"?
- Wydry.
- Co?
- Wydry.
- Wydry?
- Wydry.
- No proszę. 
Z pewnością się przyda.

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:
Ślub I: Co się dzieje?
Ślub II: Konsultantka ślubna

Ślub III: Save the Date
Ślub IV: Zaproszenia
Ślub V: Lokalizacja i dekoracja
Ślub VI: Druhny i drużbowie


Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:
"ŚLUB"

fot. e-klerki
kolczyki - walentynkowy prezent od Pio!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.