Szczyt Wszystkiego!

11:44
Chyba cała Polska żyła w ten weekend tym samym: Nanga Parbat.
Polak i francuzka uwięzieni na drugim, najbardziej niedostępnym zimą, ośmiotysięczniku na świecie.

Cała ta historia bardzo mnie wciągnęła.
Być może dlatego, że oglądałam niedawno film "Everest" Kormákura i zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, a może dlatego, bo zauważyłam, że we wszystkich wywołuje to wiele emocji i po prostu dałam się ponieść psychologii tłumu.
Jeżeli nie oglądaliście wcześniej żadnego filmu o himalaizmie, zdecydowanie polecam. Szczególnie teraz, gdy wyobraźnia jest wyjątkowo żywa - skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością.

Dla tych z Was, które żyją w piwnicy i tylko we wtorki udaje się Wam wyrwać, żeby przeczytać co napisałam - wprowadzę Was w wydarzenia z ostatnich 5 dni.

Polski himalaista Tomasz Mackiewicz i jego francuska partnerka wspinaczkowa Élisabeth Revol podjęli 3 wspólną próbę zdobycia zimą góry Nanga Parbat. Dla Mackiewicza była to już siódma potyczka z tą górą.
Dwójka bohaterów tej historii jest o tyle ciekawa, że on przeżył swoją młodość ostrzykując się heroiną, z czego przeszedł do podróżowania stopem, aż po... "ośrodek misyjny Jeevodaya w Indiach, gdzie uczył angielskiego trędowate dzieci". To nie żart ani scenariusz z filmu. To jego Wikipedia.
Ona z kolei jest jedną z najlepszych alpinistek na świecie, za którą ciągnie się nieprzyjemna historia, bardzo podobna do tej obecnej, która na 4 lata ściągnęła ją z gór.

Nanga Parbat był przedostatnim (z 14) ośmiotysięcznikiem niezdobytym w zimie.
Ośmiotysięczniki to - uwaga, uwaga! - rodzaj gór, który ma ponad 8 tysięcy metrów.
Każdy odcinek góry, który leży powyżej 8000 m n.p.m nazywany jest "strefą śmierci". Nazwa ta może mieć coś wspólnego z faktem, że ludzki organizm nie jest w stanie funkcjonować na takich wysokościach. Przede wszystkim, z powodu powietrza, które z wysokością robi się coraz rzadsze. Nawet gdy weźmie się ze sobą butlę tlenową, ciśnienie upośledza rozprowadzanie tlenu po organizmie. Na tej wysokości człowiek nie jest nawet w stanie przyswajać jedzenia. Wspomniałam o chorobie wysokościowej, która może pojawić się już 5500 m niżej? Zmęczenie, osłabienie, wymioty, nudności, ból głowy? Nie mówiąc nawet o odmrożeniach czy ślepocie śnieżnej.

Podsumowując, nie jest to wycieczka na Morskie Oko.

Narodowe dramaty, to mój ulubiony czas na przeglądanie Internetu. Socjologowie sto lat temu, w najśmielszych snach nie mogli sobie wymarzyć, że ich następcy będą mieli dostęp do takiej ilości danych. I nieświadomych respondentów.

A przebiegało to tak:

Piątek, 26.01.18
Pojawiły się pierwsze wieści, że sytuacja na Nanga Parbat zrobiła się poważna. Żona i siostra Mackiewicza, zaczęły intensywnie działać, by zdobyć pieniądze na akcję ratunkową. Przy okazji zwracając uwagę na to, że poprosiły o pomoc MSZ, a ten odmówił.

Reakcja w Internecie:
Ludzie zareagowali na to absolutną histerią pod tytułem "dlaczego moje podatki mają iść na cudze hobby?", "wiedział, gdzie się pcha", "jak można iść w taką wyprawę i nie kupić ubezpieczenia?". Zdecydowana większość ludzi była przeciwna płaceniu za akcję ratunkową.
Każdy miał swoje 5 groszy, które były absolutnie niezbędne w dyskusji. Swoje zdanie na temat tego, jakim Mackiewicz jest człowiekiem, ojcem i mężem.

Wtedy jednak wydarzyło się coś, co Polacy kochają najbardziej - polski bohater, porzucający swoje marzenia, by pomóc rodakowi. Na plan wszedł Adam Bielecki i wszystko się zmieniło.
Nagle cała sprawa stała się ekscytująca. Nie chodziło już tylko o jakiegoś faceta z kretyńskim hobby, który zamarza na śmierć. Chodziło o bohaterski akt. O trzech polskich, młodych, odważnych i heroicznych mężczyzn, którzy porzucają wszystko, na co ciężko zapracowali, by pomóc "swojemu".
Każdy portal na bieżąco informował o przebiegu akcji.
Czy już wylecieli? Czy już dolecieli. Kto? Co? Jak? Gdzie? Jak szybko idą?

Sobota, 27.01.18
Okazało się, że Revol, po dłuższym czasie spędzonym z Mackiewiczem, postanowiła zacząć schodzić sama. W SMSie napisała, że jej partner wygląda tragicznie i, że będzie schodzić tak długo, jak będą liny poręczowe.
Oczywistym stało się, że akcja będzie ukierunkowana przede wszystkim na nią, jako osobę, która ma kontakt i jest w stanie się samodzielnie przemieszczać. Dopiero po znalezieniu jej, będą podejmowane decyzje co do poszukiwań jej partnera.

Reakcja w Internecie:
Przede wszystkim oburzenie wywołane akcją ratunkową z podatków, zmieniło się w oburzenie, że MSZ nie zagwarantowało pieniędzy wcześniej, może dzięki czemu szanse akcji ratunkowej byłyby większe. I w ogóle, dlaczego francuski rząd nic nie mówi o tych sensacyjnych wydarzeniach? Dlaczego też nie płaci? W końcu to obowiązek rządu dbać o swoich obywateli! "Jak w '39!"
Ostatnią kroplą w czarze goryczy, była informacja, że akcja ratunkowa jest ukierunkowana na nią, a dopiero w drugiej kolejności na niego. Histeria w początkowej fazie była zaledwie igraszką, w porównaniu z piekłem, jakie rozpętało się w tym momencie.
W każdym zakątku internetu - od GW, przez Warszawę w Pigułce i Tatromaniaka, po fanpage samej Revol zaczęło roić się od komentarzy sugerujących, że całej sytuacji winna jest ona.
Nie dość, że go porzuciła, zamiast z nim czekać, to jeszcze z pewnością wyolbrzymiła jego zły stan, żeby jednocześnie usprawiedliwić porzucenie go, oraz upewnić się, że ściągną ją, zamiast iść po niego.
W wolnym czasie od nienawidzenia Élisabeth Revol, cała uwaga skupiona była na fenomenalnej akcji ratunkowej Adama Bieleckiego i Denisa Urubko (oraz Piotra Tomala i Jarosława Botor, jednak oni tylko nieśli najcięższy sprzęt, który miał uratować wszystkim życie, a nie heroicznie odbijali górze kobietę, więc o nich nikt nie wspominał prawie wcale).
Ostatni raz widziałam tyle uprzejmości, ciepła, serdeczności, podziwu i wsparcia w Internecie... nigdy. Dosłownie nigdy w życiu nie widziałam tyle dobrych słów, na czyjś temat, jak na temat Adama Bieleckiego.

Niedziela, 28.01.18
Urubko i Bielecki sprowadzają Revol na dół. Jednocześnie uzyskują od niej informację, że Mackiewicz jest w bardzo złym stanie, nie widzi, ma problemy z oceną rzeczywistości, ma poważne odmrożenia twarzy, rąk i nóg. Zapada oficjalna decyzja, że to koniec poszukiwań.

Reakcja w Internecie:
Polski internet pływa we wszystkich możliwych odmianach tego samego zdania "Polacy uratowali Francuzkę, a kto uratuje Polaka?!".
Ludzie zarzucają Revol, że zmyśliła swoje odmrożenia.
Trwa nieprzerwany potok wyrzutów, że nie poszli po niego, że tak świetnie im szło i odpuścili. Komentarze z setkami lajków głoszą "ja czuję, że on wciąż żyje".

Dziś jest wtorek, 30.01.18 i nikogo już to nie obchodzi.

Żeby dopełnić obrazu, podzielę się z Wami jeszcze trzema ciekawymi faktami.

Dokładnie Ci sami sezonowi specjaliści od himalaizmu, którzy teraz czcili Bieleckiego niczym Boga, 4 lata temu, wieszali na nim psy. Gdy w trakcie wyprawy na Broad Peak, dwóch z czterech członków jego zespołu zginęło, w tym kultowa postać, Maciej Berbeka, lider wyprawy. Nikt nie uważał wówczas Bieleckiego nawet za porządnego człowieka.
Internet zalała fala naprawdę brutalnego hejtu, którą zwieńczył raport zespołu ds. zbadania okoliczności i przyczyn wypadku podczas zimowej wyprawy na Broad Peak 2013 r. Czytałam cały i jako absolutny laik, nawet ja umiałam wyczytać z niego niechęć do Adama Bieleckiego.
Chociaż jedyne co wtedy zrobił, to miał nieosiągalne radio i zszedł sam.
Tak czy inaczej, pamięć jest krótka.

Historia, która ciągnie się za Revol, to jej wyprawa na Annapurnę 9 lat temu, podczas której zginął jej partner Martin Minarik. Wtedy też poinformowała przez SMS bazę, że z Minarikiem jest niedobrze, po czym zeszła sama i została przetransportowana helikopterem do szpitala.

Poza tym, Mackiewicz miał 3 dzieci, z czego 2 z poprzedniego małżeństwa, na które miał płacić alimenty. Co wychodziło mu słabo.

Oto cały obraz sytuacji, jaką żyła Polska przez ostatni weekend.

Wow. Tyle ciekawych punktów zaczepienia, aż nie wiem od czego zacząć!

1. Sama idea himalaizmu
2. Zajmowanie się himalaizmem, gdy ma się rodzinę
3. Skłonność do snucia teorii spiskowych i doszukiwania się tego, co najgorsze w ludziach, bo podejrzewamy to u samych siebie
3. Utożsamianie się z cudzymi osiągnięciami
4. Cudaczne pojmowanie dumy narodowej
5. Mesjanizm polski

Chyba skupię się tylko na pierwszym punkcie, bo na całą resztę z pewnością znajdą się lepsze okazje. Powiem jednak tyle: na własne oczy widziałam komentarz o Revol, który brzmiał "co my o niej wiemy?".
Jakby Mackiewicz, tylko dlatego, że jest polakiem, był najlepszym przyjacielem każdej osoby w kraju, a Revol podstępną dziewczyną, która chce go wykorzystać.
Nagle facet, który nazywany był dzień wcześniej "samolubnym idiotą", "samobójcą", "złym ojcem, który porzuca dzieci" - stał się bohaterem. Polakiem oszukanym i pozostawionym na śmierć przez złą francuzkę.
Na profilu Revol widziałam komentarz, w którym ktoś dosłownie kazał jej "nie zapominać kto [Polacy] ją uratował" i "być wdzięczną nam za ratunek"... "do końca życia"....



Miałam ochotę napisać na ten temat, bo same jego fundamenty są już ciekawe.
Absolutny brak zrozumienia i szacunku, dla ludzi, którzy zajmują się wspinaczką wysokogórską.
Przyznam szczerze i bez bicia, że przez bardzo długi czas też tego nie rozumiałam - po co się tam pchać?
Aż pewnego dnia, zobaczyłam wywiad w Dzień Dobry TVN ze zmarłym już bohaterem mojego dzisiejszego wpisu, który powiedział "Nie trzeba tak o siebie bardzo dbać i się pieścić. Jesteśmy twardzi".
I zrozumiałam logikę, jaka za tym wszystkim stoi.

Jeżeli widziałyście jakiekolwiek dyskusje na fejsie, na ten temat to z pewnością zanotowałyście następującą wymianę zdań:
- Iść w góry takie to samobójstwo, śmiercią to się kończy, ma co chciał.
- Do samochodu wsiadasz, jest dużo wypadków, a jakoś śmierci się nie boisz!
Zawsze w takich momentach myślałam "eee, okej, ale w samochodzie mam szereg funkcji, które mają utrzymać mnie przy życiu, za które zapłaciłam kupując samochód, mam OC i AC, płacę ZUS, jakby... robię wszystko, co możliwe, żeby nie umrzeć w samochodzie. A tutaj ludzie wchodzą w warunki niemożliwe dla swojego organizmu i to bez tlenu."
Jednak to bardzo krótkowzroczne.

To, o co, moim zdaniem, chodzi w tym argumencie to pokazanie, że każdy ma inny poziom ryzyka, na który jest w stanie się zgodzić, by osiągnąć to, czego chce.
Na przykład, wiesz, że wyjście z domu grozi ryzykiem. Od bardziej prawdopodobnego, jak to, że ktoś Cię może potrącić na pasach, po mniej prawdopodobne, jak spadający sopel, który przebija Ci obojczyk. Zasadniczo oba scenariusze są możliwe, ale dość mało prawdopodobne, że robisz to na co masz ochotę tak czy inaczej.

Gdy skaczesz ze spadochronem, możesz rozbić się o ziemię, spadochron może się nie otworzyć, zapasowy może nie zadziałać, możesz złamać każdą kostkę w swoim ciele, ale jednak dzieje się to tak rzadko, że generalnie się tym nie martwisz. Chociaż, gdyby to się stało, wiele osób powiedziałoby "czego się spodziewał, skacząc z tak wysoka?". Spodziewał się, że jak w 95% przypadków, wszystko pójdzie dobrze.
Gdy wspinasz się po morderczych górach, to nie jest Twój pierwszy raz, nie jest to coś zupełnie nowego, jest wynikową długich lat ćwiczeń i przechodzenia kolejnych etapów umiejętności.
Gdy łyżwiarka figurowa złamie sobie kark w trakcie najbardziej popisowej figury, nikt nie powie "sama tego chciała, takie ciężkie figury, czego się spodziewała?", tak nikt nie powinien mówić o zawodowych himalaistach, że mogli spodziewać się śmierci.

Jasne, że mogli. Wszyscy możemy.

Można przeżyć całe życie, nie narażając się na nic konkretnego, jednocześnie nie przeżywając nic ciekawego, albo wyjść ze strefy komfortu i poczuć coś prawdziwego.
Ludzie, których strefa komfortu, jest strefą śmierci innych ludzi, muszą posuwać się do granic ludzkiej wytrzymałości, żeby móc to poczuć.

Gdyby nie tacy ludzie, wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach.
Ktoś musiał być pierwszym człowiekiem, który był gotowy dać się zranić, gdy użył narzędzia by coś zabić. Pierwszym, który był gotowy dać się sparzyć, używając pierwszy raz ognia. Pierwszym, który nie uciekał przed zagrożeniem, tylko bronił swojego domu, by móc w nim zostać.

Himalaizm jest tylko jednym z bardzo wielu rodzajów przekraczania granic zwykłych śmiertelników. I zawsze można powiedzieć, że historia poradziłaby sobie równie dobrze, bez facetów włażących na góry.
Poradziłaby sobie jednak o wiele gorzej, bez facetów wsiadających do metalowych puszek i dających wystrzelić się w kosmos. To dopiero szaleństwo, co? Oczywiście, takie zachowanie łatwo jest argumentować rozwojem nauki...
Jednak zawsze jest się przede wszystkim człowiekiem, dopiero później naukowcem. Dlatego mogę Wam zagwarantować, że wszyscy ludzie, wszystkich niebezpiecznych hobby i zawodów, są ulepieni z tej samej gliny.

I, naprawdę, czy w świetle spędzenia połowy życia w niesatysfakcjonującej pracy, a połowy na kanapie, oglądając Netflixa, jedząc pizzę i narzekając na smog - mamy jakiekolwiek prawo czy podstawy do tego, by oceniać tych ludzi?
Ludzi, którzy w rok zrobią, zobaczą i doświadczą więcej niż większość z nas przez całe życie?
Czym jest 88 lat życia, z którego nawet nie ma co wspominać - gdzie całe lata zlewają się w jedną masę, wobec 35 lat życia, kiedy każdy dzień jest historią, o której można by napisać książkę?


Pisała Klara, ze swojej kanapy, której w dużej mierze nie opuściła od września i której miesiące naprawdę zlewają się w masę...

źródło: eurosport

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.