Pieniądze. 

Jeżeli czytałyście mój tekst Jak to jest być utrzymanką? (który jest najpopularniejszym tekstem na blogu więc - polecam), zapewne pamiętacie, jak wspominałam o swoim byłym, który nie dość, że był moim utrzymankiem, to jeszcze miał czelność robić mi przytyki, gdy zaczęłam być z Piotrkiem.
Dziś będzie mowa dokładnie o nim.
A dokładniej, o relacji (w tym finansowej), jaką mieliśmy i jak wyszyłam na niej, jak Zabłocki na mydle.

Nazwijmy go Dawid.

Myślę, że każda dziewczyna, która przeżyła wczesna lata swojej młodości burzliwie, wpada w końcu na swojego Dawida. Faceta, przy którym się uspokaja.
Z miłości, litości, zmęczenia, nadziei - powodów może być milion, ale efekt jest ten sam.


Okres auto i ogólnej destrukcji się kończy, a na jego miejsce wchodzi spokój, rutyna i poczucie bezpieczeństwa.

Czasem do zmiany wystarczy brak stresorów - Twój nowy facet nie bierze narkotyków, nie chodzi do klubów, nie walczy z Tobą o dominację w związku, nie jest łajzą, który Cię zdradza.
Jest po prostu zwykłą, przeciętną osobą.
A ta zwykłość i przeciętność działa na strapione dusze jak balsam.
Gdy jest się przyzwyczajonym do ciągłego emocjonalnego rollercoastera, ciągłego stresu, ciągłych wątpliwości - przeciętność jest lepsza niż jakiekolwiek fajerwerki.
Wyciszenie emocjonalne i fizyczne, jest lepsze niż najbardziej ekscytująca eskapada.
Ciało i umysł, zmęczone latami walki, wreszcie mogą odpocząć.

I pułapka, w którą wpada wielu ludzi, jakich widziałam w takiej sytuacji, opiera się na poczuciu, że to ta osoba Ci to wszystko dała.
Bez niej znowu wróciłabyś na złe tory.
Bez niej znowu byłabyś w rozsypce.
Bez niej znowu wpadłabyś w wir wydarzeń, z którego nie umiesz się wydostać, a który dosłownie Cię zabija.
A niczego na świecie nie boisz się tak bardzo, jak bycia starą sobą.
Dlatego czujesz, że musisz tę osobę zatrzymać. Musisz nie tylko zatrzymać ją przy sobie, ale siebie przy niej.
Chociaż w głębi duszy wiesz, że to nie jest ktoś, z kim będziesz w stanie spędzić resztę życia... To chyba jednak musisz.
Bo bez niej lub niego będzie tylko gorzej.

Sposobów na zatrzymanie kogoś, szczególnie gdy jest się zdesperowanym, jest naprawdę wiele.
Ślub, współuzależnienie, dziecko, przemoc, kredyt, szantaż emocjonalny.
Ja miałam pieniądze.
Kupiłam więc samochód - jemu. Nie mając nawet własnego prawa jazdy.
Czułam, jak żywotność naszego związku zaczyna się wypalać więc, by udowodnić sobie i jemu, że myślę o nas poważnie, kupiłam mu 3-letni samochód.
Po czym zarejestrowaniem go na... jego tatę (SIC!), żeby biedaczek nie musiał płacić wysokiego OC.

Rozstaliśmy się pół roku później, po kilku miesiącach kłótni z moją przyjaciółką, która zarzucała mi, że "używam tego samochodu jako argumentu, żeby się z nim nie rozstać", co jest "idiotyczne". I takie też było.
Ale spełniło swoją funkcję.

Na swoją obronę - kupienie samochodu jest o wiele lepszą opcją niż ślub, dziecko czy kredyt.
To taki background dla realnego problemu, jaki z tego przedsięwzięcia wyniknął.

Jeżeli puenta Wam umknęła, oto ona: sama wybierasz osobę, z którą jesteś, jeżeli wybrałaś kogoś, przy kim zachowujesz się jak normalny człowiek, to nie jest kwestia jego lub jej magicznych rąk, które leczą, a tego, że dojrzałaś do tego, by być (z) kimś normalnym. 

W końcu się rozstaliśmy.
On i jego najlepsza przyjaciółka wyprowadzili się z mojego mieszkania, położyłam się na łóżku i uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie sama.
Zaczęłam myśleć o tych wszystkich osobach, z którymi nie widziałam się od miesięcy, bo Dawid był zazdrosny o wszystkich, więc jedyni ludzie, z jakimi się widywałam, to znajomi ze studiów i jego przyjaciele.
Zaczęłam myśleć o tym, jak samotna się czułam.
I ze zdziwieniem odkrywałam, że tęsknię za chociaż odrobiną mojego starego życia, przez którym z takim lękiem ukrywałam się w jego objęciach.

Żadnego rozstania nie zniosłam tak dobrze, jak tego.
Miałam poczucie, że skończyliśmy związek, który był naprawdę udany, który nam obojgu dał wiele i w którym, przez większość czasu, byliśmy naprawdę szczęśliwi. 
Skończyliśmy go bez krzyków, bez wyrzutów, nie było żadnych awantur o to, że ma mi oddać wszystkie drogie prezenty, ubrania czy cokolwiek. Wszystko ustaliliśmy jak dorośli ludzie - on sprzeda samochód i odda mi pieniądze, odda też moją gitarę basową, którą miał mi pomóc sprzedać i kilka tysięcy, które jest mi dłużny, po czym możemy zostać, może nie przyjaciółmi, ale chociaż znajomymi.

Schody zaczęły się, gdy przyszło do egzekucji tych zobowiązań.
Rozstaliśmy się w czerwcu, w grudniu wciąż nie widziałam żadnej realizacji naszych ustaleń, nawet na horyzoncie. Nasze dobre relacje zaczęły się kruszyć w tempie talerza, który miałam ochotę rozbić mu na głowie.
Wyprowadziłam się z Piotrkiem do Tajlandii i sprawa z technicznej, stała się emocjonalna.

Samochód.
Ponieważ i tak nie miałam prawa jazdy, a samochód był na jego ojca, powiedziała mu, że może go używać, w zamian tylko proszę, żeby wystawił go na sprzedaż i do tego czasu robił z nim co tylko chce. Po serii kłótni i 7 miesiącach od rozstania, ostatecznie go ode mnie odkupił, informując mnie, że to "prezent". Na co oczywiście się wściekłam, powiedziałam, że używał go przez tyle miesięcy za darmo, więc to raczej wyrównanie rachunków, a nie "prezent", na co odpowiedział: "za jakie kurwa darmo - ubezpieczenie, przeglądy, oleje".
Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że szybko reszty pieniędzy nie zobaczę.

Przez kolejne 17 miesięcy (!) argumentował mi brak możliwości oddania reszty (lub jakiejkolwiek sumy) pieniędzy - "prezentem" w postaci odkupienia samochodu.

Momenty były lepsze lub gorsze, aż nadszedł ten, w którym napisałam do niego "co tam?", a w odpowiedzi dostałam selfie jakiejś dziewczyny w jego koszuli.
Gdy przeżyłam pierwszy etap rozbawienia i rozsyłania printscreenów przyjaciółkom, związanych z tym jak infantylną można być (witam ironię z otwartymi rękami), żeby kraść swojemu facetowi komórkę i odpisywać dziewczynom, które do niego piszą swoimi zdjęciami - okazało się, że zrobiła to za jego aprobatą.

Wtedy przestałam się śmiać, bo zrozumiałam, że nasza relacja właśnie zmieniła się o 180 stopni.

Zrozumiałam, że ma teraz nastoletnią dziewczynę, której musi zaimponować. A to zmienia wszystko.

Nasza relacja w ciągu bardzo krótkiego czasu ewoluowała z tego:
Do tego:
(wysłał wtedy 13% długu)

 Bonusowo, w sierpniu '17, dokładnie w moje urodziny, napisał mi psychotyczną wiadomość o tym, że stalkuję jego dziewczynę i "jestem szaloną ex, która nie może pogodzić się z rozstaniem", po czym przestał się do mnie odzywać.

Wtedy zdenerwowałam się na poważnie, odpisałam kilka niemiłych rzeczy i zatrudniłam prawnika.
Napisał mi przedsądowe wezwanie do zapłaty, którego nawet nie miałam odwagi mu wysłać, tylko przekazałam przez jego przyjaciela, żeby go ostrzec, że mówię poważnie. Co zignorował.
W końcu po etycznych męczarniach kazałam prawnikowi je wysłać i to też zignorował!
Kilka dni temu wysłałam mu maila o tytule "Naprawdę chcesz iść z tym do sądu?", w którym napisałam, że może mi oddawać po 100 zł/miesięcznie, nie obchodzi mnie to, po prostu chcę to mieć za sobą. E-mail też zignorował.

Stanęłam więc przed oficjalnym faktem, że nie zamierza mi nic oddać.
A ja nie umiem się zmusić, żeby pójść z nim do sądu.


Jakkolwiek bez honoru by teraz nie był, to wciąż jest facetem, który pił z moim tatą, opiekował się mną, gdy byłam chora, żartował o wycięciu sobie nerki na pierścionek zaręczynowy dla mnie - co wciąż budzi we mnie wyrzuty sumienia, że kiedykolwiek dałam mu poczucie, że taka wersja przyszłości, jest jakkolwiek realistyczna.

Jak można iść do sądu z kimś, kogo się zna na wylot: jego traumy, lęki, motywacje?
Z kim było się szczęśliwym?
Nie umiem się pozbyć poczucia, że nie można.
Zderzyłam się więc z rzeczywistością, w której muszę się pogodzić z tym, że mój były mnie okradł, a ja mam w sobie za dużo etycznego zgrzytu, żeby ciągać go po sądach.

I uświadomiłam sobie, że widziałam to tyle razy - na forach prawnych, na grupach dla dziewczyn czy facetów-rozwodników. Ludzie robią sobie takie rzeczy cały czas.
Okradają się, niszczą sobie mienie, w imię "sprawiedliwości" za zdradę czy odrzucenie.
Słowo "okradać" brzmi drastycznie, ale jeżeli Twój były (lub w zasadzie ktokolwiek) nie chce oddać Ci Twoich rzeczy lub pieniędzy... Albo postanawia je spalić lub wyrzucić w ramach jakiegoś patetycznego gestu, tym właśnie to jest. Kradzieżą i niszczeniem mienia.

Mój błąd polegał na tym, że gdy byliśmy razem, nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że Dawid mógłby zachować się wobec mnie nie fair. I pewnie miałam wówczas rację.
Jednakowoż.
Osoba z którą jesteś...
Osoba, z którą się rozstałaś...
A co dopiero osoba, z którą się rozstałaś, która ma kogoś nowego...
To 3 zupełnie różne osoby.
Rzeczy, o których mój Dawid nawet by nie pomyślał, Dawid innej dziewczyny zrobi bez mrugnięcia okiem.

Ponieważ #breakingnews gdy przestajesz kogoś kochać, przestaje Ci zależeć na tej osobie i traktowanie jej dobrze zaczyna być kwestią wyboru, nie naturalnego odruchu.
A gdy masz za plecami kogoś, kto oczekuje od Ciebie, żebyś nie traktował dobrze swojej ex, to najpewniej nie będziesz.

Teraz sobie uświadomiłam, że oboje traktowaliśmy jego ex okropnie. Mogłam przewidzieć swój los. 
Wow. To naprawdę ciekawy życiowa nauczka - nie patrz jak Twój facet traktuje swoją matkę, patrz jak traktuje swoją ex. To mówi bardzo wiele o Twojej potencjalnej przyszłości, gdyby Wam nie wyszło.


Tak czy inaczej - nie bądźcie pewne, że osoba, z którą jesteście, po rozstaniu będzie zachowywała się równie w porządku.
Nawet po pokojowym rozstaniu. Nasz związek był naprawdę dobry, pełen szacunku i serdeczności.
Nigdy, przenigdy nie spodziewałabym się, że tak się to skończy.
I oczywiście, ja też nie jestem bez winy w tym wszystkim, też powiedziałam wiele niemiłych słów, których mogłam sobie po prostu zaoszczędzić.
Ogólnie rzecz ujmując, gdy zobaczyłam, że próbuje zacząć nowe życie, z takim a nie innym wizerunkiem, powinnam była zamknąć twarz, przycisnąć go o moje pieniądze i nie poruszać żadnego tematu, który mógłby zmniejszyć moje szanse na ich odzyskanie.
Jestem jednak sobą i dzięki temu jestem gitarę, nerwy i kilka tysięcy w... tył.

Nigdy nie rozumiałam dlaczego ludzie zaczynają się tak strasznie nienawidzić w trakcie rozwodu.
To jest chyba jednak powód.
Podział pieniędzy i pieniądze w ogóle naprawdę wyciągają z ludzi wszystko, co najgorsze.

Oto 3 rady, jakie można wyłuskać z tej historii: 

1. Nawet jeżeli byłaś chaosem, Twój pierwszy normalny chłopak lub dziewczyna wcale nie musi być tym jedynym. A już napewno nie jest powodem, dla którego zachowujesz się lepiej - jest tego wynikiem.

2. Nie sabotuj swojej przyszłości próbując zastawiać na siebie pułapki. Twoja przyszła Ty lepiej wie, co jest dla niej dobre, niż Ty. Nie utrudniaj.

3. "Dobry zwyczaj, nie pożyczaj". Jeżeli dzieli Was duża różnica finansowa, albo pogódź się z tym, że płacisz - nie pożyczasz. A jeżeli pożyczasz, to tylko wtedy, jeżeli poprzednia pożyczka została spłacona.

Ponieważ możesz mieć pewność, że Twój chłopak w końcu odda Ci wszystko.
Natomiast możesz mieć tylko nadzieję, że Twój były chłopak, odda Ci cokolwiek.

Ach, porażki w moim życiu uczuciowym - uczą i bawią.

fot. e-klerki
Mam nadzieję, że któraś z Was zrozumie moje wysublimowane poczucie humoru tu!

Add your comment

© e-klerki · THEME BY WATDESIGNEXPRESS