Rodzice płacą za nasze rozwody

09:52
"Obyczaj – forma zachowania powszechnie przyjęta w danej zbiorowości społecznej i poparta uznawaną w niej tradycją. Obyczaj jest elementem kontroli społecznej, stąd jego naruszenie powoduje zazwyczaj negatywną reakcję ze strony grupy."
- Wikipedia

Zastanawiałyście się kiedyś nad tym, dlaczego niektóre obyczaje wyglądają tak, a nie inaczej?
Na przykład - dlaczego na święta ubieramy akurat choinkę? Dlaczego pierścionek zaręczynowy powinien mieć akurat diament? Dlaczego za ślub płacą akurat rodzice?

Znam odpowiedzi na wszystkie te pytania!

Drzewa iglaste od zawsze były postrzegane jako symbole odrodzenia i trwałości, dlatego Francuzi, a potem Niemcy (szczególnie dzięki poglądom Lutra) z chęcią podtrzymali ludowe tradycje i zaczęli ubierać w domu choinki, tak jak znamy to dziś.
Ideę diamentu jako nieodłącznego elementu pierścionka zaręczynowego wynalazła firma De Beers. Stworzyli absolutnie genialny cykl kampanii reklamowych, która nie dość, że przekonała wszystkie amerykanki, że nie ma oświadczyn bez diamentu, to jeszcze w Japonii wywołała prawdziwą rewolucję obyczajową! Wydarzyło się to w 1947, więc chociaż "diamonds are forever", zwyczaj kupowania ich, nie ma nawet jeszcze 100 lat.
Zwyczaj by rodzice panny młodej płacili za wesele, pochodzi jeszcze z czasów posagów, aranżowanych małżeństw i na ogół traktowania swoich córek jak kart przetargowych we własnych lub rodzinnych interesach. A jak to w interesach bywa, to sprzedawcy zależy bardziej niż nabywcy.
Czasy jednak poszły do przodu, ludzie zaczęli brać ślub z własnej woli i własnych (nie rodziców) interesów. Dlatego też część opłat weselnych rozeszła się również na rodziców pana młodego. A jeszcze później i na samych zainteresowanych.

Czy któryś z tych zwyczajów wydaje się Wam zły?
Społecznie szkodliwy?


Zapewne nie. No, być może niektóre (bardziej sceptyczne) z Was, mogły pomyśleć teraz o ekologii lub konsumpcjonizmie.

Ja jednak myślę o ślubach. A raczej o obyczaju, który nakazuje rodzicom opłacać śluby i wesela swoich dzieci. Chociaż połowę.

Poświęciłam temu tematowi ostatnio całkiem sporo czasu i doszłam do następujących wniosków: płacenie za śluby to obyczaj, który realnie szkodzi społeczeństwu i skazuje wielu młodych ludzi na nieszczęście.


Zacznijmy jednak od absolutnego początku.

Czy wiek zawarcia małżeństwa predysponuje do rozwodu?

Zapewne pomyślicie "nie", ale dane GUSu opowiadają inną historię.

Zarówno kobiety jak i mężczyźni najczęściej biorą ślub między 25 a 29 rokiem życia.
Jednak największa liczba rozwodów przypada na śluby w wieku 20 do 24 lat.
Patrząc na dane, na 63497 rozwodów w 2016 roku, aż 30724 było małżeństwami rozpoczętymi w 20-24 roku życia. To połowa. Chociaż intuicyjnie można by przyjąć, że grupą najczęściej biorącą rozwody, powinna być grupa najczęściej biorąca śluby, czyli 25 do 29.
Tak jednak nie jest.

"Co to wszystko ma wspólnego z płaceniem za ślub?" Już mówię!

Za dwie główne przyczyny rozwodów podaje się "różnicę charakterów", "zdradę". Na 5 miejscu "niedopasowanie seksualne".

Zastanówmy się, jak wygląda życie przeciętnej kobiety:
> żłobek
> przedszkole
> podstawówka
(za moich czasów)
> gimnazjum
> pierwsze miłości
> liceum
> pierwszy seks
> studia
> mieszkanie z przyjaciółkami albo rodzicami
> zaręczyny
> koniec studiów
> ślub, za który płacą w większości rodzice
> mieszkanie na kredyt wykańczane za pieniądze z kopert
(i tutaj, w zależności od nastawienia do życia, w dowolnej kolejności)
> dziecko
> sukces zawodowy
> rozwód
Wszystko w ciągu pierwszych 35 lat życia.

Tak wygląda przynajmniej życie co 3 polki, bo tyle z nas się rozwodzi.

Co w tym planie skazuje na porażkę?

"Różnica charakterów" w rozwodowym języku oznacza tyle co "mamy się naprawdę dojść i chcemy to zakończyć #już". Dlaczego jednak mają siebie dość?

a) bo nigdy przed ślubem razem nie mieszkali, ergo tak naprawdę się nie znali? A gdy się poznali, okazali się zupełnie innymi ludźmi, niż od siebie oczekiwali?
b) bo nigdy wcześniej nie musieli funkcjonować w dorosłym życiu - pracy na pełen etat, rachunkach, deadlinach. A okazało się to dość ciężkie, by nie mieli przy tym czasu i energii dbać o swoje świeże małżeństwo?
c) bo spędzili pierwsze lata swojego małżeństwa na budowaniu własnych karier i nagle okazało się, że wyrośli z siebie wzajemnie, mają zupełnie inne pasje, marzenia i cele?
d) bo zanim wykończą swój dom, mieszkają z teściami i to więcej niż może znieść jakiekolwiek młode małżeństwo?

"Zdrada" odsyłam do poniższych + powyższych podpunktów

"Niedopasowanie seksualne" jak można wziąć ślub z kimś, kto Ci nie odpowiada seksualnie?

a) bo nie uprawiało się seksu przed ślubem? (to duży temat na inny moment)
b) bo przed ślubem udawało się orgazmy, a po ślubie już się nie chce?
c) bo liczyło się, że ślub coś zmieni - ostudzi lub podgrzeje?
d) bo ogólnie by zaimponować udawało się jakąś wersję siebie, której po ślubie nie ma się już sił i ochoty podtrzymywać?

"Ale co to wszystko ma wspólnego z płaceniem za ślub?!" Już mówię!

Jak wyglądałby tamten plan, gdyby młoda para sama miała płacić za ślub:
> żłobek
(...)
> studia
> mieszkanie z przyjaciółkami albo rodzicami
> koniec studiów
> zamieszkanie razem
> decyzja, czy bardziej zależy na mieszkaniu czy ślubie... czy czymś zupełnie innym
> oszczędzanie i wspólne życie
> zapłacenie za to, na co się zdecydowało
> sukces zawodowy
> kupienie tej drugiej rzeczy
> dziecko

W czym ten plan jest lepszy?

Przede wszystkim, gdy ślub nie jest tylko zyskiem z kopert i fajną imprezą z rodziną, a własnym olbrzymim kosztem, zastanawiasz się 10x czy na pewno go potrzebujesz.

a) Czy w ogóle zależy Ci na ślubie?
b) Czy nie wolelibyście za to kupić samochodu, mieszkania, albo podróżować?
c) Czy nie wolelibyście przeznaczyć tej sumy na swój rozwój?

Jeżeli stwierdzasz, że go potrzebujesz, to pojawia się kolejne pytanie

a) Czy potrzebujesz wesela?
b) Czy naprawdę musisz świętować na 200 osób, z czego nie znasz za dobrze połowy?
c) Czy nie wolelibyście kolacji z rodziną albo grilla z przyjaciółmi?

Oczywiście możecie stwierdzić, że nie chcecie auta prosto z salonu, ani roku podróży, nie chcecie grilla ani skromnego przyjęcia. Chcecie mieć imprezę w zamku, żeby Twoja wymarzona, księżniczkowa sukienka, pasowała do wszystkiego na około.

Wtedy jednak musicie na to odłożyć pieniądze albo wziąć kredyt. Jednak żeby móc odłożyć na cokolwiek lub wziąć jakikolwiek kredyt - trzeba zarabiać. I to nie na poziomie studenckiego minimum przeżycia, ale na poważnie, tak by przez 1-3 lata być w stanie odłożyć na Waszą wymarzoną imprezę.

Co daje takie odkładanie?

CZAS!
Okres życia, kiedy żyjecie jak małżeństwo - mając wspólne finansowe cele, żyjąc razem, mając wspólny budżet - zanim staniecie się nim naprawdę.
Taka wersja demo, z pewnością zapobiegnie wszystkim 4 podpunktom z "niedopasowanie charakterów". Nie zmusi Was to do szczerości w łóżku, ale samo mieszkanie razem wymusza wiele, wiele szczerości na temat swoich zachowań, nie tylko seksualnych.
Uczy odpowiedzialności za siebie jako parę. Jeżeli on chce podjechać pod Kościół mustangiem, a Ty chcesz diamentowe kolczyki, szansa na dwa tygodnie wakacji w Egipcie jest raczej marna. I to musi być Wasza wspólna decyzja, wspólne uczenie się tego, jak zależni jesteście od siebie nawzajem.
A tym właśnie jest małżeństwo, sztuką dochodzenia do kompromisów i dbania o swój związek jak o dziecko, które wymaga opieki, czułości i rozwagi.



#hehe

Domyślam się, że dostanę w odpowiedzi następujące zarzuty:

1. "Ale się kochamy, dlaczego mielibyśmy musieć czekać, skoro rodzice chcą zapłacić?!"
Ponieważ wszystkie argumenty, jakie podałam powyżej. Nie ma nic złego w czekaniu.

2. "Ale odkładamy na dom/mieszkanie, tylko dlatego rodzice płacą za ślub!"
Może, gdybyście zaczekali do czasu, aż będzie Was stać na rzeczy, które chcecie robić, wyszłoby to wszystkim na dobre?
Czy rozpoczęcie swojego wspólnego życia, od wydania wielkiego przyjęcia na koszt rodziców, potem zgarnięcie prezentów i zachowywanie się jakby "samemu się wszystko zorganizowało" to naprawdę najlepszy pomysł?
Poza tym, budowa domu i generalne remonty są wymieniane wśród najczęstszych przyczyn kryzysów w związku. Niezbyt przyjazne warunki do budowania małżeńskich fundamentów.

3. "Ale to prezent na początek nowego życia, łatwiejszy start!"
Łatwiejszy start nic nie ułatwia! Szczególnie w takiej postaci. Jeżeli zależy Wam na łatwiejszym starcie, a rodzice chcą go Wam dać, to niech te dziesiątki tysięcy przeleją Wam na konto. Kupcie za to mieszkanie. Zobaczcie trochę świata, poszerzcie horyzonty. Zapiszcie się na świetne kursy. To jest łatwiejszy start. Nie olbrzymia impreza.
Zafundowanie ślubu dwójce dzieciaków, które nawet nie są w stanie same za niego zapłacić to żadne ułatwianie. To przeszkadzanie. To jak "ułatwienie startu" przez zrzucenie kogoś na środek Mount Everestu, bez żadnego przygotowania i powiedzenie "proszę, oto łatwy start, jesteś połowę bliżej niż reszta uczestników". Może i jest bliżej szczytu, ale to nie zmienia faktu, że nie ma pojęcia, narzędzi ani umiejętności, żeby tam dojść.

4. "Ale religia/obyczaj/rodzice zakazują mi żyć z kimś przed ślubem!"
Ślub nie musi kosztować kilkadziesiąt tysięcy! Ślub Kościelny z założenia jest darmowy, bo wszystkie sakramenty są bezpłatne. Ze świeckiej strony kosztuje to jakieś 90 zł. Wesele nie jest żadnym obowiązkiem, zawsze możecie je też zrobić w późniejszym terminie. Za 500 zł da się zorganizować ślub z sukienką, bukietem i wszystkim, co potrzebne.
Jeżeli powodem są rodzice - nie wychodź za mąż, jeżeli robisz to tylko po to by rodzice dali Ci spokój. Po prostu tego nie rób. Jeżeli nie jesteś gotowa zamieszkać z facetem, wbrew woli rodziców, to nie jesteś gotowa na małżeństwo.

5. "Ale moi rodzice chcą zapłacić za wesele, bo mają parcie, żeby pokazać się przed całą rodziną!"
To Twój ślub! Optymistycznie bierzesz go tylko raz w życiu! Jeżeli nie zależy Ci na nim aż tak, żeby oddać całą władzę w ręce rodziców, to lepiej nie bierz go w ogóle...
Jeżeli Ci na nim zależy i dlatego się na to godzisz - nie idź tą drogą. Może Ci się wydawać, że jesteś gotowa na wtrącanie się rodziców - że jakoś to wytrzymasz, jakoś swoje zdanie przeforsujesz - ale najprawdopodobniej się mylisz.


Płacenie za ślub swoich dzieci nie jest prawem, nie można go zakazać ani zdelegalizować. Sądzę jednak, że jest to problem społecznym, z którym trzeba jakoś walczyć.

Żeby nie być wybiórczą, patrzyłam również na dane z poprzednich lat. Stosunek jest ten sam. Najwięcej rozwodów biorą kobiety, które wyszły za mąż, mając 20-24 lata, rozwodzą się najczęściej po 5-9 latach małżeństwa. A liczba rozwodów z roku na rok, jest coraz wyższa. Co dodatkowo ciekawe, staż wcale nie zmniejsza drastycznie ilości rozwodów. Kobiety w tym przedziale wiekowym rozwodzą się równie chętnie po 0-4 latach małżeństwa (4400) jak i po 30+ latach małżeństwa (3300).
(25-lecie musi dawać dobrego kopniaka, bo w tym okresie rozwiązywanych jest najmniej małżeństw - 2500)

Faktem jest, że najczęściej rozwodzą się ludzie, którzy brali ślub jako młode osoby. Faktem też jest, że by tego ślubu w wielu (zapewne większości) przypadków nie wzięli, gdyby nie zapłacili za niego ich rodzice.

Ślub to nie jest "szczęśliwe zakończenie", to dopiero początek. Początek długich, długich lat ciężkiej pracy. I moim zdaniem, powinien być przywilejem. Zarezerwowanym jedynie dla dorosłych i odpowiedzialnych osób. I nie uważam nawet by granicą dorosłości było to magiczne 25lat, ale możliwość samodzielnego zapłacenia za swój ślub - zdecydowanie nią jest.

Ostatnio tyle się ubolewa nad upadkiem tradycyjnych wartości. Jednak to nie widmo ślubów jednopłciowych straszy na horyzoncie, a stabilna i konsekwentna utrata szacunku do instytucji małżeństwa.
To prowadzenie za rączkę niedoświadczonych życiowo ludzi, w bardzo skomplikowane i wymagające relacje, i zostawianie ich tam na pastwę losu. Jednocześnie dając możliwość wzięcia rozwodu, bez żadnej konkretnej przyczyny.
To promowanie idei, że ślub dla kobiety powinien być priorytetem, więc im szybciej go weźmie, tym lepiej to o niej świadczy.

Co za szalony świat, w którym oczekuje się od nas, że wybierzemy sobie dziedzinę do końca życia, zanim w ogóle skończymy liceum. Oczekuje się od nas, że wybierzemy sobie kogoś, z kim mamy spędzić resztę życia, zanim skończymy studia... i w ogóle sprawdzimy jak to jest, być dorosłym.


Tak czy inaczej, kończę moją małą zabawę w socjologa. Jeżeli kiedyś wrócę na studia, to bardzo ciekawy temat na pracę badawczą!

fot. e-klerki
Mały sneak peek naszych Save the Date!

* źródło: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-demograficzny-2017,3,11.html

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.