Ślub II: Konsultantka ślubna

11:31
Druga część cyklu "Ślub", jeżeli jesteście ciekawi jego początku, zapraszam do postu Ślub I: Co się dzieje?
A jeżeli jesteście tu, by przeczytać moje wrażenia z tej współpracy, na 3 miesiące po ślubie, musicie zjechać sporo w dół!

Dziś opowiem troszkę o zawodzie konsultantki ślubnej (wedding plannerki) i odpowiem na kilka pytań, które nasuwają się przy tym temacie.

Postanowiłam, że na razie nie zdradzę, kto jest moją konsultantką, ponieważ nasze dzieło wciąż jest w procesie. Mamy lepsze i gorsze momenty, a nie chcę by moja ocena, była oparta na chwilowych wrażeniach, a na generalnym podsumowaniu współpracy. Dlatego też kiedyś powiem, z kim pracowałam, ale już po ślubie.
(Pracuje dla nas zespół dwóch kobiet, ale dla wygody będę mówiła na obie "Ania".)

Bez zbędnego wstępu:
5 rzeczy, które warto wiedzieć o konsultantce ślubnej.

1. Ile kosztuje?
Przede wszystkim, niezależnie od tego ile zapłacicie, Wasi znajomi i rodzina, i tak będą uważali, że to za dużo. Przygotujcie swoją cierpliwość na uwagi zaczynające się od "skoro macie na to pieniądze..." po "niepotrzebne wydatki". I zróbcie co tylko w Waszej mocy, by nie odpowiadać wszystkim z sarkastycznym uśmiechem "skoro pomoc specjalistów nie jest konieczna, wspomnę te słowa przy następnym razie, gdy rozszczelni się Wam kaloryfer" lub czegoś w podobnym tonie.
Cena zależy od zakresu pomocy w przygotowaniach, wiadomo, że inna cena jest za pomoc przy wyborze 2-4 rzeczy, a inna przy kompleksowym załatwieniu wszystkiego od A do Z.
Myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że ceny wahają się od 2-4 do 7-9 tysięcy brutto.
Dla wszystkich, którzy teraz pomyślą łomatkobosko - organizowanie wszystkiego samemu, jest za "darmo" tylko wtedy, gdy Twój czas nie ma dla Ciebie żadnej wartości. Ile kosztuje wizyta u lekarza albo prawnika, 30 minut, za które musisz zapłacić przynajmniej 100 zł, w którego czasie ktoś oferuje Ci wyłącznie swoją wiedzę. W przypadku konsultantki dostajesz jej: wiedzę, znajomości, doświadczenie i realną fizyczną pracę, jaką będzie musiała wykonać, by wszystko załatwić, dopiąć i przypilnować.
Brzmi już rozsądniej?

2. Gdzie ją znaleźć?
Tam, gdzie wszystko inne - w Internecie.
Sama nie spotkałam się z żadną wiarygodną stroną (po której nie byłoby na pierwszy rzut oka widać, że jest sponsorowana), która zawierałaby jakiś sensowny spis konsultantek ślubnych, więc polecam liczenie na siebie.
Branża wciąż jest na tyle mała, że gdy wpiszecie "konsultantka ślubna" i swoje województwo, pierwsze dwie strony wyników w google to wszystko, czego potrzebujecie.

3. Jak wybrać odpowiednią?
Dla mnie podstawowym warunkiem była dobra strona internetowa... ale to pewnie zboczenie "zawodowe".
a) portfolio
Powinno być na pierwszym miejscu. Tak jak nie zgodziłybyście się zatrudnić w ciemno grafika do zaproszeń, czy zespołu nie posłuchawszy wcześniej ich piosenek, tak nie powinno się zatrudniać plannerki, nie znając jej prac. Oczywiście może zdarzyć się tak, że większości z nich nie udostępnia publicznie lub udostępniony materiał jej bardzo zwięzły - nie powinno Was to zniechęcać. To jeden ze sposobów na chronienie swojego dorobku przed kopiowaniem go przez inne osoby. Taka sama sytuacja często występuje w przypadku dekoratorek. Jeżeli jednak dopytacie, z pewnością dostaniecie wyczerpujące relacje z zorganizowanych wesel.
b) sympatia
To powinna być osoba, którą po prostu polubisz. Przy której nie będziesz czuła się skrępowana, nie będziesz się martwiła, co o Tobie pomyśli, czy nie uzna Cię za głupią, ekstrawagancką lub po prostu szaloną.
b) wzajemne zrozumienie
Musi też rozumieć Twoją wizję. Nawet najlepsze portfolio i najmilsza osoba nie zrekompensuje Ci braku zrozumienia i rozłożonych rąk w bezradności, gdy nie umiecie się dogadać co to ogólnego motywu. Nie widziałam jeszcze plannerek, które z góry by określały, w jakich ślubach się specjalizują - rustykalnych, eleganckich, nowoczesnych, ludowych itd. Ale da się wyczuć po krótkiej rozmowie, że ktoś po prostu "nie czuje" Twojego tematu. Wtedy najlepiej rozejrzeć się za lepszą partią.

A każdą z wyżej wymienionych rzeczy powinnaś móc łatwo sprawdzić, po prostu umawiając się z daną panią na... kawę.

4. Czym właściwie się zajmuje? 
Wszystkim, a przynajmniej prawie wszystkim.
a) lokal
Myślę, że to był dla mnie najważniejszy punkt. Zanim zatrudniliśmy naszą konsultantkę, spędziłam naprawdę wiele godzin, szukając i odwiedzając potencjalne miejsca. I byłam święcie przekonana, że nic ponad to, co znalazłam, już po prostu nie ma. Na całe szczęście się myliłam. Nie dość, że Ania znalazła nam przecudowne miejsce, o którym nawet Piotrek powiedział "nie wiedziałem czego szukamy, dopóki nie zobaczyłem tego miejsca", to jeszcze zajęła się całym procesem negocjacji i podpisywania umów. A jak wspomniałam w poprzedniej części - Warszawa i okolice to miejsce, gdzie każdy chce wyciągnąć od Ciebie, ile tylko się da. Przykład? Chcieli nas podliczyć za coolery przy stołach i "obsługę kelnerską" alkoholu. I bynajmniej nie mieli na myśli kelnerów chodzących między stolikami i nalewających ludziom wódki czy wina, tylko postawienie coolera i włożenie do niego wódki. Jako dwa osobne koszty!!
b) tort
Znajdzie cukiernię, poprosi o projekt i wycenę, zorganizuje degustację.
c) dekoratorka
Nawet nie pomyślałam, że taka osoba jest potrzebna. Zawsze mi się wydawało, że sale już po prostu wyglądają ładnie i nie ma się co w to zagłębiać. Wiedziałam, że trzeba mieć florystę, bo bukiet i jakieś kwiaty na stołach, ale cokolwiek innego? Kompletnie mi umknęło. Tak jak fakt, że nie będę miała żadnej ładnej sali, tylko wielki pusty namiot.
d) oprawa muzyczna ślubu
Szczególnie ważna, jeżeli bierzecie ślub plenerowy, gdzie nie ma organisty, ani nagłośnienia dla zespołu czy DJ. Warto wtedy pomyśleć o kwartecie smyczkowym albo gitarzyście grającym na akustyku.
e) kamerzysta
f) fotograf
g) DJ lub zespół
Z podpunktami e, f i g jest ten sam problem: przesyt możliwości. Internet i fejsbuka wypełniają setki stron ofert fotografów i kamerzystów, którzy nagminnie kradną cudzy materiał i prezentują jako własny. A muzyka potrafi zepsuć wesele skuteczniej niż ciepła wódka. Jak więc wybrać? Jak zorientować się, kto jest uczciwy? Kto nie upije się na weselu? Kto gra muzykę, która Was interesuje? Kto robi zdjęcia w danym stylu? Nie wiem. I nie muszę, bo mam kogoś, kto wie.
h) save the date i zaproszenia
Wprawdzie do jednego i drugiego nie potrzeba do tego plannerki, ale gdyby nie ona, nawet bym nie pomyślała, o czymś tak świetnym jak "save the date", rodzaj przed-zaproszenia, w którym załączasz tylko najważniejsze informacje - miejsce i datę ślubu, ewentualnie adres strony internetowej (jeżeli taką robicie), z prośbą o zarezerwowanie sobie danego terminu. Szczególnie przydatne w sytuacji, gdy część Waszych gości mieszka za granicą i muszą zaplanować sobie całą podróż.
i) menu, winietki, plan usadzenia gości itd.
Niespodziewanym plusem zatrudnienia Ani było to, że nagle wszystko przestało być oczywiste. Plan usadzenia gości? A po co go po prostu drukować i gdzieś przyklejać, skoro można kupić stare, drewniane okno i namalować na nim całą listę? A zamiast zwykłych winietek użyć szyszki? I tysiąc innych (mniej lub bardziej) szalonych i pięknych pomysłów!
j) scenariusz ceremonii
W przypadku ślubu kościelnego nie ma to aż takiego znaczenia, ale każdy inny - cywilny czy humanistyczny, da się zaplanować na sto różnych sposobów. Warto wiedzieć jaki ma się wybór, co da się zorganizować z łatwością, a na co szkoda tracić czasu. Czy miejsce spełnia warunki? Czy może warto je przenieść?
k) koordynacja ślubu i wesela
Już nazwałam coś "najważniejszym punktem", ale ten jednak jest naj-najważniejszy. Ktoś nie dojechał z tortem, ktoś czegoś zapomniał, ktoś coś zgubił, kelnerzy nie wiedzą kiedy zacząć roznosić drinki, goście nie wiedzą którędy dostać się na uroczystość, gdzieś zapodział się plan sali, fryzjerka spóźni się 30 minut - panuje chaos. Ale ten chaos nawet do Ciebie nie dociera. Ty siedzisz sobie z przyjaciółkami w pokoju, robicie sobie zdjęcia, powtarzasz słowa przysięgi, nic oprócz tego, co dotyczy bezpośrednio Ciebie, nie wyprowadza Cię z równowagi. Bo jest tam ona. Która to wszystko załatwi, ugasi pożary, dopilnuje wizażystek, florystek, kelnerów, zdejmie z Ciebie jakąkolwiek wiedzę na temat wszystkiego co idzie nie tak. To Twój dzień i nie powinny go zakłócać żadne przyziemne sprawy!


l) wizażystka i fryzjerka
m) suknia ślubna i garnitur
Podobnie jak z fotografami i kamerzystami, ofert jest multum, a okazja tylko jedna i to taka, przy której absolutnie nic nie może pójść źle!
Jeżeli, jak ja, nie macie swojej wymarzonej sukni, znalezienie tej jedynej może się okazać nie byle wyzwaniem. I ani jeden, ani dwa, ani 5 salonów nie przyniesie ulgi. Wtedy trzeba znać kogoś kto zna projektantów, niebanalne salony, importerów i co tylko trzeba będzie by zdobyć tę cholerną sukienkę!
n) atrakcje weselne
Jest naprawdę wiele (!) super możliwości, jeżeli macie dostatecznie dużo wyobraźni lub... Anię. Wielka szachownica, z pionkami do kolan? Jenga ludzkich rozmiarów? Mini golf? Przy dobrej konsultantce ogranicza Was tylko wyobraźnia! I budżet.

5. Jaki mam wpływ na własne wesele?
100%. Konsultantka nie robi nic poza zdobywaniem dla Ciebie najlepszych ofert, przedstawianiem ich, pomocą w wyborze i ich ostateczną egzekucją. Nic nie przebiega za Twoimi plecami, lub bez Twojej zgody.

Uf, przeszłyśmy przez pół alfabetu i 5 punktów, także mam nadzieję, że udało mi się mniej więcej przybliżyć zadania i obowiązki konsultantki!

Czy po 5 miesiącach współpracy polecam taką opcję? Zdecydowanie.

Zapewne, jeżeli organizuje się tradycyjny ślub w kościele, a potem wesele na sali weselnej, cała ta heca jest bez sensu, jednakowoż, jeżeli celuje się w coś bardziej oryginalnego, jak na przykład plener, nie wyobrażam sobie ogarnąć tego wszystkiego samemu. Oświetlenia, nagłośnienia, cateringu... Szczególnie jeżeli jest to impreza w Warszawie lub okolicach.
Tym samym składam głęboki ukłon wszystkim parom, które dokonały takich cudów!

W następnej części (Ślub III: Miejsce) zdradzę miejsce, gdzie bierzemy ślub, jego plusy i minusy, oraz zwrócę się do Was z drobną prośbą o pomoc w pewnej bardzo ważnej decyzji!

PS Czy gdybym zaczynała wszystko od nowa, wzięłabym konsultantkę i zaczęła planować z nią super drogie wesele? Pewnie nie. Jednak o tym, może innym razem

MOJA OCENA WSPÓŁPRACY Z KONSULTANTKĄ, 3 MIESIĄCE PO ŚLUBIE!

W skrócie - już nie jest tak kolorowo.

Zanim zacznę wymieniać rzeczy, które mi się nie podobały, przyznam, że podtrzymuję moje pierwsze wrażenie, że nie dałabym rady ogarnąć tego całego przedsięwzięcia bez konsultantki. Za dużo szczegółów, drobiazgów, umów, kruczków prawnych.

Dlatego czy polecam konsultantkę - tak.
Czy polecam moją konsultantkę - nie wiem/nie chcę brać na siebie powiedzenia słowa "nie".

Współpracowałam z Kasią (Aspire), która jest chyba najbardziej znaną i uznaną wedding plannerką w Polsce. Dlatego też ją wybrałam. Będę tu używała też określenia "asystentka" na jej współpracownicę.
Stwierdziłam, że lepiej jest dopłacić kilka tysięcy i mieć absolutną pewność co do jakości, niż potem żałować. Szczególnie że nasz budżet ślubny był duży.

No właśnie, zacznijmy od niego.

1. Budżet
W pierwszym mailu, jakiego kiedykolwiek napisałam do firmy Aspire, podałam budżet, w jakim chciałabym się zamknąć, ze wszystkim.
Budżet ten zupełnie nie został wzięty pod uwagę, w trakcie przesyłania nam propozycji.
I jasne, można powiedzieć "nie trzeba wybierać tego, co najdroższe", ale to jest ślub, wymarzony, jedyny dzień. Chce się żeby wszystko było 10/10, ciężko jest wybierać gorsze opcje, gdy ma się zaprezentowane tyle lepszych.
Moim zdaniem to zadanie konsultantki, żeby uwzględnić budżet swoich klientów. Finalnie wydaliśmy na całość 50% (!) więcej, niż planowaliśmy.
W momencie, kiedy pokazuje się komuś obiekt za, powiedzmy, 50% budżetu i ludzie się na niego decydują, pokazanie im zespołów za kolejne 14-25% to przesada. Gdzie w pozostałych 30% ma się zmieścić dosłownie wszystko poza salą i zespołem?
Jesteśmy dorosłymi ludźmi i w każdym momencie mogliśmy odmówić - mam tego pełną świadomość, jednak wciąż uważam, że taki brak szacunku (?), nie wiem jak lepiej do określić, do naszego pierwotnego budżetu był nieprofesjonalny.

2. Fryzjerka
To chyba temat, którego wszyscy się tu spodziewali, bo moje przejścia z nimi rozeszły się szerokim echem po social mediach.
Kasia zaproponowała mi tylko jedną fryzjerkę, mimo kilku próśb, by pokazała też kogoś innego. Twierdziła, że ta kobieta "jeszcze nigdy jej nie zawiodła" i z pewnością będę zadowolona. Uspokojona takimi obietnicami wybrałam się do niej 23 kwietnia - 3 miesiące przed ślubem.
Efekty możecie zobaczyć tutaj, a moją opinię o usłudze (najgorszej w moim życiu!), na ich oficjalnym fp tutaj - nie muszę chyba tłumaczyć, że wyszłam stamtąd wściekła i rozczarowana.
Napisałam Kasi "chcę inną fryzjerkę - koniecznie. Jak nie masz nikogo innego do polecenia, czy dostępnego w krótkim terminie, to daj znać, poszukam sama, ale z usług tej pani zdecydowanie nie skorzystam" i "nie chciałam robić afery, bo z nią współpracujesz, jak zrozumiałam, ale gdyby to był ktoś obcy, to bym nie zapłaciła". Zapłaciłam wtedy 150 zł.

W odpowiedzi dostałam informację, że ma inne fryzjerki, problemem jest natomiast dojazd do Jaworowego Dworu, a to, że nie podobała mi się fryzura to "zawsze subiektywne wrażenie" i "nie ma reguły" - na co trochę się zdenerwowałam. Nie było ani jednej osoby, w całym moim szerokim Internecie, która by powiedziała, że ta fryzura była czymkolwiek innym niż skrajnym nieprofesjonalizmem i porażką. Opisałam jej wtedy cały przebieg wizyty, który możecie przeczytać w załączonym wyżej linku do fp i podsumowałam całość "pierwszy raz, jestem autentycznie zła i mega, mega rozczarowana".
Kasia odpisała, że "postara się nie reagować tak emocjonalnie jak ja" (na co można się spodziewać, jak zareagowałam), powiedziała, że nigdy nie miała problemów z tamtą fryzjerką, że weźmie moje słowa pod uwagę, ale nie będzie wchodzić w rolę sędziego i oceniać zdjęć fryzury, bo... nie było jej na miejscu. Na koniec dodała, że może usunąć z rachunku opłatę za pomoc z fryzjerem.
Odczekałam dzień, aż ochłonę, odpisałam, że przepraszam, jeżeli byłam za ostra (swój poprzedni mail zaczęłam od poirytowanych pytań retorycznych o znaczenie słów "subiektywne wrażenie"), powiedziałam, że nie chcę żeby usuwała cokolwiek z rachunku, tylko znalazła mi kogoś innego.

Mogłoby się wydawać, że to bardzo fair, po prostu usunąć usługę z rachunku, ale to było 3 miesiące przed ślubem. W Warszawie. Znalezienie kogoś dobrego i wolnego zaczynało graniczyć z cudem.

Po tej sytuacji nastąpiło 7 tygodni (!) ciszy na temat fryzjerki.

8 czerwca
- miesiąc i 20 dni przed ślubem, po kolejnym upomnieniu się, dostałam informację, że mogą mi zaoferować "fryzjera gwiazd", który za próbną i właściwą fryzurę, z dojazdem 40 min pod Warszawę liczy sobie... 1500 zł! Dodatkowo mógłby uczesać 6-10 osób za kolejne 3000 zł - tę ofertę nazwała "fajną opcją". To już była rozmowa z jej nową asystentką Iwoną. Zaznaczyła też, że "wciąż szukają". Odpisałam jej, że to o wiele za drogo i "ja nie chce ludzi, którzy się cenią, bo mają zdjęcie z Magdą Gessler, tylko którzy coś potrafią i nie przeginają z cenami aż tak", bo na insta tego fryzjera gwiazd, nie było nic prócz fal.

13 czerwca zaproponowała mi inną fryzjerkę, która za próbną+właściwą fryzurę wzięłaby 1050 zł. Bez żadnego portoflio, ale za to ze znanego salonu fryzjerskiego. Za nią również podziękowałam.
W ramach czego zaproponowała mi... pierwszą fryzjerkę! Twierdząc, że głównym problemem jest dojazd na miejsce. Odpisałam "moim zdaniem problemem jest to, że Kasia do samego końca upierała się przy jednej osobie, która okazała się beznadziejna, a potem przez 7 tygodni nie zaproponowała nikogo nowego, a teraz ludzie mają zapchane grafiki. I widzę, że wciąż się upiera, ale nie, dziękuję.". Tak poodbijałyśmy sobie piłeczkę w mailach, aż 15 czerwca zaproponowała mi nową fryzjerkę, 700 zł za mnie i 5 druhen. Wtedy do rozmowy włączyła się Kasia, która przypomniała mi, że propozycje makijażystek i fryzjerek (tej jednej) dostałam na jesień i "nie zareagowałam o czasie", oraz że "nie wmawiamy Ci nic, nie naciągamy, nie jesteśmy odpowiedzialne za Twoje niezadowolenie i za czas, w którym postanowiłaś się umówić na próby", gdzie ma totalną rację, bo powinnam o wiele wcześniej zorientować się, że to super podejrzane, że poleca tylko jedną osobę i sprawdzić ją o wiele szybciej. Byłam głupia, że uwierzyłam jej na słowo. Powiedziała, że po to są próby, żeby znaleźć kogoś, kogo się lubi, przypomniała mi (zupełnie nie na temat, bo makijażystkę znalazłam i wybrałam sama, bo jej oferta była naprawdę bardzo, bardzo słaba, więc nawet się nie bawiłam w próby), że nie podobała mi się mejkapistka w TVP. Wytłumaczyła, że nie jest w stanie pracować z 15 fryzjerami na raz i oprócz tej pierwszej, wszyscy są drożsi. Przypomniała, że powiedziała, że usunie koszt fryzjera (chociaż powiedziałam, żeby tego nie robiła i finalnie tego nie zrobiła) dodając, że zrobiła to, mimo tego że "zajmujemy się tematem Twojego fryzjera dość intensywnie". Powtórzyła ofertę tej za 700 zł i dodała, że napiszą do Jaworowego Dworu, czy oni nie mają kogoś do polecenia.

18 czerwca poszłam do poleconej fryzjerki i wyszłam z czymś, co wyglądało jak obcy z tyłu głowy, możecie to zobaczyć tutaj, byłam absolutnie załamana. To był pierwszy i jedyny raz, w ciągu całych przygotowań do ślubu, kiedy pękłam i się rozpłakałam. Napisałam:
"Prosiłam kilkukrotnie o propozycje innych fryzjerek - wszystkie były zignorowane. Po czym, gdy jedyna, którą mi pokazałyście, okazała się skrajnie nieprofesjonalna, musiałam czekać 7 tygodni na propozycje dwój skrajnie drogich osób i Twoją koleżankę z podstawówki [bo tym właśnie była ta fryzjerką, koleżanką Kasi z podstawówki], która zrobiła mi to: [zdjęcie z linku]. Jesteście odpowiedzialne za przedstawienie mi usługodawców na poziomie. Wyznacznikiem, obiektywnym, tego poziomu jest umiejętność zrealizowania jasno określonych oczekiwań klientów. Pokazanie zdjęcia jest tak bardzo jasnym i czytelnym oczekiwaniem, jak się da. Nie róbcie ze mnie kogoś, kto wymyśla problemy, bo tak nie jest. Albo fryzjer potrafi zrobić daną fryzurę, albo nie. Jeżeli nie potrafi - niech to powie i nie bierze pieniędzy. Traktujmy się poważnie. Powiedziałam, że nie chcę ściągnięcia tego z rachunku, tylko znalezienia kogoś, kto potrafi robić to, za co mu płacę."
To było tak smutne doświadczenie, bo fryzjerka, jako osoba, była absolutnie cudowną kobietą - przemiłą i ciepłą. Fryzura z przodu wyglądała w porządku, więc rozmawiałyśmy tak, jakby wszystko było przyklepane, aż do momentu, gdy pokazała mi tył i wszystko, co mogłam z siebie wykrzesać to uśmiech i wciskanie z powrotem w kanaliki łzowe całej wody, jaka próbowała się z nich wyrwać. Za tę fryzurę też zapłaciłam, bo była zbyt miła, żebym była w stanie jej powiedzieć, jak bardzo nienawidzę tej fryzury.
Wszystko, co dostałam w odpowiedzi to standardowe "przykro mi, że Ci się nie podobało", od asystentki. Napisałam, że ja się już poddaję i niech mi pokażą kogoś w Warszawie (chociaż to wyjęte 1,5h w dniu ślubu, na sam dojazd do fryzjera). Zaproponowała mi jakichś ludzi, ja coś tam odpisałam, aż w końcu!

27 czerwca, miesiąc przed ślubem, napisała, że ma kogoś, kto dojdzie - cena fajna, portfolio spoko, wszystko się zgadza, trzeba tylko iść na próbną. Poszłam, okazała się super.
I teraz najlepsze:

TA FRYZJERKA POWIEDZIAŁA, ŻE MIAŁA ZAREZERWOWANY TERMIN DLA MNIE, WPISANY DO KALENDARZA, MOJĄ DATĘ, OD JESIENI UBIEGŁEGO ROKU!!!!!!!!!

Przeszłam przez to wszystko na darmo.
Nie wiem, czy Kasia o tym zapomniała, czy bardzo chciała zatrudnić do tego swoje koleżanki (co wtedy z rezerwacją?). Nie wiem. Faktem jednak jest, że z pierwszej ręki dowiedziałam się, że mój termin u tej fryzjerki był zarezerwowany od jesieni, widziałam go na własne oczy i nie umiem sobie wyobrazić powodu, dla którego fryzjerka miałaby to zmyślić.
A że nie usłyszałam o niej aż do miesiąca przed ślubem? Wydałam pieniądze na dwie niekompetentne osoby? Pokłóciłam się z konsultantką? Wypłakałam litr łez? Stresowałam się przed 3 miesiące?
No cóż.

Rozumiem, że dla kogoś, kto nie był nigdy Panną Młodą, coś takiego może wydawać się błahym problemem, niewartym takich nerwów, ale to było naprawdę okropne doświadczenie. Ja na co dzień w ogóle się nie maluję, nie układam włosów - nie umiem, nawet gdybym chciała. Dlatego wyglądają pięknie i odświętnie było dla mnie wyjątkowo ważne, bo tak rzadko mam do tego okazję. Poza tym... film, zdjęcia, do końca życia, a ja mam na nich wyglądać jak kołtun?!
Moja mama i przyjaciółki tak mi współczuły, odgrażały się i złorzeczyły na tę całą sytuację, jakby to był ich ślub. To był chyba moment, kiedy przeszłam z myślenia
"ogólnie jest super, każda współpraca ma lepsze i gorsze chwile" do myśli, że może nie wybrałam najlepiej.

3. Nieobecność na weselu i poprawinach
Nie mogę znaleźć maila, gdzie Kasia napisała mi, że nie będzie jej na weselu, pamiętam, że przeczytałam coś w stylu, że "nie ma potrzeby", ale byłam przekonana na 100%, że to mail od jej asystentki. I miało to wtedy dla mnie sens, po co mi asystentka?
Okazało się jednak, że miała na myśli samą siebie.
W umowie wprawdzie jest "obecność konsultanta/ów w godzinach od ok. 10 do godz max 1:00; nadzór nad realizacją scenariusza; pomoc organizacyjna, rozwiązywanie sytuacji nagłych i problematycznych" więc zakłada, że może być to jedna osoba, ale nie sądziłam, że będzie to jedna osoba, która pracuje tam od pół roku, czyli to jej pierwszy sezon ślubny w firmie Aspire.
Swoją drogą, poprzednia asystentka, która odeszła gdzieś w środku naszej współpracy, wydawała się o wiele bardziej zdecydowana i kompetentna. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby to ona była jedyną osobą na weselu, ale niestety. Za wykupienie najdroższego pakietu dostałam osobę, która pracowała w tej firmie pół roku.

Nie muszę chyba wspominać, że oprócz tej informacji tuż przed weselem, którą opacznie zrozumiałam, przez całą naszą współpracę była utrzymywania wersja, że Kasia będzie na weselu i poprawinach, żeby wszystkiego dopilnować - to oczywiste.

Jak, na przykład, przeniesienia ozdób z miejsca ceremonii do namiotu, a potem na miejsce poprawin - co się nigdy nie wydarzyło. Dowiedziałam się od asystentki, że miała problemy, żeby ktoś w ogóle zebrał te rzeczy z miejsca ceremonii. Powiedziała, że to "załatwiła" i ktoś to zrobił "chociaż wcale nie musiał", cokolwiek to miało znaczyć, z perspektywy wszystkich wcześniejszych rozmów o tym, jak miało to wyglądać.
Zapytałam jej w trakcie wesela, dlaczego zimny bufet nie jest ozdobiony, powiedziała, że "nie chcieli wziąć cudzych talerzy", kiedy ja pytałam o zdobienie całego stołu (świece i kwiaty), nie inne talerze. Potem w mailu napisała, że "tego nie było w kosztorysie", możecie o takich rzeczach więcej przeczytać w Ślub V: Lokalizacja i dekoracja.

Zapytałam Piotrka, czy pamięta, żeby asystentka była na poprawinach, powiedział, że nie kojarzy, ja też jej nie pamiętam, nawet jeżeli była, to nie zamieniła ze mną słowa i nie było jej, gdy działy się rzeczy (jak, na przykład, totalnie przekręcone menu), które trzeba było naprawić, albo chociaż wyciągnąć konsekwencje wobec obiektu.
Podejrzewam, że odpowiedź na to również by brzmiała: "tego nie było w umowie".

4. Dodatkowe opłaty
Za usługę zapłaciłam w kilku ratach. Tu muszę zaznaczyć, że Kasia była bardzo miła i bardzo elastyczna, jeżeli o nie chodzi i zawsze szła nam na rękę, w razie jakichś przesunięć.
Ostatnia transza wynosiła niecałe 600 zł, bo odliczyła druki (o tym później).

Na 4 dni przed weselem dostałam maila, że muszę do tego doliczyć:
- organizacja Mistrza Ceremonii/organizacja ślubu humanistycznego - 300 zł
- organizacja baru Boho Baru, komunikacja wycena etc - 250 zł
- organizacja transportu gości na miejsce ceremonii - 250 zł
- 576 zł za dojazdy

Nie odpisałam.

2 dni przed weselem dostałam następnego maila:
- zimne ognie dla gosci - 200 zł
- znalezienie i koordynację gier plenerowych i koordynacje ustawienia makijażu + harmonogram  - 200 zł
"Łączna kwota to: 2231 zł płatne gotówką w dniu wesela (możesz przygotować dla nas kopertę)."

Z mojej perspektywy, to wyglądało tak:

- ślub humanistyczny poleciły nam na naszym pierwszym spotkaniu 21.04.2017, rok wcześniej, skąd nagle wziął się w ostatniej racie?
"harmonogram makijażu", który sama asystentka zaproponowała, że zrobi, nie mówiąc, że to odpłatne, a wyszedł tak chaotyczny, że poprosiłam ją, żeby przestała mieszać, jeszcze przed ślubem i finalnie nikt z niego nie skorzystał
- gry, które musiałam zamówić i opłacić sama, a były mi zaproponowane na jesień ubiegłego roku i znowu - skąd w ostatniej racie?
- transport, który był tak niekorzystny, że zorganizowaliśmy go za sami
- dojazdy liczone za całość, mimo że były tylko 9km ponad "za darmo", niby zgodne z umową, ale niesmak pozostaje
- zimne ognie za 200 zł?

Finalna podwyżka ostatniej raty z 600 zł do 2200... na dwa dni przed ślubem. Co zrobić?
Kłócić się z kimś, kto za dwa dni będzie nadzorował najważniejszy dzień w Twoim życiu (jeszcze wtedy nie wiedziałam, że jej nie będzie)? Czy to naprawdę dobry moment?
Stwierdziliśmy, że nie warto.

Odpisałam:
"Niespecjalnie podoba mi się informowanie, że za coś zapłacę PO tym, jak to zrobicie. Makijażystki przecież były w cenie. Z Waszego transportu finalnie nie korzystamy" i potem:
"I żeby być dokładną, ani projektantki sukni ślubnej, ani makijażystki, ani fotografki - nie poleciłyście Wy. Nie wspominając o kompletnej porażce z DWOMA fryzjerkami. Także dokładanie teraz 200 zł za wszystko, co się nawinie, dwa dni przed ślubem, gdy wzięliśmy najdroższy pakiet, jaki istnieje i nie poprosiliśmy o odliczenie czegokolwiek, mimo że były rzeczy, z pakietu, które załatwiałam od A do Z sama, bo Wasza oferta nie spełniała moich oczekiwań - które może i są specyficzne, ale przecież po to Was zatrudniłam, bo nie podobają mi się pierwsze lepsze oferowane rzeczy i chciałam profesjonalnej pomocy. I fakt, że do tego głupiego Zakroczymia jest tylko 9km ponad Wasz limit darmowego dojazdu, a liczycie za każdy kilometr. I rozumiem, że to biznes, a nie akcja charytatywna, ale skoro ja nie mówię słowa o odliczaniu czegokolwiek, mimo że pewne rzeczy mnie rozczarowały i nie mogłam z nich skorzystać, to podniesienie ostatniej raty z 900 zł [oryginalna rata] do ponad 2k pozostawia mnie co najmniej zdziwioną."

W odpowiedzi dostałam to (zacytuję całość, bo domyślam się, że w ich oczach to tłumaczy wszystkie moje pretensje i jest twardą linią obrony, chcę więc dać im platformę do tego, by mogły pokazać swoją stronę tej sytuacji):
"Klaro, Spieszymy z wyjaśnieniami odnośnie Twoich zarzutów. Wyceniamy naszą pracę i zaangażowanie w poszczególne tematy i obszary, na które decydujesz się w początkowym etapie współpracy. Podsumowując, za rzeczy które nie były objęte umowę w oczywisty sposób określamy nasze wynagrodzenie. Załącznik do umowy jest czytelny. Jeśli robimy coś czego w nim nie ma oznacza to dodatkowe koszty."

Słusznie i zrozumiałe, to biznes. Dlaczego jednak nikt mi nie powiedział, za co będę dodatkowo płacić i ile?
Sypanie pomysłami i sprawianie wrażenia kreatywnych i przyjacielskich na spotkaniach, tylko po to, by 2 dni przed ślubem dostać za to rachunek, nie wydaje mi się być fair.

"[Tu podała koszty usługi] To chyba nie jest wygórowana kwota którą zapłaciłaś za to co ostatecznie otrzymałaś."

No właśnie, jest wygórowaną ceną, za to, co otrzymałam. Na tym polega cały problem. Finalnie zapłaciłam za usługę ponad 10 tysięcy, a była warta może 5.
Biorąc pod uwagę, że oprócz rzeczywistego załatwiania spraw z podwykonawcami, opierała się na pokazywaniu nam gotowej bazy, która w większości się nam nie podobała - od muzyki, przez makijażystki po drukarnię.
Zdecydowanie nie warte swojej ceny.

"Przykro nam, że nasze rekomendacje nie przypadły Ci do gustu. Takie jest ryzyko tego co robimy - proponujemy, a Klient decyduje co i w jakim stopniu mu się nie podoba. I naszym ryzykiem jest czy poświęcimy na to 2 godziny 20 godzin."

Tu się chyba nie zrozumiałyśmy. Bo ja sądziłam, że usługa polega na znalezieniu dla mnie rzeczy, zgodnych z moimi oczekiwaniami. Nietypowymi oczekiwaniami, bo ludzie z typowymi oczekiwaniami, nie potrzebują konsultantek, tylko biorą najpopularniejsze, dostępne rzeczy.
Nie pokazania mi swojej gotowej bazy i rozłożenia rąk, jeżeli to, co tam jest, mi się nie podoba. I oczekiwania, że zapłacę za samo spojrzenie na tę bazę.

"Fryzjerki proponowałyśmy - z pełnym przekonaniem, nasza najlepszą wiedza i dopasowaniem do Twoich potrzeb, czasem specyficznych. To, że odrzuciłaś dwie kolejne było Twoim prawem, a od nas wymagało większego nakładu pracy, za co nie liczymy dodatkowo. Ustalamy kwotę na wstępie i niezależnie od tego, jak dużo to od nas wymaga pracy, nie zmieniamy jej. W dużej części nasza praca opiera się na gustach Klientów i to co jednym podoba się bardzo (jak praca fryzjerek) innym nie podoba się wcale. Wtedy szukamy kolejnych możliwości."

Nikt, kto widział te fryzury, a widziało je kilka tysięcy osób, nie powiedział, że wyglądają dobrze, że są profesjonalnie zrobione, że powinnam za nie chociaż zapłacić - co zrobiłam. Mam z tym ogromny problem. Nieumiejętnością przyznania się do błędu, do tego, że rzeczywiście posłało się klienta na usługę poniżej poziomu. Powiedzenia "rzeczywiście jest to złe, przepraszam, naprawdę się tego nie spodziewałam", tylko iść w zaparte, że to kwestia gustu, nie ich wina, "nie ma reguły", "nie jesteśmy odpowiedzialne za Twoje niezadowolenie" (SIC!).
A kto jest odpowiedzialny za moje niezadowolenie ze źle wykonanej usługi, jak nie osoba, która poleciła mi usługodawcę i wzięła za to pieniądze?

"Podobnie jest z transportem - był w zakresie naszych obowiązków, znalazłyśmy trzy rożne firmy i wyceniłyśmy u nich usługę, najlepszą ofertę przekazałyśmy Wam - poświęcając na to nasz czas. Jeszcze w ubiegłym tygodniu mailowo się konsultowałyśmy, precyzowałyśmy godziny, zakres - słowem nie powiedziałaś, żebyśmy zostawiły ten temat. Na etapie,w którym wystarczyło potwierdzić ofertę, zrezygnowałaś. Z naszej strony praca została wykonana, czas, który mogłyśmy poświęcić na pracę dla innych Klientów lub sprawy prywatne, został poświęcony na organizację transportu dla Was. I za to pobieramy opłatę. To czy Ty bierzesz "naszą" firmę czy swoją to Twoja decyzja. Nie było konieczności żebyś tym się zajmowała samodzielnie."

Zrezygnowałam na etapie wyboru oferty, bo dostałam ofertę! I zobaczyłam, co w niej jest. Czy to nie moment na podejmowanie takich decyzji?
To samo niezrozumienie, co wcześniej, gdzie nie zdawałam sobie sprawy, że muszę zapłacić za pokazanie mi czegoś, a nie za coś, co rzeczywiście wybiorę.

"Oczywiście czasem rekomendowani podwykonawcy rozczarowują, tak jak Kartalia przy wydrukach. Wtedy rekomendujemy innych - Indigodruk. To, że sama skoordynujesz wydruki było Twoją decyzją, a ponieważ nie uczestniczyliśmy w tym procesie, nie pobrałyśmy za to opłaty odliczając z naszej umowy. "

To była jedyna rzecz, finalnie, za którą odliczyły pieniądze. Chociaż makijażystkę, projektantkę sukni, grafika od zaproszeń itd, fotografkę - znalazłam sama. Nie wspominając o cyrku i straconych pieniądzach na fryzjerki.

"Kolejna sprawa to kwestie naszego doradztwa i tego czy się z nim zgadzasz czy nie. Wiemy z doświadczenia, że nie zorganizowanie harmonogramu przygotowań ślubnych skutkuje tym, że wszystkie Panie będą stały nad Tobą i pytały kiedy , o której i gdzie powinny się pojawić. Druga sprawa - jeśli wszystkie przyjadą koło południa - połowa nie zostanie zrobiona. Trzecia sprawa, na pewno każda będzie chciała być jak najpóźniej robiona i wynikną z tego trudne sytuacje, którym w dniu wesela nie da się zaradzić. Dlatego poprosiłam, żebyśmy taki harmonogram zrobiły. Nie dałaś jasnego komunikatu, że nie chcesz tego robić. Pomysł przestał Ci się podobać dopiero kiedy zorientowałaś się, ze wiąże się z dodatkowymi kosztami. "

Nic z tego, co opisała, się nie wydarzyło. Było opóźnienie (któremu nie pomógłby nawet harmonogram), a wszystkie dziewczyny zostały zrobione. Nikt nad nikim nie stał. Żadna się nie wykłócała, że chce być ostatnia.
I co za szok, że chciałam z czegoś zrezygnować, gdy się dowiedziałam, że trzeba za to zapłacić! Gdybym wiedziała wcześniej, że trzeba, od razu powiedziałabym, że nie chcę.

"Co do gier plenerowych - nawet jeśli temat poruszony został "miesiące" temu, wróciłaś do niego dopiero 2 dni przed weselem, kiedy nie załatwia się tego w normalny sposób tylko obdzwaniając, prosząc o zrealizowanie usługi i szczerze mówiąc, trochę dokonując niemożliwego, bo jak sama słusznie zauważyłaś, czas dostawy to trzy dni, a Wy otrzymujecie je z dnia na dzień. Po znalezieniu firm i sprawdzeniu dostępności, odbyłam z Panią Eweliną kilka rozmów, między innymi prosząc o spakowanie gier, zanim zostało złożone zamówienie bo przeciągałaś tę kwestie do wieczora. Poszła mi na rękę ale chciała mieć oficjalną podkładkę - stąd standardowa ścieżka zamówienia, w czasie której służyłam Ci radą o 21:00. "

Przyznaję, tu ma rację. 

"Zauważ że z powodu Waszych znacznie opóźnionych decyzji nasza praca wykonywana była kilkukrotnie. Ciągle multiplikowałyśmy zadania bo się dezaktualizowały. Na samo monitowanie Ciebie, pushowanie o decyzje poświęciłyśmy wiele godzin. Zazwyczaj tak to nie wygląda. I będziemy wdzięczne jak w ocenie naszej Agencji, naszej współpracy weźmiesz pod uwagę jeden bardzo ważny aspekt. Twoje zaangażowanie i gotowość do współpracy. W zasadzie wszystkie możliwe deadliny na podjęcie jakichkolwiek decyzje zostały przekroczone narażając także nas na dużo nieprzyjemnych rozmów z obiektem i podwykonawcami. Wasze niewywiązywanie się z terminów, jak np. z Jaworwym Dworem (termin ustalenia menu był do 10 lipca) czy z Boho Barem, (w niedzielę, Pan Jakub chciał zrywać umowę, z powodu braku dokumentu i opłaty, o czym nie wiesz, bo załatwiałyśmy to my). Każda taka sytuacja rzutuje naraża nas dodatkowe godziny pracy, które możemy poświęcić swoim rodzinom czy innym obowiązkom. Za jakość współpracy odpowiadają dwie strony."

Gdy to przeczytałam, to rzeczywiście poczułam się trochę winna, bo ja też miałam poczucie, że to wszystko idzie, jak krew z nosa. Często byłam sfrustrowana tymi przypomnieniami o rzeczy, które miałam zrobić "x" czasu temu, cały czas miałam poczucie, że jestem w tyle. Piotrek, mając pracę przez 8h dziennie, praktycznie w ogóle nic nie ogarniał, a wszystkie umowy były na niego.
I to właśnie on mi powiedział, że to nie była moja wina. Po to zatrudniliśmy konsultantkę, żeby ktoś ogarniał i pilnował takie rzeczy za nas.
Wytłumaczył mi swoim programistycznym postrzeganiem świata, że to ich zadanie, by stworzyć formę komunikacji, która jest jasna i przejrzysta dla klientów, która nie wywołuje w nich ciągłego stresu i poczucia, że nie mają pojęcia, co się dzieje.
A jedyna forma naszej komunikacji, oprócz spotkań, to wysyłanie do siebie setki maili.
Żadnej rozpiski deadlinów, żadnego exela do uzupełniania tego co mamy zrobić, podpisać, czym się zająć. Żadnej formy katalogowania tego wszystkiego, co się dzieje.
Tylko maile, maile, maile, trzydzieści tematów na raz, w jednym mailu pięć różnych spraw.
I jasne, można by powiedzieć "sami mogliście to zrobić", ale nie po to płacimy tyle pieniędzy, żeby sami musieć robić takie rzeczy, to się trochę mija z celem.

"Makijażystki polecały Kasia i Iwona. Salony, suknie - temat był także głęboko przez nas podrążony. Kilka maili w załączeniu dla przypomnienia. Konkludując, podtrzymujemy nasze rozliczenie. Szczegółowe pozycji poniżej:"

Nie zgadzam się, ale to kwestia rozumienia słów "głęboko podrążony".

Podsumowując rzeczy, z których nie byłam zadowolona:

a) nierespektowanie oryginalnego budżetu

b) fryzjerka

c) rozbieżności między tym, co było ustalane na spotkaniach, a rzeczywistością

d) brak informacji, że będę musiała za coś zapłacić i ile

e) konieczność płacenia za sam wgląd do ich bazy, nawet jeżeli nic z niej nie wykorzystałam

f) nieobecność Kasi na weselu

g) drukarnia
Drukarnia, którą nam poleciły (i gdy pytałam, czy nie znają tańszej - nie znały) okazała się katorgą, w której udało nam się zrealizować tylko Save the Date. Później okazało się, że jednak znają i tańszą i lepszą. Możecie przeczytać o tym w Ślub IV: Zaproszenia.
W umowie było, że za przygotowanie save the date oraz zaproszeń, miałam zapłacić 300 zł i tyle samo za przygotowanie menu, winietek, oznaczeń stołów, planu usadzenia gości. Z tej całej listy pomogły mi tylko z save the date a finalnie i tak zapłaciłam za to 300 zł...

Rzeczy z ich bazy, które zostały mi pokazane/zawarte w umowie i za które zapłaciłam, chociaż nie spełniały moich oczekiwań i ich nie wykorzystałam:

a) suknia ślubna


b) fotografka

c) makijażystka

d) oprawa muzyczna ślubu
Finalnie grał tam po prostu zespół.

e) "odbiór i dostarczenie do miejsca ślubu – druków ślubnych, upominków etc."
Nie miały czego dostarczać, bo zupełnie odsunęłam je od spraw związanych z drukarnią. Asystentka tylko mieszała, a poprzednia drukarnia okazała się porażką. Załatwiłam to wszystko sama.

f) zespoły muzyczne

To można podciągnąć tak 50/50, bo odrzuciłam wszystkie, które mi pokazała (po 10-25 tyś., ale za to z typem z "Jaka to melodia" albo gitarzystą Ewy Bem...), aż w końcu zapytała, czy nie chciałabym pójść posłuchać zespołu do Harendy, na który się z Piotrkiem wybieraliśmy, niezależnie od niej, bo grał w nim kiedyś mój kolega. I to właśnie ten zespół wybraliśmy. Dzięki niej mieliśmy darmowe wejściówki więc to na plus. Na minus, jej asystentka stresowała mnie w dzień ślubu tym, że nie odbierają i w ogóle w trakcie rozmów i umów, nie za bardzo była w stanie się z nimi dogadać, z czym ja nie miałam problemu, więc winię ją, nie ich.

A teraz rzeczy, które mi się podobały:

1. Wodzirej
Nigdy bym go sama nie znalazła, a był absolutnie niesamowity.

2. Dekoratorka
Oprócz tego, że nie dopilnowała, żeby wszystkie nasze ustalenia na żywo, a nie na papierze, zostały zrealizowane, to dała mi jednak Gosię, która stworzyła na miejscu piękne rzeczy i byłam bardzo, bardzo zadowolona z efektu.

3. Lokalizacja
Szukałam lokalizacji na własną rękę, zanim zatrudniłam Kasię i nie znalazłam niczego podobnego do Jaworowego Dworu, który był dokładnie wszystkim, czego szukałam. I rzeczywiście negocjowała z nimi dla nas warunki.

4. Ślub Humanistyczny
Nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje w Polsce.

5. Spotkania
Zawsze była na nich bardzo miła, profesjonalna i uspokajała wszystkie nasze lęki i wątpliwości. Pomijając aspekt tego, na ile te uspokajania się finalnie zrealizowały.

6. Wideo
Przynajmniej mam nadzieję, bo jeszcze nie dostałam filmu, ale te realizacje, które widziałam, były na zupełnie innym poziomie, niż cokolwiek, co widziałam na polskim rynku.

7. Tort
Też z jej polecenia. Zrobił na wszystkich, łącznie z nami, ogromne wrażenie. To jeden z najpiękniejszych tortów, jakie widziałam, licząc Pinteresta.

8. Zajmowanie się wszystkimi umowami
To był zdecydowanie największy plus.

No i zabrała mnie ze sobą raz do TVP, co było bardzo miłe.

Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z tej współpracy, chociaż dała mi bardzo wiele.
Przez jej całą drugą połowę, miałam poczucie, że ta cała firma jedzie trochę na oklepanych schematach przyjęć dla ludzi, którzy mają dużo pieniędzy, mało czasu i chcą sprawdzonych, poprawnych opcji. I tym, że Kasia zorganizowała kilka wesel gwiazd, pokazuje się w TVP i prowadzi szkolenia o weselach, będąc dostatecznie miłą i charyzmatyczną (tego nie można jej odmówić), że od razu ma się wrażenie, że wszystko wie, wszystko potrafi i wszystkim się zajmie.
Jeżeli jednak chce się czegoś spoza tych najprostszych, sprawdzonych schematów - nie ma nic do zaoferowania. Oprócz podliczenia za zajrzenie do jej stałej bazy i oświadczenia, że to nie jej wina, że nic ci się nie podoba.
Ewidentnie w pewnym momencie przerodziło się to w konflikt, weszło w ton, który nie miał wiele wspólnego ze współpracą. I wiele rzeczy mi się nie podobało.
Nie podobało mi się, jak potrafiła na każdym spotkaniu sprawić, że moje sensowne wątpliwości nagle wydawały się błahe, a gdy tylko zniknęła z horyzontu, wracały jak bumerang. Nie podobało mi się, że mówiła "wszystko jasne", a okazało się, że połowy z tych rzeczy nie dopilnowała, nie dopisała, gdzie powinna, nie zrealizowała. Nie podobało mi się, że były momenty, gdzie traktowała mnie jak rozkapryszone dziecko, gdy oczekiwałam od niej tego, za co (jak przynajmniej mi się wydawało) jej płacę.
Dlatego muszę podkreślić, z pełną stanowczością, że moja opinia nie jest obiektywna. To nie była neutralna współpraca, o której piszę bez emocji.
Mój mąż przeczytał dziś ten tekst i powiedział "Boże, jak się cieszę, że mamy to za sobą, to było straszne", takie oboje mamy wspomnienia z ostatnich 3 miesięcy przed ślubem.

Prawdopodobnie, jak to zazwyczaj bywa, prawda leży gdzieś po środku.

Gdy zaczęłyśmy współpracę, miałam 23 lata, żadnego pojęcia o tym, jak się w takich sytuacjach odnajdywać, jak egzekwować i jasno komunikować swoje oczekiwania - chociaż się starałam. I byłam Kasią zachwycona, co widać w pierwszej części tekstu.
Teraz mam 25 lat, nie jestem nią zachwycona, wiem już, by absolutnie wszystko wpisywać do umowy, każdą najmniejszą zmianę. Wiem, by uprzedzać ludzi, z którymi będę współpracować, że nie zapłacę im ani złotówki, za coś, o czym wcześniej nie dadzą mi znać, ile kosztuje.

Na koniec powtórzę jeszcze raz, że nie dałabym rady zorganizować tego bez konsultantki.
Po prostu nie trafiłam na najlepszą dla mnie.

Moja ocena mojej konsultantki: 7/10 (gdyby uwzględnić osobiste odczucia byłoby 6/10)
Moja ocena ogólnej idei konsultantek: 10/10

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:
Ślub I: Co się dzieje?
Ślub II: Konsultantka ślubna

Ślub III: Save the Date
Ślub IV: Zaproszenia
Ślub V: Lokalizacja i dekoracja
Ślub VI: Druhny i drużbowie


Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:
"ŚLUB"


fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.