Po pijaku się nie liczy!

08:10
Chociaż rodzajów zdrad są tysiące, a za najgorsze uważam te wyrządzone na samych sobie, dziś napiszę kilka słów o tych, które jako pierwsze przychodzą do głowy - związkowych.

Zdrada jest najgorszą rzeczą, jaką można zrobić w związku. Pewnie ktoś pomyśli "powiedz to żonie alkoholika", a ja z góry stwierdzam - zdrada jest gorsza.
Jeżeli Twoja druga połówka Cię bije, wykorzystuje, ogólnie źle traktuje - sprawa jest jasna. Sytuacja może być skomplikowana, bo dzieci, zależność finansowa, współuzależnienie, wymieniać można w nieskończoność, ale za horyzontem tych wszystkich niuansów jest oczywista odpowiedź: odejdź, zostaw go, usamodzielnij się. Droga może być ciężka, ale kierunek jest jasny.
A zdrada? Tu nie ma światełka w tunelu, jasnego kierunku, czerni i bieli. Jest tylko szarość. Tysiące odcieni szarości, które miotają Tobą od "wszystko mi jedno" przez "zastrzelę najpierw jego, a potem ją", po "myślałam, że mnie kocha, czego mi brakuje?!". I powtarzane niczym mantra pytanie "dlaczego?!".

Zdrada jest wyjątkowo skomplikowanym emocjonalnie zjawiskiem, bo nie uderza w Twoją (stricte zdradzaną) pochwę. Uderza w Twoją duszę. W Twoją samoocenę, w zaufanie, w wiarę w miłość, uczciwość i wierność.
To nie świadomość jego penisa w cudzym ciele boli najbardziej. Boli idea zainteresowania inną kobietą. Boli, że musiał ją uwieść, musiał z nią rozmawiać, śmiać się.
Musiał ją dotykać, tak jak dotyka Ciebie. Patrzeć na nią, tak jak patrzy na Ciebie.
Używam tu kobiecej perspektywy nie bez powodu, ponieważ męskie postrzeganie zdrady zazwyczaj działa odrobinę inaczej.

Przechodząc do rzeczy:

1. Zdrada fizyczna
Tu corpus delicti jest ciało - wszelkie stosunki seksualne i okołoseksualne.

2. Zdrada emocjonalna
Tu corpus delicti jest dusza - zbudowanie silniejszej więzi uczuciowej z kimś innym niż partner.

Chociaż często występują ramię w ramię, straty, które wywołują, zawsze przelewają się na konkretną szalę. Panuje popularne przekonanie, że kobiety bardziej boli zdrada emocjonalna, a mężczyzn zdrada fizyczna, jednak ja się z tym nie zgadzam. A przynajmniej nie do końca.

Która zdrada jest gorsza? Fizyczna, czy emocjonalna?

Oczywiście - każda. Jeżeli pod tym pytaniem rozumie się "która zrobi w związku większe szkody?", odpowiedź jest niemożliwa do udzielenia, ponieważ wszystko zależy od mentalności zdradzanej osoby i bynajmniej nie kierowałabym się tu płcią, a... zaangażowaniem w związek.
Być może rzeczywiście faceci mają inklinacje do większego poczucia zdradzenia przez seks niż uczucie, ale prawda jest taka, że dotyczy to głównie niedojrzałych, lub po prostu niezaangażowanych osób. Jeżeli kogoś kochasz, a co za tym idzie, wiążesz z ta osobą swoją przyszłość i plany, nic nie zaboli tak bardzo, jak myśl, że wszystko to idzie w próżnię bez wzajemności.
A jeżeli chodzi o moje zdanie - emocjonalna
Seks może być cudownym, spajającym i szalenie intymnym przeżyciem, ale może być też lodem w klubowym kiblu. Jego natura nie jest z góry przesądzona i może oznaczać wiele rzeczy, a same impulsy pchające do niego również mogą być częściowo "usprawiedliwione". Jednym jest przecież uwieść koleżankę z pracy, chodząc z nią na kawy, rozmawiając o swoim życiu, a innym zaliczyć przypadkową dziewczynę z Tindera. Problemem do rozwiązania przy zdradzie fizycznej jest obrzydzenie i poczucie bycia oszukanym, problem przy zdradzie emocjonalnej jest złamane serce i skruszona przyszłość.

Czy wina leży po obu stronach?

Ponoć tak, ale moim zdaniem - nie. Często mówi się, że coś w związku musi być źle, skoro jedna ze stron zdradziła. Nieprawda. Przede wszystkim, ludzie są z natury egoistyczni, impulsywni, żądni atencji i potwierdzania własnej wartości w oczach innych, a więc nie potrzeba wcale czynnika "nieudanego związku" by doszło do zdrady. Wystarczy chwila zachwianej samooceny, większa kłótnia, dwa drinki za dużo.
A jeżeli w związku rzeczywiście jest źle - jeżeli ona nie wykazała inicjatywy w łóżku od miesięcy, jeżeli on nie powiedział Ci, że Cię kocha od niepamiętnych czasów... To wciąż nie jest powód do zdrady. Twój własny związek Cię męczy - zakończ go. 
Zaciągnięcie kogoś do łóżka wymaga jednak jakiegoś wysiłku, skoro więc decydujesz się na pożytkowanie swoich sił na ludzi z zewnątrz, zamiast na własny związek, to już samo w sobie jest zdradą. 


Jakie konsekwencje niesie ze sobą zdrada dla zdradzanego?

O byciu zdradzoną dowiedziałam się raz. W liście. Nie byle jakim liście - w kopercie były dwie kartki. Jedna była zwykłą kartką papieru z treścią, która rozsadziła moje serce na tysiąc kawałków, zabryzgała ściany i zostawiła mnie martwą na podłodze. Natomiast druga była skropiona perfumami, w środek były włożone płatki róż i zawierała treść która w domyśle miała mnie naprawić po wiadomościach z pierwszej.
Tak, dostałam dwa listy, jeden, w którym mój ówczesny (wieloletni) chłopak opisał każdy raz, kiedy mnie zdradził lub oszukał, a drugi, w którym zasadniczo tłumaczył, dlaczego to nie ma znaczenia, bo, tak czy inaczej, nie widzi świata poza mną i jestem miłością jego życia.
Poważnie.
Chociaż wydało mi się to najbardziej okrutną, bezduszną manipulatorską rzeczą na świecie, praktycznie wszyscy oprócz mnie uważali to za odważne, świadczące o jego wielkiej miłości i zaangażowaniu.
Dwa związki później, mając cudownego narzeczonego, który naprawdę nie widzi świata poza mną i traktuje mnie jak miłość swojego życia, wciąż z tyłu głowy mam myśl "a co jeżeli będzie jak wtedy?". Zdrada boli tak bardzo również dlatego, że się jej nie spodziewasz. "Mój facet? Nigdy. Każdy, ale nie on".
Bycie zdradzonym coś w człowieku łamie - jakąś podstawową, wyuczoną na bajkach Disneya wiarę w to, że miłość jest dobra i szczera. 

Jakie konsekwencje niesie ze sobą zdrada dla zdradzającego?

Każdy, wychowany w stosunkowo normalnej rodzinie, człowiek ma pewien zamontowany głęboko w sobie moralny kompas. Wyjątkowy kompas, który ma moc zatrzymywania pewnych wydarzeń, jeżeli wskazuje zły kierunek. To on sprawia, że, jako dzieci, boimy się zjeść eucharystię bez spowiedzi - chociaż powiedzieliśmy rodzicom, że u niej byliśmy - "I co teraz?!". To on każe nam się przyznać do winy, gdy coś przeskrobiemy, a konsekwencje spadają na inną osobę. To on sprawia, że ze smutkiem patrzymy przez szybę na buty, zamiast próbować je ukraść. Przytaczam tu przykłady z dzieciństwa, bo jest to czas, kiedy ów kompas działa najlepiej. Z czasem uczymy się, że oszukiwanie go wychodzi nam na dobre... a przynajmniej łatwiejsze! Nadużywamy tego tricku, aż dodatkowa funkcja "zatrzymywania" przestaje działać. Widzimy, że kierunek jest zły, ale mimo to, podążamy za nim.
Każdy z nas z pewnością doświadczył tego uczucia, które niesie za sobą zrobienie czegoś złego i wymiganie się od kary. Tej wolności, bezkarności, adrenaliny.
Dopiero po czasie zauważamy, że raz złamany kompas, raz zaburzona opcja "zatrzymywania" sprawia, że nagle podejmowanie decyzji staje się o wiele trudniejsze. Pójście w dobrym, ale trudniejszym kierunku wydaje się o wiele, wiele cięższe niż na początku. Odmawianie sobie rzeczy, które raz uszły nam płazem, staje się wyzwaniem.
Dokładnie tak jest ze zdradą. Moja przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że zdrada uzależnia, i w pewnym stopniu się z nią zgadzam.
Uzależnia poczucie bezkarności i tych krótkich chwil "nowości". Po których jednak przychodzą długie noce żalu i wyrzutów sumienia, obserwowania jak związek powoli umiera, bo coś w nim zabiłaś. A potem przychodzi obojętność, z której niesamowicie ciężko się wyrwać. Nauczyć się być wiernym, nauczyć się szacunku, zupełnie od nowa...
Wyobraź sobie, że nagle zapomniałaś, jak się mówi, jesteś jak Arielka z Małej Syrenki - znalazłaś swojego księcia, całe szczęśliwe życie jest o krok od Ciebie, ale nie jesteś w stanie się z nim porozumieć, nie znasz słów. A bez słów nie ma związku. Tak działa moralność, gdy jej nie ma, nie masz narzędzi, by stworzyć cokolwiek wartościowego.
Zdrada to miecz obosieczny i jeżeli dopuścisz do tego by znalazł się między Wami - nikt nie wyjdzie bez szwanku.

I wreszcie najważniejsze pytanie

Czy warto przyznać się do zdrady?

Zdania są podzielone i wiadomo jakie, więc, zamiast je omawiać od razu przejdę do własnego - nie.
"Ale to nieuczciwe!" powiecie. No dobrze, pomińmy oczywistą uszczypliwość, że zdrada również taka jest. Co ma zyskać osoba zdradzana na tej wiedzy? Jak ma to pomóc związkowi?
Już zdradziłaś, masz przed sobą dwie opcje - nie mówić nic, pracować nad sobą, swoim zachowaniem wynagrodzić drugiej osobie tę krzywdę. Lub obarczyć ją tą wiedzą, z którą absolutnie nic nie może zrobić, nic nie może zmienić, może tylko cierpieć i się z tym faktem pogodzić. Możesz stworzyć tę atmosferę braku zaufania, obrzydzenia, cierpienia i niepewności. Lub nie.
Nie, ponieważ jeżeli był to pierwszy (i jedyny!) raz, rozumie się swój błąd i ma pewność, że więcej się go nie powtórzy - nie warto niszczyć związku. Jesteśmy tylko ludźmi i jak wspominałam wyżej - egocentrycznymi i impulsywnymi... łatwo jest wygenerować niebezpieczną sytuację i podjąć zły wybór, dać się ponieść chwili, nie myśleć o konsekwencjach. Da się, niestety, złamać serce komuś, kogo kocha się najbardziej na świecie.
Nie, ponieważ jeżeli to był 3 razy i wiesz, że będą kolejne, etyczną rzeczą jest nie zwalać swojego toksycznego charakteru na drugą osobę (razem z traumą bycia oszukiwanym i zdradzanym) i po prostu z godnością dla Was obojga, zakończyć związek.

Jeżeli wydaje Ci się, że powinnaś się przyznać, bo:

1. Ma prawo wiedzieć.
2. Czujesz się z tym fatalnie.
3. Powinien móc zdecydować, czy chce kontynuować związek.
4. Chcesz być uczciwa w związku.

DOROŚNIJ. Świat nie kręci się wokół Twojej potrzeby komfortu. Inni ludzie mają dokładnie tak samo złożone i wrażliwe życie emocjonalne jak Ty. Nie można dla swojej własnej wygody i spokoju burzyć komuś jego (w trudach zbudowanej!) równowagi.
Jeżeli kochasz tę osobę, zaciśnij zęby i niech Twój występek będzie dla Ciebie karą samą w sobie.
Jeżeli jej nie kochasz, to co w ogóle robisz w tym związku?
W każdym znanym mi przypadku zdrady, przyznanie się służyło wyłącznie do uspokojenia własnego sumienia i zepchnięcia odpowiedzialności za podjęcie decyzji "co dalej z nami?" na zdradzaną, i tak już pokrzywdzoną, osobę.
Gdy łamiesz komuś serce, warto zaoszczędzić sobie dodatkowego oplucia go i przygniecenia obcasem.

Jeżeli miałabym podsumować zdradę w 4 słowach: nie jest tego warta.

#pogięteserduszko
fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.