Być jak Jane!

12:15
Jest wtorek, 18.07.2017.
Przed momentem skończyłam Emmę. Leżałam jeszcze na kanapie, patrząc w sufit i trawiąc niektóre myśli, gdy spadło na mnie to uczucie.
Wyjątkowe i magiczne uczucie, jakiego mogą doświadczać tylko ludzie oczytani i głęboko zaznajomieni z danym autorem. Dostrzeżenia pisarza jako osoby. Osoby bliskiej, kochanej i otoczonej całą masą szacunku. Uczucie niemal przypominające tęsknotę.
Leżałam więc na kanapie i tęskniłam za czasami w których nigdy nie żyłam, ogrodami, po których nigdy nie chodziłam i za Jane Austen, moją najdroższą przyjaciółką, z którą nigdy nie mogłam zamienić słowa, a jednak, którą znam tak dobrze. Poczułam potrzebę poznania jej jeszcze lepiej. Odłożyłam książkę, sięgnęłam po komórkę i dowiedziałam się, że dokładnie tego dnia, kiedy ja przewracam się na kanapie z ciekawości, jaką osobą mogła być, przypadła dwusetna rocznica jej śmierci.

Ciarki!

A dziś, chciałabym ją Wam przedstawiać, lub co bardziej prawdopodobne, przypomnieć. Nie jako "wielką angielską pisarkę", którą niewątpliwie była, ale jako osobę, którą warto poznać.


O jej życiu niestety nie wiadomo za dużo. Prawie 60 lat po jej, boleśnie przedwczesnej, śmierci, został wydany A Memoir of Jane Austen, napisany przez jej bratanka Jamesa Austen-Leigh, zawierający skrót jej życia, złożony z relacji wielu członków jej rodziny, opisów miejsc w których mieszkała i kręgów w jakich się obracała. Podsumowując - nic co mogłoby współczesnego czytelnika zaciekawić. Nic co oddawałoby jej prawdziwy charakter, ambicje i nastroje. Jak to możliwe?!

Powody są cztery.

1. Wiktoriański styl
Ówczesne biografie nie przewidywały uwzględniania prywatnych i intymnych szczegółów życia opisywanej osoby.

2. Siostra Jane, Cassandra
Postanowiła ochronić jej honor przed jakąkolwiek skazą. W tym przypadku "skazą" miało być bezpośrednie i otwarte wyrażenie swoich myśli o świecie, sąsiadach i religii. Jane w ciągu życia napisała około 3000 listów, jej siostra spaliła 2/3 z nich.

3. Jamesa Austen-Leigh
Po spisaniu całości jej Memoir, poszedł w ślady swojej ciotki, spalił kolejną, dużą część pozostałych jej zapisów, W celu uniknięcia przejęcia ich przez dalszą rodzinę i zarabiania na jej historii.

4. Nikt z jej bliskich nie zdawał sobie do końca sprawy ze skali geniuszu Jane, a co za tym idzie, nie poczuwali się wobec świata, by zachować po niej, co tylko się da.

Domyślam się, że w obecnych czasach może nie mieścić się Wam w głowie jak można spalić dokumenty z całego życia by "ochronić honor", ale musicie pamiętać, że Jane nie żyła w czasach prania brudów na fejsie, pokazywania dupy na Instagramie i wrzucania snapów z wieczorów panieńskich, bynajmniej. Żyła w czasach, w których honor (opinia) bywały ważniejsze niż uroda i majątek. I chociaż jej Memoir obdarł ją z jakiegokolwiek charakteru, przedstawiając ją jako "spokojną, skupioną na rodzinie i piszącą wyłącznie w wolnych chwilach damę" (w co załączone przez niego samego notatki, każą wątpić), przysporzył jej też wiele uznania i powszechną rozpoznawalność jej nazwiska. Takie to były czasy.


kadr z filmu "Zakochana Jane"

Jak więc ją poznać? Oczywiście przez jej powieści.

Jeżeli jednak nie mieliście przyjemności się z nimi zapoznać, a mam nadzieję, że obejrzeliście film, który Wam proponowałam - "Zakochana Jane", lub, w oryginalne (bardziej do mnie przemawiającym) "Becoming Jane", spróbuję na tej podstawie nakreślić Wam zachęcający rys jej postaci. Jeżeli jednak go nie oglądaliście, zachęcam po raz wtóry, jednocześnie obiecując, że nie skrzywdzę nikogo większą ilością spoilerów, niż te które moglibyście sobie zafundować indywidualnie, wchodząc na Wikipedię. Jednak to właśnie na podstawie części filmu, chciałabym oprzeć dzisiejszą narrację, więc absolutnie się nie obrażę jeżeli odłożycie ten post "na później", by najpierw obejrzeć film.

Jane była częścią zacnej rodziny, z długimi tradycjami i powszechnym szacunkiem sąsiadów. Jednak pokolenie i gałąź w której przyszło się jej urodzić, popadła w ubóstwo. Oczywiście, wciąż byli bardzo bogaci, jak na dzisiejsze standardy, jednak jak na klasę w której przyszło im się obracać - dotkliwie biedni.
Bieda ta w dużej mierze przekreślała jej szansę na małżeństwo z miłości, na które zazwyczaj mogły sobie pozwolić tylko panny o pokaźnym posagu. Mówiąc "małżeństwo z miłości", mam na myśli "odpowiedniej miłości", czyli takiej która obraca się w tych samych, lub lepszych, kręgach i bezdyskusyjnie jest dobrą partią. Oczywiście, zasada ta, jak i prawie każda inna, dotyczyła wyłącznie kobiet, ponieważ mężczyźni mogli robić wówczas, w zależności od posiadanej niezależności (pieniędzy), prawie wszystko. Czego Jane nie omieszkała podkreślać w każdym ze swych dzieł. 
Brak pieniędzy nie pozwolił jej również nabyć wymarzonego wykształcenia, chociaż jak na pannę w jej sytuacji, nikt nie miał, co do jej wiedzy, większych oczekiwań. Wręcz przeciwnie.

Miłość. Ta część jej życiorysu z pewnością interesuje Was najbardziej. A prawda, chociaż mniej porywająca niż fikcja, jest, dla mnie, zdecydowanie piękniejsza i... smutniejsza.
Osoba Toma Lefroya rzeczywiście pojawiła się w życiu Jane i to całkiem wcześnie, ponieważ w 20 roku życia, który był ogólnie uznawany, za idealny czas na małżeństwo dla panny.
Lefroy, dokładnie jak w filmie, właśnie skończył studia prawnicze i przygotowywał się do podjęcia nauki na stanowisko adwokata, lecz nim to miało nastąpić, przyjechał do sąsiadów Austenów na krótkie wakacje związane z Bożym Narodzeniem.
Tom i Jane zostali zapoznani ze sobą na balu, o którym pisała później siostrze "I am almost afraid to tell you how my Irish friend and I behaved. Imagine to yourself everything most profligate and shocking in the way of dancing and sitting down together." ("Prawie boję Ci się przyznać, jak mój Irlandzki przyjaciel i ja zachowywaliśmy się. Wyobraź sobie wszystko co najbardziej rozpustne i szokujące, w sferze tańca i zasiadania w swoim towarzystwie"). Jeżeli nie czujcie chociaż odrobinki stopionego serca, na myśl o 20letniej Jane Austen, która z wypiekami na twarzy, pisze do siostry o sposobie siedzenia obok siebie, to nie możecie mieć serca w ogóle!
Chociaż w duchu oczekiwała i miała nadzieję na zaręczyny, wiedziała, że są ze wszech stron mało prawdopodobne, jako że oboje byli biedni, a on rzeczywiście był zależny od bogatego wuja. Żadnych wycieczek do Londynu oczywiście nie było, a gdy jego rodzina tylko dowiedziała się jaki kierunek obrały ich uczucia, odesłali go do innej części kraju. Chociaż Tom bywał jeszcze w jej okolicach parokrotnie, zawsze byli trzymani od siebie na dystans.
Nigdy więcej się już nie spotkali.
Jednak, poszperałam tu i ówdzie, i doszłam do informacji, która złamała i podbudowała mi serce jak żadna inna. Lefroy nie tylko dał swojej córce na imię Jane, jak ujawnił film, dał jej na imię Jane Christmas, co moje romantyczne serce od razu powiązało nie tylko z Austen, ale też z okolicznościami i czasem, w jakim się poznali.
Poza tym, Jane zerwała jedne zaręczyny (do których nawiązywał film) po... jednym dniu, a całą sytuację podsumowała w liście “nothing can be compared to the misery of being bound without love” ("nie ma prównywalnej tortury, do bycia w związku bez miłości"). Jakiś czas później, miała nadzieje rościć sobie pewne prawa do pana, który niestety zmarł, zanim zdążyli poczynić jakiekolwiek oficjalne kroki.
Ze znanych nam faktów, można więc zakładać, że Tom Lefroy był jej pierwszą i największą miłością. Umarła jako panna, gdy wszystkie jej bohaterki zdążyły przeżyć szczęśliwe, chodź często nieoczekiwane, zakończenia.

Często jej staropanienieństwu przypisuje się znaczenie skrajnego feminizmu i formalnego sprzeciwu przeciw normom w jakich żyła. Ja, z kolei, uważam, że była zbyt mądra i zbyt biedna, by móc zawrzeć jakiekolwiek satysfakcjonujące ją małżeństwo i to nie świadomy wybór postawił ją w tej sytuacji, a brak wyboru. Wywróciłam oczami na scenę, gdzie Hathaway wchodzi między mężczyzn i gra z nimi w baseball. Dzisiejsze kobiety próbują uczynić z Austen feministkę w zupełnie innym znaczeniu, niż to, które ona reprezentowała. Jej szacunek dla zasad, moralności i manier był fundamentalny. To prawda, widziała jego wady, prześmiewała jego hipokryzję, ale nie była wywrotową buntowniczką, która musi udowodnić, że jest warta tyle co mężczyzna. Jej walka była subtelna, jej orężem była ironia, nie ostentacyjność. Ja właśnie w tym dostrzegam wybitność jej feminizmu, przekazywanego delikatnie, prawie że podprogowo, działającego na sposób myślenia, nienastawionego na szokowanie. Jej bohaterki to często kobiety czynu, ale czynu w granicach ówczesnego dobrego smaku i wychowania, które torowały sobie drogę małymi kroczkami, zmieniały pozycję z pokolenia na pokolenie. Jej feminizm bardziej przypominał wodę, która rzeźbi kamienie, niż wiatr, który łamie drzewa. Odbieranie jej tego, próby przekształcania jej słów i czynów, na korzyść tego co w dzisiejszych czasach jest "słuszną" linią, jest haniebne.

Wiele celów jej podróży możemy odnaleźć na stronach jej książek. Dla ciekawskich zostawiam tutaj link do mapy miejsc, w których toczy się akcja danych powieści. Jane nigdy dużo nie podróżowała, jej rodzina, chociaż duża, mieszkała dość blisko siebie i utrzymywała bliskie stosunki raczej we własnym gronie. Wiele jej najukochańszych członków rodziny mogło odnaleźć swoje imiona wśród imion głównych bohaterów jej historii. Pisała o tym co znała, co było jej bliskie. Wszystkie jej powieści są osadzone w Wielkiej Brytanii, w znanych jej okolicach, na znanych jej imionach i nazwiskach. Można by pomyśleć, że osoba o tak wąskich horyzontach nie będzie w stanie napisać niczego interesującego. Nic podobnego! Chociaż większość czasu Jane spędzała wśród ludzi znanych jej na wylot, miała okno na świat, najszersze z wszystkich jakie były wówczas dostępne - książki. Kochała powieści, zacięcie uczyła się z książek, jakie bracia przywozili z Oxfordu, łaknęła wiedzy i przyswajała ją niezwykle skutecznie.
Bystrość, niesamowita umiejętność obserwacji i dedukcji są cechami, które przebijają się z każdej napisanej przez nią strony. Ktoś mógłby powiedzieć "zwykłe romansidła", a ja powiem "człowiek bez kubków smakowych, smaku nie poczuje". Jej przenikliwe opisy ludzkich przeżyć, ich logiki, słabostek, potknięć i dylematów wciągają i elektryzują jak najlepszy film akcji. Chociaż próżno tu szukać szokujących śmierci, szalonych pościgów i ogromnych tajemnic.
Powieści Jane to podróż w czasie. Podróże absolutnie niesamowite, odprężające, pouczające i zabawne. Do czasów bali, popołudniowych herbat, spacerów, przyzwoitek, sukien i galanterii. Pokojów, gdzie w ciszy robiło się robótki ręczne, słuchało tykania zegara, czytało książki. Obiadów zastawionych pysznym jedzeniem, w rozbawionym towarzystwie rodziny, sąsiadów i przyjaciół. Zalotów pełnych ceremonialności i wdzięku. Czasów, gdzie życie było rutynowe, spokojne, zrozumiałe i szczęśliwe. Skrajne różne od tego, jakie doświadczamy teraz, dlatego może wydać nam się nudne, ale moim zdaniem, to bardzo płytka i niesprawiedliwa ocena.
A jednak ludzie byli dokładnie tacy sami.

Ostatni rok swojego życia spędziła chorując, na chorobę wówczas nieznaną, która w stosunkowo krótkim czasie i bardzo młodym wieku - 41 lat, odebrała jej życie, a światu jej geniusz.
Ból, jaki zostawia mi w sercu myśl o tym, ile mogła napisać, a nie zdążyła, ile mogła dojrzeć, ile myśli jeszcze w sobie ukształtować i przekazać. Niepowetowana strata.
A dla mnie nigdy niemająca doczekać się ulgi, tęsknota.


Przepraszam, jeżeli mój obecny styl różni się odrobinę od normalnego, może kogoś nieco zrazi, lub wyda się nadęty, ale po trzech powieściach Jane Austen pod rząd - nie da się myśleć inaczej!


Jeżeli miałabym polecić jej powieści w subiektywnej kolejności:
1. Duma i uprzedzenie
2. Emma
3. Rozważna i romantyczna
4. Perswazje
5. Mansfield Park
6. Opactwo Northanger


Ciekawostka!

Z okazji dwusetnej rocznicy jej śmierci (w ten ekscytujący mnie dzień!), Bank Anglii wypuścił nowy banknot - 10 funtów, z podobizną Jane Austen i jej słynnym cytatem z Dumy i uprzedzenia "I declare after all there is no enjoyment like reading" ("Nie ma jak lektura, to moje święte przekonanie").

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.