Ślub I: Co się dzieje?

08:16
Zacznę od środka.

Siedzimy na kanapie u mojej przyszłej szwagierki. Emocje po ogłoszeniu "zaręczyn" (ale o tym cudzysłowie innym razem) już odrobinę opadły, każde z nas sączy swoją herbatkę.
- Zatrudniliśmy wedding plannerkę! - zagajam.
Szwagierka rzuca szybkie spojrzenie na Piotrka, potem zwraca się do mnie i ze szczerym zdziwieniem pyta
- Nie poradzisz sobie?

Pominę aspekt krzywiącej się we mnie feministki, gdy słyszę, że naturalnym jest oczekiwanie od kobiety, żeby to ona "sobie poradziła" z organizacją ślubu. Nie para. Nie narzeczony. Tylko ona. W końcu to jej fanaberia - ten cały ślub. Czego tu oczekiwać od mężczyzny?!
Ostatnio widziałam też jak jedna z vlogerek (którą nota bene bardzo lubię i cenię) zapowiedziała następny filmik "Czy warto angażować narzeczonego w przygotowania do ślubu?". Poważnie?

Czy sobie poradzę?
Zastanówmy się...

Jakie mam doświadczenie w organizowaniu dużych imprez, jak wychodzi mi operowanie bardzo dużym budżetem?
Jakie mam doświadczenie w sporządzaniu/sprawdzaniu umów cywilno-prawnych, jakie są moje umiejętności negocjacyjne?
A jakie mam znajomości w branży muzycznej, ilu znam fotografów, ile dekoratorek wnętrz, ilu kucharzy?
Ile ślubów organizowałam?

Nic. Nada. Żadnych. Nikt. Null. Zero absolutne.

Skąd w ogóle pomysł, że w wieku 23 lat można posiadać umiejętność organizacji wesela?
Największym przyjęciem, jakie do tej pory zorganizowałam była 50 osobowa impreza na działce w Bieszczadach. Gdzie przez "zorganizowałam" mam na myśli: stworzyłam event na fb, kazałam przynieść jedzenie, wódkę i baterie R14...


via GIPHY

W Polsce pokutuje przekonanie "nikt nie zrobi tego tak dobrze, jak ja" oraz "po co przepłacać, za coś, co mogę zrobić sam?". Myśli tak filolog, kładąc panele, księgowa, robiąc przyjecie na 20 osób, programista, naprawiając rower.
I nie mam tu na myśli ludzi realizujących w ten sposób swoje hobby, lub takich których nie stać na fachową pomoc.
Mówię o przeciętnym Kowalskim, który naprawia ten rower, na raty, od 2 miesięcy. I tej Kowalskiej, która może i jest wykończona, może i ma ochotę iść spać, a nie świętować, ale wszystko zrobiła sama!
Często się z tego śmiejemy w kontekście naszych rodziców i obiecujemy sobie, że nigdy tacy nie będziemy.

A jednak!

Pomimo wszystkiego, co napisałam powyżej, jak typowa przedstawicielka gatunku NUSWR (Nie Umiem Stosować Własnych Rad) postanowiłam zabrać się za wszystko sama.

Miałam ogólny plan działania: najpierw miejsce, potem zespół, fotograf i kamerzysta, następnie suknia... i właściwie po krzyku.
Po spędzeniu około 2 tygodni w sieci - na podstawowym rozeznaniu się w temacie, kilku spotkaniach i wieeelu mailach (w przeróżnych sprawach związanych ze ślubem) zrozumiałam, że potrzebujemy pomocy.

Powody były trzy:

1. Zdecydowaliśmy się opłacić ślub i wesele w 100% sami.
Oczywistym, dla nas obojga, było, że gdy rodzice dokładają się, a tym bardziej płacą za cały ślub - trzeba im ustępować. A to jednak zaprosić tę ciotkę, którą ostatnio widziałaś... mając 13 lat i pachniała starymi ludźmi. A to może nie tak drogi lokal, bo głupio naciągać. A to może zamiast zupy krabowej rosołek, bo tak tradycyjnie, a nie hamerykańsko. I tak dalej. Na to zgodzić się nie mogliśmy, a przede wszystkim - nie chcieliśmy.

2. Rodzice nie będą nad nami stali i wszystkiego nadzorowali.
Chociaż fakt płacenia za rzeczy z własnej kieszeni, zawsze wymusza dodatkową refleksję, tak nie ma ilości refleksji, która uchroni Cię przed czyimś doświadczeniem i złą wolą. Warszawa jest najdroższym miejscem w Polsce i w związku z tym można wyróżnić tu dwa typy ludzi: którzy mają dużo pieniędzy i jest im wszystko jedno oraz tych, którzy aspirują do tych pierwszych - przez umiejętne wykorzystywanie ich obojętności. My nie należymy do żadnej z tych grup, ale gdy zaczynamy jakiekolwiek interesy, biorą nas za tych bogatych i podatnych na różne luki i kruczki. Nas... dwójkę dzieci we mgle.

3. Brak pewności czy miesiące przed ślubem spędzimy w Polsce.
Plany zawodowe Piotrka zmieniają się z prędkością internetu, dlatego musieliśmy wciąć pod uwagę możliwość, że będziemy nadzorować całe przygotowania z odległości tysięcy kilometrów.

No dobrze. A więc konsultantka ślubna/wedding planner/łeding planerka.

Co właściwie robi? Ile to kosztuje? Czy się opłaca? Czy ma się przy niej coś do gadania? I przede wszystkim - jak ją znaleźć?

Jeżeli macie ochotę na więcej tekstów z tego cyklu, możecie przeczytać je tutaj:

Natomiast teksty z tematyki około-ślubnej, możecie znaleźć na blogu w zakładce:

fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.