Co ma na myśli, gdy mówi "o nic"?

- Co się stało?
- NIC.
- Jesteś pewna?
- TAK.
- Daj spokój, przecież widzę, że o coś Ci chodzi.
- O NIC MI NIE CHODZI.

Takie rozmowy nie są Ci obce, prawda? Krążą o tym żarty, powstają memy, "o nic" urosło do rangi klasyki i jednego z najpopularniejszych stereotypu na temat kobiet.
Chociaż prawdą jest, że kobiety częściej artykułują "o nic", mężczyźni używają swojego "męskiego odpowiednika" - milczenia, wyrażanego również milczącą irytacją.

Ten post nie powstaje w celu krytykowania osób które to robią - kto nigdy nie odpowiedział "o nic", niech pierwszy rzuci kamieniem. I jego puentą nie będzie - "ogarnijcie się i powiedzcie o co chodzi". Bynajmniej!
Przychodzę dziś do Was z czymś o wiele, wiele lepszym - odpowiedzią na odwieczną zagadkę.

Co kryje się pod "o nic"?! #top10


1. Brak umiejętności nazwania przyczyn.

Wracałeś z pracy dłuższą trasą, żeby trochę odpocząć w samochodzie po okropnym dniu. I wtedy go zobaczyłeś. Wyglądał zupełnie jak Irek - Twój ukochany pies z dzieciństwa. Umierał na poboczu. Zanim szok, uczucie straty i tęsknota ustąpiły, by dać miejsce rozsądkowej decyzji by się zatrzymać, byłeś już 5 km dalej, a korek w 2 stronę uniemożliwiał powrót.
Zatrzymałeś się przed domem oparłeś głowę o kierownicę i zapłakałeś za wszystkim co straciłeś od czasu kiedy Irek odszedł. (...)
Twoja dziewczyna przysiada się do Ciebie na kanapie i kładzie głowę na Twoim ramieniu.
- Przecież widzę, że jesteś smutny, po prostu powiedz mi co się stało.
- Nic się nie stało.
- Nigdy mnie do siebie nie dopuszczasz. Dlaczego nie możesz mi powiedzieć o co chodzi?
- ...
... Cisza. Czasami naprawdę się nie wie, nie umie określić, nie umie nazwać. Po prostu się czuje. Chciałbyś się otworzyć, chciałbyś jej coś powiedzieć, ale naprawdę nie wiesz co. Co to za uczucia? Czy to złość, żal, strach? Nie wiesz.

Alternatywa: Gdy nie wiesz, jedyne co możesz zrobić, to spróbować się dowiedzieć. A jak się dowiedzieć? O tym napiszę na końcu.


2. Niechęć przyznania się do pewnych uczuć.

Dostajesz białej gorączki, gdy ona znowu idzie na siłownię, a Ty wiesz, że jej trener personalny na nią leci. Wprawdzie nie masz żadnych dowodów i obiektywnie nic na to nie wskazuje, ale jak można na nią nie lecieć?! Gejem nie jest, więc lecieć musi. I kropka. Wraca szczęśliwa, spocona i zadowolona, sportowy stanik ściska jej biust, a Ty masz ochotę zrobić dziurę w ścianie.
- Co jest, kochanie? Coś nie tak w pracy?
- Nie.
- To o co chodzi?
- O nic.
No bo jak przyznasz, że jesteś zadrosny? Ty - przystojny i pewny siebie, dobra praca, fajne auto. Jak facet jak Ty mógłby być zazdrosny o jakiegoś "przegrywa" z siłowni? Rozsądek swoje, uczucia swoje.

Alternatywa: W zdecydowanej mierze nie panujemy nad tym jak się czujemy - możemy jednak panować nad swoimi reakcjami. Bez rozmowy nie ma relacji, a bez przełknięcia niechęci - nie ma rozmowy.


3. Strach przed niezrozumieniem.

Twoja matka znowu się upiła. Znowu będziesz musiała z nią zostać i pilnować żeby nie zrobiła sobie krzywdy, znowu będziesz musiała robić jej wodę z cytryną, na zmęczony wymiotami żołądek, znowu będziesz musiała poświęcić swoje własne życie by trzymać w kupie jej.
- To jak, idziemy na tą imprezę?
- Nie, nie mogę.
- Co? Dlaczego?
- No tak wyszło, muszę zostać w domu.
- Poważnie? Szykowałyśmy się ostatnie 2 dni!! O co chodzi?
- O nic. Nie mogę i już.
Kochasz swoją mamę, rozumiesz standardy alkoholizmu i to, jak ciężką jest chorobą. Ale jak miałby zrozumieć to ktoś z boku? Jak mogłabyś dopuścić żeby ktoś patrzył na nią jak na żula spod bloku? Przecież jest piękna i mądra, wszystkie Twoje koleżanki ją uwielbiają, nie możesz tego zniszczyć. One, ze szczęśliwych rodzin, nigdy by nie zrozumiały.

Alternatywa: Nie każdego rodzice są alkoholikami, ale gwarantuję, prawie każdy ma rodzinne problemy. Poważne problemy na różnych polach. Twoi przyjaciele najprawdopodobniej przeżyli o wiele więcej niż mogłabyś podejrzewać... Jeżeli masz w życiu ludzi którym ufasz - daj im szansę. Może nie zrozumieją Cię w 100% jeżeli nie przeżyli identycznej sytuacji, ale czy naprawdę potrzebujesz 100% zgodności, czy po prostu wsparcia i odrobiny empatii?


4. Lęk przed konfrontacją.

Niby nic się nie zmieniło, ale jakoś wszystko jest inaczej. Jego oddech pachnie rano jakoś gorzej, żarty przestały śmieszyć, a zaczęły irytować, jakoś nudniej jest siedzieć tylko we dwójkę. Tygodnie mijają i straszna prawda zaczyna się ukazywać jak na dłoni - to już nie to.
- Coś ostatnio jakaś dziwna jesteś.
- Ja? Nie. Dlaczego?
- Nie wiem, Ty mi powiedz, o co chodzi ostatnio?
- O nic.
Jak złamać serce komuś, kogo się tak długo kochało? Jak patrzeć na cudze cierpienie. Na dodatek kiedy tak łatwo tego uniknąć... i siedzieć cichutko.

Alternatywa: Just do it. Jak z odrywaniem plastra - można sobie powoli zdzierać naskórek, odrywać każdy włosek osobno i przeciągać uczucie dyskomfortu w nieskończoność. Pytanie brzmi - po co?


5. "Domyśl się."

Znowu rozrzucił te śmierdzące skarpetki, chociaż dobrze wie, że bolą Cię plecy od schylania. Ile razy można prosić? Ile?!
- Co to za mina? O co chodzi?
- O nic.
Przysięgasz sobie w duchu, że jeżeli sam się nie domyśli i znowu będziesz musiała mu zrobić (tysięczny raz!!) awanturę o tak banalną rzecz jak skarpetki, to się wyprowadzisz.

Alternatywa: Chociaż jesteś wściekła i masz poczucie, że wyjaśnianie kolejny raz tej samej kwestii wszystko pogorszy - nie musi to być prawdą. Czas który spędzisz na obrażaniu się, wściekłym milczeniu, powtarzaniu "o nic" i nakręcaniu się, patrząc jak on naprawdę nie wie o co chodzi, prawdopodobnie wyrządzi jeszcze większe szkody. Po prostu powiedz o co Ci chodzi, zrób awanturę, włóż mu tą skarpetkę do gardła, ale nie mów "domyśl się"...




6. Wstyd przed bezzasadnością swoich uczuć.

Od miesiąca nie wiedział się z kolegami, w końcu udało Ci się go namówić, by zrezygnował dziś z nadgodzin i zamiast iść z Tobą do kina, zadbał o kolegów. Troszkę się opierał, ale jesteś dobrą dziewczyną i w końcu wypchnęłaś go z domu.
Mija godzina, zrobiłaś już sobie paznokcie, nałożyłaś odżywkę, chciałabyś się zrelaksować w tym czasie dla siebie, ale jednak coś Cię nosi, coś gryzie. Włączasz fejsa i patrzysz na ich zdjęcie z pubu. Dobrze się bawi - tego właśnie chciałaś, prawda? Jakoś nie możesz znaleźć sobie miejsca. SMS.
- Hej, skarbie, jak w domu?
- Dobrze.
- Co robisz?
- Nic.
- Wszystko ok?
- Tak.
I dociera do Ciebie, że w sumie jesteś zła, że wyszedł z tymi kolegami. Ale dlaczego? Skoro sama mu to zaproponowałaś! O co Ci chodzi, dziewczyno?!
- Wróciłem!
- Hej.
- Co się dzieje, o co chodzi?
- O nic.
Jak miałabyś mu to wytłumaczyć? Kiedy nawet samej przed sobą jest Ci głupio i tego nie rozumiesz. Padasz wycieńczona na kanapę i zastanawiasz się czy kiedykolwiek wyrośniesz z bycia sobą.

Alternatywa: Takie i inne tego rodzaju sytuacje zdarzają się każdemu. Twojej mamie, siostrze, kumplowi, panu z Ubera, wspólnikowi. Każdy ma chwile w których wie, że nie powinien czuć tego co czuje, ale czuje to mocno. Niczym nie uzasadnione, niepotrzebne i psujące atmosferę uczucia potrafią ciągnąć nas w dół jak kamień u szyi. Nie wiń siebie za rzeczy na które nie masz wpływu i chociaż jest Ci głupio jak chora powiedz "Wiem, że to głupie i bezzasadne, ale czuję, że...". W 8 przypadkach na 10, sama rozmowa o tym sprawi, że te negatywne emocje odejdą.


7. Brak chęci do rozmowy akurat z Tobą.

Takiej sytuacji chyba nie muszę już wizualizować. Takt w kontaktach międzyludzkich jest bezcenną umiejętnością. Dopytanie kogoś z kim nie jest się (i raczej nie planuje być) blisko, jest oznaką wścibstwa.

Alternatywa: Po prostu tego nie rób.


8. Brak gotowości na rozmowę.

Stało się - wyleciałeś ze studiów na przedostatnim semestrze. Może i mógłbyś zapłacić, zapłakać i coś wybłagać, ale prawdę mówiąc, masz już te studia głęboko w dupie. Wspomnienie ponad dwóch lat, straconych na uczeniu się technologii nieaktualnych od 10 lat wciąż przyprawia o zgrzyt zębów, a pracę też już masz, więc właściwie o co chodzi?

- Hej synku!
- No cześć.
- Co taki markotny?
- Nie jestem markotny, mamo…
- No o co chodzi?
- O nic.
O to właśnie chodzi. Jak powiedzieć rodzicom? Jak ubrać to w słowa które nie sprawią, że dostaną zawału, a w razie przeżycia, wydziedziczą? Kiedy sam sobie jeszcze wszystkiego nie poukładałeś w głowie.

Alternatywa: Powiedz wprost, że nie jesteś gotowy by jeszcze na dany temat rozmawiać. Zaznacz, że nie chodzi o nic poważnego i chętnie o tym porozmawiasz, ale może w innym terminie. Masz prawo by mówić o rzeczach w czasie który Ty uważasz za odpowiedni. Bo w końcu powiedzieć trzeba… Prawda?


9. Niechęć do obciążania drugiej osoby swoimi problemami.

Właśnie rzuciła Cię narzeczona, kot ma biegunkę, szef oznajmił, że nie jest pewny, czy będzie miał dla Ciebie na następną wypłatę, więc może poszukaj sobie jakiegoś zlecenia na boku. A! I ukradli Ci rower. Twój tydzień przypomina mini-armagedon i poważnie rozważasz, czy nie pójść do Kościoła się pomodlić, pierwszy raz od 9 lat, bo Bóg chyba prawdę zaczął Cię nienawidzić.
- Stary, co z Tobą?
- A, nic, życie.
- Życie czyli co?
- Nic gorszego niż u innych.
- No ok... Ale co się dzieje u Ciebie? O co chodzi?
- O nic.
- No ok. Jakby coś się działo, dasz znać?
- Tak, stary, dzięki.
Ale wiesz, że tego nie zrobisz. Przecież wszyscy mają w życiu ciężko, nie tylko Ty. I pewnie ta druga osoba i tak chciała być tylko miła, a nie tak naprawdę słuchać o problemach.

Alternatywa: Jeżeli masz do czynienia z kimś kogo lubisz i komu ufasz, a oni pytają co się dzieje - to znaczy, że chcą wiedzieć co się dzieje. Więc po prostu im powiedz. Rozmowa o poważnych rzeczach jest podstawą budowania głębokich relacji. Masz prawo zdecydować, że nie chcesz "męczyć" innych swoimi problemami, ale może się to okazać bardzo samotną drogą.


10. Chęć zwrócenia na siebie uwagi.

- Co się stało?
- Nic się nie stało.
- Miałaś dobry humor jeszcze kilka godzin temu.
- Może.
- To o co chodzi.
- O nic.
I tak też jest.

Alternatywa: Nie wchodź w relacje w których musisz być nieszczęśliwa żeby druga strona zwróciła na Ciebie uwagę. A jeszcze zwraca, a Ty wciąż to robisz: ogarnij się. Nie ma osoby która uznaje ten typ osobowości za atrakcyjny. Po prostu nie. Nie.


Pewnie myśleliście, że będzie zabawnie, a tu taka psychologiczna karuzela!
Chociaż mówienie "o nic" zazwyczaj kojarzy się z niedojrzałością lub nieuprzejmością, to często stoi za tym o wiele więcej niż zwykłe zniecierpliwienie czy żądza uwagi.

Każdą opcję opatrzyłam poglądową sytuacją (chociaż mogą być zupełnie inne!), bo bywa ciężko sobie wyobrazić, dlaczego ktoś nie może po prostu powiedzieć o co mu chodzi.
Jak widzicie, powodów jest przynajmniej 10!

Dlaczego jednak tak jest?

Kobiety z natury, ale przede wszystkim poprzez pierwotną i wtórną socjalizację, są o wiele bardziej utalentowane, lub, jak kto woli, wyuczone do rozpoznawania, analizowania i określania swoich uczuć oraz emocji.
Jesteśmy dłużej i częściej przytulane, częściej mówi się nam, że się nas kocha. Jako starsze spędzamy dużo czasu na rozmowach z koleżankami (a jeżeli nam się poszczęści - rodzicami również) o tym jacy chłopcy zawrócili nam w głowie. Czytamy książki oparte na relacjach bohaterów, wczuwamy się w nie i częściowo współprzeżywamy, nawet te uczucia których nie doświadczamy w realnym życiu - jasno nazwane i pięknie opisane.

Mężczyźni nie mają tak łatwo. Chłopców wychowuje się na mężczyzn, takich przez duże "M" a nie "pizdy". Chłopaki nie płaczą, chłopaki nie mówią o swoich uczuciach. Chłopaków klepie się po ramieniu i stawia na nogach, gdy rozbiją kolano - nie chucha i nie dmucha, nie całuje, nie przytula. Muszą być męscy i radzić sobie sami. Pytania o dziewczyny zadaje się w kontekście podbojów i seksu, nie onieśmielenia, motylków w brzuchu i lęku przed odrzuceniem.
Zdecydowana większość mężczyzn jakich znam, nie umie określić swoich emocji - odróżnić bezsilności od gniewu, irytacji od kompromitacji. Ani uczuć - litości od lojalności, na przykład. Nikt ich tego nie nauczył. A jeżeli już coś rozpoznają - ciężko im o nich mówić.


Niezależnie od tego czy jesteś mistrzem autoanalizy pod tym kątem, czy dopiero raczkujesz - masz prawo nie wiedzieć jak się czujesz. Masz prawo nie umieć tego określić. Masz prawo nie umieć sobie z tym poradzić. Dobrze jest jednak pracować nad sobą i wiedzieć jak olbrzymie korzyści niesie ze sobą inteligencja emocjonalna. Dla Twojego otoczenia, ale, przede wszystkim - dla Ciebie.


Mam nadzieję, że ten post zainspiruje Was do spojrzenia na Waszych "o nic" rozmówców, z odrobinę większą uwagą i wyrozumiałością.

fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.