Niezręczności zaręczyn

12:43
Masz 13 lat, ten chłopak z 3c naprawdę zawrócił Ci w głowie. Nie dość, że jego włosy są ułożone lepiej niż Twoje... kiedykolwiek, to jeszcze te jego zielone oczy, te jego ubrania, ten jego głos! I chociaż powiedział Ci 2 razy w życiu "elo" na korytarzu, to Ty już wiesz, Ty już widzisz - ten dom, tego buldożka francuskiego, to drzewo, tę suknię.
I TEN MOMENT. Kiedy zabiera Cię na plażę w jakimś egzotycznym kraju, potem wsiadacie na konie i cwałujecie w stronę zachodzącego słońca. Twoje włosy są rozwiane, on nie może oderwać od Ciebie wzroku. Zsiadacie z koni i jecie kolację na plaży - szampan, kwiaty i truskawki. Nagle podchodzi do Was cała orkiestra symfoniczna i grają najromantyczniejszą muzykę na świecie kiedy on klęka, wyciąga ten 10 karatowy pierścionek, wygłasza przemowę na 10 minut o tym jakim cudem jesteś i swojej dozgonnej miłości. Ty oczywiście mówisz "tak!" i całujecie się - wiadomo, bez języczka, bo od tego zachodzi się w ciążę.

Masz 23 lata, właśnie wprowadziliście się do nowego (wynajmowanego) mieszkania. Chciałabyś zapalić blanta i pooglądać h3h3production, ale musisz rozpakować te pudła. Twój ukochany właśnie zwrócił uwagę, że Wasz kundelek pogryzł Ci te jedyne sandałki od Jimmy Choo, które szły do Ciebie z amerykańskiego ebay'a przez ostatni miesiąc. Siadasz na podłodze, bierzesz butelkę wody i zastanawiasz się skąd wziąć motywację do życia. Twój chłopak siada obok Ciebie, odgarnia Ci z twarzy przepoconą grzywkę - Pięknie wyglądasz. - Wyglądam jak gówno, ale dziękuję za próbę.
- Nie, wyglądasz pięknie. Wyglądasz pięknie, gdy jesteś chora i płaczesz na podłodze w łazience żebym Cię dobił. Wyglądasz pięknie gdy wstajesz rano i, gdy zasypiasz wieczorem. Gdy gotujesz, pracujesz, biegasz i bawisz się z naszym psem. Jednak o wiele bardziej niż to jak piękna jesteś, porusza mnie, że w każdej minucie dnia, wyglądasz jak moja przyszła żona. I byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie, gdybyś zgodziła się nią zostać. W tle gra kłótnia sąsiadek za oknem, on wyciąga ten 0,25 karatowy pierścionek, Ty oczywiście mówisz "tak!" i uprawiacie seks - wiadomo, z prezerwatywą, bo bez tego zachodzi się w ciążę.


Wbrew pozorom nie mam dziś w planach pisać o tym która wersja jest lepsza - bo o tym decydować powinien wyłącznie gust przyszłej narzeczonej.
Niezależnie do tego, czy Wasze zaręczyny były/będą przejściem do innego wymiaru złożonego z płatków róż, Moneta i karatów, czy intymnym momentem w domowym zaciszu - chwila jest przełomowa.

Tak, dziś o zaręczynach.


Sponsalia. Zmówiny. Zrękowiny. Zaręczyny.


Przez setki lat zaręczyny radykalnie zmieniały swój kształt.

W starożytnym Rzymie sponsalia miały charakter formalny, a ich zerwanie łączyło się z karą pieniężną. Później karę zastąpiło odszkodowanie, a ostatecznie zadatek arra sponsalicia, który to opłacał narzeczony. Ciekawym aspektem był fakt, że zerwanie zaręczyn przez narzeczonego skutkowało zatrzymaniem zadatku przez narzeczoną, jednak, gdy to narzeczona zrywała zaręczyny - musiała zapłacić narzeczonemu jego podwójną wartość.

W Biblii możemy znaleźć opis tradycji żydowskich. Aras również miała charakter formalny, w czasie uroczystości narzeczony omawiał z rodzicami wybranki mohar - sumę, która była płacona w przypadku dojścia małżeństwa do skutku. Całość ustaleń była spisywana w specjalnym dokumencie, który narzeczeni podpisywali podczas pełni księżyca - na szczęście. Zaręczyny traktowane były tak poważnie, że mężczyznom w tym okresie przysługiwało zwolenienie z obowiązku uczestniczenia w wojnie!

Na terenie obecnej Europy zaręczyny i ślub z czasem zaczęły się spajać w jedno, a seks... czynił zaręczyny wiążącym małżeństwem. Taki układ nie podobał się Kościołowi Katolickiemu i w trakcie Soboru Trydenckiego uporał się z tym płynnym rozróżnieniem pojęć, nakazując śluby spisywać na papierze, przy kapłanie i 2 świadkach, a zaręczyny musiały być jawne i zrywane wyłącznie z "słusznych" przyczyn. Model ten musiał się sprawdzić, skoro funkcjonuje już 500 lat!

Ale dość o świecie, pomówmy o Polsce!

Najstarszym polskim obyczajem tego typu były zmówiny. Była to umowa, przy której niebagatelną rolę ogrywał dziewosłęb. Jego zadaniem było występowanie w imieniu potencjalnego narzeczonego - prosił rodziców o rękę ukochanej, a także prowadził pertraktacje w sprawie wiana i posagu. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, przyszli narzeczeni wymieniali się wieńcami z kwiatów i paproci - i właśnie ten gest oficjalnie potwierdzał ich status narzeczeństwa.

W późnym średniowieczu (przy wciąż rosnącym wpływie Kościoła) rozdział między ślubem a zaręczynami umacniał się, a swatowie stali się właściwie profesją. Szczególnie widoczna była ich rola wśród rodzin zamożnych, gdzie swatki towarzyszyły małym damom prawie od urodzin.

Natomiast już w XIX w. rola swatów zaczęła się umniejszać, a kawalerowie starali się o dobre partie na własną rękę. Wtedy też wykiełkował zwyczaj by absztyfikant udał się do domu swojej wybranki by poprosić ojca o jej rękę. Zaręczyny organizowało się jako przyjęcie dla przyjaciół i rodziny, podczas którego narzeczonej wręczany był pierścionek. Cały okres narzeczeństwa pożytkowany był na szyciu obrusów, sukienek, prześcieradeł, ze strony narzeczonej, a przygotowywaniem wspólnego domu przez narzeczonego.

PRL również nie zapomniał o zaręczynach - dekret o prawie małżeńskim z 25.09.1945 stanowił: "...kto bez słusznych powodów odstępuje od zaręczyn albo daje drugiemu słuszny powód do odstąpienia, odpowiada wobec niego, jego rodziców lub osób działających zamiast rodziców za poniesione przez nich straty spowodowane uzasadnionymi przygotowaniami do zawarcia małżeństwa."
Był to zapis mający niejako chronić rodziców przyszłej panny młodej, po której stronie (zgodnie z tradycją) leżał obowiązek zorganizowania wesela.


Jak wygląda to współcześnie?


Przede wszystkim - hura! - kobiety wszystkich stanów, mogą sobie same wybierać mężów. Nie to żeby z tego powodu wszystkie zrezygnowały z wychodzenia za mąż dla pieniędzy - ale przynajmniej teraz robią to z wybranymi przez siebie mężczyznami.
Swatki i swatowie zamienili się w kolegów, koleżanki i Tindera.
A same zaręczyny?

Myślę, że można wymienić 4 modele:

1. Zaręczyny we dwoje, o których mówi się rodzicom tuż/już po fakcie.
2. Zaręczyny w rodzinnym gronie.
3. Zaręczyny we dwoje, przed/po których, prosi się rodziców wybranki o rękę.
4. Zaręczyny we dwoje i $%!@ rodzinę.

Różnice nieznaczne, a jednak łatwo śmiertelnie kogoś urazić. Narzeczoną - bo (nie) sami! Teściów - bo nie zapytał! Rodzinę - bo nie zaangażował!

Jeżeli macie dobry kontakt z jej rodzicami, warto dowiedzieć się czego oni oczekują. To ważny moment także dla nich i byłoby głupio sprawić im przykrość, gdy drobny gest by wystarczył.
Jeżeli macie do czynienia z typem "nie powiemy czego oczekujemy, ale oczekujemy tego bardzo" - to ich strata.

Uniwersalnego przepisu na sukces nie ma, ale jedna prosta zasad może pomóc:
Zanim zaczniesz myśleć jak zadowolić wujków, matkę, braci, pomyśl o tym czego chciałaby Twoja dziewczyna.

Wypytaj ją, mniej lub bardziej subtelnie, o to jak ona sobie to wyobraża. Czy oczekuje setki róż, czy lotu balonem, czy własnej kanapy i dresów? Czy chciałaby zaangażować w to rodzinę i przyjaciół? Jak wyobraża sobie swój pierścionek?*
Jeżeli chcesz żeby oświadczyny były absolutną niespodzianką, zawsze możesz wysłać na tę misję wywiadowczą jej siostrę lub przyjaciółkę, aczkolwiek szansa, że nie skończy się to "OOO MÓÓÓJ BOŻEEEE, ON CHCE CI SIĘ OŚWIADCZYYYĆ" jest umiarkowana. Zalecam poleganie na sobie.

*bądźcie czujni, post o pierścionkach z pewnością się pojawi!

Zdania są podzielone, ale ja zawsze postrzegałam zaręczyny jako "mini-ślub". Bo to w tym momencie wyraża się decyzję, którą ślub tylko potwierdza, to w tym momencie oficjalnie dajesz swojej ukochanej osobie deklarację, że chcesz z nią spędzić życie. Późniejsza uroczystość w kościele, czy urzędzie, jest tylko oficjalnym potwierdzeniem, tego co było już dawno ustalone. Także fajnie żeby ten moment był wyjątkowy - w prywatnym samolocie, lub we własnych 4 ścianach.


Jak to rozegrał Pio?


Moja mama zawsze powtarzała, że nie wyobraża sobie, żeby mój przyszły mąż nie poprosił ich o moją rękę - więc wybór pakietu był prost. 3!
Moi rodzice brali ślub gdy miałam 6 lat, więc chociaż moja mama była już starą dupą (i to po rozwodzie!), tata nie miał wątpliwości, że trzeba kupić kwiatki i prosić moich dziadków o jej rękę. Ani w ich, ani naszym przypadku, nie chodziło o dosłowne pozwolenie.
W dniu ślubu będę starsza niż wiek obojga moich rodziców, w dniu ich pierwszych ślubów (pisząc to stwierdziłam, że powinnam mieć jakąś refleksję na temat czekania z ślubem do 30, ale naprawdę - nie mam!), więc tylko spróbowaliby się wymądrzać!
A poważnie, kocham i szanuję moich rodziców, opiekowali się mną przez 19 lat mieszkania z nimi i wciąż są dla mnie ogromnym wparciem. To oni, w dużej mierze, sprawili, że jestem sobą, kobietą którą Piotrek chcę pojąć za żonę - i chociażby dlatego należy im się szczypta blichtru wydarzenia.
I chyba najważniejsze w tym jest to, że nawet gdyby moi rodzice skrajnie nie lubili mojego wybranka, ale wiedzieliby, że mnie szanuje i traktuje dobrze - nigdy nie powiedzieliby "nie", lub czegokolwiek co mogłoby zranić moje lub jego uczucia.

Widziałam ogromne awantury w internecie (w tym u siebie na fb) na temat proszenia rodziców o rękę narzeczonej. I gdyby to było dosłownie tym na co brzmi - proszeniem o zgodę, a w przypadku jej braku, rozstaniem się - byłabym równie oburzona. Ale nie znam przypadku w którym nie chodziłoby tylko o wyraz szacunku dla nich, i odrobinę dla (niech będzie, patriarchalnej) tradycji. W taki sam sposób w jaki nie będę czuła, że tata dosłownie oddaje mnie Piotrkowi, gdy będzie prowadził mnie do ślubu, bo znowu - to tylko miły, tradycyjny gest.

Przechodząc jednak do samej historii - Wielkanoc '17 spędziliśmy u moich rodziców. To były jedne z moich ulubionych świąt w życiu. Całe spędziliśmy na mojej ukochanej działce w Zagórzu, pogoda nie była idealna, ale to tylko sprzyjało ogniu w kominku i spędzaniu czasu razem. Bardzo dawno nie czułam się tak bardzo w domu jak wtedy.
Jeszcze przed wyjazdem w Bieszczady, Piotrek kupił 3l Jack Daniel's dla taty i (w jedynej otwartej, w Wielkanocny Poniedziałek kwiaciarni) zamówił bukiet kwiatów dla mamy. Wszystko złożyło się tak pięknie, że Wielkanoc w tym roku wypadała w moje imieniny.
Całe święta minęły w cudownej, rodzinnej atmosferze, graniu w gry, żartowaniu i siedzeniu na ganku. Przyszedł poniedziałek/moje imieniny. Ja denerwowałam się okrutnie i nie mogłam wybaczyć Piotrkowi jego opanowania!
Wyszedł nad ranem żeby pojechać po bukiet, ja chodziłam z kąta w kąt jak mały kłębek nerwów i zastanawiałam się gdzie ustawić komórkę żeby wszystko się dobrze nagrało (musiałam to uwiecznić!).
W końcu wchodzi on, cały na biało. Z pięknym monologiem (który też słyszałam wtedy po raz pierwszy) o tym, że jestem miłością jego życia i zrobi wszystko żeby o mnie dbać i mnie uszczęśliwiać. Mojej mamie daje kwiaty, tacie whisky. Mama płacze, ja płaczę. Tata i Piotrek ściskają sobie ręce.
Wzruszam się na samo wspomnienie! Cudowna chwila. Nie mogłabym wymarzyć sobie tego lepiej!!!


PS
Chcecie wiedzieć co odpowiedziała mu moja mama na zasadnicze pytanie?
- Czy mogę prosić o rękę państwa córki?
- Piotrek, powiem Ci tak... wszystko sobie już z niej wziąłeś, więc tą rękę możesz sobie w dupę wsadzić!


Pio poszedł w klasykę - 3l whisky i 3kg kwiatów.
fot. e-klerki

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.