Ten tekst nie ma być odczytywany jako merytoryczna analiza ADHD lub jakichkolwiek zaburzeń.
Nie ma być też traktowany jak przewodnik po autodiagnozie.
Pod żadnym względem nie jestem ekspertką w dziedzinie.


Piszę go, bo tego potrzebuję i jest on swego rodzaju zbiorczą odpowiedzią na ogrom wiadomości, jakie w ostatnim czasie dostałam.
Jednak bez zbędnych wstępów...
 
ADHD (ang. attention-deficit hyperactivity disorder) – zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Jest to zespół neurorozwojowych zaburzeń psychicznych objawiający się znacznymi problemami z funkcjami wykonawczymi (np. kontrolą uwagi i kontrolą hamującą), powodujący niewspółmierne do wieku dotkniętej nim osoby deficyty uwagi, hiperaktywność, nadpobudliwość ruchową lub impulsywność.

To, co dziś napiszę, jest dla mnie trudne, wynika z olbrzymich nakładów pracy nad sobą i lat terapii, pragnę więc, by było wiążące w interakcjach ze mną.
Jednocześnie absolutnie nie sugeruję, że jest to jedyna słuszna droga, adekwatna dla każdej osoby w podobnej sytuacji. Z pewnością nie jest.

Odkąd zaczęłam pisać o gwałcie, jak sobie z nim radzę, jak głęboko złamało mnie to, kto mi to zrobił, w jakich okolicznościach, z jakimi konsekwencjami się to dla mnie wiązało, większość moich czytelników weszła w tryb słusznego i kojącego moją duszę oburzenia. Zarówno na samą sytuację, jak i mojego oprawcę. 
Ja natomiast wielokrotnie powtarzałam, że moim celem, jest mu wybaczyć.
Nie po to, żeby mieć z nim relację, a właśnie po to, żeby przestać ją mieć. Ból, złość, cierpienie, nienawiść, każde z tych uczuć i emocji wiąże nas z ludźmi równie mocno, jak ich pozytywne odpowiedniki.
Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, tylko obojętność. 
Tę właśnie obojętność chciałabym osiągnąć. I wierzę, że droga do niej wiedzie przez wybaczenie.

Jest to natomiast teza, z którą wiele z Was, łącznie z moją matką, się nie zgadza.

Nie będzie hiperbolą, że to, o czym będę pisać na przestrzeni dwóch najbliższych tekstów, jest odkryciem mojego życia.
I przy okazji najintymniejszymi tekstami, jakie kiedykolwiek opublikowałam.

Nie jest mi z tym łatwo, jednak tyle z Was obdarza mnie zaufaniem każdego dnia, dodając mi odwagi, by mówić otwarcie o tym, co delikatne, wrażliwe, najgłębiej schowane. 
Wierzę, że wszyscy żyjemy w takiej... puli doświadczeń.
Jest wspólna dla nas wszystkich, ale nie ma dwóch osób, które zebrałyby dokładnie taki sam ich zestaw. Nie wszystkie elementy naszych historii muszą się zgadzać, żebyśmy mogli się w sobie wzajemnie przeglądać, odnajdywać i empatyzować ze sobą. Myśleć w szerszym kontekście niż nasz własny. 
A gdy znajdujemy w sobie odwagę, by mówić szczerze o tym, co nas dotyka, otwieramy sobie drogę do odkrycia, że nie jesteśmy w tym sami.

Doświadczyłam ostatnio aż trzech przełomów!
1. Dotyczący mojego postrzegania traumy - który rozbija się na dwie podkategorie
2. Dotyczący moich rodziców/edukacji
3. Dotyczący mojej pochwy

Dziś zajmę się dwoma pierwszymi, ale na trzeci również przyjdzie czas, bo w zasadzie był najbardziej przełomowym przełomem z tria. 

Zaczynam trochę czuć, jak te przełomy łamią mnie na pół.
Ubiegły rok był dla mnie przełomowy, właściwie pod każdym względem, jednak jak pisałam, 2020 zostawił mnie pustą.
Wydarzenia z niego przypomniały mi, że nie żyję w próżni i moje działania, nawet jeżeli z różnych perspektyw uzasadnione, wciąż mogą negatywnie wpływać na bliskich mi ludzi, których przenigdy nie chciałabym skrzywdzić.
Uświadomił mi, że moje subiektywne poczucie sprawiedliwości nie jest ważniejsze, niż dobro tych, których kocham.

Nie jest to powszechnie znany fakt na mój temat, ale jestem pasjonatką brylantów.

Brylant [fr.] - regularnie oszlifowany diament, też szlif diamentu opracowany w XVII w.; kamień Otrzymuje formę podwójnego ostrosłupa, w którym powstałe przez ścięcie wierzchołków płaszczyzny otaczają ścianki, tzw. fasety; zasadą szlifu brylantowego jest zwielokrotnienie liczby 4 dla liczby faset.
- Encyklopedia PWN

Nie interesują mnie ubrania znanych projektantów, drogie torebki, luksusowe zegarki, buty o czerwonych podeszwach.
Roszczę sobie jakieś nieuzasadnione poczucie moralnej wyższości nad high-end towarami. 
Jednak nigdy w życiu nie pragnęłam posiadać czegoś tak bardzo, jak pragnę 2-karatowego pierścionka od Tiffaniego.

"Każdy stosunek seksualny w trakcie trwania patriarchatu jest gwałtem"

Takie hasło usłyszałam pewnego letniego popołudnia, jedząc kanapki, przeglądając Instagrama i jednym okiem oglądając setny odcinek telenoweli "Jane the Virgin" na Netflixie. 
Padły z ust postaci trzecioplanowej, genialnej i nieukrywalnie dziwnej, radykalnej feministki, z którą główna bohaterka była na studiach.
Autentycznie mnie to wówczas zszokowało, a moją pierwszą myślą było: "Chryste, dlatego ludzie nienawidzą i żartują z feministek".

Ten cytat wrócił do mnie jednak w trakcie oglądania innej produkcji Netflixa i nagle w pełni zrozumiałam jego sens i... prawdziwość.

Czuję się... pusta.

I nie wiem, jak zamknąć 2020 rok.

Ciężko mi znaleźć chociaż jedno zdanie, którym mogłabym zacząć; które byłoby dobrym wprowadzeniem do wszystkiego, co się w tym roku wydarzyło. 
Skupię się więc może na tym, dlaczego czuję się pusta.

2020 był największym sprawdzianem mojego życia, na każdym możliwym polu.
I czuję, że wypadłam na nim całkiem dobrze, takie 4+, a może nawet -5.
Tylko... jakim kosztem?

© e-klerki · THEME BY WATDESIGNEXPRESS